UWAGA! Ten serwis używa cookies i podobnych technologii.

Brak zmiany ustawienia przeglądarki oznacza zgodę na to. Czytaj więcej…

Zrozumiałem

O co to referendum?

Oceń ten artykuł
(1 głos)

Za nieco ponad tydzień czeka nas referendum – narzędzie demokratyczne, w którym wyrazimy swoją wolę, odpowiadając na zadane pytania. Koszt przeprowadzenia referendum – ponad 100 milionów złotych. Potencjalne zmiany w państwie w jego wyniku – ogromne. Na czym mogą polegać?

Już 6 września zadecydujemy o kilku elementach funkcjonowania naszego kraju. Nasze decyzje będą miały moc sprawczą, jeśli do urn pójdzie więcej niż połowa uprawnionych Polaków. Już jednak sam fakt doprowadzenia do referendum można uznać za swoiste wydarzenie pokazujące skalę problemu – ostatnio w ten sposób wypowiadaliśmy się w temacie akcesji do Unii Europejskiej. O czym zdecydujemy tym razem?

Partie i podatki

Dwa z trzech pytań niejako dodanych do słynnych JOW-ów, mogą mieć de facto dużo większe znaczenie dla funkcjonowania całego kraju jak i dla naszej codzienności. Zacznijmy od finansowania partii politycznych z budżetu państwa. Oczywiście mrzonką jest marzenie, aby te pieniądze zostały teraz wydane w sensowny sposób, zapewne przepadną gdzieś w przepastnych paragrafach administracji. Ważne jednak, że znacząco może zmienić się charakter partii politycznych. Nie będzie już środków z naszych podatków na działanie PiS i SLD, PO czy PSL. Teoretycznie zmniejszy się stan posiadania, czy też przypływ środków poszczególnych grup, co może ułatwić powstawanie nowych tworów politycznych. Przykłady z całego świata pokazują też, że możliwe, iż stronnictwa polityczne zaczną mocniej zabiegać o poparcie elit finansowych – a co za tym idzie także o hojne datki na działalność.

Skoro już o naszych podatkach mowa… Dla przeciętnego człowieka system podatkowy to plątanina nie gorsza niż węzeł gordyjski, wielu z nas przerasta poprawne wypełnienie rocznej deklaracji PIT. W szeregu spraw, zwłaszcza dotyczących przedsiębiorców czy nowo powstałych branż, często nie ma jasno sprecyzowanych przepisów, czasami są one sprzeczne. Urzędnicy, nie mając jednoznacznej wykładni, muszą podejmować decyzje, które często przyjmujemy jako krzywdzące. W trzecim pytaniu będziemy mogli zdecydować, czy chcielibyśmy, aby wątpliwości co do wykładni prawa podatkowego rozstrzygać automatycznie na korzyść podatnika. Myślę, że nikogo nie trzeba przekonywać, że byłoby miło.

Po co te JOW-y?

Słynne jednomandatowe okręgi wyborcze do parlamentu w swoim działaniu są identyczne jak okręgi jednomandatowe do rady gminy – różni się tylko wielkość danego okręgu i zdobyta w ten sposób funkcja. Zmiana w stosunku do obecnego systemu jest jednak zasadnicza. Teraz głosujemy de facto na listy, głosy na nie zlicza się w skali całego kraju. Spośród tych, które przekroczą próg 5% poparcia, dopiero wyłania się konkretne osoby, zależnie od liczby zdobytych głosów. Systemy liczenia głosów są jednak tak skonstruowane, że często dochodzi do sytuacji zgoła dziwnych. Oto lista A złożona z 10 osób zbiera w sumie 10 tysięcy głosów, po tysiąc na każdego. Lista B składa się z jednej osoby, która zbiera samodzielnie 4 tysiące głosów. Na zdrowy rozsądek wydawać by się mogło, że mandat powinien zdobyć kandydat z listy B, praktycznie jest jednak odwrotnie. Przy jednym mandacie do podziału zabiera go osoba z listy A, przy dwóch mamy do czynienia z kolejną osobą z listy A, dopiero przy 3 mandatach do podziału kandydat z listy B zdobywa daną funkcję. System jednomandatowy to zmienia.

W skrócie – jeden okręg, jeden mandat. Wygrywa osoba z największą liczba głosów. Może to być przedstawiciel znanej partii politycznej, ale równie dobrze popularny lokalny samorządowiec startujący z własnego szyldu czy celebryta, który akurat zdecydował się wystartować. Oczywiście trudno jednoznacznie przekreślić szanse partii politycznych, w których mimo wszystko trafiają się wartościowi ludzie, niemniej możliwość wejścia do Sejmu zyskują w ten sposób także osoby nowe, do tej pory niezwiązane z polityką. Jak to się może skończyć, możemy prześledzić na przykładzie naszych wyborów samorządowych.

Zamienił stryjek...?

Do rady gminy dostała się mniej więcej połowa radnych, którzy już w niej zasiadali, pojawiło się trochę nowych twarzy. Zasadniczo każdy rejon (dzielnica miasta czy kilka wsi) definiowany liczbą mieszkańców ma teraz swojego reprezentanta – nie ma już sytuacji, gdy jedna wieś ma kilkoro radnych, podczas gdy kilka czy kilkanaście okolicznych miejscowości nie ma się do kogo zwrócić. Z drugiej strony – pomimo procentowego poparcia dla PiS-u na poziomie kilkudziesięciu procent w skali gminy, uzyskali oni tylko dwa mandaty, podczas gdy Nasz Sport i Kultura, wystawiając tylko kilkoro kandydatów, postawił na tyle mocne osoby, że w większości wygrały one z konkurencją w swoich okręgach. Co zdarzy się – potencjalnie – w następnych wyborach parlamentarnych, jeśli zostaną przeprowadzone w systemie jednomandatowym, trudno dziś przewidywać. Praktyka potrafi jednak zaskakiwać, a los ma często ciekawe poczucie humoru...

Skomentuj

Upewnij się, że pola oznaczone wymagane gwiazdką (*) zostały wypełnione. Kod HTML nie jest dozwolony.

Reklama

Strona społecznościowa

Reklama

Reklama