W 2026 roku Lody IGGA obchodzą 40-lecie działalności. Historia rodzinnej marki rozpoczęła się od lodów jagodowych zjedzonych podczas podróży poślubnej, niewielkiej drewnianej budki i marzenia o własnej lodziarni. O początkach firmy, czterech dekadach pracy i planach na przyszłość rozmawiamy z Hanną Połaniewicz, współzałożycielką Lodziarni IGGA.
Czterdzieści lat minęło szybko?
Bardzo szybko. Kiedy człowiek zaczyna budować firmę, nie myśli o tym, co będzie za 20 czy 40 lat. Byliśmy młodzi, zaraz pojawiły się dzieci. To była karuzela. Upływ czasu najlepiej widać po klientach – kiedyś przychodzili do nas jako dzieci, a dziś odwiedzają nas ze swoimi rodzinami. Człowiek czuje te lata w kościach, ale nie dowierza, że był świadkiem tylu zmian.
Czy w latach 80. łatwiej było rozpocząć działalność niż obecnie?
Myślę, że dziś jest trudniej, choć wtedy brakowało niemal wszystkiego: sprzętu, surowców, serwisu i doświadczenia. Zaczynaliśmy na używanych niemieckich automatach. Nie miały czujników, więc wiele rzeczy robiło się na wyczucie. Mleko przywoziliśmy prosto z gospodarstwa i sami je pasteryzowaliśmy. Mąż musiał jechać po nie o konkretnej godzinie, zanim krowy wyszły na pastwisko. Dzisiaj wystarczy telefon do dostawcy. Z drugiej strony obecnie trzeba bez przerwy planować, promować się i obserwować rynek.
Jak zmienili się klienci i ich oczekiwania?
Kiedyś wszystko sprzedawało się na pniu, bo wybór był niewielki. Najpopularniejsze były lody śmietankowe i czekoladowe. Dziś liczy się nie tylko smak, ale też miejsce, atmosfera i możliwość odpoczynku. Dawniej wystarczył punkt przy ruchliwej ulicy. Teraz ludzie chcą usiąść, zatrzymać się, spędzić czas z rodziną. Zmieniły się też porcje – kiedyś kupowano trzy lub cztery gałki, dziś najczęściej jedną albo dwie.
Kiedy pojawiły się bardziej wyszukane smaki?
Po kilku latach zauważyliśmy, że klienci oczekują większego wyboru. Zaczęłam jeździć na szkolenia, między innymi prowadzone przez włoskich specjalistów. Uczyliśmy się układać receptury i pilnować proporcji cukru, tłuszczu oraz suchej masy. Nowe smaki wprowadzaliśmy stopniowo. Tak było z malagą – na początku klienci podchodzili do niej ostrożnie, a później nie mogło jej zabraknąć. Niedawno podobnie było ze smakiem opera, inspirowanym francuskim ciastem z kawą, czekoladą i biszkoptem. Zrobiliśmy krótką serię, a klienci zaczęli pytać, kiedy wróci.
Czy był moment, kiedy chcieli państwo zrezygnować?
Były takie chwile. Pracy było bardzo dużo, a zyski nie zawsze odpowiadały wysiłkowi. Próbowaliśmy też innych działalności, ale ostatecznie to lody przetrwały. Pomogło nam to, że mamy własne punkty sprzedaży. Dzięki temu jesteśmy niezależni i sami dbamy o jakość oraz obsługę.
Co było najważniejszym motorem tej działalności?
Rodzina. Mąż zawsze był motorem biznesowym, a ja zajmowałam się stroną technologiczną i produkcją. Z czasem firma stała się sposobem na utrzymanie domu i dzieci. Praca nas zahartowała. Dziś uczymy się przekazywać część obowiązków młodszemu pokoleniu, choć nie jest łatwo zaakceptować, że nie wszystko trzeba zrobić samemu.
Czego mogą spodziewać się klienci w jubileuszowym roku?
Pracujemy nad nowym miejscem, w którym znajdzie się lodziarnia, przestrzeń całoroczna i własna kuchnia. Chcemy rozwijać ofertę o wypieki i produkty kawiarniane, ale nadal opierać ją na własnej produkcji. Szczegółów jeszcze nie zdradzamy. Mamy jednak nadzieję, że pod koniec jubileuszowego roku zrobimy klientom dużą niespodziankę.

Nasze lokale:
Fontanny - Plac Piłsudskiego 2, Piaseczno, tel. 505 548 816
Szkolna – ul. Szkolna 14/16, Piaseczno, tel. 789 823 086
Tężnia – ul. Źródlana 14, Konstancin-Jeziorna, tel. 571 789 822
Chylice – ul. Dworska 11, Konstancin-Jeziorna, tel. 500 257 453
Wilanów, Stanisława Kostki Potockiego 24, Warszawa, tel. 797 567 445
Stara Miłosna, Pogodna 27, Warszawa, 789 459 681



Napisz komentarz
Komentarze