To pewnie materiał na książkę. Dr. Jaszczołt odegrał w historii Piaseczna ważną rolę, a jego rodzina inspiruje do analiz historycznych. Małżonkowie Jaszczołtowie mieli pięcioro dzieci: Marianne Jadwigę, Janinę Annę, Stanisława Antoniego, który zmarł nie przeżywszy roku, Annę Elżbietę i Jerzego Franciszka posługującego się pseudonimem Sulima, którego życiorys można odszukać w Historii Teatru. Rodzina, której droga życiowa wiodła pod hasłem: Bóg, Honor, Ojczyzna będzie bohaterem mojej opowieści, ale zanim opiszę ich losy spróbuje przedstawić sytuację w Piasecznie w czasach, gdy tu się rodzili Jaszczołtowie, wchodzili w związki małżeńskie i umierali.
Antoni Jaszczołt ur. w 1860 r. syn Jakuba i Petroneli z Biszewskich
W czerwcu 1889 r. gazeta Słowo poinformowała świat, że na wydziale lekarskim Uniwersytetu Warszawskiego złożyli końcowe egzaminy studenci ostatniego roku nauki. Wśród dużej grupy studentów składających egzamin był Antoni Jaszczołt. 12 grudnia 1889 r. w Kurjerze Codziennym umieszczona została krótka informacja o tym, że na ostatnim posiedzeniu wydziału lekarskiego UW zatwierdzeni zostali w stopniu lekarza panowie: Franciszek Koziołkiewicz, Mordka Altszyller, Władysław Golimont, Aleksander Grosu, Lejba Dawisohn, Wacław Drozdowicz , Jan Żano, Władysław Zaruski, Abraham Kaltman, Grzegórz Kowalew, Jan Kozakiewicz, Leon Kryński, Bogumił Łaski, Abraham Lewin, Kazimierz Momczewski, Stanisław Rudolf, Wincenty Siemiunas, Józef Finkelstein, Jakób Szancer, Wacław Szreder i Antoni Jaszczołt. W takim oto sudeckim towarzystwie wejdzie do ksiąg lekarskich młody Jaszczołt. Zostanie zatrudniony w Piasecznie i jako piaseczyński lekarz, przyczyni się do tego, że Piaseczno będzie figurować w statystykach jako miejscowość mająca małą umieralność małych dzieci.

Powstaje Dom Opieki
W 1910 roku odbyło się zebranie Towarzystwa opieki nad dziećmi, wygłoszono sprawozdanie za lata poprzednie i zmieniono organizacje tak zwanego Domu Opieki, oraz zatwierdzono przeniesienie siedziby do Piaseczna. Dom Opieki ukonstytuował się w dwóch siedzibach: w Warszawie pozostawiono biuro do załatwiania czynności ogólnych, w Piasecznie powstał internat centralny. Grono rzeczoznawców wyruszyło 5 maja do Piaseczna, w celu zwiedzania folwarku przygotowywanego do przyjęcia dzieci. W czerwcu zaistniała sytuacja bardzo korzystna dla Domu Opieki gdyż hrabianka Ludwika Moriconi ofiarowała swoją posiadłość w Piasecznie, majątek z nowym, luksusowym, murowanym domem stojącym na 17 morgowym folwarku. Hr. Moriconi prowadziła tu dom opieki dla kobiet uwikłanych w prostytucję.
Zachowały się sprawozdania dr. Antoniego Jaszczołta z pracy w Domu Opieki, są to szczegółowe informacje o stanie zdrowia dzieci, sposobie ich żywienia i wychowania. I tak w 1912 roku przyprowadzono z ulicy 23 dzieci zabłąkanych i bezdomnych. Centrala warszawska przesłała do Piaseczna kilkoro z nich. W sumie, jak wynika raportów w dniu 1 stycznia w domu opieki nad dziećmi w Piasecznie było 81 dzieci. Z tych 81 dzieci oddano rodzicom 5, do Pogotowia Opiekuńczego dla dzieci oddano 2, do osób prywatnych 3, przyjęto z Pogotowia następne dzieci i w sumie w Piasecznie było w roku 1912 aż 92 dzieci. Sytuacja internatu jak widać była zmienna. Częste zmiany sprzyjały roznoszeniu chorób. Dzieci były wnikliwie badane przez dr. Jaszczołta, chore leczone.

Tragedia małych dzieci
Dr. Antoni Jaszczołt pracował w Piasecznie nie tylko w Domu Opieki dla dzieci. Prasa codzienna, w której często umieszczano notatki o tragicznych zdarzeniach opisuje wypadek, w którym dr. Jaszczołt ratował życie 10 letniego chłopca. Chłopiec o nazwisku Olszewski pasł krowy, położył się w rowie przy plancie kolejki. Przykrył się workiem i zasnął, wyglądał jak mały szary pagórek. Tymczasem z Góry Kalwarii wyszedł pociąg osobowy i będąc na 22 wiorście od Warszawy maszynista Rutkowski widząc błąkające się po plancie krowy, chcąc je spędzić z plantu zagwizdał.
W tym momencie mały pastuszek poderwał się i w panice wpadł pod pociąg. Zbudzony świstem parowozu zdezorientowany chłopiec, przerażony tym, że krowy mogą wpaść pod pociąg, zamiast odskoczyć od torów, wpadł pod nie. Pociąg zatrzymano, Olszewskiego zabrano do Piaseczna, gdzie zajął się nim lekarz kolejowy dr. Antoni Jaszczołt. Dziecko straciło dużo krwi, miało połamaną rękę i zdartą skórę z połowy czaszki. Inne zdarzenia z udziałem dzieci, które opowiadały straszny los maluchów relacjonował Kurjer Polski z 1900 r.

Na garnuszku
W Piasecznie wykryto zakład przyjmujący dzieci na tak zwany „garnuszek”. Pewna obywatelka postanowiła zarobić trochę grosza, zbierała dzieci z Piaseczna, a gdy tych w mieście zabrakło, udała się do Warszawy. Komunikacja z Warszawą była szybka i tania, bilet kosztował kilka kopiejek, urodzeń dzieci z nieprawego łoża było dostatecznie dużo, matek pracujących na służbie od rana do nocy też. Kobiety niezamężne aby utrzymać siebie i dziecko oddawały noworodki i niemowlęta do kobiet, które obiecywały opiekę. Piasecznianka pani W. mieszkała w bardzo złych warunkach, w nieogrzewanym, zawilgoconym domu, nie miało to dla niej znaczenia, ważny był dla chciwej kobiety zarobek. Nie miała też zamiaru opiekować się dziećmi. Maleństwa traciły u niej życie. Dość pokaźne wynagrodzenia otrzymywane od zapracowanych matek przepijała. Gdy sprawa wyszła na jaw, zgłosiło się wielu świadków procederu pani W.
Odnaleziono zwłoki dzieci. Na zwłokach zmarłego dziecka dokonał sekcji zwłok dr. Antoni Jaszczołt , a orzeczenie jego brzmiało: „Dziecko zmarło z wycieczenia, wynikłego z braku odpowiedniego pożywienia. Ślady zewnętrznych szwanków, wykryte na głowie świadczą, że dziecko było bite, co mogło śmierć jego przyspieszyć”. Nikczemnych ludzi jak widać było wielu, dzieci narażone na śmierć w społeczeństwie, w którym wartość ich życia nie miała dużego znaczenia, potrzebowały opieki i miłości takich ludzi jak dr. Antoni.























Napisz komentarz
Komentarze