Tłok to się dopiero zacznie

105

Reforma oświaty dotknie nie tylko ósmoklasistów, ich rodziców i nauczycieli. Dotknie wszystkich podróżujących codziennie do Warszawy.

Kiedy reforma minister Anny Zalewskiej stała się faktem, rodzice najbardziej dotkniętej efektami tej szkolnej rewolucji uczniów skoncentrowali się przede wszystkim na dwóch kwestiach. Jednej bieżącej – przemęczeniu siódmoklasistów (a teraz ósmoklasistów) nauką oraz jednej czekającej w przyszłości – walce o jak największą liczbę miejsc w szkołach średnich, do których od września 2019 r. mają uczęszczać dwa roczniki młodzieży. Rodzice naciskali na powiat, by ten zapewnił adekwatną liczbę miejsc w szkołach średnich. Władze starostwa od początku zaś zwracały uwagę, że i tak tradycyjnie około 60% absolwentów wybiera szkoły warszawskie i zapewne tendencja ta się nadal utrzyma.

Dodatkowy tysiąc pasażerów

Nikt jak dotąd nie zaczął jednak mówić o problemie ubocznym, jaki wygeneruje reforma edukacji. A konkretnie o ponad tysiącu „nadprogramowych” uczniów, którzy co rano będą musieli dostać się do Warszawy, do swoich liceów czy techników. Tymczasem już w teraz zdarzają się dni, że rano na peron w Piasecznie wjeżdża pociąg z tak krótkim składem, że nie wszyscy są w stanie się zmieścić. A przecież po drodze są kolejne stacje, na których pasażerowie głównie wsiadają – na przykład uczniowie z lesznowolskich szkół w Nowej Iwicznej. Alternatywą, z której korzystają mieszkający daleko od stacji kolejowej uczniowie, są autobusy. Mieszkający w gminie Lesznowola głównie wybierają dojazd Aleją Krakowską w kierunku Okęcia. Rozkład jazdy już teraz pozostawia wiele do życzenia, a przy większej liczbie uczniów stanie się jeszcze bardziej problematyczny. Podobnie jest w Konstancinie-Jeziornie, gdzie wprawdzie uruchomiono połączenia do metra Kabaty, więc sytuacja przyszłych uczniów szkół średnich wydaje się najbardziej komfortowa, ale już teraz pasażerowie w godzinach szczytu nie mieszczą się z zbyt krótkich i za rzadko jeżdżących autobusach.

Autobus częściej niż co 4 minuty?

Kursujący z Piaseczna do metra Wilanowska autobus linii 709 w newralgicznych godzinach jeździ nawet co 4 minuty i zgodnie z rozkładem powinien dowieźć pasażerów z centrum miasta do metra w ciągu 40 minut. Część uczniów będą do szkół podwozić swoimi samochodami rodzice, co może oznaczać również większe korki na wszystkich drogach prowadzących z terenu powiatu do Warszawy.

Dziś nikt nie pochyla się nad tym problemem, ale oczywiście we wrześniu przyszłego zaczną się pretensje. Do kogo? Do gmin oczywiście, bo to ich zadaniem jest organizacja komunikacji publicznej. Po raz kolejny okaże się, że największą bolączką polskiej polityki jest brak myślenia holistycznego. Władza centralna wymyśliła reformę systemu edukacji, niespecjalnie zastanawiając się nad problemami, jakie ona wygeneruje. Problemami nierozwiązywalnymi w tak krótkiej perspektywie czasowej. – Jest to z pewnością kolejne duże wyzwanie dla gminy, niejako „efekt uboczny” reformy oświatowej, która wprowadzana na szybko przez rząd nie brała pod uwagę licznych perturbacji, których skutki odczuwają samorządy – mówi wiceburmistrz Piaseczna Hanna Kułakowska-Michalak. – Obecnie analizujemy, jak dużej liczby uczniów dotyczyć może ten problem. Czekamy na informację z powiatu, jak zamierza dostosować do potrzeb placówki szkół średnich na naszym terenie. Z pewnością negocjować będziemy z ZTM warunki, aby w godzinach szczytu zapewnić dodatkowe składy autobusów, na razie jest jednak za wcześnie aby mówić o konkretach – przyznaje.

Na kolei zator

Więcej autobusów niewiele zmieni, bo wygenerują tylko większe korki. Optymalne byłoby zwiększenie częstotliwości kursowania pociągów lub wydłużenie ich składów. To rozwiązanie jednak jest bardzo mało prawdopodobne. Planowane SKM-ki do Piaseczna najwcześniej miałyby pojechać w 2021 r. Dodatkowe dwa tory, które oddzieliłyby ruch tzw. aglomeracyjny od dalekobieżnego, to dopiero sfera planów. A obowiązujący rozkład jazdy już jest ponoć optymalny. Zwiększenie częstotliwości kursów i długości składów podobno nie wchodzi w grę przy obecnym stanie infrastruktury kolejowej na trasie Czachówek Południowy – Warszawa Zachodnia, czy dalej do stacji Śródmieście lub Centralna. Jeśli dodamy do tego wydajność linii lokalnych, dowożących pasażerów do autobusów kursujących do Warszawy czy stacji kolejowych, to lista problemów, przed którymi staną  nie tylko przyszłoroczni absolwenci podstawówek i gimnazjów i ich opiekunowie, ale też inni pasażerowie i władze samorządowe, jest całkiem spora. Nawet jeśli problem wydaje się niezwykle trudny do rozwiązania, to włodarze powinni o nim myśleć już teraz, bo czasu nie zostało wiele, ale też dlatego, że na ewentualne zmiany w zakresie transportu publicznego trzeba zarezerwować pieniądze w konstruowanych właśnie budżetach.