Parkujesz – ryzykujesz

0
10135

Mieszkaniec osiedla Patronat zaparkował samochód przy ul. Rubinowej. Po powrocie z wyjazdu zastał swoje auto wymalowane sprayem. Okazuje się, że to nie pierwszy akt wandalizmu w tym miejscu.

Zdjęcie pomalowanego żółtym sprayem pojazdu, z zaznaczonymi literami L, które część obserwatorów interpretowała jako symbol warszawskiej Legii, a część jako symbol nauki jazdy, pojawiło się na jednym z lokalnych forów internetowych. Internauci doszukiwali się powodów takiego zachowania. Pierwszymi podejrzanymi byli oczywiście kibice stołecznego klubu, ktoś zasugerował, że powodem miałoby być nieprawidłowe parkowanie.

– W bloku naprzeciwko mieszka pewien pan, który ubzdurał sobie prawo do jednego miejsca parkingowego. Sąsiedzi prowadzili z nim dość nieprzyjemne rozmowy co do tego miejsca. Dochodziło tam do rożnych sytuacji związanych ze źle zaparkowanym, zdaniem tego mieszkańca, autem. Bardzo możliwe, że ktoś zaparkował nieświadomie w tym przeklętym miejscu – zauważył jeden z dyskutujących. Okazało się, że sytuację zna i potwierdza kilka innych osób. W końcu po kilku dniach odezwał się sam poszkodowany. Właściciel pomalowanego seata zaparkował na ogólnodostępnym miejscu parkingowym w zatoczce na ul. Rubinowej. Wyjechał na kilka dni, a po powrocie czekała go przykra niespodzianka.

– Nie zgłosiłem sprawy na policję, bo jestem zajętym człowiekiem, nie mam czasu siedzieć trzy godziny na komendzie – poinformował nas właściciel seata. – Poza tym szanse na namierzenie sprawcy, a przede wszystkim jego ukaranie przez policję, są niewielkie. Dostałem kilka interesujących informacji na temat prawdopodobnego sprawcy od sąsiadów i obcych ludzi i sprawa wygląda niewesoło – dodaje. Okazuje się bowiem, że rzeczywiście to nie pierwszy tego typu incydent. Poszkodowany usłyszał już o innych ofiarach parkowania w tym miejscu. Były przypadki porysowanej karoserii, urwanych lusterek czy tablic rejestracyjnych. Sprawdziliśmy na policji – żadna z tych spraw nie została zgłoszona, ale dzielnicowy telefonicznie otrzymywał informacje o uszkodzeniach pojazdów. Rozmawiał też na ten temat z administracją osiedla. Niestety bez konkretnego zgłoszenia sprawy na policję, służby niewiele mogą zdziałać. Wskazanego miejsca nie obejmuje monitoring, co zdaniem poszkodowanych wykorzystuje sprawca. Z opowieści mieszkańców wynika jednak, że domniemany sprawca jest im znany, ale jednocześnie wydaje im się człowiekiem na tyle nieobliczalnym, że boją się wchodzić z nim w otwarty konflikt. Jednak brak zgłoszeń na policję, które wymuszałyby podjęcie przez nią działań, z pewnością nie rozwiąże problemu „parkingowego terrorysty”.