Wielu drzew nie udało się uratować – spłonęły wcześniej i połamane zalegają głęboko w rezerwacie. Nie wiadomo, kto odpowiada za podpalenia ani czym kierują się sprawcy. Jak podkreślają strażacy z OSP Konstancin-Jeziorna, przez działania takich osób zamiast spokoju przedświątecznego trzeba pracować w lesie, usuwając skutki cudzej lekkomyślności.
Trudne warunki dojazdu i ryzyko pożarów
Sytuację w rezerwacie komplikuje brak przejezdności jedynej drogi prowadzącej przez teren leśny, potocznie nazywanej przez mieszkańców „groblą”. Trakt ten jest obecnie wyłączony z ruchu, dawno zarósł roślinnością, a dodatkowo pojawiły się tam powalone drzewa. W efekcie dojazd ciężkich wozów gaśniczych w głąb lasu jest bardzo utrudniony, a w razie większego pożaru – często wręcz niemożliwy.
Strażacy zwracają uwagę, że przy obecnych, coraz dłuższych okresach suszy takie podpalenia mogą mieć katastrofalne skutki. Wystarczy niewielki ogień, by płomienie błyskawicznie objęły gęste drzewostany z bogatym podszytem i podrostem. W takich warunkach ogień rozprzestrzenia się zarówno w poziomie, jak i w pionie, błyskawicznie pochłaniając kolejne warstwy lasu. OSP apeluje, by mieszkańcy reagowali na każde zauważone zadymienie w lesie. To wspólna odpowiedzialność wszystkich za bezpieczeństwo i ochronę przyrody.




























Napisz komentarz
Komentarze