Niebezpiecznie na łąkach oborskich

0
237

Właściciele psów są przekonani, że coś uczula ich czworonogi po spacerach na łąkach oborskich. Gmina po interwencji radnego obejrzała teren i na tej podstawie uznała, że jest on bezpieczny.

Pierwsze ostrzeżenie pojawiło się na lokalnym forum w drugiej połowie grudnia.

– Po spacerze psy miały objawy wskazujące na swędzenie łap, tarły je i lizały – relacjonuje pani Marzena. – Zachowywały się dziwnie, piszczały, dyszały, miały spowolnioną akcję serca. Weterynarz powiedział, że to efekt silnej reakcji alergicznej na chemikalia.

W komentarzach kolejne osoby potwierdziły podobne zachowania u swoich czworonogów po spacerze na łąkach. Co więcej, dwie mieszkanki opisały przypadki śmierci swoich psów kilka tygodni wcześniej. Objawy były podobne, ale wówczas ich właściciele nie skojarzyli tego ze spacerami na łąkach oborskich. W jednym przypadku weterynarz stwierdził zatrucie toksynami chemicznymi, w drugim właściciele nie zdecydowali się na sekcję.

Diagnoza „na oko”

Sprawą zainteresował się radny Krzysztof Bajkowski, który błyskawicznie złożył interpelację w tej sprawie. Opisał relacje mieszkańców, zaznaczył na mapie miejsca, w których spacerowali ze swoimi psami oraz te, w których zwierzaki wchodziły do wody. Poprosił o sprawdzenie terenu, w tym pobranie próbek do badania oraz ostrzeżenie mieszkańców o potencjalnym zagrożeniu.

Jeszcze tego samego dnia (23 grudnia) pracownik Wydziału Ochrony Środowiska i Rolnictwa oraz patrol straży miejskiej udali się na miejsce.

– Przeprowadzili oględziny wskazanego terenu i nie stwierdzili śladów wskazujących na zanieczyszczenie łąk – czytamy w odpowiedzi burmistrza Kazimierza Jańczuka na interpelację. Burmistrz dodaje, że zaistniała sytuacja została skonsultowana z sanepidem oraz Wojewódzkim Inspektoratem Ochrony Środowiska (WIOŚ) w Warszawie. Czego dotyczyły konsultacje, nie wiadomo. Kiedy my skontaktowaliśmy się w tej sprawie z piaseczyńskim sanepidem, ten stwierdził, że to nie są jego kompetencje i odesłał nas do Powiatowego Lekarza Weterynarii. Ten wprawdzie również nie wydawał nam się właściwym adresatem, ale chętnie podpowiedział, że sprawą powinien się zająć WIOŚ. Tam dowiedzieliśmy się, że owszem, instytut tego typu badania próbek wody, gleby czy roślinności może przeprowadzić. Musi się jednak do niego zwrócić z wnioskiem czy to instytucja, czy osoba prywatna. I za badania zapłacić.

Problem wraca

Problem z nietypowym zachowaniem psów po spacerze na łąkach pojawił się ponownie na początku lutego.

– Pies po spacerze zaczął lizać i drapać wszystkie łapy, strasznie dyszał, leciała mu ślina z pyska i dostał wysokiej gorączki – opisuje pani Dominika. – Na szczęście po podaniu leków przeciwhistaminowych u weterynarza przeszło.

W tej sytuacji zapytaliśmy Wydział Ochrony Środowiska i Rolnictwa, czy zamierza przeprowadzić badania próbek pobranych na terenie łąk oborskich.

– Przeprowadziliśmy oględziny, które nie wykazały obecności żadnych podejrzanych substancji ani na łące, ani w wodzie, więc nie ma podstaw – powiedziała nam jedna z urzędniczek. Przyznała, że urząd podobnie jak osoba prywatna za zlecenie takich badań WIOŚ musiałby zapłacić. Mieszkańcy uważają opieranie się na samej obserwacji za absurdalne, ponieważ trudno wykryć chemiczne zanieczyszczenie w glebie, wodzie czy na trawie. Jedna z właścicielek psów udała się więc na posiedzenie Komisji Rolnictwa i Ochrony Środowiska, by zainteresować radnych problemem bezpieczeństwa nie tylko psów, ale również dzikich zwierząt, które odwiedzają ten teren oraz być może również ludzi.

– Według burmistrza nasze psy nabawiły się czegoś w drodze na łąki lub do domu, ponadto może to być uczulenie na karmę. Używano argumentów, że teren jest prywatny i obowiązuje tam zakaz wstępu, odpowiedzialność za ewentualne zgłoszenie problemu przerzucano na weterynarzy, a z psami powinno się chodzić na plac zabaw – relacjonuje pani Marzena. – Zamiast wsparcia i pomocy otrzymałam krytykę i wręcz oburzenie. Wygląda na to, że jeśli ktoś nie wykona badań prywatnie, to na wsparcie gminy nie ma co liczyć.