Przez lata miejskie tężnie solankowe reklamowano jako małe uzdrowiska pod blokiem – miejsce, gdzie można „pooddychać jak nad morzem”, przysiąść bliżej solanki i pozwolić dzieciom biegać wprost pod rozpyloną mgiełką. Teraz ta sielanka dobiega końca. Po serii badań prowadzonych m.in. w Krakowie Główny Inspektorat Sanitarny uznał, że takie obiekty nie tylko nie spełniają norm uzdrowiskowych, ale w dodatku mogą być rezerwuarem bakterii chorobotwórczych. W efekcie zmienia się nazewnictwo, pojawiają się nowe zakazy, a przy solankowych instalacjach mają stanąć tablice wprost informujące, że korzysta się z nich na własną odpowiedzialność. To sygnał również dla powiatu piaseczyńskiego – od uzdrowiskowej tężni w Konstancinie-Jeziornie po planowaną mikrotężnię w Piasecznie.
Od tężni do „małej architektury”. Co to oznacza?
Pierwsza zmiana jest pozornie niewinna: z oficjalnych dokumentów znika słowo „tężnia”, a pojawia się określenie „obiekt małej architektury wodnej z użyciem solanki”. To jasny komunikat, że miejskie instalacje solankowe mają być traktowane jak element dekoracyjno‑rekreacyjny, a nie jak narzędzie terapii. Sanepid podkreśla, że nie ma badań potwierdzających, iż krótki spacer wokół mikrotężni działa na zdrowie tak, jak pobyt w uzdrowisku czy nad morzem. Konstancińska tężnia uzdrowiskowa pozostaje obiektem leczniczym z pełnym nadzorem i rygorystycznymi normami, ale wszystkie „miejskie” solanki – w tym planowana mikrotężnia parkowa w Piasecznie – będą oficjalnie tylko atrakcyjnym dodatkiem do zieleni.


„Rąk nie moczyć, psa nie wprowadzać”. Nowe zasady przy solance
Najbardziej odczuwalne są jednak konkretne zakazy. Sanepid zapowiada bezwzględny zakaz zanurzania rąk w solance. Zakazane ma być także dotykanie konstrukcji: gałązek, z których spływa solanka, drewnianych ścian czy elementów instalacji. Do tego dochodzi zakaz wprowadzania zwierząt w bezpośrednie otoczenie obiektu, by ograniczyć ryzyko zanieczyszczenia solanki odchodami. Te obostrzenia mają swoje źródło w badaniach prowadzonych przez zespół prof. Katarzyny Wolny‑Koładki, w których stwierdzono obecność bakterii E. coli, enterokoków kałowych, laseczek zgorzeli gazowej, grzybów i pleśni w solance oraz aerozolu wokół miejskich tężni. Naukowcy wprost wskazują: zamknięty obieg solanki, ptaki, psy, a także nasze własne ręce robią swoje.

Tężnia w Konstancinie a miejskie instalacje solankowe
W Konstancinie‑Jeziornie mamy do czynienia z klasyczną tężnią uzdrowiskową – zasilaną świeżą solanką, wpisaną w system lecznictwa uzdrowiskowego i objętą odrębnymi regulacjami. Tam wciąż można mówić o realnym, udokumentowanym działaniu zdrowotnym, a pobyt przy tężni jest częścią profesjonalnej terapii. To miejskie mikrotężnie, coraz częściej pojawiające się w parkach, są głównym adresatem nowych zaleceń GIS. Chodzi na przykad o planowaną mikrotężnię w Piasecznie oraz inne, mniejsze instalacje solankowe, które od początku będą musiały działać zgodnie z nowymi wytycznymi. Samorządy, decydując się na takie inwestycje, muszą liczyć się teraz nie tylko z kosztami budowy, lecz także z regularnym czyszczeniem, wymianą solanki, badaniami mikrobiologicznymi, a przede wszystkim z koniecznością uczciwej informacji: żadnych obietnic „leczenia” czy „klimatu jak nad morzem”. Dla mieszkańców to z kolei sygnał, że jeśli szukają realnej terapii dla dróg oddechowych – powinni kierować się raczej do uzdrowisk, a lokalne solanki traktować jako przyjemne tło spaceru, nie jako substytut leczenia.


Napisz komentarz
Komentarze