Tajemnice Górek Szymona, czyli o tym kim był Szymon

Na niewielkim zboczu, na wygrzanym promieniami słonecznymi żółtym piasku, rozłożyłyśmy z dużym wstrętem czasopismo „Pionier” umyślnie na stronie bajki Принцесса на горошине i usiadłyśmy. Rozkręciłyśmy zakrętkę słoika z kompotem z wiśni i wyjadając soczyste owoce, w milczeniu patrzyłyśmy w dal. Widok, jaki się rozpościerał dookoła, był nierzeczywiście piękny. W LO34 przy ulicy Chyliczkowskiej trwała właśnie lekcja języka rosyjskiego. Górki Szymona wydawały się nam najlepszym miejscem na oczyszczenie duszy z wyrzutów sumienia. Teren tętniący życiem i przygarniający młodzież od chwili zakupienia przez „Platerówkę”(liceum warszawskie im. Emilii Plater) w 1933 roku w osiedlu Zalesie-Adamów parceli i wybudowaniu drewnianego pensjonatu. Nieruchomość figurowała w księgach wieczystych jako osiedle Platerówka im. Emilii Szteinbokówny. W czasach mojej młodości zacierano ślady elitarnego zakładu naukowego. W budynkach po Platerówce otworzono Technikum Elektryczne ze specjalnością elektronik.
Od mojej wycieczki minęło 45 lat, a ja do dziś czuję tę lekką bryzę niosącą zapach wody od rzeki zmieszany z wonią kwitnącej, dzikiej, starej gruszy ulęgałki rosnącej u stóp górki i niepowtarzalny, upojny zapach sosnowego lasu. W tym miejscu zawsze pachniało wolnością i wakacjami. Tylko zagadką było – kim był Szymon? Kim był tajemniczy człowiek, którego imię pozostało w tych żółtych piaskach, sosnach i wzgórzach. Czym się zasłużył, że ten interesujący krajobrazowo teren nazwano Górkami Szymona? Ile emocji, ile miłości musiało być w Szymonie do tego miejsca, że nagrodzono go po wsze czasy tak godnie? Nazwy miejsc często biorą się od nazwiska ich właścicieli i tym razem była hipoteza, że imię jednego z właścicieli, restauratora warszawskiego Simona, spolszczono. Ja opowiem inną wersję, być może i ta zostanie kiedyś przedyskutowana. I jeśli nawet ktoś powie „To chyba nie ten Szymon”, zawsze pozostanie informacja o rodzinie, która była związana z Górkami Szymona.
List dostałam od pani Zofii Goly-Podkowińskiej, napisany został przez Zytę Wojciechowską i odczytany w czasie zjazdu absolwentów Liceum Ogólnokształcącego „Platerówka”. Pani Zyta pisze „Zosia poprosiła mnie o napisanie wspomnień o moim dziadku Szymonie, którego imieniem nazwane są górki nad rzeką Jeziorką w pasie dawnej osady Borówka”. Pani Zyta jest najmłodszą z żyjących wnuczek Szymona Olka, urodziła się już po śmierci dziadka. Matką Zyty jest jedną z trzech córek Szymona – Rozalia. Szymon Olka urodził się w 1874 roku w miejscowości Maniuchy, rodzicami byli Adam Olka i Tekla z domu Ślusarczyk. Po ślubie z Marianną (z domu Skomorowska) zamieszkał w Skolimowie. Na świat przychodziły kolejne dzieci. Szymon pracował w piekarni u pana Okrasy, jeździł wozem konnym i rozwoził chleb do okolicznych sklepów i gospodarstw. Pewnego razu w lesie w Magdalence został napadnięty, pobity i obrabowany. Okazało się, że zajęcie jest bardzo niebezpieczne i należało poszukać innego. W tym czasie w nadleśnictwie w Wilanowie poszukiwano na stanowisko gajowego uczciwego człowieka. Szymon przyjął posadę i rodzina przeprowadziła się do osady Borówka koło Piaseczna, dziś okolice ulicy Granicznej. Pani Zyta tak opisuje miejsce zamieszkania rodziny Olka: „Vis-à-vis Platerówki stała z drzewa modrzewiowego willa niebieska, piętrowa z ozdobnymi gankami. Była własnością dyrektora banku p. Gruszczyńskiego. Po latach willę tę kupił Stefan Pona, rozebrał ją, a część materiału użył do budowy nowej siedziby. Obok niebieskiego domu stała mała chatka, w której zamieszkali moi dziadkowie… Dziadek bardzo dbał o las i zwierzynę leśną, zimą dokarmiał, zdejmował zastawione wnyki”. Szymon i Marianna hodowali krowy, mleko w bańkach Marianna nosiła do Piaseczna. Podobno górkę Borówkę Szymon wygrał w karty od pana Gilenko, ale fakt ten nie został spisany i tak naprawdę nic tu pewnego.
Szymon Olka zmarł 30 marca 1945 roku o godzinie 17.00 w Wielki Piątek w Borówce i został pochowany na jazgarzewskim cmentarzu. Marianna po pewnym czasie wyprowadziła się do Gołkowa-Piaski (dziś Piaseczno), zmarła w 1961 roku. Pochowana jest w Jazgarzewie obok męża.
Szymona Olka pamięta doskonale Michał Gazdowski i tak o nim opowiada – „Szymon Olka mieszkał na ulicy Granicznej… Miał 3 córki i syna. Szymon był przed wojną dozorcą na górkach, mieszkał w zielono-niebieskim domu z ażurowymi werandami. Stary Olka służył we dworze Wólka Kozodawska. Uczył mnie łowić ryby w Jeziorce”. Michał pamięta też powodzie i wodę podchodzącą aż pod Górki Szymona.
Leszek Koliński pamięta niebieską willę z ażurowymi werandami stojącą przy ulicy Granicznej. W latach pięćdziesiątych, według relacji pana Leszka, mieszkał w niej ubek ukraiński, który hodował 50 kóz. Kozy zjadały małe krzewy, las był pozbawiony średniej warstwy leśnej, przejrzysty. Później na tych terenach rosły jagody, poziomki i wrzosy. Leszek twierdzi też, że na początku lat sześćdziesiątych górki opanowało wojsko i wtedy wywożono piasek. Ukrócił ten proceder pewien wojskowy wysokiej rangi (dość tajemnicza postać). Był też pomysł zaanektowania tego obszaru pod cmentarz. Protesty mieszkańców spowodowały odstąpienie od tego pomysłu (nie pierwszy i nie ostatni raz).
Cdn.
Dziękuję Zofii Gole-Podkowińskiej za udostępnienie zbiorów.

 

Fot. Tadeusz Tyszka