Siłowni ciężkie początki

135

Kilka przemyśleń związanych między innymi z piciem mleka sojowego, wiaderkiem „gajnera” i godzinami spędzonymi na bieżni. Innymi słowy „świeżak na siłowni”.

Z pewnością wiele osób miało kiedyś taką sytuację, w której spacerując po centrum handlowym, zauważyło ćwiczących na siłowni ludzi i zaczęło się zastanawiać, po co oni się tak męczą. Następnie, przypominając sobie o tym, że nieuchronnie zbliża się okres wakacyjny i plażowanie, postanowiło samemu przejść przez wrota siłowni i przekonać się na własnej skórze, jak to jest. Przy okazji napotykając różne pułapki, o których będzie mowa w tym tekście. Przedstawiamy kilka mitów, na które trzeba uważać, rozpoczynając swoją przygodę z treningami.

Kreatyna nie zrobi z ciebie sk… pakera

Co nie zmienia faktu, że jest to suplement, który bardzo korzystnie wpływa na przyrost masy mięśniowej i siły, poprawia nawodnienie mięśni. Kreatyna jest bezpieczna, a jej działanie zostało potwierdzone naukowo. Niestety dużo początkujących osób myśli, że jest to substancja, dzięki której mięśnie same rosną, a trening to tylko dodatek. Im bardziej zróżnicowane i wymyślne nazwy, tym większe oczekiwania co do produktu. Błąd. Wystarczy zwykły monohydrat, rzecz jasna regularnie ćwicząc, żeby dostrzec korzyści.

Kilo „gajnera” i jazda

Podobnie rzecz się ma z mieszankami węglowodanów i białka, określanymi jako „gainer”. Należy je stosować w przypadku problemów z uzupełnieniem zapotrzebowania kalorycznego, tj. przykładowo w sytuacjach, kiedy nie mamy czasu zjeść tradycyjnego posiłku. Wiaderko gainera nigdy nie zastąpi nam normalnego jedzenia, a może się tylko negatywnie odbić na zdrowiu. Wspomaganie – tak, podstawa – w żadnym wypadku.

Soja – największy wróg mężczyzny?

Ileż to razy słyszeliśmy, że jedząc soję, facetowi mogą wyrosnąć piersi. Owszem, można odnaleźć przypadki, w których spożywanie soi przyczyniło się do rozwoju ginekomastii u mężczyzn, ale… przykładowo jeden z nich pił 12 szklanek mleka sojowego dziennie, a drugi odżywiał się praktycznie samą soją. Wniosek z tego taki, że jeśli nie jemy soi jak panda bambus, to zaburzenia hormonalne nam nie grożą. Mało tego, soja może korzystnie wpływać na zdrowie, zmniejszając ryzyko rozwoju nowotworu prostaty.

Głodówka i kilometry na bieżni

Zaczynając redukcję dużo początkujących wychodzi z założenia, że jedynym sposobem są katorżnicze diety i jak najwięcej cardio. Jest to jakieś wyjście, ale na dłuższą metę nie daje rezultatu, ponieważ nasz organizm przyzwyczaja się do ilości otrzymywanych kalorii i mamy efekt jo-jo. Podobnie zresztą długim z bieganiem na bieżni – organizm rozwija mechanizmy adaptacyjne i przestaje reagować na tego rodzaju aktywność. Podsumowując, szybciej nie znaczy lepiej.