Na ratunek kotu

78

Dzięki interwencji Animal Rescue Polska oraz pomocy sąsiada udało się uratować należącego do starszych państwa kota. Pupil utknął na starym dębie na wysokości 15 metrów od ziemi.

Kot zniknął z jednego z domów w Zalesiu Dolnym wieczorem 7 marca. Mimo nawoływania nie wrócił na noc do domu, więc następnego dnia właściciele rozwiesili w okolicy ogłoszenia z wizerunkiem czworonoga. Dwa dni później dzieci z sąsiedniej działki zauważyły kota na drzewie i poinformowały o tym właścicieli.

– Kot był wysoko na konarze, jakieś 15 metrów nad ziemią. Nie chciał zejść, bo się bał – relacjonuje pan Adam. – Zwróciłem się z prośbą o pomoc do straży pożarnej, ale dyspozytor powiedział, że niestety wszystkie wozy są na akcji w terenie.

Tymczasem zmierzchało, a nad drzewem krążyło stado dużych ptaków.

– Sąsiad zasugerował, że mogą one nawet zabić kota i ich zachowanie ewidentnie przypomina polowanie – opowiada nasz czytelnik. – W tej sytuacji sam pojechałem do siedziby straży i poprosiłem o pomoc.

Niestety i tym razem się nie udało, oficer dyżurny sugerował skontaktowanie się kolejnego dnia rano. Warto pamiętać, że kot był już wówczas od trzech dni poza domem i co najmniej od kilku godzin tkwił na drzewie. Właściciel czworonoga zadzwonił więc do Animal Rescue Polska, które po zgłoszeniu interwencji do straży miejskiej przyjechało na miejsce.

– Mieli tylko samochód bez żadnej drabiny czy innego sprzętu, który pozwoliłby ściągnąć kota z tak dużej wysokości. Jednak dzięki zamieszczonemu na dachu pojazdu szperaczowi udało się go przynajmniej zlokalizować. Utknął w miejscu, w którym pień dębu się rozdwajał, na wysokości co najmniej 12 metrów  – wspomina pan Adam. W tej sytuacji pracownicy Animalsów zaczęli szukać alpinisty, który mógłby przyjechać z odpowiednim sprzętem na miejsce. Zapędy te ostudził sąsiad pana Adama.

– Powiedział, że to kiepski pomysł, bo przy przerzucaniu liny i wspinaniu się po pniu kot się spłoszy i zacznie uciekać wyżej po gałęziach. Zasugerował raczej wykorzystanie wysokiej drabiny i odrobiny sprytu. Cała akcja trochę trwała, ale dzięki zaangażowaniu sąsiada, Animal Rescue oraz pewnej pomocy mojego syna udało się ściągnąć z drzewa małego uciekiniera – cieszy się starszy pan i bardzo dziękuje za pomoc. – Swój udział miała w tym też moja żona, którą kot uwielbia. W kluczowym momencie ruszył bowiem w kierunku, z którego dobiegał jej głos.