2 października w Gassach samochód zderzył się z rowerzystką. Kobieta zmarła w szpitalu. Dla mieszkańców tragedia stała się impulsem do głośnego mówienia o problemach, które – jak przekonują – narastają tu od lat.
„W weekendy nie możemy przejść przez ulicę”
Gassy leżą na popularnej trasie kolarzy szosowych, prowadzącej wzdłuż Wisły w kierunku Góry Kalwarii. W pogodne weekendy ruch jest tu szczególnie intensywny. Rozmówcy naszej redakcji podkreślają jednak, że nie mają pretensji do wszystkich rowerzystów.
– Problemem jest liczba kolarzy, natężenie ruchu i nieprzestrzeganie przepisów – mówi nam mieszkanka Gass.
Zaznacza, że rodziny jeżdżące rekreacyjnie zwykle nie sprawiają problemów. Jej zdaniem zagrożenie stwarzają niektórzy kolarze, którzy nie ustępują pierwszeństwa, ścinają zakręty i jadą w dużych grupach.
– W weekendy jest tu takie natężenie ruchu, że nie jesteśmy w stanie przejść na drugą stronę ulicy z psem – relacjonuje.
Mieszkańcy opowiadają o sytuacjach, w których kierowcy muszą gwałtownie hamować, by uniknąć zderzenia z rowerzystami, którzy nie zwracają uwagi na pierwszeństwo przejazdu.
„Nie chcemy kolejnych śmiertelnych wypadków”
– My nie chcemy mieć tutaj kolejnych śmiertelnych wypadków – podkreśla pan Adam, mieszkaniec Gass.
Wskazuje on też konkretne rozwiązanie: zastąpienie znaków „ustąp pierwszeństwa” znakami STOP na dwóch wlotach do drogi wojewódzkiej nr 712.
Pierwsze skrzyżowanie znajduje się przy wyjeździe z dawnej drogi wojewódzkiej nr 868, w pobliżu pętli autobusowej. Drugie – przy wyjeździe z drogi naprzeciwko kapliczki.
– Chcemy, żeby zarówno kierowcy, jak i kolarze mieli obowiązek się zatrzymać – wyjaśnia mieszkaniec.
Mieszkańcy chcą też progów zwalniających na wybranych odcinkach miejscowych dróg.
Zimą pojawia się tu kolejny problem – kierowcy driftujący na zakrętach i wjeżdżający samochodami na boiska. Dlatego właśnie mieszkańcy postulują założenie monitoringu.
Czy takie zmiany można wprowadzić? O tym muszą zdecydować właściwe organy na podstawie oceny warunków drogowych.

Kamery za własne pieniądze
Pomysł monitoringu nie jest nowy. Do Budżetu Obywatelskiego na 2026 rok zgłoszono projekt „Bezpieczeństwo i prewencja na nadwiślańskim Urzeczu – monitoring w Gassach”. Zakładał montaż dziesięciu kamer, m.in. przy remizie OSP, kapliczce, boisku, pętli autobusowej i drogach dojazdowych. Koszt oszacowano na 49 600 zł. Projekt dopuszczono do głosowania, ale nie zdobył wystarczającego poparcia, aby zostać wybranym do realizacji.
Część mieszkańców postanowiła więc działać samodzielnie. Przygotowali wycenę prostszego systemu kamer na budynku OSP i rozpoczęli zbiórkę. Podczas rozmowy z nami deklarowali, że zebrali już część środków. Są też gotowi przekazać sprzęt gminie.
Rozmówcy zwracają ponadto uwagę na brak chodników i rozbudowę miejscowości.
– Czujemy się trochę bezsilni, ale nie przestajemy walczyć, bo chodzi tutaj o bezpieczenstwo zarówno mieszkańców, jak i rowerzystów – mówi mieszkanka.
Czekamy na odpowiedzi
Pytania skierowaliśmy do Urzędu Miasta i Gminy Konstancin-Jeziorna oraz sołtys Gass. Gminę zapytaliśmy o wcześniejsze zgłoszenia, możliwość zmiany organizacji ruchu, progi zwalniające i monitoring, a sołtys – o dotychczasowe działania i korespondencję z urzędem. Poprosiliśmy o odpowiedzi do piątku 16 października, jednak do dnia publikacji artykułu żadne stanowisko nie wpłynęło. Do sprawy wrócimy po otrzymaniu odpowiedzi.


Napisz komentarz
Komentarze