Wszyscy się tu znamy

193

Z sołtys Aleksandrowa i Buczynowa, Beatą Stasiak, rozmawiała Agnieszka Deja.

Na początku uściślijmy pewną rzecz. Na stronie gminy widnieje Pani jako sołtys Aleksandrowa, ale to nie do końca prawda. Jak to jest?
Beata Stasiak: Tak, jestem sołtysem Aleksandrowa Dolnego – przepiękna miejscowość. Niewielu jest już tam gospodarzy, za to coraz więcej buduje się tam nowych domów. Nie ma się co dziwić – to prawdziwy raj. Poza tym w sołectwie są Aleksandrów Górny i Buczynów. To są dwie wsie, łącznie ponad stu mieszkańców. Wszyscy się znamy, wiemy, kto gdzie mieszka, to małe wsie, więc wszyscy wszystko o sobie wiemy.

Jakie zmiany zaszły w ostatnich latach w Aleksandrowie i Buczynowie?
B.S.: Utwardziliśmy drogę przez las. Walczymy z tym drugi rok, przeznaczyliśmy na ten cel fundusz sołecki. Wykopaliśmy rów, odwodniliśmy teren. Przez ulicę Grójecką jesteśmy trochę odcięci od świata – korki sprawiają, że droga do domu znacznie się wydłuża, a większość osób pracuje czy to w Górze Kalwarii, czy w Piasecznie lub Warszawie. Dlatego też zaczęliśmy się starać o drogę przez las, by była możliwość ominięcia Grójeckiej. Z drugiej strony przez to mamy trochę większy ruch, ponieważ nasi sąsiedzi z innych miejscowości skracają sobie drogę właśnie tą stroną.
Mamy autobus szkolny i dwa przystanki. W jednym miejscu postawiliśmy wiatę przystankową, porządną, piękną, jest czysta, nikt jej nie zdewastował. W drugim miejscu mieszkańcy nie chcieli takiej wiaty. Podejrzewam, że mogli się obawiać, że młodzież będzie przesiadywać na przystanku. Poza tym we wsi jest też jeden spowalniacz, więcej mieszkańcy nie chcieli. Udało nam się też wymienić lampy uliczne, mamy energooszczędne żarówki, wieś jest pięknie oświetlona. Wodę mamy, kanalizacji nie mamy i chyba nie będziemy mieli. Drogę co roku nam łatają, nie ma z tym problemu, chociaż wiem, że mieszkańcy chcieliby, by był nowy asfalt i chodnik.

Jakie jeszcze są potrzeby mieszkańców?
B.S.: Wiem, że potrzebny byłby nam nowy plan zagospodarowania przestrzennego, by mieszkańcy nie mieli problemu z podzieleniem i sprzedażą działek. Obecnie mogą jedynie sprzedawać działki po trzy tysiące metrów, a to zdecydowanie za dużo. Poza tym chcieliby nowe przyłącza do domów, ale wydaje mi się, że to już zależy od elektrowni, czy zainteresuje się tą sprawą. Wtedy zamiast czterech kabli, byłby jeden skręcony. Kiedyś mieszkańcy chcieli plac zabaw, ale stwierdziłam, że nie ma sensu. Po pierwsze – dzieci niewiele, po drugie piękny plac zabaw mamy w sąsiedniej wsi i mogą z niego korzystać także nasze dzieci.

Czy organizujecie jakieś spotkania, imprezy dla mieszkańców?
B.S.: Tak, zorganizowaliśmy 102. rocznicę Buczynowa. Niestety, tego samego dnia odbył się pogrzeb jednej z naszych mieszkanek, więc najpierw wszyscy razem poszliśmy na mszę, a potem na nasze święto. Wspólnie zdecydowaliśmy, że z tego powodu nie będziemy się bawić przy muzyce, nie będzie tańców i śpiewów. Razem z najstarszymi mieszkankami miejscowości pokroiłam okolicznościowy tort, a później siedzieliśmy, rozmawialiśmy. Myślę, że mieszkańcy chcieliby więcej imprez integracyjnych, ale nie bardzo chcą się angażować w ich przygotowanie. Niestety nie mamy świetlicy, w której mieszkańcy mogliby się spotkać. Chciałam zorganizować takie miejsce, ale gmina ma tu bardzo małą działkę, którą trudno byłoby zagospodarować. Młodzież u nas nie ma co robić, gdzie się spotykać. Chciałabym, by powstała u nas niewielka świetlica, coś ala klub, gdzie można pograć, posiedzieć, mecz obejrzeć. Większe spotkania sołeckie robimy u mnie w domu, ale mało ludzi przychodzi. Chyba jest im tu dobrze i nie mają zastrzeżeń, dlatego nie przychodzą.

Jak Pani uważa, co jest mocną stroną tego sołectwa?
B.S.: Trudno powiedzieć. Myślę, że za mocną stronę można uznać to, że ludzie tu się znają, każdy z każdym rozmawia. Mieszkańcy są zżyci. Tutaj jest zupełnie inna mentalność ludzi niż w większych miejscowościach. Na razie – odpukać! – nikt nikomu nie wchodzi w paradę, nikt nikogo się nie czepia, wszyscy się znają, odpowiadają sobie „dzień dobry”.
Mamy ciszę, spokój. Wielu mieszkańców chce tu zostać, prawie nikt mi nie ucieka. Ci młodzi budują się tutaj, chcą tu mieszkać, zakładać rodziny. W ciągu ostatnich lat zbudowano u nas aż osiem nowych domów, a patrząc na to, jak niewielka jest nasza miejscowość, to dużo. I nie ma się co dziwić, u nas jest naprawdę pięknie.