Władze miasta postanowiły, że plebanię należącą do Kościoła Katolickiego, należy od Kościoła wynająć, przebudować i umieścić w niej Muzeum Ziemi Piaseczyńskiej.
Rozpoczęły się prace przy budynku. Budowa została ogrodzona szczelnym ogrodzeniem, na którym zawieszono baner o treści: Polskie Pracownie Konserwacji Zabytków S.A.. Ten sugerował, że tu działa pracownia konserwatorska. Baner początkowo zwiódł obserwatorów działań, bo jeśli „pracownia konserwatorska” nadzoruje prace to możemy spać spokojnie, nic się złego z historycznym budynkiem nie wydarzy. Niepokój o to, co wewnątrz budynku i na zewnątrz się dzieje, przyszedł do mnie nagle. Zaciekawiła mnie sytuacja, która od początku wydawała się nielogiczna. Dlaczego? Dlatego bo uważałam, że budynek plebani jest za mały na urządzanie w nim muzeum. Do dyspozycji były budynki z wschodniej pierzei rynku, które wraz z placami na których stały (i stoją ), były własnością miasta i przy ich odnowieniu byłyby świetnym miejscem na muzeum Piaseczna. Chyba nikt mnie wówczas nie brał na poważnie. Wydawało się wszystkim, że pomysł z plebanią jest świetny. Dziś już wiemy, że nie był świetny. Budynek jest za mały, nie pomieścił nawet biur, które umieszczono w ratuszu. Z magazynami muzealnymi jest źle, bo brak miejsca na nie w nowym budynku. W zamian mamy windę. Budynek jest nowoczesny.
Krótka historia Starej Plebani
Wszystkiemu winne są wydarzenia roku 1794, czyli insurekcja kościuszkowska, w czasie której, a też po, zabudowę Piaseczna zamieniono w zgliszcza. Tu należy jeszcze wspomnieć o tym, że istniejący do dziś kościół św. Anny pobudowano dopiero w połowie XVI w., istniejący dawniej drewniany kościół spłonął. Tak naprawdę do dziś nie mamy dowodu, w którym miejscu stał kościół drewniany, mało też wiemy o cmentarzu wokół drewnianego kościoła sprzed pożaru.
Historycy sugerują, iż główną fundatorką budynku plebani była starościna Ludwika z Melinów Ryx, żona starosty piaseczyńskiego Franciszka Ryxa. Ludwika Ryxowa zmarła 15 marca 1794 roku, czyli tuż przed wybuchem powstania kościuszkowskiego, drewniana plebania spłonęła w kilka miesięcy później i jeśli Ryxowa planowała przekazać fundusze na piaseczyński kościół, to raczej nie myślała o plebanii, bo za jej życia jeszcze stała. W około roku 1800 probostwo piaseczyńskie objął brat Ludwiki Franciszek Melina (Melini). Na stronie internetowej ArchWwa czytamy: „W czasie insurekcji kościuszkowskiej, w 1794 r. przez dwa miesiące, kwaterowało w kościele wojsko. Rosjanie zdewastowali jego wnętrze i spalili plebanię. Z chwilą objęcia probostwa w 1803 r. przez ks. Franciszka Melinę, przy udziale architekta Giuseppe Borettiego i budowniczego Schwarze, podjął on starania zmierzające do przeprowadzenia remontu kościoła oraz uporządkowania otoczenia. Przygotowano też plany ogrodzenia przykościelnego cmentarza.” Proboszcz dysponujący majątkiem siostry mógł zadecydować na co przeznaczyć część funduszy. Jednoznacznego dokumentu kto był fundatorem plebani niestety nie ma. Jest też wersja, że to sam dawny starosta Franciszek Ryx odbudował z własnych funduszy plebanię. Franciszek zmarł w 1799 r., czyli w 5 lat po insurekcji kościuszkowskiej, czyli w tym czasie mógł przyczynić się do odbudowy budynku plebańskiego. Podsumowując można stwierdzić, że plebania mogła być odbudowana na przełomie wieków XVIII i XIX i była fundowana przez rodzinę Ryxów, którzy pozostawali w Piasecznie do lat 30. XIX w.
Smutny finał zabytku
Udaliśmy się z kolegą Sebastianem na teren prac przy plebani i powiem otwarcie, że przeraziliśmy się tym co zobaczyliśmy. Budynek był rozebrany, na resztkach ścian szczytowych w otworach okiennych smętnie wisiały dziewiętnastowieczne okiennice wewnętrzne, na które padał śnieg. Starej plebani już nie było. Poprosiliśmy o spotkanie i zezwolenie wejścia na budowę. I tak się stało. W obecności pana vice Burmistrza obejrzeliśmy ten „krajobraz po zniszczeniu”. Wtedy też padła decyzja o badaniach archeologicznych Poniatówki i spotkania na spokojnie w Urzędzie Miasta, plebania uratowała Poniatówkę, można rzec.

Spotkanie w Urzędzie Miasta Piaseczna
W styczniowe popołudnie grupa ludzi zasiadła przy stole aby podzielić się spostrzeżeniami. Nie będę tu relacjonować całego spotkania, bo ważne było to, co ustalono. Ciekawe informacje przekazał archeolog biorący udział w pracach w charakterze nadzór. Okazał się, że od ścian plebani w kierunku północnym istnieje warstwa czarnej ziemi na głębokości od jednego do półtora metra, gdzie można znaleźć gruz, kości zwierzęce i skorupy naczyń. Materiał ten był zbierany i przekazany do badań. Przy południowej ścianie budynku, na zewnątrz, odkryto kości ludzkie i tym się zajął antropolog pan Łukasz Maurycy Stanaszek. Okazało się, że kości te pochodzą z wtórnych pochówków. To akurat mnie nie dziwi, bo od wieków na terenie wokół kościoła był cmentarz i gdy brakowało na nim miejsca, zbierano z grobów to co w nich pozostało i robiono ossaria. Wewnątrz kościoła, tuż przy prezbiterium też odkopano w latach końca 50. czaszki ludzkie, a podczas dostawiania nowej kaplicy do ścian kościoła, odkopano wtórne pochówki. Mało o nich wiemy, a konkretniej nic nie wiemy o osobach tu pochowanych. W karcie cmentarza kościelnego, wpisanego do rejestru zabytków zapisano, że pierwszą osobą znaną nam i tu pochowaną, jest żona Karola Heckera, zmarła w sierpniu 1793 r.

Ściany Starej Plebanii zostały rozebrane. Pozostały piwnice. Na mój wniosek zapisano, że trzeba o nie szczególnie dbać. Poprosiłam o pozostawienie cegły z rozbiórki, gdyż mogła być to cegła z pałacu saskiego Augusta III zniszczonego w 1794 r. Co później po badaniach archeologicznych i architektonicznych cegieł potwierdziło się. Piwnice nie są pod całym budynkiem, miałam przypuszczenie, że mogą być dawnymi kryptami grobowymi i były związane ze spalonym w XVI w. kościołem, ale to się nie potwierdziło.
Puenta
Niedobrze się dzieje, że z taką łatwością ginie zabytek, ale dobrze się dzieje, że w sumie mamy nowoczesne muzeum. Dobrze się dzieje, że ocalono piwnice, choć trzeba było o to uparcie poprosić. Nowy budynek trochę przypomina dawny, bardziej kojarzy się z dworkiem polskim z dziwnego snu. Dach wyszedł nie w tych proporcjach, kominy są atrapą przyklejoną jakoś do dachu a ganek to raczej… no właśnie, tu zamilknę.






















Napisz komentarz
Komentarze