Tu zaszła zmiana – świąteczne zakupy w PRL

0
367

Dziś w cyklu „Tu zaszła zmiana” obrazki ze sklepu spożywczego i reminiscencje z PRL.

Coraz częściej czytam o tęsknotach za PRL, wspominamy młodość i piszemy – Kiedyś było jakoś lepiej.

Mamy czas wzmożonych zakupów, bo każdy Polak musi postawić na stole wielkanocnym, wszystko to, co tradycja nakazuje, warto więc zajrzeć do sklepu z PRL i zobaczyć co nam oferuje. Sklep, którego wnętrze pokazujemy dziś na zdjęciu, a zdjęcie jest z końca lat 70, znakomicie prezentuje, co można było kupić w nowoczesnym sklepie samoobsługowym w Piasecznie przy ul. Kościuszki 18 w omawianych tu czasach.

tu zaszła zmiana, sklep w Piasecznie, handel w PRL, historia Piaseczna, historyczne fotografie Piaseczna
Wystawa sklepu przy ul. Kościuszki 18 fot: zbiory Czesławy Mazur

Pełne półki

Na półkach sklepowych, które mimo deficytu towarów były zapełnione, bo taki był nakaz władz, po wnikliwej analizie obrazka, znajdziemy: puszki, puszki, puszki i puszki, ocet, a także dżem, czasami pieczywo, z którym też był problem. W latach 70. pojawiły się już kartki na cukier. W 1981 były już kartki na… wszystko co było potrzebne na święta, a więc: mięso, masło, olej, kaszę, mąkę, płatki zbożowe, ryż, cukier, czekoladę, cukierki, alkohol. Reglamentowane były też  mydła, proszki do prania, obuwie, dywany, artykuły dla niemowląt i w końcu benzyna. Alkohol też był na kartki, ale każdy sobie z tym radził, a Polak potrafi. Trzeba było zakupić szybkowar radziecki i trochę cukru. W ogóle było pięknie, człowiek jak się zorganizuje to ma to, co chce: cielęcinę od pani Cielęcinowej, wyroby wedlowskie od pani Wandy co miała „wejście” u „E.Wedla”, czyli w „22 lipca”. Dolary zawsze były u cinkciarza spod sklepu Pewex, a gdy się posiadało dolce… hulaj dusza, piekła nie ma, wszystko luksusowe w zasięgu ręki.

Czytaj także: Tu zaszła zmiana – sklep Marta

Handel prywatny

Inna strefa, to był handel prywatny legalny. Jakże miło wspominamy prywatne warzywniaki z lat 60. czy 70. XX w. Dlaczego? Bo były świetnie zaopatrzone, można w nich było kupić deficytowy towar, to znaczy taki, który nie znalazł się np. w sklepach spożywczych PSS Społem czy MHD. I jeszcze ta miła obsługa pań sprzedawczyń przypominająca przedwojenne staranie się o klienta. I w końcu targi i bazary, tu proponowano wszystko – kury, jaja, warzywa, kapcie, garnki i miotły. Na bazarze Różyckiego w Warszawie można było kupić kartki czyli te bilety do sklepu na boczek i benzynę, w ilości ile dusza zapragnie.

Nie mieliśmy depresji, bo kontakt międzyludzki był zachowany, nikt nie czuł się samotny, no bo jeśli po pół kilo szynki i kilo kiełbasy trzeba było stać 2 godziny i pilnować kolejki, można było pogadać ze stojącymi obok. Można było też nakrzyczeć na jakąś sprytną klientkę – Pani tu nie stała! Albo zapytać – Czy pani jest na pewno w ciąży?! Można też było zrobić literacki wpis do Książki Zażaleń, która była obowiązkowo w każdym sklepie. To dopiero była literatura! Stanisław Bareja pisał na jej podstawie scenariusze do swoich filmów, jak sądzę. I jak tak człowiek spędził kilka godzin wśród ludzi, to nie w głowie mu była depresja. A teraz nuda; wszystko jest, może z wyjątkiem pieniędzy.

 

ZOSTAW ODPOWIEDŹ

Wpisz komentarz
Podaj swoje imię