Akcja „Łabędź”

Rzekomo przymarznięty łabędź poruszył wielu mieszkańców Konstancina-Jeziorny.

Mroźna noc z piątku na sobotę częściowo zamroziła taflę stawu nieopodal Starej Papierni. Niektórzy mieszkańcy przechodzący obok w drodze na targowisko zainteresowali się losem łabędzia, który sprawiał wrażenie przymarzniętego do tafli lodu. Próbowali zgłosić tę sprawę straży miejskiej, jak twierdzą z niewielkim skutkiem. Jedna z zdesperowanych mieszkanek zamieściła w tej sprawie post na konstancińskim forum, użalając się na brak reakcji straży miejskiej. Strażnicy przekonywali, że byli na miejscu już dwie godziny wcześniej i ptak miał się dobrze.

– Powiedziałam, że już nie chodzi, że nie może się ruszyć. Usłyszałam: ptak nie będzie chodził na pani zawołanie, widocznie nie ma na to ochoty – napisała oburzona zachowaniem SM pani Agnieszka. Gmina Konstancin-Jeziorna nie ma podpisanej umowy z instytucją, która mogłaby się zając ratowaniem dzikich zwierząt, więc na pomoc np. Animal Rescue Polska mieszkańcy liczyć nie mogą. „Ratować” łabędzia przyjechali w końcu strażacy z OSP Jeziorna po… bezpośredniej interwencji burmistrza Kazimierza Jańczuka, którego przypadkowo spotkała autorka internetowego wpisu i poinformowała o całej sytuacji.

Burmistrz dzwoni, strażacy ratują

– Burmistrz był zniesmaczony i obiecał załatwić tę sprawę – powiedziała nam pani Agnieszka i przyznała, że osobiście nadzorował do końca całą akcję. Niemniej jednak planuje złożyć oficjalną skargę na zachowanie dyspozytora straży miejskiej.

Kiedy strażacy podjęli działania zmierzające do ratowania rzekomo przymarzniętego łabędzia z lodu, ten wstał i przeszedł dalej. Nie było to niespodzianką dla części osób znających lepiej biologię i obyczaje ptaków. Zimujące w Polsce łabędzie spokojnie są w stanie przetrwać zimę. Zdrowy ptak gromadzi około 3 kg tłuszczu, co pozwala mu przeżyć bez pożywienia miesiąc, a nawet dłużej. Pod warunkiem, że nie będzie niepotrzebnie tracił energii, czyli spędzi ten czas leżąc i śpiąc, nie niepokojony przez nikogo. Jak zapewnia Ogólnopolskie Towarzystwo Ochrony Ptaków (OTOP), „osobnik leżący na lodzie jest czymś normalnym, jednak w warunkach miejskich często powoduje wzywanie do interwencji funkcjonariuszy straży miejskiej czy pożarnej. Interwencja jest konieczna tylko w przypadku stwierdzenia chorego lub rannego ptaka”.

Dokarmiajmy z głową

Walka z innymi ptakami o kawałek chleba rzucony w dobrej wierze sprawi, że ptak straci więcej energii, niż jej zyska dzięki zdobytemu w ten sposób pożywieniu. Łabędzie powinno się dokarmiać tylko w czasie rzeczywiście mroźnej, surowej zimy. I na pewno nie powinien być to głównie chleb. Łabędzie jako zwierzęta roślinożerne mogą być, gdy zajdzie konieczność, dokarmiane ziarnem i jarzynami surowymi lub gotowanymi bez soli, podawanymi z dala od wody i w ilości, którą ptaki są w stanie od razu spożyć. Pozostawiony pokarm może się zepsuć czy zamarznąć, w zależności od warunków pogodowych. Karmienie chlebem ptaki często przypłacają problemami zdrowotnymi, biegunką, a największą śmiertelność stwierdza się u nich po zakończeniu zimy, często po powrocie na tereny lęgowe, bo jest to efekt długotrwałej niewłaściwej diety. Dodatkowo rzucane do wody i niezjedzone przez ptaki pieczywo gnije i powoduje zanieczyszczenie samej wody.

Wrażliwość na los dzikich zwierząt jest jak najbardziej wskazana. Warto jednak robić to rozsądnie i tak, żeby rzeczywiście pomóc a nie zaszkodzić.