Pomysł na wyprawę był prosty – spędzić razem czas i zobaczyć kawałek świata. W podróż ruszyli trzej mężczyźni – Maciej z synem Frankiem i ojcem Wojciechem.
Trasa prowadziła przez Słowację i Węgry do Rumunii. W ciągu sześciu dni udało się zobaczyć wiele miejsc, ale – jak podkreśla uczestnik wyprawy – najważniejsze nie było samo odhaczanie kolejnych atrakcji, lecz spędzanie czasu razem.
Wesoły Cmentarz i rumuńskie góry
Jednym z punktów wyprawy była Sapânta i słynny Wesoły Cmentarz. Podróżnicy przemieszczali się wzdłuż granicy z Ukrainą, a następnie skierowali się w rumuńskie góry. Na trasie znalazły się m.in. Transalpina oraz słynna Trasa Transfogaraska. Nie zabrakło także Strategiki, która okazała się jednym z bardziej terenowych i przygodowych fragmentów wyprawy.
Były szutrowe drogi, górskie widoki, przeprawy w poprzek rzek i noclegi z dala od hoteli. Zamiast klasycznej bazy noclegowej był namiot dachowy zamontowany na samochodzie terenowym.
Nie obyło się bez problemów
Podczas takiej wyprawy trzeba liczyć się z niespodziankami. Tym razem podróżnicy mieli jednak sporo szczęścia – jedyna awaria dotyczyła reduktora gazu. Problem wpłynął na możliwość podgrzewania wody do mobilnego prysznica, ale udało się go szybko opanować.
Większym wyzwaniem mogła być sama podróż z małym dzieckiem. Dwuletni Franek poradził sobie jednak zaskakująco dobrze.
– Franek ma dwa lata i naprawdę mnie zaskoczył. Oczywiście czasami miał już dosyć jazdy samochodem, ale generalnie świetnie odnalazł się w takim sposobie podróżowania – wspomina jego tata, Maciej.

Jak żartuje Maciej, tym razem to chyba wnuk lepiej zniósł wyprawę niż dziadek. Różnica wieku między dwulatkiem a jego dziadkiem szybko dała o sobie znać przede wszystkim podczas regeneracji po kolejnych dniach podróży.
Kolejna podróż już w planach
Następnym kierunkiem ma być Turcja, a być może podróżnicy pojadą jeszcze dalej. Tym razem skład ekipy również się powiększy. Dołączy do nich Michalina, młodsza siostra Franka, która ma obecnie trzy miesiące.
– Chciałbym, żeby takie wyprawy stały się naszą tradycją. Franek będzie coraz starszy, więc z każdym rokiem możliwości będą większe – mówi Maciej. – Jeżeli ktoś ma taką możliwość, naprawdę polecam: zabrać tatę, mamę, dziadka czy babcię i po prostu ruszyć gdzieś razem. Nie musi to być od razu Rumunia i terenówka. Najważniejszy jest wspólny czas – przekonuje.
Wspólna podróż, która zostaje na długo
Kilka dni spędzonych razem z dala od codziennych obowiązków pozwoliło rodzinie jeszcze bardziej się do siebie zbliżyć.
– Zdjęcia i film będą świetną pamiątką, ale najbardziej zostanie ze mną właśnie to uczucie. Trzy pokolenia, jeden samochód i jedna wspólna przygoda – podsumowuje organizator i pomysłodawca wyprawy, Maciej.

Czytaj także:


Napisz komentarz
Komentarze