Ryszard trafił do szpitala

23

Pan Ryszard, który na wjeździe do Góry Kalwarii posiadał ogromny skład niegdyś wartościowych, dzisiaj już zniszczonych mebli, trafił do szpitala. To koniec „galerii” Ryszarda. 

W kwietniu pan Ryszard został eksmitowany z dawnych zakładów firmy Hortex z powodu problemów z opłacaniem czynszu. Na miesiąc mógł tam powrócić, jednak w wakacje wszystkie jego meble znalazły się na ulicy, która w dodatku jest czyjąś prywatną ulicą i drogą przeciwpożarową.

–  Ja śpię w samochodzie obok. To jest moje życie. Chciałbym taki nagłówek: Bezdomny, który sobie radzi. Bo ja sobie radzę. Nie mam wody, nie mam łóżka, mam za to wiele rzeczy, po które przyjeżdżają architekci wnętrz, telewizje. Mam stałych klientów. O widzi pani ten portret? Krystyna Sienkiewicz, moja przyjaciółka. Płakałem, kiedy umarła – mówił nam pan Ryszard w maju.

Niestety od maja jego meble wiele przeszły. On sam również. Deszcz, śnieg i mróz spowodowały, że jego ukochane przedmioty dla architektów wnętrz i telewizji stały się bezwartościowe. Pan Ryszard został też kiedyś dotkliwie pobity.

Kiedy przyszły pierwsze poważniejsze mrozy, nocami dochodzące do -13 stopni Celsjusza, straż miejska z Góry Kalwarii zapewniała nas, że „ma na niego oko”. Ośrodek Pomocy Społecznej proponował mu natomiast miejsce w ośrodku dla bezdomnych w Warszawie. On sam wtedy nam powiedział, że nie chce się tam znaleźć, nie opuści swoich przedmiotów i dalej spać będzie w samochodzie. Ani straż miejska, ani OPS nie mogli nic poradzić na sytuację pana Ryszarda bez jego zgody.

Jego duma i miłość do umierających mebli niemal doprowadziły do tragedii.

– Ogrzewałem sobie nogę takim słoneczkiem na butlę z gazem. No i się sparzyła. Przyjechała karetka, zawiozła mnie do szpitala – opowiada nam pan Ryszard. – W poniedziałek włożyli mi tę nogę w szynę. Kiedy czekałem na zabieg to dostałem zawału serca. Chyba ledwo mnie odratowali, ale lekarz powiedział, że muszę żyć.

W poniedziałek pracownicy ZGK oraz OPS rozpoczęli sprzątanie przedmiotów pana Ryszarda. Pani Kamila, która pracuje w OPS, w końcu przekonała pana Ryszarda, aby ten zamieszkał u swojego brata w Markach. Meble mają znaleźć się tymczasowo w garażach starej jednostki wojskowej. Dzisiaj jednak schowanie ich pod dach ma tylko znaczenie symboliczne i odbywa się z szacunku do pana Ryszarda. O ile w maju potrafił sprzedać kredens za 2 tys. zł, o tyle teraz mają jedynie wartość sentymentalną dla niego.