Punktualnie o godz. 8 uczestnicy wystartowali z Józefosławia. Do pokonania mieli około 19 kilometrów, a metę wyznaczono przed wieżowcem Warsaw Spire w biznesowym centrum Warszawy.
W wyścigu wzięli udział Iza Kozak, która ruszyła biegiem, Damian Miszewski jadący samochodem, Hubert Kłoda korzystający z komunikacji publicznej oraz Tymon Grabowski, który wybrał rower składany.
Eksperyment miał odpowiedzieć nie tylko na pytanie, kto dotrze do celu najszybciej. Twórcy materiału chcieli także sprawdzić, jak funkcjonuje się bez samochodu na tak zwanych osiedlach łanowych, budowanych na dawnych polach uprawnych i często oddalonych od głównych tras komunikacyjnych.
Najpierw kilkanaście minut pieszo do autobusu
Najtrudniejszy początek miał uczestnik korzystający z komunikacji zbiorowej. Aplikacja wskazała mu trasę wymagającą około 16-minutowego spaceru do przystanku, przejazdu autobusem linii 739, a następnie przesiadkę do dwóch linii metra.
Już na początku pojawiły się problemy. Droga prowadząca do przystanku była zamknięta z powodu remontu, a uczestnik przez chwilę nie wiedział, z którego miejsca odjeżdża autobus. Pojazd przyjechał także z kilkuminutowym opóźnieniem.
Po dotarciu do metra podróż stała się jednak znacznie prostsza. Z Wilanowskiej Hubert Kłoda pojechał linią M1, a następnie przesiadł się do linii M2, którą dotarł na Rondo Daszyńskiego.
Cała podróż zajęła około godziny i 25 minut.
Rowerzysta najszybszy, ale nie wszędzie było bezpiecznie
Zwycięzcą wyścigu został rowerzysta. Dotarcie z Józefosławia pod Warsaw Spire zajęło mu około godziny i 10 minut.
Pierwsza część trasy nie należała jednak do najprzyjemniejszych. Grabowski musiał poruszać się jezdnią razem z samochodami, które wyprzedzały go na ruchliwych podwarszawskich ulicach. Sytuacja poprawiła się dopiero po wjechaniu na drogę rowerową prowadzącą wzdłuż części ulicy Puławskiej.
Na dalszym odcinku ponownie pojawiły się problemy. Brak ciągłości infrastruktury rowerowej zmuszał go miejscami do prowadzenia roweru przez przejścia dla pieszych lub jazdy wśród samochodów. Za szczególnie trudne uznał okolice Trasy Łazienkowskiej, placu Zawiszy oraz skrzyżowania z torami tramwajowymi.
Mimo utrudnień rower okazał się najszybszym środkiem transportu. Jego największą przewagą była możliwość omijania korków i brak konieczności szukania miejsca do parkowania.
Samochód przegrał przez parkowanie
Kierowca od początku należał do faworytów. Na trasie nie napotkał tak dużych korków, jakich można byłoby spodziewać się w porannym szczycie. Problem pojawił się dopiero w centrum Warszawy.
W okolicy Warsaw Spire trudno było znaleźć legalne miejsce do pozostawienia samochodu. Miszewski zaparkował kilka minut drogi od mety i ostatni odcinek musiał pokonać pieszo.
Ostatecznie samochód zajął drugie miejsce. Damian Miszewski dotarł na miejsce około pięciu minut po rowerzyście. Gdyby nie czas poświęcony na parkowanie i dojście do budynku, wynik obu uczestników byłby niemal identyczny.
Prawie półmaraton przed rozpoczęciem pracy
Największy wysiłek fizyczny czekał biegaczkę. Trasa z Józefosławia do Warsaw Spire liczyła około 19 kilometrów, a więc niewiele mniej niż półmaraton.
Iza Kozak jest doświadczoną biegaczką, dlatego od początku utrzymywała równe tempo. Po drodze musiała jednak zatrzymywać się na światłach i przejściach dla pieszych. Po pokonaniu kilkunastu kilometrów przyznała, że zaczyna odczuwać zmęczenie i brakuje jej wody.
Mimo to dotarła do mety około pół godziny po zwycięzcy i zaledwie kilkanaście minut po Hubercie Kłodzie, korzystającym z komunikacji publicznej.
Bieg okazał się więc szybszy, niż przewidywali pozostali uczestnicy, ale trudno uznać codzienne pokonywanie prawie 20 kilometrów za rozwiązanie dostępne dla przeciętnego mieszkańca, chcącego dotrzeć do pracy.
Czytaj także:


Napisz komentarz
Komentarze