Psi los

215

Istnieje ryzyko, że 5 psów spędzi kolejną zimę na podwórku opuszczonej posesji, licząc głównie na dobre serce bliższych i dalszych sąsiadów.

Historia, która zgłosiła nam jedna z czytelniczek brzmi wręcz niewiarygodnie. W ogrodzie jednej z posesji przy ul. Pomorskiej w Zalesiu Dolnym żyje bezpańsko 5 psów.

– Właścicielka domu zmarła 3 lata temu, zostawiając 3 psy i konkubenta – wyjaśnia pani Małgorzata. – Ten ostatni z kolei nie ma praw do nieruchomości (trwa postępowanie spadkowe – dop. red.) i musiał się stąd wyprowadzić. A psy zostały.

Z relacji sąsiadów wynika, że początkowo rzeczywiście mężczyzna pojawiał się co najmniej 2-3 razy w tygodniu żeby dokarmiać zwierzęta, ale po pewnym czasie częstotliwość tych odwiedzin spadła. Dokarmianiem i dostarczaniem wody zajęły się więc osoby postronne, które zwróciły się z tym problemem również do pracującej w Bobrowcu lekarki weterynarii.

– Próbowałam tematem zainteresować zarówno straż miejską, jak i Animal Rescue Polska. Bez rezultatu – nie ukrywa irytacji i zdumienia Patrycja Kurska. – Mają wymówkę, że istnieje przecież właściciel tych psów, na pisma odpowiadają, że nie udało im się z tymże właścicielem skontaktować i tak dalej. A tymczasem z trzech psów zrobiło się pięć, było ich nawet więcej, bo zaczęły się rozmnażać między sobą – opowiada Kurska. – Za zgodą „właściciela”, na własne konto, wykastrowałam więc samca. Szczeniaki poznikały, poza tymi dwoma psami, które zostały na podwórku.

– Sama mam psy, kocham zwierzaki, więc w miarę możliwości coś tam do jedzenia im podrzucam, w lecie z córką nosiłyśmy wodę – mówi pani Małgorzata. – Nie wyobrażam sobie jednak, jak te psy mają przetrzymać zimę na podwórku i dlaczego nie można nic z tym zrobić?

Straż miejska przyznaje, że miała kiedyś takie zgłoszenie.

– Był problem ze skontaktowaniem się z właścicielem, bo rzeczywiście nie mieszka w tym miejscu, ale okazało się, że odwiedza psy i je karmi – poinformował nas komendant Mariusz Łodyga. Po rozmowie strażnicy ponownie zajęli się tematem i obiecali sprawdzić jak obecnie wygląda sytuacja opieki nad psami.

– Dla osób postronnych to są sprawy oczywiste, ale my nie możemy przyjechać i zabrać psów, które mają właściciela. One są na zamkniętym terenie, nie robią nikomu krzywdy, a właściciel zapewnia, że się nimi opiekuje – tłumaczy Łodyga. Dawid Fabjański z Animal Rescue Polska dodaje, że poza kłopotami, które mogliby mieć strażnicy ze strony właściciela psów, dochodzi kwestia niemałych kosztów umieszczenia psów w schronisku.

Sytuacja wydaje się zupełnie absurdalna. Straż miejska i Animal Rescue Polska utrzymują, że zwierzętom nie dzieje się krzywda, co uzasadniałoby natychmiastową interwencję. Właściciel twierdzi, że opiekuje się psami, co sprowadza się do maksymalnie kilku wizyt w miesiącu. A sąsiedzi w miarę możliwości pomagają zwierzętom przetrwać. Wygląda na to, że dopiero kiedy któremuś z psów stanie się krzywda, będzie pole do działania. Bo widać życie na podwórku niezależnie od warunków pogodowych i stanu zdrowia, zdanie na łaskę i niełaskę obcych ludzi, którzy je dokarmią, krzywdą nie jest.