Jeśli w klubie seniora trzeba przygotować jakieś wydarzenie, pomóc przy ognisku, zabawie albo innym spotkaniu, pani Krystyna jest na miejscu. Nie dzieli zajęć na bardziej i mniej prestiżowe.
– Dla mnie nie jest ważne, co trzeba zrobić. Najważniejsze, żeby działać i nie siedzieć w domu. Kobieta żadnej pracy się nie boi – mówi z uśmiechem Pani Krystyna.
Pomaga podczas wydarzeń organizowanych dla seniorów, wspiera także inne inicjatywy prowadzone w klubie. Kiedy akurat nie zajmuje się wolontariatem, można ją spotkać na zajęciach z makramy.
Co sprawia jej większą satysfakcję – własnoręcznie wykonana ozdoba czy udana impreza?
– I jedno, i drugie. Najważniejsze, żeby wszystko się udało i żeby efekt był ładny. Wtedy mam największą satysfakcję – odpowiada.
Do 70-tki praca. Teraz czas dla siebie
Na realizowanie własnych planów przez wiele lat zwyczajnie brakowało czasu.
– Kiedyś marzyłam, żeby gdzieś pojechać, coś zobaczyć, ale były małe dzieci, praca i dom. Na podróże brakowało i czasu, i pieniędzy – wspomina.
Pani Krystyna pracowała aż do 70. roku życia. W końcu uznała, że czas zamknąć ten etap.
– Kiedy skończyłam 70 lat, powiedziałam sobie: koniec pracy. Teraz czas dla mnie! – opowiada.
I rzeczywiście zaczęła znajdować więcej czasu dla siebie. Wyjeżdża na wycieczki, była m.in. w Chorwacji, a w planach pojawiają się kolejne wyprawy.
Nie tworzy przy tym listy miejsc, które za wszelką cenę musi jeszcze odwiedzić.
– Jeśli będzie zdrowie, możliwości i pieniądze, to jeszcze gdzieś pojadę. A jeśli nie, też nie będę narzekać – mówi.
Dzieciom pomagać trzeba. Ale nie kosztem siebie
Rodzina pozostaje dla Krystyny Kruk najważniejsza.
– Najważniejsze, żeby w domu był spokój, dzieci były zdrowe i dobrze im się żyło. Jak moja rodzina jest szczęśliwa, to ja też jestem szczęśliwa – mówi.
Jednocześnie przekonuje, że wraz z wiekiem nauczyła się wyraźniej stawiać granicę między pomaganiem najbliższym a całkowitym podporządkowaniem im swojego czasu.
– Dzieciom trzeba pomagać, ale trzeba też znaleźć czas dla siebie. Czasem trzeba powiedzieć: „Kochani, ja teraz wychodzę, a wy sobie radźcie” – opowiada.
Bo, jak podkreśla, odpoczynek i własne zainteresowania mają znaczenie również dla zdrowia. A na swoje pani Krystyna na razie nie narzeka.
– Moje dzieci często mówią: „Chciałybyśmy mieć takie zdrowie jak mama”. I oby jak najdłużej tak zostało – uśmiecha się.

Koleżanki wpisały ją na listę
Do startu w Miss Senior sama się nie rwała. Pomogły koleżanki, które miały już doświadczenia z konkursem.
– Koleżanki mówiły: „Nie bój się, idź”. W końcu mnie wpisały na listę i tak znalazłam się w konkursie.
Do udziału podchodzi jednak bez wielkich oczekiwań. Pytana, czy chciałaby wygrać, odpowiada:
– Nie nastawiam się na wygraną. Traktuję to przede wszystkim jako przygodę. Nie muszę być pierwsza.
Dla pani Krystyny najważniejsze są nowe doświadczenia, ludzie i możliwość spróbowania czegoś, czego wcześniej nigdy nie robiła.
„Nie przejmować się drobiazgami”
Jej życiowe motto brzmi: nie przejmować się drobiazgami. I wcale nie jest to zasada odkryta dopiero na emeryturze.
– Nie przejmować się drobiazgami, tylko iść do przodu. Zawsze starałam się tak żyć. – mówi.
Tak samo podchodzi do konkursu. Nie musi być pierwsza, nie musi niczego nikomu udowadniać. Wystarczy, że spróbuje. Bo po latach pracy, obowiązków i zajmowania się innymi pani Krystyna doskonale już wie, że czasem trzeba zrobić coś także dla siebie. A siedzenie w domu zdecydowanie nie jest w jej stylu.
Czytaj także:


Napisz komentarz
Komentarze