To kolejny zwrot w postępowaniu, które od kilku dni budzi duże zainteresowanie opinii publicznej. W oficjalnych komunikatach podejrzany występuje jako Leszek K., natomiast w przestrzeni publicznej sprawa identyfikowana jest jako dotycząca Leszka Kraskowskiego, dziennikarza śledczego i twórcy serwisu Reporterzy Online.
Jak przekazała Prokuratura Okręgowa w Warszawie, decyzja o przejęciu sprawy została podjęta na wniosek Prokuratury Rejonowej w Piasecznie, która na co dzień współpracuje z Komendą Powiatową Policji w Piasecznie. To właśnie komendant tej jednostki ma w sprawie status pokrzywdzonego.
Mail z groźbami i informacją o broni
Według prokuratury śledztwo zostało zainicjowane po przesłaniu do Komendy Powiatowej Policji w Piasecznie wiadomości e-mail. W mailu wskazano Leszka K., podano jego dane osobowe, numer jednej ze spraw, a także zawarto groźby pozbawienia życia komendanta piaseczyńskiej policji, osób próbujących powstrzymać sprawcę oraz zapowiedź odebrania sobie życia.
Z komunikatu wynika, że w wiadomości wskazano również model broni, którą miał posiadać podejrzany. Użyto także słów wulgarnych.
Prokuratura podkreśla, że zgromadzony dotychczas materiał dowodowy wskazuje na duże prawdopodobieństwo popełnienia zarzucanych czynów. W zakresie nielegalnego posiadania broni kluczowe znaczenie ma mieć protokół przeszukania pojazdu, w którym zabezpieczono broń i amunicję, a także opinia biegłego z zakresu broni palnej i amunicji.
Wcześniej prokuratura informowała, że chodzi o pistolet gazowy produkcji włoskiej oraz 54 sztuki amunicji, które podejrzany miał posiadać bez wymaganego zezwolenia.
Prokuratura: mail zawierał dane Leszka K.
W odniesieniu do zarzutu kierowania gróźb przez Internet śledczy wskazują, że zachodzi bardzo duże prawdopodobieństwo, iż wiadomość została wysłana ze skrzynki należącej do Leszka K.
Prokuratura zwraca uwagę nie tylko na nazwę nadawcy, ale także na treść wiadomości. W mailu miała znaleźć się informacja o sygnaturze sprawy dotyczącej interwencji z zawiadomienia Leszka K. Dodatkowo, zdaniem śledczych, znaczenie ma fakt ujawnienia przy podejrzanym broni oraz zdjęcia załączone do wiadomości przesłanej na policję.
Według prokuratury okoliczności te mogą świadczyć o tym, że podejrzany „mógł podjąć kroki do popełnienia przestępstwa”, które zapowiedziano w mailu.
Leszek K. nie przyznał się do popełnienia zarzucanych mu czynów. W swoich wyjaśnieniach sugerował, że sprawcą może być inna osoba, którą wcześniej wskazywał jako sprawcę gróźb na jego szkodę. Prokuratura ocenia jednak, że na obecnym etapie postępowania wyjaśnienia te należy traktować jako przyjętą linię obrony.
W tle wcześniejsze postępowanie o znęcanie
Nową informacją ujawnioną w komunikacie jest również to, że do materiału dowodowego dołączono akta innego postępowania dotyczącego Leszka K. Chodzi o sprawę, w której przedstawiono mu zarzut znęcania się nad osobami najbliższymi.
Jak przekazała Prokuratura Okręgowa w Warszawie, postępowanie to było wcześniej zawieszone z powodu wielokrotnego niestawiennictwa podejrzanego na badania sądowo-psychiatryczne.
Ten wątek miał znaczenie przy ocenie, czy wobec podejrzanego należy zastosować tymczasowe aresztowanie. Prokuratura argumentowała, że Leszek K. często opuszcza granice kraju i może unikać kontaktu z organami ścigania. Wskazano również, że w poprzednim postępowaniu nie stawiał się na wezwania, przez co nie można było przeprowadzić z nim czynności.
Zdaniem śledczych spełniona była więc przesłanka obawy ukrywania się przed wymiarem sprawiedliwości.
Zeznania żony i obawa matactwa
Prokuratura wskazała także na obawę matactwa oraz możliwość bezprawnego wpływania na świadków. W komunikacie podkreślono, że podejrzany w mailu miał już zapowiedzieć wyrządzenie krzywdy komendantowi policji, a realność tych gróźb miała być uprawdopodobniona ujawnieniem w aucie broni i amunicji.
Śledczy zwracają też uwagę na zeznania żony Leszka K. Jak wynika z komunikatu, kobieta miała wskazać, że z uwagi na dotychczasowe zachowanie podejrzanego obawia się, iż może on zrobić krzywdę jej lub innym osobom.
W aktach sprawy mają znajdować się również informacje o tym, że Leszek K. może dopuszczać się czynów z użyciem przemocy. Prokuratura wskazuje na „liczne rejestracje w bazach policyjnych” oraz postawiony mu zarzut dotyczący znęcania się nad rodziną.
Dlaczego sąd zgodził się na areszt?
Sąd Rejonowy w Piasecznie zastosował wobec Leszka K. tymczasowe aresztowanie na okres trzech miesięcy. Jak informuje prokuratura, sąd uznał, że zgromadzony materiał dowodowy wskazuje na duże prawdopodobieństwo popełnienia przez podejrzanego zarzucanych czynów.
Sąd miał również podzielić argumentację dotyczącą obawy matactwa, w tym możliwości nakłaniania świadków do składania odmiennych zeznań, a także utrudniania postępowania poprzez niestawiennictwo na czynności procesowe. Prokuratura podkreśla, że takie zachowania miały już wcześniej występować.
Dodatkowo sąd wskazał na wysokie prawdopodobieństwo popełnienia przez podejrzanego przestępstwa przeciwko życiu i zdrowiu. Według komunikatu prokuratury znaczenie miały mieć tu zarówno same groźby, jak i okoliczności dotyczące stanu zdrowia oraz zaniechania leczenia, które – zdaniem sądu – powodują, że groźba może być realna.
Śledczy argumentowali także, że podejrzanemu za czyn z art. 263 § 2 kodeksu karnego, czyli posiadanie broni palnej lub amunicji bez wymaganego zezwolenia, grozi kara od 6 miesięcy do 8 lat pozbawienia wolności.
Nie powołał się na tajemnicę dziennikarską
Prokuratura odniosła się również do pytań mediów dotyczących statusu zawodowego Leszka K. Jak przekazano, podejrzany „na żadnym etapie wykonywanych z jego udziałem czynności nie powołał się na tajemnicę dziennikarską”.
Z komunikatu wynika także, że Leszek K. przekazał organom ścigania użytkowany telefon oraz hasło dostępu.
Wcześniej w mediach pojawiało się stanowisko obrony, według którego dziennikarz miał sam padać ofiarą gróźb, a sprawa mogła mieć charakter prowokacji. Prokuratura na obecnym etapie nie podziela tej wersji i wskazuje, że wyjaśnienia podejrzanego traktuje jako linię obrony.
Adwokat mówi o prowokacji i problemach z kontaktem z klientem
Do sprawy odniósł się również obrońca Leszka K., mecenas Łukasz Pawelski, który wypowiadał się na antenie Radia Wnet. Adwokat przekonywał, że okoliczności sprawy budzą poważne wątpliwości i mogą wskazywać na prowokację wymierzoną w dziennikarza.
Mecenas Pawelski zwracał uwagę przede wszystkim na wątek wiadomości e-mail, która według śledczych miała zawierać groźby wobec komendanta piaseczyńskiej policji. Jak relacjonowało Radio Wnet, obrońca wskazywał, że wiadomość miała zostać wysłana z nowo założonego konta ProtonMail, ale podpisanego pełnym imieniem i nazwiskiem dziennikarza. Jednocześnie Kraskowski miał wcześniej prowadzić normalną korespondencję z policją ze swojego jawnego konta gmail.
– To karkołomna konstrukcja – oceniał na antenie Radia Wnet mec. Łukasz Pawelski, odnosząc się do wersji, zgodnie z którą jego klient miałby kierować groźby pod własnym nazwiskiem.
Obrońca podnosił także zastrzeżenia dotyczące dostępu do klienta i informacji o czynnościach procesowych.
– Przez cały okres od momentu zatrzymania Leszka nie byłem na ten temat informowany. Przecież to jest kuriozum, które w XXI wieku w środku Europy nie powinno w ogóle mieć miejsca – mówił w Radiu Wnet.
Mecenas Pawelski wskazywał również, że Leszek K. jako osoba tymczasowo aresztowana ma prawo do kontaktu z obrońcą, ale w praktyce kontakt ten zależy od zgody prokuratora. Adwokat oceniał, że bez takiej zgody uprawnienie to „czyni ten przepis wydmuszką”.
Obrona kwestionuje także udział lokalnych organów w początkowym etapie sprawy. Zdaniem mec. Pawelskiego problematyczne jest to, że czynności wykonywały organy z Piaseczna, skoro pokrzywdzonym w sprawie jest Komendant Powiatowy Policji w Piasecznie. Adwokat mówił w tym kontekście o możliwym konflikcie interesów.
Stanowisko obrony stoi w wyraźnej sprzeczności z argumentacją prokuratury, która podkreśla duże prawdopodobieństwo popełnienia zarzucanych czynów, zabezpieczenie broni i amunicji oraz obawy dotyczące matactwa, ukrywania się i realności gróźb. Sprawa pozostaje w toku, a Leszek K. nie przyznaje się do winy.
Czytaj także:


Napisz komentarz
Komentarze