To istoty prawdziwe

0
82

O lalkach, ich duszach, tęsknocie za krainą dzieciństwa oraz inspiracjach opowiada Renata Gołaszewska-Adamczyk, twórczyni lalek artystycznych, mieszkanka Wólki Kozodawskiej i stypendystka Gminy Piaseczno w 2020 roku.

Kiedy zaczynasz opowiadać o lalkach, mówisz, że towarzyszyły Ci od zawsze.

Lalki zawsze znaczyły dla mnie bardzo wiele. Kochałam je od dziecka. Robiłam je praktycznie ze wszystkiego – z kawałka kija, z chustki zwiniętej na rękę. Chodziłam też na targi staroci, które bardzo lubię, i tam zawsze wynalazłam jakąś biedną lalkę, a to z gałganków, a to trochę zepsutą porcelankę. Wydawało mi się, że trzeba się nimi zaopiekować. Te lalki wcielały się potem w różne postacie. Były lekiem na samotność i sposobem na radość. Już wtedy doszukiwałam się w nich duszy.

Twoje lalki mają dusze?

Oczywiście. Z reguły lalka kojarzy się z zabawką. I to taką, która dąży do jakiegoś kanonu piękna, symetrii w sylwetce i w twarzy. Przedstawiana jest zazwyczaj jako ikona piękna i doskonałości człowieka zewnętrznego. Natomiast ja próbuję robić coś zupełnie innego.

Chcę pokazać doskonałość jego wnętrza.

Myślę, że człowiek jest doskonały, kiedy umie być dobry i szczęśliwy i jeśli jest prawdziwy w swoich emocjach. Bardzo lubię przyglądać się ludziom. Szukać w nich prawdy i piękna. Wydaje mi się, że właśnie dlatego skończyłam studia pedagogiczne, a później wybrałam sobie ten rodzaj sztuki. Moje lalki, tak jak ludzie, mają nieidealne twarze i nieidealne charaktery. Dlatego są prawdziwe. To istoty prawdziwe, a istoty prawdziwe mają dusze.

Co spowodowało, że z zabawy zrodziła się pasja i sztuka?

Fot. Grzegorz Adamczyk

Kiedy zostałam mamą, zajęłam się wychowywaniem synów i przerwałam pracę zawodową, Zaczęłam od nowa szukać własnego świata. Takiego tylko dla siebie. Byłam dla dzieci, dla rodziny, dla męża, ale chciałam też być sama dla siebie. Wtedy zrobiłam pierwszą lalkę waldorfską. Nauczyłam się tego na kursie. To rodzaj lalki edukacyjnej, dlatego była zrobiona z runa owczego, bo powinna być ciepła i miękka. Miała na imię Pola. Podarowałam ją mojej córce Hani, do dziś jest jej ukochaną zabawką.

Zrobienie tej lalki dało mi ogromnie dużo satysfakcji, więc zrobiłam kolejne. Część z nich sprzedałam. Z czasem jednak te proste lalki zaczęły mi się strasznie nudzić. Marzyło mi się coś więcej. Chciałam w nich zamknąć jakąś emocję. Zaczęłam eksperymentować z runem owczym, można w nim rzeźbić za pomocą specjalnej igły, trochę tak jakby się filcowało. Metodą prób i błędów próbowałam nadawać buziom lalek ekspresję i wyrazistość i szło mi coraz lepiej. Zaczęły powstawać moje pierwsze lalki artystyczne.

Każda z twoich lalek jest inna, niepowtarzalna. Gdzie znajdujesz inspiracje dla nowych, kolejnych postaci?

Często inspiracją są moje dzieci. Lalki mają na twarzy grymasy, uśmiechy i zatroskane miny Huberta, Hani i Filipa. Lubię też stare fotografie dziecięce, tam też znajduję inspirację. Istotne są także moje wspomnienia z dzieciństwa. Podpatruję też innych ludzi. Lubię ludzi. Fascynują mnie ich emocje wyrysowane na twarzach. Taka prawdziwość tych emocji i tą próbuję przekazać w lalkach. Wracam do wspomnień, emocji z dawnych lat. Moje lalki pochodzą z krainy, za którą tęsknię, z mojego dzieciństwa. Kiedy przychodzi mi do głowy lalka… W zasadzie to przychodzi nie lalka, tylko jakaś postać. Istotka, która się budzi w moich emocjach. Ze skojarzeń, ze stanu emocjonalnego, który jest we mnie. To taka forma wędrówki do siebie samego, do swoich wspomnień. Wtedy powstaje głowa lalki i często ma już imię. Jak już zrobię głowę, to sobie chodzę z nią wszędzie. Ciągle jest ze mną. Kiedy robię coś w kuchni, czy przy stole w jadalni.

Jak długo powstaje jedna lalka?

Zanim powstanie reszta lalki mija kilka miesięcy. Proces jej tworzenia jest bardzo czasochłonny technicznie, ale również emocjonalnie i intelektualnie. Zdarza się, że muszę lalkę na chwilę zostawić. Schować ją do szuflady. Odpocząć od niej. Ale zawsze cały ten proces tworzenia jest tylko dla mnie. Nie myślę o tym, jak zostanie odebrana ta lalka. Czy się spodoba. Tak samo jest, kiedy szyję im ubranka, które potem postarzam – przecieram je, podmalowuję farbkami, tak żeby wyglądały na używane. Później dopiero chcę się podzielić swoja twórczością z innymi ludźmi. Dowiedzieć się jak odbiorą moją pracę. Cześć sprzedaję, choć najchętniej wszystkie zostawiłabym ze sobą. Trudno mi się z nimi rozstać, dlatego nie wystawiam ich od razu na sprzedaż. Są takie, które są zostały w naszym domu i nigdy nigdzie nie pójdą, bo są bardzo ważne.

Kto kupuje twoje lalki?

Z reguły kolekcjonerzy z zagranicy, choć coraz częściej trafiają do ludzi w Polsce. Interesują się nimi raczej znawcy i miłośnicy tematu.

Nie robię tego dla biznesu, robię to z pasji, mam taką potrzebę i koniec. Czy ktoś będzie kupował te lalki, czy nie, to i tak będę je robiła. Ja muszę je robić. Choć myślę, że większość osób kupujących moje lalki wie, że one są po to, żeby je kochać. Że potrzebują tego, a nawet o to wołają.