Dziewczyna z ciastkami

0
834

Zuzia ma 15 lat i właśnie skończyła podstawówkę w Józefosławiu. A chwilę przed egzaminem ósmoklasisty została „producentką” najbardziej pożądanych ciastek w całej wsi. Wszystko to dzięki koronawirusowi, kaligrafii, mamie i fantastycznym mieszkańcom Józefosławia.

Z młodą ciastkarką i jej mamą spotykamy się na kawie. Obie są wulkanami energii. Mama przyznaje, że istnieje obawa, iż zagada córkę.

Jak się to wszystko zaczęło?

Zuzia Wykrota: Trochę się nudziłam na kwarantannie. Zobaczyłam w Internecie fajny przepis na ciastka i postanowiłam spróbować. Wyszły świetne, rodzina była zachwycona.

To był debiut ciastkarski?

ZW: Nie, skąd. Nie wiem od kiedy piekłam, chyba od dzieciństwa. W naszym domu od zawsze królowała zasada: chcesz coś? To sobie zrób. Nie potrafisz? Naucz się. Rodzice mnie i siostrę bardzo wcześnie wdrażali do dużej samodzielności. Teraz bardzo to doceniam.

Mama Zuzi, pani Anna potwierdza.

Anna Żukowska: Tak, jestem „patologiczną” matką. Sama byłam bardzo samodzielna, pierwsze własne pieniądze zarobiłam mając jakieś 13-14 lat. Starałam się swoje dzieci też zachęcać do brania odpowiedzialności za siebie.

Pomysł na sprzedaż ciastek był mamy?

ZW: Chyba nasz wspólny. Akurat w tym czasie, w którym zaczęłam piec ciastka, dostałam iPada. Bardzo lubię kaligrafię, jestem samoukiem. Korzystanie z elektronicznego narzędzia pozwala trenować bez strat materiałów i całej pracy, bo wystarczy odtworzyć tylko fragment, który nie poszedł zgodnie z planem. Do tabletu potrzebny mi był jeszcze specjalny rysik, który jest dosyć drogi. I musiałam na niego sama zarobić. Jakoś tak naturalnie narodził się pomysł, że może bym piekła i sprzedawała ciastka. Mama ten pomysł podchwyciła i zamieściła post w tej sprawie na lokalnej grupie na Facebooku.

AŻ: To, co się zadziało, przeszło nasze najśmielsze oczekiwania. Lawina zamówień była tak duża, że po kilkunastu godzinach od opublikowania, a po drodze była noc, musiałam zamknąć zamówienia, bo miałyśmy ich na jakieś 70 kg ciastek. Piekarnik hulał po kilkanaście godzin dziennie. Zuzka wszystko robi sama. Ja jestem tylko zaopatrzeniowcem. Czasem ewentualnie pomagam połamać czekoladę. I pilnuję grafiku zamówień.

Ciastka Zuzi są wykonywane z najwyższej jakości produktów bez żadnych sztucznych dodatków. Młoda cukierniczka stawia swoim produktom bardzo wysokie wymagania. Ciasto powstaje z dobrego masła, mąki, cukru, wanilii oraz dobrej klasy czekolad: białej, gorzkiej i mlecznej. Są kruche, pachnące i przepyszne.

AŻ: Zuzka uważa, że ciastka najlepiej byłoby przekazywać klientom jeszcze ciepłe. Stara się konkretne zamówienie przygotowywać jak najpóźniej przed umówionym terminem odbioru. Jeśli jakiś klient nie odbierze danego dnia, jej zdaniem ciastka już nie są najwyższej jakości i rodzina dostaje „odpady poprodukcyjne”. Ekonomia to nie jest najsilniejsza strona tego przedsięwzięcia (śmiech).

ZW: Tak, szybko się okazało, że nie najlepiej skalkulowałam koszty. Zwłaszcza, że w epidemii ceny bardzo szybko poszły w górę. I ten pierwszy rzut był robiony po kosztach.

AŻ: Oczywiście nie wliczałam Zuzce już prądu itd., żeby mogła kupić ten rysik jak najszybciej.

Udało się zebrać potrzebną kwotę?

ZW: Tak, ale okazało się, że ciastka tak bardzo smakowały osobom, które je zamówiły (być może głównie po to, by pomóc młodej ambitnej nastolatce z nietypową pasją – dop. red.), że klienci chcieli zamawiać kolejne porcje.

AŻ: Nasi sąsiedzi bliżsi i dalsi są naprawdę fantastyczni. Co więcej, nie zniechęciła ich nawet podwyższona, po urealnieniu kosztów produktów, cena. Zarządziłam tylko przerwę dla Zuzki przed egzaminami, bo ona naprawdę nie wychodziła z kuchni.

Pod postem pani Anny ciągle pojawiają się komentarze kolejnych zachwyconych smakoszy. Fantastyczne recenzje panie dostają też w prywatnych wiadomościach. Mieszkańcy Józefosławia, ale też ich goście z Polski czy nawet ostatnio Włoch, zachwalają robione z pasją i najwyższą starannością ciastka. Stali klienci zaczynają się już martwić o to, co to będzie, kiedy Zuzia po wakacjach będzie musiała pójść do nowej szkoły.

No właśnie. Co dalej?

ZW: Nie wiem sama. Oczywiście chciałabym to nadal robić, skoro ludziom tak smakują moje ciastka. Może będę piec tylko w weekendy? Wiele zależy od planu lekcji i tego, do której szkoły trafię. Na razie eksperymentuję z nowymi dodatkami, obmyślam już wersję świąteczną. A przede wszystkim próbuję znaleźć dobry zamiennik dla cukru. Chciałabym bowiem piec też wersję dla osób na diecie bezglutenowej i bezcukrowej, zwłaszcza, że sama muszę pilnować tego, co jem. Pierwsze ciastka owsiane zyskały aprobatę osób, które już ich spróbowały.

A na co teraz przeznaczysz zarobione pieniądze?

ZW: Chciałabym dołożyć mamie do zakupu nowego laptopa. A później to nie wiem. Będę na coś odkładać. Może na prawo jazdy? A może na większy piekarnik, bo w naszym jednorazowo mieści się tylko 15 ciastek.

Trzymamy kciuki i dziękujemy za rozmowę oraz przepyszne ciastka.

Czytaj również: Magiczny ogród w nieodległej Owczarni

ZOSTAW ODPOWIEDŹ

Wpisz komentarz
Podaj swoje imię