Trochę mnie to wszystko onieśmiela

0
137

Anna Arciuch, sołtys Dobrzenicy-Błonia, opowiada o teatrze, marteniczkach i satysfakcji.

Dobrzenica i Błonie to dwie wsie, a jedno sołectwo w gminie Prażmów. Czas nadal płynie tu trochę wolniej. Daleko stąd do miasta, teatru, kina, galerii. Kiedy rok temu Anna Arciuch została sołtysem, postanowiła zamienić świetlicę w Dobrzenicy w lokalne centrum kultury. Były tu już warsztaty artystyczne, wystawa grafiki, akcje wspólnego czytania, zajęcia jogi i nauka angielskiego. Wspólnie z grupą mieszkańców założyła Teatr Prawie z Warszawy.

Pani Anno dlaczego tu, na wsi, w małej świetlicy powstał teatr. Skąd w ogóle taki pomysł?

Dzielę się z innymi tym, co mi w duszy gra. Teatr zawsze był moją pasja. Od czwartej klasy szkoły podstawowej brałam udział w konkursach recytatorskich i przedstawieniach. Należałam do kółka teatralnego działającego w domu kultury. Jako młoda dziewczyna zagrałam w kilku filmach.

Chciałam sprawdzić, czy teatr zainteresuje mieszkańców. Przyjęliśmy bardzo otwartą formę naboru do zespołu. Każdy mógł przyjść i spróbować swoich sił. Zgłosili się mieszkańcy z Błonia, Dobrzenicy oraz okolic. Obydwie wsie to jedno sołectwo. Działamy wspólnie. Teatr jest teatrem sołeckim i tak samo, jako wspólną, traktujemy świetlicę w Dobrzenicy. W niej właśnie odbywały się próby i tu wystawiliśmy w listopadzie premierowy spektakl. Zagrała piątka aktorów.

Czy wybór na pierwsze przedstawienie klasycznego dzieła Potockiego, można powiedzieć dość archaicznego, to również pani decyzja?

Nie. Repertuar wybrał Tadeusz Arciuch, reżyser przedstawienia, a prywatnie mój mąż. Inicjatywa wyszła ode mnie, ale tak naprawdę to on poprowadził ten teatr. Tadeusz jest entuzjastą sztuki filmowej i teatralnej. Mimo to na początku sceptycznie podchodził do tego pomysłu. Później zaskoczyło go, z jakim entuzjazmem zaangażowali się mieszkańcy. Z próby na próbę miał coraz większą satysfakcję.

Graliśmy „Parady” Jana hrabiego Potockiego. Wybraliśmy trzy akty, które wydały nam się najbardziej zabawne. Wystąpiliśmy w pięknych barokowych strojach, które wypożyczyliśmy specjalnie na przedstawienie. Zrobiły duże wrażenie na widzach. W sumie nie spodziewaliśmy się, że ten repertuar będzie aż tak dobrze przyjęty.

Cel został osiągnięty. Stworzyliście teatr i odnieśliście sceniczny sukces. Tak to sobie Pani wyobrażała?

To co się wydarzyło, przeszło moje najśmielsze oczekiwania. Zarówno pod względem artystycznym, ale też jeśli chodzi o frekwencję na widowni. Nie spodziewaliśmy się aż tylu ludzi. Liczyliśmy na sąsiadów i rodziny aktorów. Przyszli też radni z naszej gminy, pan wójt, ale poza tym wiele osób, których do tej pory nie znałam. To bardzo zachęca do dalszego działania. Mam nadzieję, że nasz teatr będzie się rozwijał. Pracujemy nad nowym repertuarem. Być może spróbujemy dopisać dalsze losy bohaterów „Parad”.

Teatr to jedno, ale w waszej świetlicy dzieje się dużo innych działań artystycznych. Czy jest na to aż takie zapotrzebowanie?

W gminie Prażmów nie ma ośrodka kultury. Kiedy zostałam sołtysem, pomyślałam, że skoro mamy świetlicę to dobrze by było, gdyby stała się namiastką domu kultury, stąd też taka różnorodność tych zajęć. Myślę, ze jednymi z ciekawszych były warsztaty robienia marteniczek, bułgarskich laleczek, będących symbolami szczęścia. Są robione z włóczki z intencją jak najlepszych życzeń dla kogoś bliskiego, ważnego.

Były też warsztaty pszczelarskie, a ostatnio świąteczne. Dzieci malowały figurki gipsowe i bawiły się masą nienewtonowską, którą zrobiliśmy z mąki ziemniaczanej. Czytamy też wspólnie bajki, gramy w gry planszowe. Odbywają się też odpłatne warsztaty kreatywnego szycia, zajęcia jogi i nauki języka angielskiego. Z instruktorami udaje się wynegocjować atrakcyjne ceny, więc mieszkańcy bardzo chętnie z tego korzystają. Było jeszcze jedno ważne wydarzenie w naszej świetlicy – wystawa grafik pana Michała Dębskiego.

Biorąc pod uwagę frekwencję na zajęciach i informacje zwrotne, które dostajemy od mieszkańców myślę, że są zadowoleni z tego, co robimy i cieszą się z tego, co się dzieje. Może są też trochę zdziwieni moim zapałem i ilością pomysłów i nie do końca rozumieją, dlaczego robimy pewne rzeczy. Mam jednak wrażenie, że nawet jeśli się nie angażują, to przyglądają się z życzliwym zainteresowaniem.

Sołtysem jest Pani od roku, a mieszkanką Sołectwa Dobrzenica-Błonie od kiedy?

Mieszkam tu od 19 lat. Uważam, że Błonie i Dobrzenica to jedne z piękniejszych terenów w gminie Prażmów. Są to wciąż miejscowości rolnicze. Jest tu dużo łąk, bardzo dużo otwartej przestrzeni. Wciąż można spotkać konia z furmanką, krowy na pastwisku, na polach rośnie żyto, kukurydza, ziemniaki. Zimą jest jeszcze piękniej. Uwielbiam tutaj spacerować. Zapuścić się gdzieś w pola, łąki. Pójść i podziwiać. Ja po prostu bardzo lubię tu mieszkać.

Wyprowadzając się z miasta na wieś, chciałam uciec od ludzi. Szukałam ciszy i spokoju. Przez wiele lat miałam tak naprawdę jedynie kontakt z najbliższymi sąsiadami, z rodzicami kolegów i koleżanek mojego syna, z nauczycielami w szkole. Teraz to grono zdecydowanie się poszerzyło.

Lubię robić nowe rzeczy, bo uważam, że dzięki temu się rozwijam i poznaję siebie. W tej chwili napędza mnie najbardziej satysfakcja ludzi, dla których to robię. Kiedy widzę, że się cieszą. Przychodzą i mówią, że fajnie było, że im się podobało, że dobrze się bawili. Trochę mnie to wszystko onieśmiela, ale daje mi też ogromną radość i dodatkową motywację. Myślę wtedy: zróbmy coś jeszcze.