Strażnik gminy

Trudno o nim powiedzieć, że to mieszkaniec, bardziej pasuje „stały bywalec”.  Często siedzi nieopodal wejścia i obserwuje wchodzących do urzędu petentów.

 

Najczęściej można go wypatrzeć na trawniku, tuż pod herbem i napisem „Urząd Miasta i Gminy Piaseczno”. Niepozorny, czasem próbuje się wtopić w tło krzewów. Niby znudzony i wypoczywający, a jednak bacznie obserwuje osoby zmierzające do i z urzędu. Udało mi się go przekonać do podejścia, z dużym dystansem pozwolił mi na coś w rodzaju „ćwierćgłaśnięcia”, wywąchał moją przynależność do innych kotów (jak sadzę) i wrócił na wcześniejszą pozycję. Choć w bywam tam stosunkowo często, wcześniej nie rzucił mi się w oczy. Okazuje się jednak, że pracownikom jest znany.

– Tak, urząd ma swojego kota – przyznaje burmistrz Zdzisław Lis. – Nawet nie wiem od kiedy, od dawna jest z nami. Ma swój domek na tyłach urzędu, dokarmiamy go oczywiście, ale jest wolny, jak to kot.

Czarny dachowiec z białą krawatką ceni swoją swobodę i pozostaje „dzikusem”, choć docenia zimowe schronienie czy smakołyki serwowane przez urzędników. Czy opiekunowie nadali mu jakieś imię?

– Nie ma imienia, ale może Pani go nazywać Zdzisław – żartuje burmistrz Lis, popijając kawę z kubka w… koty i psy. Jak widać gminni urzędnicy nie boją się przesądu, że czarny kot na ich drodze zwiastuje pecha.