Historia jednego kiosku

649

Po 35 latach pracy w kiosku sąsiadującym z Urzędem Gminy pan Józef odszedł na emeryturę. Obserwował zmiany prasy, władzy oraz centrum miasta.

Rozmowny, sympatyczny kioskarz jest dobrze znany okolicznym mieszkańcom oraz pracownikom sąsiedniego urzędu. Wraz z końcem czerwca rozstał się ze swoim miejscem pracy po 35 latach.

– Ile można pracować? Mam prawie 78 lat, to chyba już wystarczy – tłumaczy swoją decyzję sprzedawca. Spędził w tym samym miejscu, choć w różnych kioskach, znaczącą większość swojego zawodowego życia. Trafił tu po amputacji nogi. Wcześniej był pracownikiem piaseczyńskiej Laminy. Po operacji nie mógł tam wrócić, został rencistą i znalazł pracę w prasowym kiosku. Nie spodziewał się, że zostanie w nim przez następnych 35 lat. Zaczynał od kiosku należącego do peerelowskiego „Ruchu”, potem wraz z żoną pracowali we własnym pawilonie, który kilka lat temu zastąpił kupiony przez gminę wzorcowy kiosk. Małżeństwo dzierżawiło obiekt do końca czerwca.

Pan Józef był świadkiem zmieniającego rynku prasy. Pamięta czasy, kiedy nakład poszczególnych tytułów był zdecydowanie niewystarczający w stosunku do zapotrzebowania.

– Oczywiście, że pamiętam czasy teczek, do których odkładało się zamówione przez klientów tytuły – odpowiada na nasze pytanie kioskarz. – Albo „Ekspress wieczorny”, który przywozili o 14.00 i czasem o 16.00 już nie było – wspomina. Przyznaje, że zainteresowanie prasą od lat dramatycznie maleje. Dotyczy to nawet popularnych jeszcze kilka lat temu tytułów prasy kobiecej. Powodem niewątpliwie jest rozwój Internetu.

– To, co jeszcze idzie, to gazety dla dzieci – mówi starszy pan. – Maluchy naciągają na zakup rodziców czy dziadków, często skuszone dodatkami, które sprzedawane są łącznie z gazetką. A tak to ludzie prędzej kupują papierosy czy gumę do żucia – przyznaje. Przywiązał się jednak do tego miejsca, rozmów z ludźmi i konieczności codziennego wyjścia do pracy. Pomysłu na spędzanie większej ilości wolnego czasu nie ma, ale domyśla się, że będzie spędzał więcej czasu z wnukami, odciążając nieco swoje dzieci.

– Najbardziej to mi będzie brakowało tego widoku na przechodzące laski – żartuje kioskarz. – I rozmów z ludźmi.

Kioskarz zdążył w swej karierze poznać zarówno urzędników z epoki PRL, jak i z czasów postkomunistycznych. Był świadkiem licznych zmian, które zaszły w centrum miasta – przebudowy Rynku, powstania budynku sądu i nowej siedziby policji, a w końcu rewitalizacji Skweru Kisiela. Przyznaje, że miasto staje się coraz ładniejsze, ale wszyscy powinni dbać o porządek wokół własnych posesji, by wszystkim żyło się przyjemniej.

Co dalej z kioskiem obok Urzędu Gminy? Prawdopodobnie gmina poszuka nowego dzierżawcy.