Reklama

„Data center? Nie tutaj!” – protest przy budowie na Energetycznej

Przy ogrodzeniu budowy przy ul. Energetycznej w Piasecznie odbyła się manifestacja przeciwko powstającemu centrum danych. Mieszkańcy i wspierający ich aktywiści wskazywali na obawy związane z wodą, hałasem, energią oraz bliskością zabudowy mieszkaniowej.
„Data center? Nie tutaj!” – protest przy budowie na Energetycznej
Mieszkańcy o budowie dowiedzieli się dopiero po ustawieniu ogrodzenia

Autor: DG

Protest zorganizowano 16 września przy terenie inwestycji, gdzie rozpoczęły się już prace budowlane. W trakcie zgromadzenia uczestnicy wielokrotnie skandowali hasło: „Data center? Nie tutaj!”, które stało się najkrótszym wyrazem ich sprzeciwu wobec lokalizacji przedsięwzięcia. Protestujący zaznaczali, że nie występują przeciw technologiom cyfrowym, lecz przeciw skali i umiejscowieniu obiektu przy zabudowie mieszkaniowej. Podczas manifestacji zbierano podpisy pod petycjami oraz środki na analizy prawne i działania związane z dokumentacją.

Zobacz galerię zdjęć:

Budowa już trwa

Inwestorem jest spółka Sien Real, a generalnym wykonawcą Budimex. Centrum danych powstaje na podstawie decyzji o środowiskowych uwarunkowaniach nr 3/2024, wydanej przez burmistrza Piaseczna oraz pozwolenia na budowę nr 1391/2024 wydanego przez starostę piaseczyńskiego. Z dokumentów przywoływanych przez protestujących wynika, że po zmianie pozwolenia budynki A–D mają mieć cztery kondygnacje zamiast trzech.

– Do najbliższego domu jest stąd zaledwie 35 metrów. Mówimy o czterech budynkach, każdy wysoki na 25 metrów. Hałas będzie tu 24 godziny na dobę – wyliczała Anna Rzewnicka, jedna z organizatorek protestu.

Uczestnicy protestu o inwestycji dowiedzieli się dopiero wtedy, gdy teren został ogrodzony, a inwestor poinformował o budowie zaledwie kilkanaście osób, bo według dokumentów strefa oddziaływania obiektu kończy się na ul. Energetycznej.

„Stoimy przy płocie, za którym budowa już trwa, ale to nie znaczy, że nic nie możemy zrobić. Zawsze są jakieś rozwiązania” – przekonywali protestujący. Fot. DG

– Wszyscy byli przekonani, że powstanie tu ujęcie wody. Wycinają drzewa? No to pewnie będą ciągnąć wodę.

Protestujący zapewniali, że mieszkańcy nie zamierzają odpuścić. – Sprawdzamy decyzję środowiskową i raport, porównujemy je z projektem zamiennym, który zaakceptowało starostwo, i rozmawiamy z prawnikami. Stoimy przy płocie, za którym budowa już trwa, ale to nie znaczy, że nic nie możemy zrobić. Zawsze są jakieś rozwiązania.

Woda i prąd w centrum sporu

Najwięcej pytań dotyczy wody. Raport oddziaływania na środowisko podaje maksymalne zapotrzebowanie na poziomie 71,62 m sześc. na dobę dla pierwszego etapu i 286,48 m sześc. na dobę dla wszystkich czterech etapów. Inwestor przekazuje, że obecny projekt zakłada pobór do 55 m sześc. dziennie. Około 35 m sześc. ma iść na cele socjalno-bytowe i porządkowe, a 20 m sześc. na sezonowe nawilżanie powietrza.

– Nie mamy zweryfikowanego poboru wody. Inwestor coś deklaruje, ale nie mamy na to żadnego potwierdzenia – mówiła organizatorka protestu.

Protestujący obawiają się, że rosnąca zabudowa okolicy odbije się na lokalnych studniach. Według ich wyliczeń za 20 lat może w nich zabraknąć wody, a jako pierwsze odczują to osiedla Patronat i Przy Kamieniu.

Równie dużo emocji budzi zapotrzebowanie na energię. Przyłącze dla centrum danych ma mieć moc 70 MW.

Nad bezpieczeństwem protestujących czuwała policja. Fot. DG

– To daje mniej więcej 55–60 MW mocy obliczeniowej. Pod koniec 2025 roku wszystkie serwerownie w Warszawie miały łącznie 157 MW. Ten jeden kompleks będzie więc miał jedną trzecią tego, co cała Warszawa. To ogromna, hiperskalowa inwestycja, a nie mała serwerownia w jakimś biurowcu – przekonywała przedstawicielka mieszkańców.

Mieszkańcy boją się, że w razie przeciążenia sieci pierwszeństwo dostanie obiekt uznany za infrastrukturę krytyczną. – Woda i prąd najpierw pójdą do maszyn. Dla nas prysznica nie będzie, woda będzie dla serwerów – mówiła organizatorka.

Hałas, paliwo i ciepło

W dokumentacji środowiskowej przewidziano urządzenia chłodnicze, w tym dry coolery pracujące nocą z ograniczoną wydajnością. Raport szacuje hałas przy zabudowie jednorodzinnej na 20,4–39,9 dB w nocy, przy normie 40 dB. Autorzy strony Stop Serwerowni Piaseczno zwracają uwagę, że te wyliczenia opierają się na założeniach dotyczących konkretnych urządzeń i ekranów akustycznych.

Mieszkańcy nie wierzą, że dźwięk zatrzyma się na granicy działki. – Kiedy sąsiad kosi trawę, słyszę to u siebie. Dźwięki się rozchodzą, a inwestor twierdzi, że te zostaną na jego terenie. Gratuluję, jeśli potrafi je tak wytresować – ironizowała jedna z mieszkańców.

– Wyobraźcie sobie, że w nocy będzie tak, jakby ktoś jeździł wam motocyklem pod oknem, a w dzień jak przy lotnisku. Tyle że tu chodzi o niskie, dudniące częstotliwości – dodawano.

Fot. DG

Dokumenty przewidują też do 49 agregatów prądotwórczych i podziemne zbiorniki na olej napędowy o łącznej pojemności do 1280 m sześc. Protestujący pytali o ochronę gruntu i wód podziemnych oraz o zabezpieczenia na wypadek awarii. Przypominali również, że w czasie konfliktu zbrojnego taki obiekt może stać się celem ataku.

Osobny wątek to ciepło odpadowe. Według organizatorów nie przewidziano jego odbioru, więc całe będzie trafiać do atmosfery. Powoływali się przy tym na unijną dyrektywę dotyczącą wykorzystania ciepła z dużych serwerowni, której Polska, jak twierdzą, nie wdrożyła w terminie.

Wysychające rzeki i gorące noce

Na protest przyjechał Daniel Petryczkiewicz, aktywista ekologiczny z Konstancina, który wcześniej walczył tam z budową pola golfowego. Mówił o tym, co od lat obserwuje nad okolicznymi rzekami.

– Coraz mniej z nas chodzi nad rzekę, więc może nie wszyscy to zauważyli. W Małej, Czarnej i Zielonej od dwóch, trzech lat właściwie nie ma wody. Tarczynka jeszcze płynie, ale jej bieg skrócił się o ponad półtora kilometra przez suszę, która trwa już ponad dziesięć lat. A teraz dochodzi do tego serwerownia, która będzie po prostu zjadać naszą wodę – mówił.

Przywołał przykład ze Stanów Zjednoczonych. – W Nevadzie centra danych zużywają już 25 procent energii elektrycznej. Przy upałach rzędu 30–40 stopni ludzie naprawdę stają przed wyborem: dać prąd mieszkańcom, żeby mieli klimatyzację i się nie ugotowali, czy maszynom. To już nie jest „Matrix” sprzed 20 lat. To powoli dociera także do nas – przekonywał.

Na proteście był obecny Daniel Petryczkiewicz. Fot. DG

Niepokoi też to, że nie wiadomo, kto będzie właścicielem obiektu. – Jest to skrzętnie ukrywane, tak jak w Michałowicach i prawie wszędzie indziej. W Holandii czy Irlandii takie dane nie są tajne. A Polska znowu jest traktowana jak teren do kolonizowania przez nie wiadomo kogo. Technologie takie jak AI potrzebują czystego powietrza i czystej wody. Dokładnie tego samego potrzebujemy my – mówił.

Zaapelował, by nie liczyć na późniejsze obietnice. – Nie dajmy sobie wmówić, że jak to już stanie, inwestor się o wszystko postara. Nawet zamku w Stobnicy, który jest samowolą, nie udało się rozebrać. Kto potem każe rozebrać data center, kiedy zabraknie nam wody albo prądu? Przyjedzie brygada antyterrorystyczna i je zamknie? Wszyscy wiemy, że nie – mówił.

Michał Czepkiewicz z Uniwersytetu Warszawskiego, działający w zespole ds. klimatu związku zawodowego Inicjatywa Pracownicza, zwracał uwagę, że wokół stolicy ogłoszono już kilkanaście podobnych inwestycji, m.in. w Michałowicach, Regułach, Kajetanach i Morach. Mówił także o wpływie takich obiektów na temperaturę.

– Centrum danych potrafi ogrzać otoczenie nawet o 9 stopni. Pamiętamy tegoroczne upały: 40 stopni w dzień, 25 w nocy. Dodajcie do tego 5 albo 9 stopni. Co wtedy zrobimy? – pytał.

Tomasz Ciechowski ze Stowarzyszenia Aktywnych Sąsiadów opowiadał o mieszkańcach ul. Łomżyńskiej w Warszawie, którzy od czterech lat sprzeciwiają się serwerowni o mocy 126 MW. – Solidaryzujemy się z Piasecznem, bo możemy być następni – mówił.

Głos zabrał Michał Czepkiewicz. Fot. DG

Mieszkaniec pobliskiej ul. Koralowej proponował z kolei, by stawiać inwestorom twarde warunki. – Chcecie budować? Dobrze, ale sami wytwórzcie energię, którą zużyjecie i wskażcie, skąd weźmiecie wodę. Nie bierzcie tej, z której korzystamy wszyscy – mówił.

Petycje, zbiórka i zapowiedziane spotkanie

W trakcie protestu kilkakrotnie skandowano „Widz wiedział? Nie powiedział!”. Jedna z petycji dotyczy odwołania wiceburmistrza Roberta Widza, którego organizatorzy obwiniają o prowadzenie rozmów z inwestorem bez udziału mieszkańców. Podpisać ją mogą wyłącznie mieszkańcy gminy Piaseczno. Protestujący zarzucają władzom gminy, że zbyt późno i zbyt skąpo informowały o inwestycji.

Na prawników, opinie i ewentualne odwołania organizatorzy zebrali już ponad 11 tys. zł z planowanych 30 tys. zł. – Napoleon mówił, że wojnę można prowadzić bez wojska, ale bez pieniędzy się nie da. Prawnicy niestety nie chcą pracować pro bono, dlatego liczy się każda złotówka – apelował jeden z organizatorów.

Fot. DG

W dniu protestu burmistrz Piaseczna Daniel Putkiewicz poinformował, że poprosił inwestora o zorganizowanie otwartego spotkania dla mieszkańców. Według jego wpisu ma się ono odbyć 29 września. Burmistrz zaproponował też powołanie zespołu roboczego, w którym znaleźliby się przedstawiciele mieszkańców, Rady Miejskiej i wydziału ochrony środowiska. Zespół rozmawiałby z inwestorem o zabezpieczeniu wody, dodatkowej ochronie przed hałasem i wykorzystaniu ciepła odpadowego na potrzeby gminy. Zapowiedział również dokładną analizę wniosków o weryfikację decyzji środowiskowej.

Organizatorzy protestu przyjęli te zapowiedzi chłodno. – To reakcja na nasze działania i na zbieranie podpisów pod odwołaniem wiceburmistrza. Musztarda po obiedzie. My robimy swoje – mówiła jedna z nich.

Sien Real i Budimex poinformowały, że 15 września spotkały się z sołtysem Józefosławia Maciejem Dłużniewskim i przedstawicielami lokalnych stowarzyszeń. Na zapowiadanym spotkaniu mają być obecni projektanci, inżynierowie i eksperci. Spotkanie nie będzie nagrywane ani transmitowane, ale inwestor obiecuje później opublikować pisemne podsumowanie z odpowiedziami na wszystkie pytania.

– Usłyszeliśmy konkretne pytania i wiemy, na czym powinniśmy się skupić. Mieszkańcy obawiają się wielkoskalowej budowy, obserwując przekazy w amerykańskich mediach społecznościowych, podczas gdy budowane przez nas centrum danych będzie kilkukrotnie mniejsze – skomentował Marcin Graczyk, rzecznik Budimeksu.

Czytaj też:

Więcej o autorze / autorach:
Podziel się
Oceń

Napisz komentarz

Wysyłając komentarz akceptujesz regulamin serwisu Przegląd Regionalny. MIKAWAS Sp. z o.o. z siedzibą w Piasecznie przy ul. Jana Pawła II 29A, jest administratorem twoich danych osobowych dla celów związanych z korzystaniem z serwisu. Link do Polityki prywatności: LINK

Komentarze

Reklama
Reklama
Obserwuj Przegląd Piaseczyński na Facebooku
Reklama