Koniecznie pod furtką

0
271

Każdego ranka, przy każdej szkole tworzą się gigantyczne korki. Powodują je rodzice, którzy zatrzymują się, by wypuścić dziecko tuż przy wejściu do placówki.

Problem ten dotyczy prawie wszystkich szkół w powiecie. Znakomita większość z nich bowiem jest zlokalizowana bezpośrednio przy ulicy. Najgorzej sytuacja wygląda oczywiście przy placówkach, do których uczęszczają uczniowie mieszkający w znacznej odległości. Wówczas większość rodziców przywozi dzieci na lekcje samochodem.

– Szanowni Państwo, ruch to zdrowie, nie trzeba dziecka wysadzać z samochodu na wprost furtki szkoły!!! Stojąc w sztucznym korku na jednokierunkowej Wojewódzkiej, może warto dać szansę dziecku przemierzyć kilka metrów chodnikiem dla jego własnego zdrowia, nie zmęczy się, przechodząc 10 czy 20 metrów – komentuje poranek przy szkole nr 1 w Konstancinie-Jeziornie na forum mieszkańców Barbara Czaja. Tu rzeczywiście sytuacja jest wyjątkowa, zważywszy na fakt, że ulica jest jednokierunkowa. Każdy zatrzymujący się samochód blokuje cały sznur pojazdów jadących za nim. Czekający w korku rodzice również najczęściej nie wypuszczają w takich sytuacjach dzieci. Wolą przejechać te kilkanaście czy kilkadziesiąt metrów i wysadzić podopiecznych dopiero na wysokości bramy, znów tamując ruch.

– Trzeba napisać pismo, żeby zmienili plany rozbudowy i zrobili korytarz taki, żeby można było wjechać samochodem pod samą salę – żartuje Grzegorz Ryś.

Co więcej, na zatrzymaniu się tylko po to, by dziecko wysiadło się nie kończy.

– Gorsi są ci, którzy wysadzają dziecko, wychodzą, podają plecaczek, dają buziaka, wsiadają i jeszcze robią „pa pa” – zauważa Agnieszka Osowiecka.

O ile przy konstancińskiej „Jedynce” problemem jest korek, przynajmniej nie ma tu zbyt wielkiego zagrożenia dla bezpieczeństwa dzieci. Przy podstawówce w lesznowolskich Łazach za to panuje kompletny chaos. Rodzice jadą ul. Słojewskiego z obu kierunków, zatrzymują się jak najbliżej bramy, by wypuścić dzieci. Inni wyprzedzają tymczasem stojące samochody. Bywa, że dzieci przemykają między autami prowadzonymi przez poirytowanych korkiem kierowców.

– Kolejna zmora to ci, którzy zatrzymują się przy wjeździe na parking, blokując cały ruch. Bo przecież dzieciak musi wysiąść bezpośrednio przy chodniku – zauważa pani Anna. Rodzice podkreślają, że problemem jest sposób myślenia, a nie brak miejsc parkingowych.

– Kiedyś przy naszej szkole tych miejsc naprawdę było zaledwie kilka – mówi jeden z rodziców z piaseczyńskiej „Krauzówki”. – Teraz jest ich już więcej, w tym roku powstał nowy utwardzony parking, ale niewiele się zmienia. Każdemu się spieszy, więc zatrzymuje się na ulicy i wypuszcza dziecko przy przejściu dla pieszych, a ogonek stoi.

Dyrektorzy szkół rozkładają ręce. Przyznają, że co jakiś czas apelują do rodziców o rozsądek, przypominają o tym, że najważniejsze jest bezpieczeństwo dzieci, proszą o korzystanie z parkingów i zadbanie o płynność ruchu. Niestety wielu rodziców nie chce swoich nawyków zmienić, a zazwyczaj nawet się nad tym nie zastanawia.