Skąd ten pyton?

Oceń ten artykuł
(1 głos)

Drugi tydzień trwają poszukiwania pytona tygrysiego nad brzegiem Wisły. Skąd się tam wziął, czemu nie można go znaleźć i jak wyglądają poszukiwania?

 

Pyton z Gassów przebił w polskich mediach wszystko. Informacje o wężu na południu Warszawy pojawiły się nawet w chińskiej telewizji. Był już „krwiożerczym stworem z mrocznego siedliszcza”, internetowym memem, pożarł bobra i psa, niektórzy nawet widzieli go na filmie, choć ewidentnie była to drewniana kłoda. Szukał go jasnowidz i detektyw-celebryta. Najpierw było strasznie, potem zrobiło się śmiesznie, hasło „pyton tygrysi” w wyszukiwarkach internetowych zyskało na popularności, a każdy w Polsce wie już, co to jest wylinka.

7 lipca wędkarze znaleźli nad Wisłą wylinkę, czyli zewnętrzną powłokę skóry, którą węże zrzucają w czasie linienia. Potwierdzono, że wylinka o długości ponad 5 metrów należy do pytona tygrysiego i jest świeża. Wykluczono żart i podrzucenie wylinki, znaleziono na piasku ślady węża i potwierdzono, że należą właśnie do pytona. Na poszukiwania gada wyruszyli wolontariusze Służby Ochrony i Ratownictwa Zwierząt Animal Rescue Polska (SORZ), Fundacja Epicrates, Powiatowe Centrum Zarządzania Kryzysowego w Piasecznie, Gminne Centrum Kryzysowe Konstancin-Jeziorna, Piaseczyński WOPR, Ochotnicza Straż Pożarna, Komenda Powiatowa Policji w Piasecznie, ekipa terenowa „turyści4x4.pl”, koło wędkarskie nr 12 i policja rzeczna. Nad terenem latają drony (zgłaszają się do pomocy ludzie i firmy dysponujące dronami) i robią zdjęcia. Zastawiane są fotopułapki. Na dwa dni z pomocą przybyła też Państwowa Straż Pożarna. Przeszli brzeg tyralierą, ale węża nie znaleziono.

– Miejsce, w którym znaleziono wylinkę, jest idealne dla takiego węża, ale pogoda mu nie sprzyja. Dla niego jest teraz za zimno, więc najprawdopodobniej się gdzieś skrył. To jest w ogóle nocne zwierzę – tłumaczy Gabor Kamiński, lekarz weterynarii z Konstancina. – Można go zlokalizować dronami, tylko musi wyjść z ukrycia.

Teren jest trudny, ma wiele jam i miejsc gdzie wąż mógł się ukryć.

– My nie potrzebujemy spacerów po brzegu, tylko ludzi, którzy wejdą w krzaki, będą przeczesywać podmokły teren, ale nie potrzebujemy szukającej go tyraliery – mówi Dawid Fabjański z SORZ. – Problemem jest Wisła. Tyraliera mogła go wystraszyć, a on mógł spłynąć z prądem, nawet kilka kilometrów. To gdzie go teraz szukać?

Pytona jednak trzeba znaleźć.

– My nie ratujemy ludzi przed pytonem, tylko pytona. On nie jest niebezpieczny dla ludzi, jego ofiary mają maksymalnie 10 kg. Oczywiście, jeżeli się przestraszy i nie będzie miał drogi ucieczki, to będzie się bronił, a to wciąż duże zwierzę, które może zrobić krzywdę. Ale on prędzej ucieknie przed człowiekiem, niż go zaatakuje. Kiedy go spotkamy należy po prostu odwrócić się i odejść, a potem zgłosić służbom – mówi Gabor Kamiński. – Teraz ma dobre warunki, ale to egzotyczne zwierzę, naszej zimy nie przetrwa i zginie. Dlatego ważne żeby go znaleźć.

Pyton z Gassów pokazał jednak inną rzecz. Takie zwierzęta należy rejestrować, ale nie da się tego zweryfikować. W powiecie piaseczyńskim jest zarejestrowanych około 10 takich zwierząt. Szacuje się jednak, że jest ich dużo więcej.

– W samym mazowieckiem jest prawdopodobnie kilka tysięcy dusicieli. Te węże kosztują 100–200 zł i można je kupić przez Internet. Często ludzie nie mają świadomości, że to będzie duży wąż, nagle okazuje się, że zwierzę jest niebezpieczne dla psa czy dziecka – tłumaczy Gabor Kamiński. – Prawdopodobnie ktoś go wyrzucił, wakacje to w Polsce właśnie taki okres na wyrzucanie zwierząt.

Czy pełzających po Polsce węży jest więcej? Biorąc pod uwagę łatwość zdobycia takiego zwierzęcia i fakt, że ludzie wyrzucają do lasu nawet psy, to należy założyć, że tak. Zwłaszcza, że gdyby nie wylinka, nikt nie miałby pojęcia, że w Gassach ukrywa się pyton.

Reklama

Strona społecznościowa

Reklama

Reklama