Taki mały, taki duży…

181

…może na bramce stać. Albo i nie. Przykładem zespół Korony Góra Kalwaria.
Jakiś czas temu na stronie na Facebooku Korony Góra Kalwaria pojawiło się pewne ogłoszenie. Klub poszukiwał bramkarza z rocznika 1998/1999 (w Koronie najstarszy rocznik to U-17, więc można sądzić, że transfer przewidywany był do seniorów). Jedynymi warunkami, które powinien spełniać potencjalny kandydat były: minimum 185 centymetrów wzrostu oraz chęć do ciężkiej pracy. Cały proces pozyskiwania zawodników niewątpliwie należy określić jako niezwykle intrygujący.
Po pierwsze zaskakuje model skautingu przyjęty przez klub i kryteria, którymi się on kieruje dobierając piłkarzy do zespołu. Ot, tyle tylko, żeby był w miarę wysoki i żeby mu się chciało przychodzić na treningi. O ile co do drugiego wymogu nie ma większych zastrzeżeń (tym bardziej, że kilka osób ze środowiska lokalnej piłki mówiło niedawno o niskiej frekwencji na zajęciach za czasów trenera Kasztankiewicza), o tyle pierwszy stanowi pewną zagadkę.
Wiadomo, że wzrost przydaje się w piłce nożnej, na pozycji bramkarza tym bardziej, aczkolwiek nie powinien być warunkiem koniecznym. Potwierdza to ogromna liczba golkiperów w Europie i na świecie, którzy tydzień w tydzień pokazują klasę na boisku, a do Korony, zakładając, że nie robimy ustępstw, zwyczajnie by się nie załapali. Gwiazdor reprezentacji Kolumbii i rezerwowy Arsenalu Londyn David Ospina (183 cm)? Za niski. Jeden z najlepszych bramkarzy Czarnego Lądu Vincent Enyeama (182 cm)? Też nie ma szans. Najniższemu, a zarazem jednemu z najlepszych broniących golkiperów na Euro 2016 Yannowi Sommerowi też brakuje dwóch centymetrów. Dowody na to, że wzrost nie ma aż takiego wpływu na umiejętności, można by mnożyć. W polskiej Ekstraklasie niższy jest między innymi Krzysztof Pilarz z Niecieczy. Zresztą nie trzeba szukać aż tak daleko, ponieważ sztandarowy przykład znajduje się bliżej, niż się wydaje.
Podstawowy bramkarz w rundzie wiosennej ubiegłego sezonu ekipy z Góry Kalwarii również nie jest zbytnio wysoki. Powołując się na profil na portalu playarena.pl (bo przecież z miarką nikt za nim chodził nie będzie), Marcin Tywonek mierzy 178 centymetrów wzrostu. Ile by to nie było, do gigantów futbolu doświadczony golkiper Korony się nie zalicza. W obydwu znaczeniach, aczkolwiek umiejętności mu na pewno aż tak bardzo nie brakuje. Właśnie ten niewysoki bramkarz był jednym z najbardziej jasnych punktów w zespole w minionym sezonie. Imponował refleksem w kilku sytuacjach. I choć Korona bramek straciła bardzo wiele, bo aż 88, to mogło być ich jeszcze więcej, gdyby nie interwencje Tywonka.
Nie za bardzo rozumiem, po co ktoś ustala takie wymogi. Co to za różnica – 185 czy 181. A szansa, że swoje piłkarskie CV przyśle prawdziwy karzeł, jest, uwierzcie mi, naprawdę niewielka… Biorąc pod uwagę, że Korona spadła do A Klasy, może ciekawym pomysłem byłaby wymiana wszystkich niskich zawodników na tych po 190 centymetrów minimum? Można by ustawić przed wejściem na murawę takiego klauna, jak w wesołym miasteczku, który by ręką wskazywał „musisz mieć *** centymetrów, by wejść na boisko”. I wtedy tylko długa piłka na aferę, a bramki wpadają aż miło… Mam jednak nadzieję, że gra Korony w nadchodzącym sezonie będzie absolutnym przeciwieństwem typowych kopanin z niższych lig.
Korona to naprawdę zespół z potencjałem. Niejednokrotnie na ich stadionie można było zobaczyć niezłą grę i zaangażowanie. Oby tak było w A Klasie. Trzeba liczyć na to, że po jednym kroku w tył uda się zrobić dwa do przodu.