Muszę przeorganizować urząd

Z nowym burmistrzem Piaseczna, Danielem Putkiewiczem, o specyfice gminy Piaseczno i o tym co w niej zmieni, rozmawia Joanna Grela.

Co się zmieni za Pana kadencji w gminie?

Żeby zrealizować nasz program, muszę zacząć od restrukturyzacji urzędu, który jest przecież podstawowym narzędziem do realizacji zadań nałożonych na gminę. Piaseczno jest coraz większym miastem, porównywalnym z miastami na prawach powiatu, a struktura urzędu przypomina małe miasteczko: burmistrz, dwóch wiceburmistrzów, naczelnicy i pracownicy. Tymczasem przed nami duże skomplikowane i wielowątkowe projekty, wymagające liderów i doskonałej komunikacji między wydziałami. Musimy więc zmienić i uelastycznić podejście do zarządzania. Chciałbym stworzyć zespoły zadaniowe, które kompleksowo podejdą do danego tematu, wspólnie wypracują najlepsze rozwiązania, w których każdy urzędnik zna cel działania i identyfikuje się z realizowanym projektem. A że nie mamy ani miejsca, ani pieniędzy, żeby zatrudniać nowe osoby, chcemy zmienić styl pracy i postawić inne wymogi naszym obecnym pracownikom.

Trochę jak w korporacji?

Trochę tak. Jesteśmy instytucją samorządową, obowiązują nas przepisy i procedury, których nie ominiemy. Jednak kwestie komunikacji między wydziałami i współpracy musimy zaczerpnąć z dobrych, korporacyjnych wzorów. Jestem zwolennikiem minimalizowania biurokracji i oszczędzania czasu pracowników. Na pewno musimy zmienić organizację urzędu, zaczynając od spraw drobnych, jak choćby sposoby prowadzenia kalendarzy i organizacja czasu pracy, poprzez usprawnienie obiegu dokumentów, w tym skrócenie czasu na zbieranie pod nimi podpisów, przyśpieszenie informatyzacji urzędu i jednostek, aż po ułożenie całej struktury w jeden spójny mechanizm obejmujący urząd, jednostki gminy czy miejskie spółki.

Zmiany wewnątrz urzędu nie będą dostrzegalne od razu dla mieszkańców…

Będą, jeżeli ich elementem będzie również poprawa komunikacji mieszkańca z urzędem. Tak, aby każdy mógł bez problemu zgłosić swoją uwagę czy wniosek i aby reakcja była natychmiastowa. Jeżeli nie da się czegoś naprawić w danej chwili, mieszkaniec musi otrzymać informację zwrotną: co i kiedy się wydarzy i kto daną sprawę pilotuje. Ważne, żeby mieszkaniec widział reakcję, bo inaczej drugi raz nic nie zgłosi i pozostanie ze złą opinią o nas i o pracy urzędu. Oprócz realizacji nowych inwestycji, trzeba dbać o już zmodernizowane obiekty. Na przykład park miejski. Doszło nam pielenie, zadbanie o róże przed zimą, przygotowanie parku do zimy, uprzątnięcie po zimie, dbanie o alejki, więcej koszy, więcej ławek, więcej śmieci, projektowanie jego dalszej rewitalizacji, remont Poniatówki, a być może pałacu. W praktyce to dodatkowa praca, ludzie, sprzęt, pieniądze. Koszty generują nie tylko inwestycje, których realizujemy coraz więcej, ale także utrzymanie.

Kampania utwierdziła Pana w swoich przekonaniach na temat najważniejszych spraw dla mieszkańców?

Ta kampania była krótsza niż poprzednie, ale intensywniejsza. Ogromną rolę odegrały media społecznościowe, w których naprawdę dużo się działo. Ja, moi wolontariusze i współpracownicy nagrywaliśmy lajfy (filmy „na żywo”, transmitowane na portalach społecznościowych – przyp. red.), braliśmy też udział w dyskusjach on-line. Spotykaliśmy się z mieszkańcami wszędzie – rozmawiałem z nimi na ulicy, w drodze rowerem do urzędu, uczestnicząc w dziesiątkach wydarzeń. Na podstawie tych rozmów oraz naszych wcześniejszych doświadczeń w samorządzie, stworzony został program dla Piaseczna na najbliższe lata. Liczba głosów oddanych na naszych kandydatów pozwala mi twierdzić, że nasza diagnoza, nasze cele i pomysły na przyszłość Piaseczna są zbieżne z oczekiwaniami mieszkańców i znalazły ich akceptację.

Z programu jasno wynika, że najważniejsze dla Piaseczna są w tej chwili transport i komunikacja oraz dalsze inwestycje oświatowe. Brzmi prosto, ale każdy z tych tematów to wielka chmura, w której spotykają się i zazębiają ze sobą dziesiątki różnych spraw. Np. sprawna komunikacja to: parking przy PKP, kwestia parkowania w mieście, drogi – nasze, powiatowe, wojewódzkie i krajowe, gdzie mieszają się problemy kompetencji i własności, system zarządzania ruchem. To także pociągi, remonty torów – nie tylko na naszym terenie, to autobusy itd. Jako gmina musimy wykonywać swoje zadania, ale musimy też wtrącać się do zadań innych, których praca ma wpływ na życie mieszkańców. Dochodzą jeszcze nieprzewidziane sytuacje kryzysowe…

Mamy już jakiś kryzys?

Jedną kwestią jest realizacja zaplanowanych działań, celów i zadań gminy, a drugą zdarzenia nieoczekiwane, których nie brakuje. Dzisiaj obawiam się o gospodarkę odpadami. Sytuacja jest zła, a za kilka tygodni – jeśli natychmiast nie zostaną podjęte odgórne działania zaradcze – będzie jeszcze gorsza. Zamknięcie i zamykanie kolejnych regionalnych instalacji odbierających nasze odpady, w związku z tym szybujące w górę ceny odbioru śmieci, wciąż nieuzgodniony Wojewódzki Plan Gospodarki Odpadami, powodują niejasną sytuację na rynku w sytuacji, gdy gmina prowadzi przetarg na wyłonienie operatorów „śmieciowych”. To ogromny problem, z którym niezależnie od bieżącej pracy musimy się uporać. Przy czym jego rozwiązanie nie leży niestety wyłącznie w naszych możliwościach i kompetencjach.

Piaseczno się zmienia, ale w istocie nie jest ładnym miastem.

Jest taka książka „Obraz miasta” Kevina Lyncha z roku 60. Jedna z klasycznych pozycji na temat urbanistyki. Lynch badał, jak ludzie postrzegają miasto, interesowała go relacja między miastem a jego użytkownikiem. Np. co widzi jak jedzie z domu do pracy?

Ja widzę m.in. Pod Bateriami…

Wyjeżdża Pani np. z ul. Głównej, widzi słup, na którym wiszą czasem plakaty wyborcze, kable, tablice reklamowe, dopiero w tle jakiś budynek, a na pierwszym planie zniszczoną jezdnię i wydeptane pobocza.

Obrzydliwe miejsce.

No właśnie, brak chodników powoduje chaos. To nie jest tylko kwestia bezpieczeństwa. Chaos powodują też pewne elementy, na pozór ładne, nowe, ale niepasujące do siebie. Proszę spojrzeć za moje okno: na skwerze Kisiela inne latarnie, na Kościuszki inne, na Sierakowskiego inne.

Jaki z tego wniosek?

Taki, że potrzebna nam konsekwencja w kształtowaniu estetyki przestrzeni. Na wszystkich poziomach: od słupków ulicznych i zieleni po architekturę budynków publicznych i plany zagospodarowania przestrzennego. Po latach będą efekty tej pracy. Ale jak wspomniałem wcześniej, to wymaga konsekwentnej współpracy wydziałów, sprawnej koordynacji, wyjścia z myślenia sektorowego danego wydziału.

Kto będzie drugim wiceburmistrzem?

Rozmawiam za potencjalnymi kandydatami. Moim naczelnym celem jest zrealizowanie programu, a to wymaga zdefiniowania poszczególnych zadań. Koncentruję się na dopasowaniu struktury organizacyjnej urzędu do zadań i potrzebuję na to trochę czasu. Powołując osobę na konkretne stanowisko chciałbym, aby miała świadomość czekających nas wyzwań i zespół, który umożliwi ich realizację.