Cecylia Plater-Zyberkówna

159

To będzie historia kobiety, jednej z niewielu jakie zapisały się w historii Piaseczna. Kobiety, o której mówi się, że wyprzedzała swoją epokę, a gdy miała mniej niż 10 lat, ksiądz uczący ją i jej rodzeństwo obawiał się, czy nie zostanie ona drugą George Sand.

Urodziła się w Passie w 1853 roku – majątku koło Błonia. Rodzice kupili ten piękny pałac dwa lata przed jej urodzeniem, aby umożliwić, wtedy jeszcze jej rodzeństwu, naukę w szkołach warszawskich oraz by mogli się wychowywać w polskim środowisku. Była ósmym dzieckiem hrabiego Kazimierza Platera-Zyberka oraz Ludwiki z Borewiczów.

W 1863 roku, gdy wybuchło powstanie styczniowe, dziesięcioletnia Cecylia usiłowała uciec z domu, aby w nim walczyć. Nic dziwnego – w jej żyłach płynęła ta sama krew co w żyłach Emilii Plater – jej ulubionej bohaterki, kapitan Wojska Polskiego w czasie powstania listopadowego.

Zyberkówna uczyła się w domu wraz z siostrami. Później – jako trzynastoletnia panienka – wyjechała do szkoły Sacre-Coeur pod Poznaniem. Uczyła się bardzo dobrze. W tym samym roku – 1866 – umarła jej matka.

Wróciła do domu w 1870 roku, początkowo do Passa, jednak po ślubie jej brata Tadeusza on właśnie przejął majątek. Cecylia z dwoma młodszymi braćmi i ojcem zamieszkali w Schlossbergu w Kurlandii – majątku rodzinnym jej ojca. Jak sama pisze w swoim „Życiorysie” „ Zajęłam się więc całym kobiecym gospodarstwem, domem, ogrodem oraz rachunkami”. Uczyła ją tutaj pani Fok, starsza i dobrze wykształcona. Później nauczaniem młodej panienki zajęła się pani Eberhard – brytyjka, dzięki której utrwaliła język angielski. W Schlossbergu rozwinęła także działalność oświatową – prowadziła na przykład szkółkę dla dzieci parobków. Panna Iwicka zaś, znana w Wilnie działaczka społeczna, przysyłała Zyberkównie do Kurlandii, sieroty mające trafić do przytułków rosyjskich.

1875 roku zmarł Kazimierz Plater – Zyberk.

Dwa lata później hrabianka wyjechała wraz z siostrą Marią oraz Marią Zamoyską, do Paryża aby kształcić się w formach pracy społecznej oraz zwiedzić różne instytucje dobroczynne. Chciała ona bowiem założyć szkołę dla ubogich dziewcząt w Lipawie (obecnie Łotwa). To okazało się niemożliwe.

W 1879 rok wyjechała do Paryża ponownie. Spotkała tam Józefę Chudzyńską, która przekonała Cecylię, aby szkołę dla dziewcząt otworzyć w Warszawie. Po powrocie z Paryża zamieszkała w Warszawie z Chudzyńską i zdobyła tytuł mistrzowski w krawiectwie.

Nigdy nie wyszła za mąż, sama napisała w swoich wspomnieniach „miałam kilku konkurentów, od których sama Opatrzność mnie uwolniła”.

Kupiła działkę na ulicy Pięknej, aby postawić tam szkołę. Niestety rząd rosyjski nie wydawał pozwoleń na tworzenie polskich prywatnych szkół, podejrzewając – zresztą słusznie – polską inteligencję o wrogie zamiary, takie jak nauczanie historii kraju oraz języka polskiego, a także propagowanie tradycji narodowych i religijnych. W związku z tym w 1883 roku hrabianka otwiera Zakład Rękodzielniczy dla Kobiet. Dziewczęta na Pięknej w Warszawie miały uczyć się różnych zawodów – robiły to oczywiście, ale poza tym prowadzono działalność zabronioną przez Rosjan.

Zyberkówna chciała również kształcić kobiety w zakresie gospodarstwa wiejskiego. Polska była (i jest) krajem rolniczym, a ona widziała poważne braki u kobiet, w dziedzinie praktycznej jak i naukowej. Postanowiła więc zbudować nową szkołę odpowiadającą ówczesnym potrzebom.

„W roku 1890 kupiłyśmy (z Józefą Chudzyńską – przyp. J.G.) folwark czterowłókowy na szkołę gospodarczą – Chyliczki pod Piasecznem. Przedtem przez półtora roku objeżdżałam dokoła bryczką, incognito, w towarzystwie pana Władysława Chudzyńskiego – brata mojej towarzyszki, całą okolicę Warszawy, w obrębie mil czterech, szukając możliwie najlepszych warunków odpowiadających szkole gospodarczej. Chyliczki okazały się kupnem najlepszym”.

Szkoła w Chyliczkach zasługuje na oddzielny artykuł, Cecylia Plater-Zyberkówna zaś jest na tyle interesującą postacią, że nie trzeba wcale kończyć tekstu o niej na szkole chyliczkowskiej.

Na przełomie wieków XIX i XX, hrabianka zajęła się poza szkołami jeszcze inną działalnością, choć zawsze społecznie potrzebną. Pomagała przy założeniu Domu Opieki nad Ubogą Dziatwą, Warszawskiego Domu Sierot po Robotnikach, powstaniu czytelni katolickiej. W 1904 roku współdziałała przy powstaniu Katolickiego Związku Kobiet Polskich. Stworzyła przy nim Wyższe Kursy Naukowo – Pedagogiczne. Prowadząc cały czas szkołę na Pięknej oraz w Chyliczkach, pomogła także przy powstaniu Szkoły Ochraniarek Stefanii Marciszewskiej oraz Ochrony Studenckiej na Czystem.

Można pokusić się o stwierdzenie, że była pozytywistką – skupiała się bowiem na pracy u podstaw i pracy organicznej. Pozytywiści jednak reprezentowali postawę laicką, ona przecież wręcz przeciwnie. Poza światopoglądem wpisywała się w założenia pozytywizmu. Można także nazwać ją publicystką. Pisząc o aktualnych problemach, nie pomijając tych o dużym znaczeniu, wydała 30 książek i broszur.

120 lat temu Zyberkówna pisała o Kościele rzeczy, które są jak najbardziej aktualne dzisiaj – że Kościół i katolicy muszą zająć stanowisko wobec laicyzującego się świata oraz przemian światopoglądowo-społecznych. Pisała: „jesteśmy katolikami w pewnych porach roku, w pewnych okolicznościach, jako to np. około Świąt Wielkiejnocy, na gremialnych rekolekcjach, w dzień ślubu, przy łożu umierającego…”. W dyskusji na początku wieku XX, utożsamiającej Kościół z ciemnogrodem, a katolicyzm z konserwatyzmem, hrabianka jako nieliczna odważnie stanęła w obronie Kościoła i katolicyzmu.

Była przeciwna kontrastom ekonomicznym i społecznym, uważała że pomocny w zwalczaniu tych kontrastów może być obowiązek pracy. Sądziła, że społeczeństwo naprawić mogą odrodzone, oświecone kobiety – do czego przecież dążyła, budując m.in. szkoły żeńskie. Nie była także zwolenniczką zupełnego równouprawnienia, uważała bowiem, że kobieta ma swoją przypisaną rolę bycia matką i żoną, oraz budowniczym rodziny. Jej zdaniem wymagało to jednak wszechstronnego wykształcenia kobiet.

Umarła 6 stycznia 1920 roku. Pochowano ją w rodzinnym grobie na Powązkach. Na pogrzeb przyszedł tłum warszawiaków.