Śnieżny Armageddon

0
403

Zimowy Armageddon Challenge przyciągnął wielu śmiałków, którzy rozkoszowali się kąpielą w lodowatym „jacuzzi”.
W sobotę 25 lutego na terenie znajdującego się w Zalesiu Górnym Ośrodka Wisła odbyła się zimowa edycja biegów ekstremalnych „Armageddon Challenge”. Na zawodach pojawiło się ponad 130 uczestników. Niektórzy początkowo obawiali się nieco przeprawy przez wodę, jednakże nic nie było w stanie powstrzymać ich zapału, a poza tym lód był na tyle gruby, że bez oporów można było po nim biegać. Jeszcze kilka godzin przed startem pojawiły się obfite opady śniegu, co zapowiadało prawdziwy armagedon, jednakże później warunki meteorologiczne znacznie się poprawiły.
– Dzisiaj mamy taką pogodę, jaką sobie wymarzyliśmy. To jest edycja zimowa – mamy śnieg, delikatny mróz. Wszystko tak jak chcieliśmy – powiedział organizator biegu Dariusz Sierhej.
Futboliści na mecie
Zimowej edycji towarzyszyło hasło: „Biegnę dla Alicji”. Od każdego uczestnika biegu Fundacja „Armageddon Challenge” przekaże 5 złotych na leczenie chorej Alicji. Istniała możliwość przebiegnięcia specjalnej 3-kilometrowej trasy bez przeszkód, z czego na ten cel szło 19 złotych od każdego pakietu. Przez cały czas trwania imprezy widać było również wolontariuszy, którzy zbierali pieniądze do puszki.
W tym roku organizatorzy przygotowali dla biegaczy dwie trasy – Beginner (dystans 3 kilometrów i 15 przeszkód) oraz Runner (6 kilometrów i 25 przeszkód). Nietypowe przeszkody od samego początku przyciągały uwagę obserwatorów. Na biegaczy czekało między innymi: przejście przez tunel strachu, bieg po budynku, tradycyjny bieg wulkanizatora, ściana opon, a także „crossfitowy barbarzyńca” czy też przeszkoda o wdzięcznej nazwie „nisko dupa, bo zerwie gacie”. Jedną z najbardziej wymyślnych trudności byli… zawodnicy drużyny futbolu amerykańskiego Warsaw Crusaders, którzy już pod sam koniec uprzykrzali życie wycieńczonym uczestnikom biegu, starając się uniemożliwić im dotarcie do mety.
– Nie no, panowie, dajcie spokój… – mówił ze śmiechem jeden z finiszujących biegaczy, któremu ostatecznie udało się przejść żywą przeszkodę.
Żywe pochodnie
Ponadto organizatorzy umożliwili startującym pobiegnięcie z żarzącym się ogniem na dłoni, nad czym czuwali instruktorzy. „Pochodnię” można było szybko zgasić, jednym ruchem dłoni strącając palący się żel. Nie trzeba było wiele czekać, żeby znaleźli się chętni do tego, żeby skorzystać.
By ukończyć bieg, trzeba było popisać się niesamowitą sprawnością oraz przede wszystkim olbrzymim hartem ducha.
– To nie jest tylko bieganie, tu nie tylko nogi są ważne – przypominał prowadzący imprezę spiker.
Na dystansie 3-kilometrowym wśród mężczyzn najlepszy był Bartłomiej Sienkiel, który uzyskał czas 00.23:19,90, a wśród pań zwyciężyła Marta Bogotko z czasem 00.31:16,95. W kategorii Runner wygrali zaś Andrzej Bogdał (czas 00.35:16,05) i Natalia Żukowska (wynik 00.46:46,15). Organizatorzy zwracali jednak uwagę, że tak naprawdę każdy, kto wziął udział w biegu, może określić siebie mianem zwycięzcy.
– Na początku zrobiło mi się zimno na samą myśl, że większość trasy trzeba będzie pokonać „na mokro”, ale później już tego nie odczuwałem. W „jacuzzi” owszem, podobało mi się bardzo, ale raczej zbyt długo bym tam nie wysiedział… – skomentował bieg Beginner jeden z uczestników.
Zawody sprawiły też wiele radości kibicom i fotoreporterom, którzy gorąco wspierali „gladiatorów”. Wspominać je będą zapewne przez dłuższy czas.

ZOSTAW ODPOWIEDŹ

Wpisz komentarz
Podaj swoje imię