Niedoceniani specjaliści

Logopedzi, reedukatorzy, pedagodzy i nauczyciele wspomagający narzekają na niewspółmierne do wynagrodzenia obciążenie pracą.

W szkołach pojawia się co raz więcej dzieci potrzebujących specjalistycznej opieki. Pracują z nimi logopedzi, terapeuci pedagogiczni (zwani też reedukatorami), nauczyciele współorganizujący proces kształcenia, psychologowie i pedagodzy. Ta grupa pracowników oświaty dzieli z pozostałymi nauczycielami stopnie awansu zawodowego, a co za tym idzie –również wynagrodzenie, ale już nie czas pracy z uczniem. Nauczycielski etat, zwany pensum, to 18 lekcji tygodniowo. A w przypadku specjalistów wymiar pensum ustalają…samorządy. I tu rodzą się istotne nierówności. Są w Polsce gminy, które przyjęły wymiar równy z nauczycielskim, czyli 18-godzinny, ale są też takie, w których wynosi on nawet 32 godziny. Za te same pieniądze!

Ustawodawca się ociąga
Ministerstwo przed rokiem obiecywało uregulowanie tej kwestii w Ustawie o Systemie Oświaty, ale niestety tak się nie stało. Teraz ponownie padają takie deklaracje, ale dopóki nie staną się obowiązującym prawem decyzja spoczywa w rękach radnych. W naszym powiecie prawie wszystkie gminy ustaliły wymiar czasu pracy dla szkolnych specjalistów na 25 godzin, w Piasecznie są to 24 godziny. Niekiedy jest on różnicowany (Góra Kalwaria, Lesznowola) i logopedzi oraz reedukatorzy pracują 22h z uczniem, a etat pozostałych to 25h.

Istotna różnica między specjalistami a nauczycielami wynika też z tego, że godzina lekcyjna to 45 minut, a w przypadku specjalistów – godzina zegarowa. Do niedawna nastręczało to dodatkowych trudności przy skorelowaniu zajęć terapeutycznych z rozkładem pozostałych lekcji.
– Nie mówiąc o tym, że jeśli nie miałam okienka to teoretycznie przez cały dzień pracy nie powinnam korzystać z toalety, jeść ani pić – wylicza absurdy takiego rozwiązania jedna z piaseczyńskich logopedek. W tym roku przepisy zmieniono tak, by dziecko pracowało 45 min., a te 15 jest wykorzystywane na zrobienie notatek z zajęć, wpisów dziennikowych czy rozmowę z rodzicem. Jednak część zajęć, tzw. rewalidacyjnych, to nadal 60 minut.

Równi i równiejsi
Specjaliści od lat czekają na ustalenie jednorodnych przepisów regulujących czas ich pracy. Kiedyś zajęcia takie prowadziły wyłącznie Poradnie Pedagogiczne i tam czas pracy specjalistów wynosił 20 h i tak pozostało do dziś. Potem „wrzucono” zajęcia do szkół a następnie za czasów minister Krystyny Szumilas uznano, że w szkole specjaliści mogą pracować dłużej (24 h), ponieważ nie piszą opinii dla podopiecznych.
– Oczywiście, że piszemy opinie i to wielokrotnie, zarówno dla rodziców, nauczycieli jak i dla instytucji zewnętrznych, które będą diagnozować dziecko lub z nim pracować – irytuje się terapeutka pedagogiczna z Lesznowoli.
– Policzyłyśmy z koleżanką, że de facto mamy dwa razy więcej pracy od nauczycieli – mówi jedna z logopedek pracujących w gminie Piaseczno. Dlaczego? Nauczycielski etat to 18 lekcji (tygodniowo) po 45 minut co daje 13,5 godziny. Przy pensum 25-godzinnym i 60 minutach lekcji rzeczywiście daje to niemal dwukrotność czasu pracy z uczniem. W obu przypadkach tygodniowy wymiar pracy to 40 godzin podobnie jak w innych zawodach. Wszak nauczyciele poza pracą na lekcjach muszą się do nich przygotowywać, nieustająco szkolić, sprawdzają zeszyty, kartkówki i sprawdziany, uczestniczą w radach pedagogicznych i innych szkolnych zebraniach, spotkaniach z rodzicami itd. Większość tych działań dotyczy także specjalistów. Do tego dochodzą tzw. „okienka” czyli przerwy w pracy wymuszone planem lekcji. W przypadku logopedy czy reedukatora właściwie nieodzowne, wszak mogą zabrać ucznia na zajęcia tylko przed lub po lekcjach.
– Zazwyczaj mogę wykorzystać maksymalnie dwie pierwsze lekcje kiedy ktoś zaczyna później, a potem najwcześniej po 5 lekcji. Czasem nie mam wyjścia i proszę rodziców o przywożenie dzieci na tzw. lekcję zerową o godzinie 7.00 – wyjaśnia reedukatorka z jednej z lesznowolskich placówek. Taki system pracy oznacza wielokrotnie spędzanie w szkole co niemal pełnego wymiaru czasu pracy nie licząc dodatkowych zebrań itp. Nie rozumieją tego ani dyrektorzy placówek, ani samorząd ustalający wymiar pracy, ani ustawodawca.
– To trochę upokarzające, że de facto zarabiamy za naszą pracę znacznie mniej niż nauczyciele – mówi logopeda z Piaseczna. – To ciężka i odpowiedzialna praca. Najlepsi zaczną uciekać do placówek, które oferują znacznie lepsze wynagrodzenie lub zaczną prowadzić prywatną działalność, bo popyt na rynku na naszą pracę jest co raz większy – zauważa.