Pani Zofia na pytanie o największą zaletę bycia seniorką odpowiada bardzo konkretnie: wolny czas i niezależność. Można spotkać się ze znajomymi, pójść na kawę, potańczyć, wybrać się na basen. Można też czasem dłużej pospać.
– Całe życie wcześnie wstawałam. Teraz na gimnastykę o dziewiątej rano już nie zawsze chce mi się iść – śmieje się.
Po latach obowiązków trudno jej się dziwić. Zawodowo była aktywna aż do 75. roku życia, a pracy nie brakowało również po powrocie do domu.
Babcia nauczyła, wnuki przejęły kuchnię
Pani Zofia ma dwie córki, troje dorosłych wnuków i prawnuczka. O rodzinie mówi najwięcej i zdecydowanie najcieplej.
Wnuki nauczyła nie tylko życiowych zasad, ale również bardzo praktycznych umiejętności. Wiedzą, jak przygotować pasztet, zagnieść ciasto na pierogi czy zrobić zapasy na zimę. W tym roku samodzielnie ukisili około 60 słoików ogórków.
– Ja przygotowałam im wodę, powiedziałam, co trzeba włożyć, a oni wszystko zrobili. Teraz już tylko zarządzam w kuchni – żartuje pani Zofia.
Podobnie wyglądają przygotowania do rodzinnych uroczystości. Przy świątecznym stole spotyka się nawet kilkanaście osób. Wielkanocne śniadanie od lat odbywa się u pani Zofii, a na stole pojawiają się ulubione potrawy najbliższych – kluski śląskie, rolady, kartacze czy pieczone mięsa.
Tyle że dziś nie wszystko spoczywa już na barkach gospodyni.
– Oni przygotowują stół, później sprzątają, zmywają. Ja już tego nie muszę robić – mówi.
„Babcia, ty siadaj”
Za szczególnie ważne pani Zofia uważa jednak nie to, czego wnuki nauczyły się w kuchni, ale jakimi ludźmi się stali.
Jeden jest prawnikiem, drugi informatykiem, wnuczka psychologiem. Babcia z dumą opowiada o ich wykształceniu, ale jeszcze więcej mówi o wzajemnym szacunku i bliskości.
Przez lata poświęcała im bardzo dużo czasu. Brała urlopy, organizowała wspólne wyjazdy, pomagała podczas nauki i wspierała, kiedy wchodzili w dorosłość.
Dziś to oni pomagają jej choćby w świecie nowych technologii. A kiedy odwiedza ich w domu, role całkowicie się odwracają.
– Nie pozwalają mi nawet zrobić kawy. Mówią: „Babcia, ty siadaj”. Zrobią kanapki, obiad, wszystko podadzą – opowiada.
I właśnie wtedy pada zdanie, które dobrze podsumowuje jej podejście do rodziny.
– Trzeba dawać wnukom szacunek, żeby później ten szacunek od nich dostać. Pracowałam nad tym przez wiele lat i teraz zbieram tego owoce.

Teraz również czas dla siebie
Rodzina nadal zajmuje w jej życiu pierwsze miejsce, ale po latach intensywnej pracy pani Zofia znalazła też przestrzeń na własne przyjemności.
Uwielbia gotować, ale lubi również muzykę i taniec. Nadal chodzi na zajęcia taneczne w klubie seniora i na basen. Wcześniej sporo podróżowała, często razem z wnukami, i choć dziś nie ma wymarzonego kierunku kolejnej wyprawy, nie wyklucza, że jeszcze gdzieś pojedzie.
Najbardziej zależy jej jednak na czymś innym.
– Chciałabym mieć trochę zdrowia, bo to jest podstawa. I żeby był spokój – w rodzinie i na świecie – mówi.
„Miłość do drugiego człowieka”
Kiedy rozmowa schodzi na marzenia, pani Zofia nie mówi o dalekich podróżach czy rzeczach, które chciałaby jeszcze zdobyć.
Chciałaby, żeby ludzie byli dla siebie bardziej przyjaźni.
– Żeby jeden na drugiego nie warczał. Jeśli jest jakiś problem, trzeba próbować go załagodzić i ze sobą rozmawiać – mówi, a po chwili dodaje najważniejsze – Liczy się miłość do drugiego człowieka. Nieważne, jakiej jest wiary czy kim jest. Trzeba umieć ze sobą rozmawiać i odnosić się do siebie przyzwoicie.
Po latach pracy, wychowywania kolejnych pokoleń i troszczenia się o najbliższych pani Zofia może dziś pozwolić sobie na więcej odpoczynku, kawę ze znajomymi, taniec czy basen. Ale tego, co uważa za najważniejsze, emerytura nie zmieniła: szacunek, rodzina i drugi człowiek.
Czytaj także:


Napisz komentarz
Komentarze