Stoi na stacji lokomotywa

Oceń ten artykuł
(1 głos)

Podróżowanie pociągiem między Piasecznem a Warszawą jest ostatnio zajęciem bardzo ekscytującym. Pasażerowie nigdy nie wiedzą co, gdzie i kiedy ich czeka.

Poniedziałkowy ranek. Kilkadziesiąt osób czeka na pociąg na peronie w Piasecznie.
– Pociąg Kolei Mazowieckich z Radomia do Warszawy Wschodniej przyjedzie z opóźnieniem około 10 minut. Opóźnienie pociągu może ulec zmianie – informuje megafon. Ze zdziwieniem zauważam brak większej reakcji emocjonalnej.
– To przecież standard i norma – wyjaśnia mi zachowanie oczekujących młody mężczyzna. Czyli do wszystkiego można się przyzwyczaić? Większość osób, które poprosiłam o komentarz do podróżowania ostatnio koleją, ogranicza się do wymownego milczenia.
– Może lepiej nie będę komentować, bo to się nie nadaje do publikacji – mówi Julia, licealistka.
– A ja chętnie skomentuję – mówi młoda kobieta pracująca w stolicy. – Mieszkam tu od lipca i to, jak jeżdżą te pociągi, to jest jakiś skandal. Rano to jeszcze pół biedy, ale nie pamiętam kiedy z pracy wróciłam bez przygód.
W poprzednich latach pasażerowie nauczyli się już, że zimą pociąg się spóźnia, bo zamarzła trakcja albo tory. Latem z kolei tory się topią od gorąca. Wiosną i jesienią mogą być wichury łamiące drzewa. Potem doszedł remont na stacji Okęcie, a teraz remont linii radomskiej na odcinku od Okęcia do Czachówka Południowego. Zawiązane z tym utrudnienia są niejako „wliczone w cenę” luksusu jaki czeka pasażerów po zakończeniu przebudowy trasy.
Nad linią radomską jednak wisi chyba jakieś fatum. Pasażerowie już dowcipkują „powiedzcie, że pociąg się nie spóźnił, to będzie jakiś nius” pisze internauta w komentarzu pod kolejną informacją o wstrzymaniu ruchu.
W ciągu ostatnich kilku tygodni ruch wstrzymały: kilka niewybuchów znalezionych w trakcie prac remontowych w Piasecznie i na Okęciu (można obstawiać w ciemno, że to raczej początek serii niż koniec), trakcja zerwana przez dźwig oraz trakcja zerwana przez drzewo, a ostatnio koparka, która wjechała w pociąg.
– Pociąg stoi. Na stacji albo pomiędzy. I nikt nie wie, ile to potrwa – irytuje się pani Małgorzata z Zalesia Dolnego. – A ja nie wiem, o której odbiorę dziecko ze szkoły, bo, że nie do 17 kiedy zamykana jest świetlica, to pewne.
Sami kolejarze czasem nawet nie wiedzą, jaką podać przyczynę zatrzymania.
– Ostatnio usłyszeliśmy, że stoimy, ponieważ pociągi się krzyżują – nie ukrywa rozbawienia pasażerka. – Kto wie, może powstanie krzyżówka, która pozwoli przelatywać nad utrudnieniami?
Z dwojga złego lepiej stać w ciepłym pociągu. Gorzej jak czeka się półtorej godziny na otwartym peronie i bez informacji o tym, kiedy pociąg się pojawi, bo... zamarzł megafon.
– Jeśli rano idziesz na dworzec i teoretycznie masz kilka minut do odjazdu twojego pociągu, a na stacji jakiś stoi, to z pewnością jest to ten, który zgodnie z rozkładem powinien odjechać 15 lub 30 minut temu – wyjaśnia mi strategię młoda dziewczyna. – I lepiej w niego wsiąść, bo któż to wie kiedy będzie następny?

Reklama

Strona społecznościowa

Reklama

Reklama