To tylko nieporozumienie?

109

Ciężarna pacjentka usłyszała w przychodni na ul. Fabrycznej, że powinna powtórzyć badanie USG w innej placówce. Powodem miałby być brak odpowiednich certyfikatów dla tutejszego urządzenia.

Kobieta zgłosiła się z tym problemem do radnego Łukasza Kamińskiego, który na ostatniej sesji Rady Gminy poprosił burmistrza o wyjaśnienie, czy posiadany przez piaseczyński ośrodek zdrowia sprzęt posiada odpowiednie certyfikaty.

– Po raz kolejny zgłosiła się do mnie osoba, która uzyskała informację, że musi potwierdzić wyniki badań w innym ośrodku, ponieważ nasze urządzenie nie posiada niezbędnych certyfikatów – mówił w swojej interpelacji Kamiński. – Warto wziąć pod uwagę, że mówimy o kobiecie w ciąży, dla której taki komunikat to dodatkowy stres związany z lękiem o zdrowie dziecka – zauważa radny.

O sprawę zapytaliśmy kierownictwo Samodzielnego Zespołu Publicznych Zakładów Lecznictwa Otwartego (SZPZLO) w Piasecznie.

– Wszystkie urządzenia medyczne posiadają certyfikaty i spełniają wymogi Ustawy o wyrobach medycznych, inaczej nie mogły by być dopuszczone w ogóle do obrotu na terytorium Polski i zakupione przez podmiot publiczny – zwraca uwagę Justyna Marynowska. Zapewnia też, że pracownicy obsługujący posiadany sprzęt posiadają stosowne szkolenia, poświadczone certyfikatami i zaświadczeniami.

Skąd więc mogła się wziąć taka informacja? Jak przekazał nam jeden z pacjentów przychodni, podobne praktyki miały miejsce już kilka lat temu.

– Moja ciężarna żona dostała nawet konkretną wizytówkę z adresem – mówi. – Prawdopodobnie teraz też chodzi o korzystanie z usług prywatnej przychodni, gdzie za badanie trzeba zapłacić.

Zapytaliśmy SZPZLO przy ul. Fabrycznej 1 czy, do dyrekcji wpływały zgłoszenia o tego typu praktykach. Z odpowiedzi Justyny Marynowskiej wynika, że sytuacja taka mogła być nieporozumieniem.

– Oprócz wykonywanych w naszej poradni badań obrazowych dla pacjentek powyżej 35. roku życia, rekomendowane jest badanie USG prenatalne. Dotyczy ono zarówno ciąż fizjologicznych, jak i tych powikłanych. Nasza placówka nie ma kontraktu z NFZ na taki zakres, ponieważ jest to procedura objęta zapleczem szpitalnym w razie powikłań, jakie mogą wystąpić podczas takiego badania – wyjaśnia. Zwraca też uwagę, że limity badań w ramach NFZ zwykle znacznie przekraczają zapotrzebowanie w związku z podwyższeniem wieku rozrodczego kobiet.

– Niestety dochodzi do sytuacji, kiedy pacjentka nie dostaje się do placówki zakontraktowanej na refundację i jedyne, co może zrobić, to wykonać badanie komercyjnie (koszt powyżej 500 zł – red.). Pacjentki czasami nie rozumieją, że my nie mamy żadnych możliwości udostępniania im tych badań, ponieważ to nie nasz zakres działalności leczniczej – podkreśla Marynowska.

Czy w tym przypadku rzeczywiście chodziło o rozszerzenie diagnostyki o badanie, którego przychodnia nie oferuje, trudno nam powiedzieć. Łukasz Kamiński twierdzi, że pacjentka, która się do niego zgłosiła z tym problemem nie należy do grupy kobiet w wieku 35+.