Cmentarz parafialny

446

Koniec XVIII wieku. Piaseczno liczy około 500 mieszkańców. Część z nich umiera. Mieszkańcy grzebią ich na cmentarzu koło kościoła. Kościół jest ten sam co dzisiaj, rynek również jest w tym samym miejscu, obok stoi nowiutki budynek plebanii, który każdy z nas zna już nie jako nowiutki.

Cmentarz w obrębie kościoła nie zajmuje wiele miejsca. Jest jednak normą wówczas, że zmarłych chowano w miejscu, w którym lata wcześniej pochowano innych zmarłych. Nie było także zwyczaju stawiania krzyży, dzięki temu po kilkuset latach grzebania zmarłych mieszkańców nie zrobił się las krzyży.

Nie grzebano tam innowierców, ofiar epidemii oraz samobójców. Nie do końca również wiadomo, gdzie ich chowano, bo przecież na pewno w Piasecznie wszyscy oni istnieli. Na końcu dzisiejszej ulicy Żeromskiego, w okolicach rzeki Jeziorki – tam gdzie obecnie znajduje się oczyszczalnia ścieków – było piaseczyńskie wysypisko śmieci zwane Górą Gryzową lub Gruzową (stąd ówczesna nazwa ulicy Żeromskiego – Gryzowa lub Gruzowa). Było to również grzebowisko martwych zwierząt. Jak piszą Ewa i Włodzimierz Bagieńscy w „Szkicach z dziejów miasta Piaseczna”: „Pole sąsiadujące z bezpośrednio z zabudową Piaseczna od wschodu nosiło nazwę Zagajce, a teren między Zagajcami a rzeką nazywano Nagrubki (…) [albo] Grubki (…). Być może nazwa ta wywodzi się od nagrobków – grobów.”

Kilkaset lat grzebania zmarłych, gdyż zwyczaj zagospodarowywania przestrzeni grzebalnej wokół kościołów wprowadził Sobór Rzymski w 1059 roku. Kościół w Piasecznie powstał w XV wieku, można założyć więc, że od początku jego istnienia obok znajdował się cmentarz.

Można również śmiało założyć, że w okolicy kościoła, a raczej cmentarza – czyli również w okolicy rynku (a wiadomo przecież, że miasta zabudowywały się właśnie od rynku i dalej) – śmierdziało. I że smród ten był nie do wytrzymania. Co gorsze cmentarz w samym środku miasta, w którym mieszkało kilkuset mieszkańców, powodował zagrożenie epidemiczne.

W Europie wszystkie miasta miały ten sam problem. We Francji Ludwik XVI w roku 1776 zakazał pochówków na cmentarzach przykościelnych. Bardzo szybko w ślad za Francją poszły inne kraje i tak w 1783 roku powstał cmentarz Świętokrzyski w Warszawie. Dzisiaj nieistniejący, znajdował się dokładnie przy dzisiejszej Nowogrodzkiej 51, tam gdzie obecnie kościół pod wezwaniem św. Piotra i Pawła. Nie było to tak jak dzisiaj rozbudowane centrum miasta, lokalizacja cmentarza była raczej określana jako „w polu”. Nie chciano więc chować tam zmarłych, porównywano to do „psiego pochówku”. Gdy biskup smoleński ks. Gabriel Wodzyński umarł w 1788 roku pochowano go właśnie na tym cmentarzu – zgodnie z jego wolą zawartą w testamencie. Wówczas mieszkańcy Warszawy powoli zaczęli przekonywać się do nowego miejsca pochówków.

W 1792 roku Komisja Policji Obojga Narodów ogłosiła między innymi zakaz chowania zmarłych przy kościołach i nakaz zakładania dużych cmentarzy poza miastem. Naturalnie były pewne problemy z wypełnianiem tych przepisów – naród trochę się buntował.

W tym samym czasie Warszawa i część Mazowsza (a jak Warszawa to i Piaseczno) znalazły się pod panowaniem pruskim. W Prusach w 1777 roku Fryderyk Wielki wydał dekret zakazujący grzebania ciał w mieście. W związku z tym również Piaseczno musiało założyć cmentarz poza miastem.

Cmentarz prawdopodobnie powstał między 1796 a 1806 rokiem, na działce poza miastem, ale w rozsądnej odległości od niego. Należy pamiętać, jakie na przełomie XVII i XIX wieku panowały warunki komunikacyjne, tak więc nie należało umiejscawiać cmentarza wiele kilometrów za miastem. Wybór padł na ziemie należące do parafii piaseczyńskiej, rozciągające się od Dąbrówki do Żabieńca, a raczej na skromną ich cząstkę – na działkę przy ulicy Kościuszki.

Chowano na nim zmarłych z wielu okolicznych miejscowości m.in. z Chylic, Chyliczek, Dąbrówki, Starej i Nowej Iwicznej, Lesznowoli i Skolimowa.

Wyraźnie planowano powiększenie cmentarza, ponieważ od dzisiejszej ulicy Gerbera oraz Czajewicza płot był znacznie niższy. Budowa kolejki pomiędzy Piasecznem a Górą Kalwarią, która szła dokładnie obecną ulicą Gerbera, uniemożliwiła te plany. Niemniej jednak po II wojnie światowej zaczęło brakować miejsca na grzebanie zmarłych. Rozpoczęły się pochówki w alejach oraz w miejscu innych grobów. Przy kopaniu nowych odnajdywano ludzkie kości – co oburzało mieszkańców.

W 1945 roku Feliks Sadowski – przewodniczący Miejskiej Rady Narodowej – na jej posiedzeniu zaproponował zamknięcie cmentarza w mieście – gdyż oczywiście przez blisko 150 lat miasto się rozrosło i wchłonęło cmentarz – i wybudowanie nowego na poniemieckich gruntach. W 1957 roku proboszcz ks. Tadeusz Zakrzewski wystąpił do władz powiatowych o zgodę na poszerzenie cmentarza o działkę należącą do państwa Smosarskich. Była to działka leżąca dzisiaj pomiędzy cmentarzem, a ulicą Czajewicza. Nie wyrażano zgody ze względu na umiejscowienie rzeczonej działki w środku miasta, co było już wtedy niezgodne z prawem (budowanie cmentarzy w mieście). Tak czy inaczej zmarłych dalej chowano w alejach oraz w miejscach zajętych przez innych zmarłych.

Cmentarz przy ul. Julianowskiej (faktycznie na ziemiach poniemieckich, po Michale Hencler) powstał dopiero w roku 1964 (wtedy dokonano pierwszego pochówku). Przy okazji zamknięto go zupełnie dla chowania zmarłych. Zakaz ten uchylono w 1974 roku, tak aby można było chować zmarłych w grobach rodzinnych.

W 1991 roku cmentarz parafialny w Piasecznie wpisany został do rejestru zabytków.