UWAGA! Ten serwis używa cookies i podobnych technologii.

Brak zmiany ustawienia przeglądarki oznacza zgodę na to. Czytaj więcej…

Zrozumiałem

Skandaliczne warunki

Oceń ten artykuł
(8 głosów)

Prawie 300 psów i – do niedawna – jeden pracownik. Weterynarz mieszka 60 km od schroniska. W boksach jest pełno psich kup i jakieś mięsne odpady, o które psy walczą. Schronisko Happy Dog.

 

Schronisko Happy Dog w Nowej Krępie koło Sobolewa obsługuje ok. 35 gmin, w tym Górę Kalwarię. Obsługą 290 psów do niedawna zajmował się jeden człowiek. Obecnie pan Marian (właściciel) zatrudnił jeszcze jedną osobę, testowo. Właściciel twierdzi też, że obsługą zwierząt, np. karmieniem, zajmuje się nawet jego księgowa. Pan Marian pozwala na pracę wolontariuszy, ale mogą oni przyjeżdżać do schroniska tylko w soboty. Wtedy też psy po całym tygodniu wychodzą z boksów na spacery.

 Schronisko odwiedziliśmy wraz z Komitetem Społecznym Budowy Międzygminnego Schroniska dla Zwierząt w Powiecie Piaseczyńskim. Wizyta Komitetu zapowiedziana była od wielu dni.

Jedzą tylko najsilniejsze

W środku lasu, w ciszy, do środka zaprasza otwarta na oścież brama. Od razu wita nas miły właściciel, zaprasza na herbatę. My jednak wolimy na początek obejrzeć schronisko, które na pierwszy rzut oka wydaje się w porządku. Jednak po krótkim spacerze, wiemy że tak nie jest.

Ogromna ilość boksów, zadaszonych, z małymi wybiegami. Wszędzie stoją budy. Jak się okazuje, ocieplane są tylko od spodu. W boksach przebywa po kilka psów. Pan Marian nie pozwala nam wejść w obszar kwarantanny, ale i tak widać, że psy nie są trzymane pojedynczo. Kwarantanna ma wykluczyć m.in. wściekliznę i inne choroby, niezrozumiałe więc jest trzymanie ich w jednym boksie. Poza tym kwarantannę z założenia przechodzą nowo przybyłe psy, w związku z tym nie znają siebie nawzajem, tym bardziej nie zna ich personel schroniska. Jest możliwe więc, ze dojdzie w takim miejscu do pogryzienia, albo zagryzienia.

Dochodzi także do sytuacji, kiedy w boksie trzymane są niewykastrowane psy z niewysterylizowanymi sukami.

– W schronisku dochodziło już do ciąż i oszczenień. Jednej z suk przydarzyło się to 2 razy – mówi Renata Tyszkowska z Komitetu.

W niektórych boksach leżą kupy, w kilku ewidentnie od tygodni, oraz zwierzęce odpady trudne do strawienia. Niektóre psy są ewidentnie wychudzone. Obserwując w boksie psy normalnej budowy i bardzo wychudzone, można przypuszczać, że jedzą tylko te najsilniejsze.

Pan Marian zapytany przez nas o wychudzone psy, powiedział tylko, że niektórzy wolontariusze nie mają umiaru i przekarmiają psy.

Duża ilość zgonów

W schronisku nie ma gabinetu weterynaryjnego, w związku z czym nie można na miejscu przeprowadzić nawet kastracji i sterylizacji, które są prostymi zabiegami, nie wspominając o leczeniu w nagłych przypadkach lub wożeniu bardzo chorych psów 60 km. Wykonuje się tu tylko szczepienia.

Właściciel podpisał umowę na obsługę weterynaryjną z lekarzem z Puław, które są oddalone od Sobolewa o 60 km. Nawet najwybitniejszy weterynarz z takiej odległości nie obsłuży 300 psów.

Od schroniska, w którym przebywa 290 psów i pracuje jeden człowiek, oraz człowiek „testowy”, zatrudniony kilka dni wcześniej, wymagać więcej nie można. Pracownik nie jest w stanie nakarmić psów nawet raz dziennie. Prawdopodobne jest więc rzucanie im mięsa na wybieg, wtedy jedzą tylko najsilniejsze psy. Nie sposób także psom posprzątać.

W schronisku nie ma wybiegu ani ciepłego pomieszczenia, w którym mogłyby przebywać psy chore i stare. Nie ma także pomieszczenia dla szczeniąt. Według właściciela mogą być one trzymane w pokoju, który ma służyć jako gabinet weterynaryjny, ale w schronisku dla 300 psów to za mało. Z kolei psy agresywne i zdziczałe powinny mieć kontakt z behawiorystą, którego w schronisku nie ma. To powoduje, że psy trudne do adopcji nigdy nie będą adoptowane.

O adopcję jest w ogóle trudno, ponieważ schronisko nie prowadzi w Internecie profesjonalnej akcji adopcyjnej. Zresztą nie ma komu tego robić. Na stronie internetowej brakuje nawet informacji, z jakich gmin przywożone są zwierzęta (wymienione są tylko dwie, w tym Góra Kalwaria), a zdjęć jest około 200, brakuje więc 100 zwierzaków.  Jak ktoś ma tutaj odnaleźć swojego psa?

Dopóki gminy będą wybierać w przetargach najtańsze oferty, prywatne schroniska, nawet przy dobrych intencjach właściciela, będą w ten sposób prowadzone, ponieważ są one zwykłą działalnością gospodarczą, która musi przynosić dochód. Góra Kalwaria według umowy zawartej ze schroniskiem płaci niecałe 1700 zł za utrzymanie psa, a za wyłapanie i transport niecałe 300 zł. Sobolew znajduje się 50 km od Góry Kalwarii. Nie ma więc mowy o dobrej opiece weterynaryjnej, zatrudnieniu behawiorysty, czy zatrudnieniu pracowników (pan Marian szuka, ale sam przyznał, że proponuje 10 zł za godzinę, co w standardowym wymiarze czasu pracy daje 1600 zł miesięcznie na rękę, a jest to niewyobrażalnie trudna praca).

W odpowiedzi na pytania Komitetu gmina Góra twierdzi, że 2 razy w roku przeprowadza kontrole schroniska. W 2016 r. odłowiono 60 psów, 6 wróciło do właścicieli (gmina nie poniosła kosztów), odnotowano aż 21 zgonów oraz przeprowadzono dwie eutanazje.

Happy Dog cały czas przyjmuje nowe psy, a istniejące wybiegi przy kojcach przerabiane są na nowe kojce. Według Renaty Tyszkowskiej rok temu było ich o 100 sztuk mniej.

3 komentarzy

  • Link do komentarza Misia Misia 10 grudnia 2017

    Artykuł bardzo tendencyjny. Bzdury i nieobiektywny. Byłam dwukrotnie w schronisku i mam stamtąd psa. Oglądałam wszystkie boksy, nie byłam wcześniej umówiona więc schronisko nie mogło przygotować się jakoś specjalnie. W pomieszczeniu biurowym był oddzielny pokój oznaczony jako gabinet do leczenia zwierząt, psy miały czysto w boksach. Do schroniska trafiłam szukając w internecie i wyświetliła mi się strona internetowa schroniska ze zdjęciami psów i krótkimi opisami. Mogłam już wstępnie "wypatrzyć" sobie mojego psa. Wydaje mi się, że komitet, który zamierza budować swoje schronisko specjalnie nagłaśnia takie bzdury. A właściciel jest bardzo miłym człowiekiem. Powiedziałam czego oczekuję i jakiego chciałabym psa i pomógł mi doradzając i opowiadając co nieco o zachowaniu.

  • Link do komentarza Renata Renata 3 grudnia 2017

    A co fundacje mogą zrobić? Nic. Takie mamy w Polsce patologiczne prawo, które pozwala na to aby gminy porzucały bezdomne psy w schroniskach, nie interesując się zbytnio co z nimi się dzieje. A prywatnych właścicieli to dochodowy interes. I tu lezy cała patologia tego systemu.

    Ponaddto niewydolny wymiar sprawiedliwości - prokuratura umarza większość spraw a sądy traktują dośc łągodnie tych, któzy powinni być srogo karani.

    Żadne partie polityczne nie chcą uporządkować tych przepisów, PO rządziło 8 lat i nic z tym nie zrobiło. Czy uda się coś zrobić PiSowi - nie wiadomo. Nowelizacja w sejmie została złozona, ale do uchwalenia daleko a i jej jakość pozstawia wiele do życzenia.

  • Link do komentarza Ania Ania 29 listopada 2017

    Dlaczego nikt z tym nic nie robi gdzie sa fundacje?

Skomentuj

Upewnij się, że pola oznaczone wymagane gwiazdką (*) zostały wypełnione. Kod HTML nie jest dozwolony.

Reklama

Strona społecznościowa

Reklama

Reklama