Jadłodzielnia jak darmowa stołówka

698

Piaseczyńska jadłodzielnia świeci pustkami. Jej opiekunowie twierdzą, że jedzenie się pojawia, ale błyskawicznie znika.

Jadłodzielnia przy ul. Warszawskiej 1 w Piasecznie została hucznie otwarta na początku lipca. Wówczas w lodówce i na półkach pojawiły się produkty dostarczone z tej okazji przez darczyńców, ale szybko zniknęły. Osoby, które zaglądają do jadłodzielni twierdzą, że puste półki to stały widok.

– Jadłodzielnia to takie miejsce, do którego ktoś coś musi przynieść, aby ktoś coś mógł wziąć – przypomniała jeszcze w lipcu na Facebooku inicjatorka przedsięwzięcia Danuta Samek. To ona zgłosiła pomysł realizowania idei foodsharingu w Piasecznie do Budżetu Obywatelskiego, a mieszkańcy pomysł poparli. Przynajmniej w głosowaniu. Sądząc bowiem po pustkach w lodówce, poparcie dla idei nie przekłada się na działanie. To zastanawiające, ponieważ jadłodzielnia w Skolimowie, mimo że nie jest zlokalizowana w centrum miasta, działa nieźle. Lodówkę zapełniają sami mieszkańcy, pojawiają się w niej gotowe dania, produkty sklepowe, owoce, warzywa. Pytanie więc, w czym tkwi problem z tą w Piasecznie?

– Jadłodzielnia tylko pozornie świeci pustkami – zapewnia Wioletta Urban, zastępca dyrektora MGOPS w Piasecznie. – Mamy już przynajmniej jednego stałego dostawcę, chcemy zachęcać również innych przedsiębiorców do dzielenia się nadwyżkami czy produktami, którym niebawem skończy się przydatność do spożycia.

Pamiętać jednak należy, że podstawowym założeniem istnienia jadłodzielni jest możliwość dzielenia się żywnością przez osoby prywatne. To szansa na zostawienie produktów czy posiłków, których my nie zdążymy w okresie przydatności zjeść, a może skorzystać z nich ktoś inny. Dzięki temu nie zmarnuje się jedzenie, a statystyki są zatrważające – przeciętny Polak marnuje 235 kg żywności rocznie!

– Warto pamiętać, że jadłodzielnia nie ma charakteru instytucji pomocowej skierowanej np. do osób ubogich. Z zostawionych w niej produktów może skorzystać każdy, kto akurat ma na coś ochotę – podkreśla Urban. I przyznaje, że z obserwacji pracowników, którzy dbają o piaseczyński obiekt wynika, że ma ona już stałą klientelę.

– Produkty znikają zaraz po umieszczeniu ich na półkach i oczywiście są po to, by z nich korzystać, choć może niekoniecznie chodzi o to, by stale ta sama osoba zabierała wszystkie produkty – przyznaje Wioletta Urban.

Podobną obserwację poczyniła Danuta Samek, która przyznaje, że kiedyś spotkała przy pustych półkach w jadłodzielni kobietę zaskoczoną „brakiem towaru”, ponieważ „zwykle o tej porze był”.

– Nie ukrywam, że jestem zaskoczona tym, jak funkcjonuje w naszym społeczeństwie jadłodzielnia. Kultura obywatelska nie stoi u nas na najwyższym poziomie – konstatuje z żalem Samek.

My również zachęcamy do korzystania z jadłodzielni. Zarówno po to, by zostawić jakąś żywność, jak i poczęstować się tym, co zostawili inni.