Walentynkowy Wrak Race za nami

73

Hałas, smród spalonego sprzęgła i oleju, dźwięk blachy, która trze o inną blachę. Tym, którzy tam byli, nie muszę nic pisać. Ci, którzy tam nie byli, muszą to zobaczyć 1 kwietnia, w kolejnej edycji. Czemu?
Nie każdy lubi samochody i nie każdy lubi ich wyścigi. To jest jednak wyścig specyficzny. Przy nim nawet Nascar jest nudny.
Idea Wrak Race jest niezwykła. Samochody, które zaczynają wyścig, nie przekraczają swej wartości o ok. 1 000 zł. Większość z nich pod koniec wyścigu jest skupowana przez złomiarzy z lawetami za 40 gr za kilogram. Rekordziści (jak zielony ford modeno kombi) jechali już 4 edycję (niestety jej nie przetrwał). To naprawdę wyjątkowe.
– To nawet może powinien minister środowiska promować. W końcu to wyścig proekologiczny. Taki recykling – powiedział mi kierowca saaba, z którym miałam przyjemność przejechać bieg półfinałowy.
Zapięłam kask, pasy, pomyślałam, że nigdy nikt nie zginął i że będzie super. Przed startem kierowca pociągnął jednak za moje pasy, czy na pewno są dobrze naciągnięte. Wtedy pomyślałam, że jestem jednak matką trójki dzieci, ale ciekawość zwyciężyła z rozsądkiem.
Nasz bieg zakończył się po 10 minutach, czyli mniej więcej w połowie. Silnik odkleił się od poduszki (czy jakoś tak). Zanim się jednak zakończył, uderzyliśmy w drzewo, kilka razy w inne samochody (wcale nie przypadkiem), a inne samochody uderzyły dwa razy w nas. Umiejętności kierowcy saaba (to była zresztą jego 7 edycja) oceniam na bardzo dobre. Zwłaszcza, że na torze była warstwa lodu, a wzdłuż toru (bardzo blisko od niego) stali ludzie.
– To jest brak wyobraźni. Ci ludzie nie są w stanie przewidzieć, co się stanie na torze – powiedział mi kierowca saaba.
Organizatorem tej edycji było motopiaseczno.pl, Japa Team, a patronem honorowym Gmina Lesznowola.
Kolejny Mazowiecki Wrak Race już 1 kwietnia. Serdecznie zapraszamy. Najlepiej z wrakiem.