Terror na osiedlu

1282

Ktoś niszczy nowe bloki, straszy mieszkańców i oskarża dewelopera. Właściciele mieszkań czują się bezsilni i mają żal do policji.

Na nowym osiedlu przy ul. Okulickiego dochodzi do aktów wandalizmu, a z pozostawionych przez rzekomych sprawców wiadomości wynika, że ich działania to „porachunki” z deweloperem, który nie zapłacił ostatniej faktury jednemu z wykonawców.

– Ostatni list wskazuje wyraźnie to, czego domyślaliśmy się już wcześniej, że chodzi o wykonawcę elewacji – zauważyła jedna z mieszkanek podczas zebrania wspólnoty mieszkaniowej. To głównie elewacja była dotąd niszczona – mazana farbą, ostrzeliwana z paintballa, obrzucana ciężkimi metalowymi przedmiotami, np. dużymi śrubami. Zniszczone zostały również szklane drzwi wejściowe. Zdarzały się przypadki wpuszczania dymu czy śmierdzących substancji do wnętrza budynków.

Deweloper rozkłada ręce

„Przepraszamy za utrudnienia, ale to Kosbud swoimi oszustwami powoduje nasze działania” – czytamy w liście, który mieszkańcom rzekomo dostarczyli sprawcy. Tłumaczą, że te działania wynikają z braku środków na podjęcie kroków prawnych przeciwko deweloperowi. I liczą na to, że to właściciele mieszkań w dewastowanych budynkach wymuszą na przedsiębiorcy uregulowanie płatności. Z uzyskanych od mieszkańców i administratorów dwóch bloków przy ul. Okulickiego 30 i 32 informacji wynika, że akty wandalizmu zaczęły się tuż po oddaniu budynków do użytku, czyli w sierpniu ubiegłego roku. Deweloper zaprzecza, by miał jakiekolwiek problemy z wykonawcami.

– Wszystkie faktury mam zapłacone, nie mieliśmy nawet żadnych opóźnień, moi wykonawcy są bardzo zadowoleni ze współpracy – przekonuje Lech Kos, prezes spółki Kosbud, która wybudowała bloki. Nie ma pomysłu, kto i dlaczego miałby szkalować jego firmę. Na spotkaniu wspólnoty twierdził, że rozmawiał z policją na ten temat wielokrotnie. Jednak nie zgodził się podpisać przedstawionej przez mieszkańców deklaracji współdziałania z organami ścigania w zakresie namierzania sprawcy zniszczeń. A tymczasem ich skutki obciążają tylko wspólnotę mieszkańców, bowiem prawie wszystkie lokale zostały już sprzedane. W grę wchodzi nie tylko naprawa zniszczeń, ale w konsekwencji podwyżki stawek opłat za ubezpieczenie budynków.

– Za chwilę w ogóle nikt nas nie będzie chciał ubezpieczać – mówi Iwona Dobkowska z firmy skanIKA, administrator osiedla.

Nie czują się bezpiecznie

Sami mieszkańcy mają pretensje również do policji, która w ich odczuciu bagatelizuje problem.

– Policja nic w tej sprawie nie robi. Najczęściej w ogóle nie chcą przyjeżdżać, zwłaszcza jeśli rzecz się dzieje w nocy, a tak jest zazwyczaj – wyjaśnia nam jeden z mieszkańców. Poszkodowani twierdzą, że kolejne zgłoszenia zostały połączone w jedną sprawę dopiero na wniosek mieszkańców. Tymczasem pozostawiane w skrzynkach listy sprawiają, że czują się zagrożeni.

„Nasze chłopaki będą się starać, aby nikomu z mieszkańców nic się nie stało, ale pomyłki mogą się zdarzać. Dlatego bardzo proszę, aby nie spać pod oknami ani na wprost okna” – czytamy w jednym z listów.

– Sprawa jest wielowątkowa – informuje rzecznik Komendy Powiatowej Policji w Piasecznie nadkom. Jarosław Sawicki. – Prowadzi ją Wydział Dochodzeniowo-Śledczy pod nadzorem prokuratora, co oznacza, że na tym etapie nie możemy udzielać informacji o prowadzonych przez policję działaniach – dodaje.

Pytanie, jak długo mieszkańcy będą czekać na znalezienie sprawcy i obciążenie go kosztami usuwania zniszczeń?

– Na nasze prośby o zwiększenie nadzoru nad osiedlem policja nie reaguje – tłumaczy Iwona Dobkowska. – Zdajemy sobie sprawę z ograniczeń kadrowych, ale tu chodzi o bezpieczeństwo mieszkańców – podkreśla. Zwraca uwagę, że po zebraniu wspólnoty mieszkaniowej nastąpiła intensyfikacja działań. To, podobnie jak fakt dostawania się na klatki schodowe, zdaniem Lecha Kosa oraz części właścicieli może sugerować, że sprawca współpracuje z którymś z mieszkańców. Czekając na efekty działań policji, zarząd wspólnoty mieszkaniowej planuje zaproponować mieszkańcom zainstalowanie monitoringu.