List do Redakcji

118

Kilka dni temu otrzymaliśmy list od naszego Czytelnika, który przypomina związki Stefana Kisielewskiego z Piasecznem. 

Szanowna Redakcjo!

Pewnego dnia Stefan Kisielewski wybrał się na długi spacer z Konstancina do Piaseczna. Przechadzał się po głównych ulicach miasta, po Rynku, a być może po placu, który dziś nosi jego imię… Dzisiaj Rada Miejska podejmie decyzję o przeznaczeniu 154 tys. zł na rzeźbę – ławeczkę Stefana Kisielewskiego. Nie wiemy, czy faktycznie odpoczywał tu na ławce; będzie jednak, odlany ze spiżu, siedział i patrzył na miasto, które poznał podczas spaceru. Jakie wrażenie zrobiło? Zapisał to w swoich „Dziennikach”: „Cóż to za obskórna ohyda to Piaseczno, mimo że zbudowano w nim jakąś wielką nową fabrykę, to jednak substancja miasta pozostała ta sama: nędzne budy, groteskowe małe kamieniczki, jakieś liszajowate ulice”.

Piaseczno nie przyćmi raczej urodą Wenecji. Perełka to też nie Canal Grande (choć czasem podobnie wylewa). Przyznać jednak trzeba, że coraz więcej jest w naszym mieście osób, które nie tylko się z nim identyfikują, ale również chcą poznawać jego historię. I dotyczy to nie tylko rodowitych mieszkańców Piaseczna, ale również tych, którzy osiedlili się tu z przypadku czy z rozmysłem, (…).

Gdy wzmacnia się duch lokalnego patriotyzmu i pielęgnuje się pamięć o miejscach, których już nie ma, wystawianie pomnika komuś, kto napisał „Takie Piaseczno nie zachęca i nie budzi żadnych nadziei, więc burzcie — chciałoby się zawołać” wydaje się odważną prowokacją.

A może jest to forma zemsty? Posadzić na wieczne czasy, na spiżowej ławeczce, kogoś kto nie chce tam siedzieć, kto brzydził się przebywać w tym miejscu? Parafrazując Gombrowicza „Jak to nie zachwyca Kisielewskiego, jeśli tysiąc razy tłumaczyłem Kisielewskiemu, że go zachwyca.” Faktycznie zemsta byłaby to słuszna i smakowana na zimno. Jednak dość kosztowna: 154 000 zł można przeznaczyć na coś, co kultywować będzie historię Piaseczna, a nie na rozliczenia z autorem, który od ponad ćwierćwiecza nie żyje.

A może to po prostu autoironia władz, wszak jak pisał Kisielewski „Wracając do owego Piaseczna, to wśród ruder, (…) widzi się nagle dziewczynę ubraną jak z Londynu lub chłopaka, spreparowanego na hipisa. Gdzie oni się tak stroją, jeśli nawet porządnych klozetów nie ma?!”

Obawiam się jednak, że to ani nie zemsta, ani autoironia. Jak mawia mój przyjaciel, nie ma co upatrywać spisku, gdzie przyczyną może być zwykła głupota.

Czytelnik