Troskliwy drwal

46

Ani policja, ani Straż Miejska nie zatrzymały wycinki lasu w okresie ochronnym dla ptaków.

W sobotni ranek redakcyjne telefony rozgrzały się do czerwoności. Zaniepokojeni mieszkańcy Siedlisk informowali nas o wycince drzew w okolicach rzeki Jeziorki. Zaalarmowali również Straż Miejską, która według relacji jednego z mieszkańców, owszem, na miejscu się pojawiła, ale ewidentnie nic nie wskórała, bo wycinka trwała nadal.

Rzeczywiście na zachód od ulicy Sielskiej, za rowem melioracyjnym na wysokości ulic Norweskiej i Szwedzkiej, słychać było pracującą piłę. Wystarczyło dwóch mężczyzn, traktor i piła, by już o godzinie 10 rano kilkadziesiąt drzew leżało powalonych na ziemi. Jeden z panów twierdził, że jest właścicielem działki i nawet wyraził gotowość odpowiedzi na pytania dotyczące wycinki.

Dla bezpieczeństwa dzieci
Dowiedziałam się mianowicie, że na drzewach nie ma gniazd, w związku z tym okres ochronny dla ptaków ich nie dotyczy. Przyznał, że pojawiła się Straż Miejska, ale nie miała zastrzeżeń.
– Sprzątamy, bo drzewa chorują – tłumaczył rzekomy właściciel terenu. – Robimy to ze względu na bezpieczeństwo przychodzących tu dzieci – dodaje. Skąd w tym miejscu miałyby się wziąć dzieci? Nie mam pojęcia. Drzewa też absolutnie nie wyglądają na chore, za to tych jeszcze rosnących dookoła jest sporo, zapytałam więc, czy wszystkie zamierzają wyciąć w imię „bezpieczeństwa dzieci”.
– Zobaczymy, jak tam dalej będzie – odpowiedział. I zastrzegł, że żadnych zdjęć sobie nie życzy.
Po kilku próbach dodzwoniłam się do Straży Miejskiej.
– A co my możemy zrobić, jak jest ustawa? – odpowiedział pytaniem na pytanie Zenon Myszkowski. – Zrobiliśmy dokumentację i przekażemy do Wydziału Ochrony Środowiska – informuje. Zatem najwcześniej w poniedziałek, kiedy nie będzie już czego ratować. Zapytany o przepisy dotyczące ochrony ptaków w okresie lęgowym potwierdził słowa „właściciela”, że na tych drzewach nie było gniazd. Co ciekawe we wtorek taką sama odpowiedź usłyszałam w Wydziale Ochrony Środowiska – drzewa były uschnięte i nie było na nich gniazd.

Nieznajomość prawa
Tymczasem według Rozporządzenia Ministra Środowiska z dnia 16 grudnia 2016 roku w sprawie ochrony gatunkowej zwierząt, w okresie lęgowym zakazane jest m.in.: niszczenie siedlisk lub ostoi będących obszarem rozrodu, wychowu młodych, odpoczynku, migracji lub żerowania; niszczenie, usuwanie lub uszkadzanie gniazd; umyślne płoszenie lub niepokojenie w miejscach rozrodu lub wychowu młodych. Innymi słowy nie tylko tego drzewa, na którym znajduje się gniazdo, nie można wyciąć.
W sobotę próbowałam też interweniować na policji. Wszak to ona ma stać na straży przestrzegania przepisów i jest władna zatrzymać taki proceder, jeśli zachodzi podejrzenie złamania przepisów. Oficer dyżurny znalazł kilka powodów, żeby nie podjąć interwencji. Po pierwsze może tam już nikogo nie ma, skoro ja tam nie mieszkam i opuściłam to miejsce 15 minut temu. Po drugie „wszyscy zgłaszają, a jak przyjdzie co do czego, to nikt nie chce być świadkiem” (dałam swoje namiary i wyraziłam gotowość bycia świadkiem). I mój ulubiony problem: nie byłam w stanie podać dokładnego adresu. Przypominam, że mówimy o dużym obszarze leśno-łąkowym. Najbliższa miejsca wycinki ulica Szwedzka w Siedliskach okazała się niewystarczająco precyzyjna. Ostatecznie otrzymałam informację, że jak będzie jakiś patrol wolny, to może pojedzie.
Na pochwałę zasługuje burmistrz Daniel Putkiewicz, który telefon odebrał i obiecał osobiście interweniować w Straży Miejskiej i Komendzie Powiatowej Policji i poprosić o interwencję. Ostatecznie jednak wielka połać lasu i tak została w ciągu kilku godzin wycięta. Czy będą jakieś konsekwencje dla właściciela lub służb? Na pewno będziemy śledzić ciąg dalszy tej sprawy.