Smuda może się uczyć

Oceń ten artykuł
(4 głosów)

W przeciwieństwie do byłego selekcjonera reprezentacji Polski szkoleniowcy czwartoligowych zespołów zwracają uwagę na analizę gry swoich rywali.


Trener Franciszek Smuda w jednym z niedawnych wywiadów podzielił się swoją dosyć kontrowersyjną opinią na temat obserwacji drużyny przeciwnika. Choć „szpiegowanie” zespołu rywala w europejskim futbolu jest na porządku dziennym, a prasa niejednokrotnie publikuje zdjęcia największych fachowców wśród trenerów, którzy na trybunach próbują dostrzec pewne mankamenty, by potem tę wiedzę wykorzystać, obecny szkoleniowiec Górnika Łęczna ma nieco inne podejście.
Groźny jest Makaay
Na pytanie zadane przez dziennikarza „Przeglądu Sportowego” w wywiadzie z 13 marca, czy Smuda znał wszystkich piłkarzy, gdy pierwszy raz wchodził do szatni Górnika, były selekcjoner odpowiedział, że „niektórych to na wylot”, choć nie wszystkich kojarzył, gdyż grali w Ekstraklasie, ale on nigdy nie patrzy na przeciwników.
– Można w Lechu zapytać o moje podejście. Nic się nie zmieniło. Mieliśmy swój zespół i na tym bazowaliśmy. Nigdy dokumentnie nie analizowaliśmy przeciwnika. Pamiętam rozterki przed meczem z Grasshoppers. „To nie jest daleko, może pojedziemy ich zobaczyć” – zastanawiali się. „Do Szwajcarii to można jechać konto założyć. Na takiego przeciwnika jak z Grasshoppers nie trzeba. Damy sobie radę, mamy silny zespół”. Przyjechali i sześć im wrzuciliśmy. Zaoszczędziliśmy czas, auto, benzynę, zdrowie – dodał szkoleniowiec, kiedy prowadzący wywiad zapytał, czy skupianie się na sobie nie jest może aby błędem. – W jakimś stopniu trzeba znać system gry rywala. Ale ja chcę tak przygotować drużynę, żeby miała swój styl i nim się przeciwstawiała. W Lechu graliśmy z Feyenoordem o wyjście z grupy. No i co? Nie pojechaliśmy. Obejrzeliśmy płyty z ich meczami, wiedzieliśmy, że groźny jest Makaay. Mieliśmy swój pomysł i pyknęliśmy ich tam. Potem skakali z rozpaczy do tych fos na stadionie – kontynuował.
Tak właśnie wyglądała analiza rywala przed meczami Lecha Poznań w Pucharze UEFA – „groźny jest Makaay”. Dziwi więc, dlaczego trenerzy najlepszych klubów świata poświęcają wiele godzin na ten aspekt, skoro w ich przypadku wiadomo, że w ich ligach każdy zawodnik jest groźny... Nie umniejszając nic selekcjonerowi, który obecnie próbuje uratować łęcznian przed spadkiem z Ekstraklasy, w tej kwestii mógłby wziąć jednak przykład z Josepa Guardioli czy Jose Mourinho, aczkolwiek i nie tylko, gdyż również w niższych ligach trenerzy wykazują się pod tym względem dużym profesjonalizmem.
Przewidzieć ruch przeciwnika
Szkoleniowiec klubu MKS Piaseczno Tomasz Grzywna uważa, że najważniejszą rzeczą jest realizacja własnych założeń taktycznych, jednakże zwraca on również uwagę swoim piłkarzom na pewne elementy w grze rywala.
– Dla mnie najważniejszy jest mój zespół i realizacja założeń taktycznych. Jednak dużą uwagę zwracam na przeciwnika, staram się przekazać zespołowi wszystkie informacje, które posiadam o rywalach, najważniejsze zagadnienia (mocne, słabe punkty, sposób prowadzenia gry, indywidualności, stałe fragmenty gry). Jest to pomocne i pozwala zespołowi lepiej przygotować się do rywalizacji sportowej – mówi nam Tomasz Grzywna.
Podobnego zdania jest Mariusz Szewczyk – były trener pierwszej drużyny Klubu Sportowego Konstancin, z którą w zeszłym sezonie zajął trzecią pozycję w ligowej tabeli i do końca walczył o awans do III ligi.
– Ja jeździłem na mecze obserwować przeciwnika, najchętniej oglądałem te zespoły, które mniej znałem. Okoliczne drużyny znałem bardzo dobrze, ale warto było sprawdzić, w jakiej formie są poszczególni zawodnicy, czy może któryś popełnia dużo błędów. Tak samo ze stałymi fragmentami gry jak rzut rożny, rzut wolny, pamiętam, że jedna z drużyn miała kilka wersji rozegrania rzutów różnych, ale robili to za każdym razem w tej samej kolejności. Dzięki obserwacji wiedzieliśmy, jak będą je rozgrywać i sami przeciwnicy byli zaskoczeni, że przewidujemy każdy ich ruch. Kolejną rzeczą jest to, że niektórzy zawodnicy lubią wiedzieć, kogo mają naprzeciwko siebie i z kim walczą. Większość trenerów obserwuje spotkania, żeby przewidzieć pewne sytuacje i jak najlepiej przygotować siebie i swoich zawodników do meczu – zauważa Mariusz Szewczyk. – Myślę, że dużo rzeczy ma wpływ na wynik i obserwacja przeciwnika też jest jedną ze składowych, które na niego wpływają – dodaje.
Nie można się oszukiwać – w naszym kraju w wielu meczach o końcowym rezultacie spotkania często decyduje przypadek i zawsze trzeba starać się odszukiwać oraz wykorzystywać jak najwięcej słabych punktów drugiego zespołu. W związku z tym niezwykle cieszy fakt, iż analizą rywala zajmują się nasi szkoleniowcy na poziomie niższych lig. Jak widać, pod tym względem IV liga wcale nie jest gorsza od Ekstraklasy...

Reklama

Strona społecznościowa

Reklama

Reklama