Niedługo na rynku wydawniczym ukaże się „Złoty spadochron” – debiutancka powieść Katarzyny Gołdy, która łączy wątki historyczne z realiami współczesnych służb specjalnych. Autorka, mieszkająca w gminie Prażmów, przyznaje, że droga do spełnienia literackiego marzenia była długa, ale konsekwentna.
– Geneza pomysłu jest odległa, ale prosta. Kiedy jako kilkulatka wypożyczyłam z kraśnickiej biblioteki pierwszą książkę i ją przeczytałam, byłam oczarowana, że można powoływać do życia nowe światy i przenosić tam przypadkowe osoby. Stworzyłam więc osobistą listę marzeń. Na jej szczycie znalazło się jedno: zostać pisarką. Co prawda proces ten trwał kilkadziesiąt lat, ale marzenie się spełniło – mówi Katarzyna Gołda.
Jak możemy przeczytać w notce biograficznej, Katarzyna Gołda to była oficer Agencji Bezpieczeństwa Wewnętrznego oraz Służby Kontrwywiadu Wojskowego. Autorka opowiadań, recenzentka teatralna i inicjatorka projektów literackich. W latach 2014–2025 tworzyła pod pseudonimem Katja Tomczyk, zdobywając nagrody w ogólnopolskich konkursach literackich oraz publikując w cenionych magazynach i antologiach. Prywatnie najchętniej brudzi ręce ziemią i mąką, a szczególne miejsce w jej sercu zajmuje teatr.
Inspiracja w historii
Bezpośrednią inspiracją do napisania debiutanckiej książki stała się afera „Żelazo”. Afera „Żelazo” była tajną operacją prowadzoną w latach 70. przez wywiad PRL, w ramach której funkcjonariusze i współpracownicy służb dopuszczali się na Zachodzie przestępstw – m.in. napadów i kradzieży – aby zdobywać dewizy, złoto i cenne przedmioty dla państwa. Część zrabowanych dóbr nie trafiła jednak do budżetu operacyjnego, lecz została przywłaszczona przez osoby związane ze sprawą. Po latach ujawnienie afery stało się symbolem nadużyć w strukturach służb specjalnych PRL.
– Kilkanaście lat temu wzmianka o aferze „Żelazo” wypełniła w mojej głowie przestrzeń przeznaczoną na intrygujące tematy, rozbudzając ciekawość. Nie potrafiłam o „Żelazie” zapomnieć, ciągle szukałam nowych informacji. W końcu znalazłam spoiwo łączące PRL-owska aferę ze współczesnością. I tak powstał „Złoty spadochron” – wyjaśnia autorka.
Lokalny kontekst
W powieści nie brakuje odniesień do lokalnych miejsc.
– W powieści pojawiają się miejsca dobrze znane mieszkańcom powiatu piaseczyńskiego: Uwieliny, Zalesie Górne, Piaseczno oraz Krępa. Jedna z bohaterek znajduje chwilowy azyl na placu zabaw przy ul. Kusocińskiego w Piasecznie – przestrzeni z pozoru bezpiecznej, która nagle zaczyna przypominać metaforyczne pole minowe – wyjaśnia Katarzyna Gołda.
Autorka zdradza również, że pierwotnie planowała wprowadzić do fabuły jedną z lokalnych restauracji.

– Początkowo planowałam również umieścić w książce moją ulubioną restaurację kambodżańską Bayon Bar w Mysiadle. Po rozmowie z właścicielem, który stwierdził, że nie potrzebuje dodatkowej reklamy, bo i tak ma pełne obłożenie, zdecydowałam się usunąć to miejsce z fabuły. Wspominam o nim jednak teraz, bo naprawdę warto tam zajrzeć i spróbować serwowanych specjałów - dodaje.
Świat służb specjalnych
Akcja „Złotego spadochronu” rozgrywa się w środowisku służb specjalnych.
– Nie czuję się przemytniczką, ale akcja „Złotego spadochronu” rzeczywiście rozgrywa się w świecie polskich służb specjalnych, a konkretnie w realiach Agencji Bezpieczeństwa Wewnętrznego. Czytelnicy i czytelniczki ciekawi tego hermetycznego środowiska znajdą w powieści kilka elementów, które mogą zaspokoić (ale też rozbudzić) ich ciekawość. Trudno było tego uniknąć. Temat i moje zawodowe doświadczenie po prostu się ze sobą spotkały – przyznaje autorka.
Radość i niepokój przed premierą
Debiut literacki to dla autorki mieszanka emocji.
– Czuję ogromną radość, że wreszcie debiutuję. Rynek wydawniczy bywa nieprzewidywalny, a los autorek i autorów zależy od czytelników. W czasach, gdy rocznie ukazuje się około sześciuset kryminałów, dotarcie do serc odbiorców wymaga precyzji chirurga i determinacji śledczego, a także wrażliwości i empatii terapeuty. Trzeba czytelników i czytelniczki ująć, zatrzymać na chwilę, skupić na opowiadanej historii. Sprawić, by chcieli wrócić po więcej. Zainteresować na tyle, by zapamiętali nazwisko. Moje jest dość charakterystyczne, więc mam nadzieję, że to pomoże – podkreśla autorka.
Jak dodaje, entuzjazmowi towarzyszy również napięcie.
– A tak zupełnie poważnie – czuję także niepokój. Zastanawiam się, jak książka zostanie przyjęta. To emocje, których nie da się uniknąć – dodaje Katarzyna Gołda.
Systematyczna praca zamiast weny
Katarzyna Gołda podkreśla, że pisanie to przede wszystkim rzemiosło i dyscyplina. Jak przyznaje, codzienność wyznacza jej rytm pracy.
– Zasiadam w gamingowym fotelu mojego syna, wyginam palce, aż strzelą w stawach, i zaczynam pisać. Rytm pracy wyznacza plan lekcji. Piszę do momentu, w którym muszę zamienić klawiaturę na kierownicę i wrócić do obowiązków rodzicielskich - zauważa.
To nie koniec
Autorka zapowiada, że „Złoty spadochron” to dopiero początek.
– W moim magazynku jest jeszcze kilka pocisków i nie zawaham się ich użyć. Druga książka napisana, ostrzę pióro na trzecią. I to nie jest moje ostatnie słowo – podkreśla Katarzyna Gołda.


![Zwłoki pod mostem - przechodnie słyszeli wystrzał [AKTUALIZACJA] Zwłoki pod mostem - przechodnie słyszeli wystrzał [AKTUALIZACJA]](https://static2.przegladpiaseczynski.pl/data/articles/sm-16x9-zwloki-pod-mostem-przechodnie-slyszeli-wystrzal-1770994670.jpg)






















Napisz komentarz
Komentarze