System monitorowania faktów

366

Mieszkańcy skarżą się na rozbieżności między informacjami w systemie śledzenia przesyłek a rzeczywistymi zdarzeniami.

Gdyby dziś jeszcze istniały księgi skarg i zażaleń, Poczta Polska mogłaby się zapewne poszczycić największą liczbą wolumenów.

Każdy artykuł o jakości usług, czy post zirytowanego adresata na internetowym forum, owocuje lawiną podobnych doświadczeń, opisywanych przez innych mieszkańców. System śledzenia przesyłek rejestrowanych pozwala sprawdzać, co dzieje się z naszą przesyłką. Z przekazywanych nam przez czytelników informacji i zdjęć wielokrotnie wynika, że przesyłki „utykają” w sortowni przy ul. Kościuszki w Piasecznie.

Postanowiliśmy zrobić eksperyment. Tego samego dnia, w poniedziałek po południu, wysłaliśmy do redakcji listy polecone (ekonomiczne) z Warszawy, placówki przy ul. Kościuszki w Piasecznie oraz Prażmowa (obsługiwany przez pocztę w Tarczynie). Ku naszemu zaskoczeniu, przesyłki z Warszawy i Piaseczna dotarły do redakcji już w piątek, zaledwie 4 dni po nadaniu. Jednak los obu był dokładnie taki sam. Ta, która wprost od okienka musiała wpaść do sortowni, na zapleczu czekała na inne. W systemie śledzenia przesyłek, w czwartek jednocześnie obie „zostały przygotowane do doręczenia”, by w piątek zostać wydane listonoszowi i dostarczone do redakcji. W piątek z kolei w systemie pojawił się jako przygotowany do doręczenia list wysłany z Prażmowa. Ten dotarł w następny piątek. Z ciekawości jednak zerknęliśmy do systemu monitorowania przesyłek i tu czekała nas niespodzianka. W poniedziałek 18 marca rzekomo nastąpiła próba doręczenia. Rzekomo, bo w tym czasie w redakcji było 7 osób i żadna nie zarejestrowała takiej próby. Nie było również śladu po awizo. Zresztą „próba doręczenia” o 3 godziny poprzedziła „przekazanie do doręczenia”. Trochę się w tym pogubiliśmy. W dodatku mieszkańcy mówią, że ich przesyłki nieraz miały być rzekomo awizowane w godzinach między 21.00 a 22.00. Czyżby listonosze pracowali już na nocną zmianę, żeby tylko zdążyć dostarczyć nam listy? A my złośliwie, zamiast siedzieć w domu o tej porze, zmuszamy do wypisywania awizo?

Dla porównania, list wysłany z poczty przy ul. Szkolnej (tu akurat priorytetowy) do Salonik w Grecji dotarł w tydzień, z czego trzy dni „szedł” do lotniska Chopina. Grecy (tak, ci oskarżani o dość luźne podejście do obowiązków Grecy) uwinęli się z odebraniem przesyłki z lotniska, posortowaniem w Atenach, przekazaniem do Salonik, stamtąd do odpowiedniej placówki i dostarczeniem do adresata w cztery dni, w tym dwa weekendowe.

Wychodzi na to, że na poczcie panuje klimat bardziej śródziemnomorski, niż nad Morzem Śródziemnym.