<rss version="2.0" xmlns:atom="http://www.w3.org/2005/Atom" xmlns:content="http://purl.org/rss/1.0/modules/content/" xmlns:media="http://search.yahoo.com/mrss/">
    <channel>
        <atom:link href="https://www.przegladpiaseczynski.pl/rss/articles/pl/24/historia" rel="self" type="application/rss+xml" />
        <title><![CDATA[ Artykuły - Historia - Przegląd Piaseczyński - portal informacyjny powiatu piaseczyńskiego ]]></title>
        <link>https://www.przegladpiaseczynski.pl/artykuly/24/historia</link>
        <description><![CDATA[Czytaj najnowsze artykuły w naszym portalu.]]></description>
        <language>pl</language>
        <copyright><![CDATA[Przegląd Piaseczyński - portal informacyjny powiatu piaseczyńskiego]]></copyright>
        <lastBuildDate>Tue, 28 Apr 2026 16:00:00 +0200</lastBuildDate><item>
            <title><![CDATA[Szkoła w Pamiątce ma już 100 lat!]]></title>
            <link>https://www.przegladpiaseczynski.pl/artykul/15775,szkola-w-pamiatce-ma-juz-100-lat</link>
            <guid>https://www.przegladpiaseczynski.pl/artykul/15775,szkola-w-pamiatce-ma-juz-100-lat</guid>
            <pubDate>Tue, 28 Apr 2026 16:00:00 +0200</pubDate><media:content url="https://static2.przegladpiaseczynski.pl/data/articles/xga-4x3-szkola-w-pamiatce-ma-juz-100-lat-1777373724.png" type="image/png" medium="image" /><description>Piękny, wiosenny, piątkowy dzień (24 kwietnia) zostanie zapamiętany przez nauczycieli, dzieci i ich rodziców, oraz licznie zaproszonych gości jako ten, w którym wydarzyło się coś ważnego dla szkoły w Pamiątce.</description>
            <content:encoded><![CDATA[ <p>Na początku uroczystości obok szkoły posadzono drzewo, tym drzewem jest dąb, ma wyrosnąć na drzewo mocarne, jak te dęby, które sadził tu przed stu lat założyciel szkoły Wojciech Górski i dzisiejszy jej patron. Dęby te najwidoczniej pełnią role stróżów szkoły, bo już na jej dziedzicu doznaję uczucia, że gospodarze tu rządzący, to osoby na właściwym stanowisku. Teren wokół zadbany, budynek z też. Tradycja tu dominuje, bo tuż bok drzew zakopano Kapsule Czasu i jak informuje mnie uczennica, ta kapsuła to przekaz dla następnych pokoleń, taką właśnie kapsułę umieścił Wojciech Górski w fundamentach szkoły, gdy stawiał tu budynek przed 100-laty.</p><figure class="image"><img style="aspect-ratio:4864/2736;" src="https://static2.przegladpiaseczynski.pl/data/wysiwig/2026/04/28/100-lecie-szkoly-w-pamiatce-2.jpg" width="4864" height="2736"></figure><p>&nbsp;Plan trzydniowych uroczystości ścisłe określony w zaproszeniach. 23 kwietnia uroczysta Msza w Święta w Katedrze i złożenie kwiatów na grobie Patrona na warszawskich Powązkach.</p><h2><strong>Dawni nauczyciele i dyrektorzy w roli gości</strong></h2><p>&nbsp;24 kwietnia o godzinie 9.00 Msza Święta Jubileuszowa pod przewodnictwem Ojca Opata Eugeniusza Augustyna w kościele w Rembertowie. Potem, już na terenie szkoły, uroczystość przy popiersiu patrona szkoły i odsłonięcie tablicy pamiątkowej oraz dyrektorskich ławeczek. Wchodzimy do szkoły, powitanie gości. Są wśród nich potomkowie Wojciecha Górskiego, też dawni dyrektorzy i nauczyciele. Ważni, bo każdy z nich poświęcił tej szkole wiele lat swojego życia.</p><p>I w końcu program artystyczny, rozpoczęty od powitań tych co tu przybyli i są oczekiwanymi gośćmi. Program przygotowany przez nauczycieli z uczniami wzruszający, patriotyczny i z poszanowaniem tradycji.</p><p>Gdyby ktoś mnie zapytał co mnie najbardziej poruszyło w tej uroczystości, to bez namysłu odpowiem: wejście uczniów 4 klas. Ubrani w czapki, tradycyjne nakrycia głowy z czasów gimnazjum Górskiego, tego sprzed stu laty. Czapki i peleryny. Tak ubrani szli galowo ubrani uczniowie pedagoga Wojciecha. Zachowanie tradycji, to nasza siła i tożsamość. Jakże to ważne...</p><figure class="image"><img style="aspect-ratio:4864/2736;" src="https://static2.przegladpiaseczynski.pl/data/wysiwig/2026/04/28/100-lecie-szkoly-w-pamiatce.jpg" width="4864" height="2736"></figure><h2><strong>Czytaj też:</strong></h2><figure class="media"><oembed url="https://www.przegladpiaseczynski.pl/artykul/15724,kolejny-protest-przeciw-a50-mieszkancy-jada-do-warszawy"></oembed></figure><figure class="media"><oembed url="https://www.przegladpiaseczynski.pl/artykul/15728,przeglad-piaseczynski-wydanie-565"></oembed></figure><figure class="media"><oembed url="https://www.przegladpiaseczynski.pl/artykul/15744,przystanek-ksiazki-w-suchodole"></oembed></figure><figure class="media"><oembed url="https://www.przegladpiaseczynski.pl/artykul/15708,podsumowanie-zmian-w-osp-w-gminie-tarczyn"></oembed></figure><figure class="media"><oembed url="https://www.przegladpiaseczynski.pl/artykul/15658,kladka-nad-s7-w-kopanie-gddkia-mowi-nie"></oembed></figure> ]]></content:encoded>
            </item><item>
            <title><![CDATA[Jerzy Sulima Jaszczołt. Z Piaseczna na scenę i barykadę]]></title>
            <link>https://www.przegladpiaseczynski.pl/artykul/15754,jerzy-sulima-jaszczolt-z-piaseczna-na-scene-i-barykade</link>
            <guid>https://www.przegladpiaseczynski.pl/artykul/15754,jerzy-sulima-jaszczolt-z-piaseczna-na-scene-i-barykade</guid>
            <pubDate>Sun, 26 Apr 2026 07:00:00 +0200</pubDate><media:content url="https://static2.przegladpiaseczynski.pl/data/articles/xga-4x3-jerzy-sulima-jaszczolt-z-piaseczna-na-scene-i-barykade-1777133178.png" type="image/png" medium="image" /><description>Jerzy Sulima Jaszczołt, syn piaseczyńskiego lekarza, był aktorem, piosenkarzem i człowiekiem sceny. Występował w teatrach całej Polski, grał w filmach międzywojnia, a w czasie wojny wstąpił do konspiracji. Zginął w Powstaniu Warszawskim 18 sierpnia 1944 roku przy ul. Widok.</description>
            <content:encoded><![CDATA[ <h2><strong>Syn lekarza wybiera teatr</strong></h2><p>W teatrze letnim w ogrodzie pobernardyńskim w Wilnie wystawiana będzie, jak zapowiada Gazeta Kurjer Wileński z sierpnia 1931 r., wielka rewia w 17 odsłonach, tytuł rewii „Eulalja z Portugaljji”, w której wystąpią aktorzy warszawscy z pierwszych stron gazet. Rolę główną powierzono Janinie Sokołowskiej, której piosenki i taniec już zdobyły uznanie w stolicy. Niespodzianką jest występ Jerzego Sulimy Jaszczołta, wybornego piosenkarza niedawno pozyskanego do zespołu. Program rewii jest bardzo bogaty i efektowny, zawiera piosenki, monologi, skecze oraz sceny baletowe wykonane przez zespół girls. Ceny biletu od 50-ciu groszy.</p><h2><strong>Aktor ciągle w drodze</strong></h2><p>Jerzy Sulima Jaszczołt, syn znanego lekarza z Piaseczna będzie grał w teatrach w Warszawie, Poznaniu, Lublinie i Grodnie. Widzowie zachwycali się jego satyrycznymi tekstami i dowcipną konferansjerką. Debiut aktorski Jerzego przypadł w roku 1922, 10 lat później będzie w zespole teatru komedii Morskie Oko. Polubiło jego głos też radio.</p><p><strong>Filmografia wymienia jego udział w filmach</strong>: „Śluby ułańskie”, „Papa się żeni”, „Jego wielka miłość”, „Jadzia”, „Znachor” i „Profesor Wilczur”. Sulima gra u boku najlepszych aktorów międzywojnia: Kazimierza Junoszy Stępowskiego, Jacka Woszczerowicza, Grażyny Barszczewskiej i innych. Kariera Jerzego Sulimy to ciąg zmieniających się teatrów, wiele ciekawych scen w całej Polsce. Czytając przebieg kariery młodego Jaszczołta wydaje się, że aktor był ciągle w drodze, ciągle w podróży. Nie powinno to dziwić, bo analizując karierę Eugeniusza Bodo, jednego z najbardziej znanych aktorów międzywojnia, odnosi się podobne wrażenie. A może to taki zawód i dziś? Ciągle na walizkach?</p><h2><strong>Syn doktora z Piaseczna</strong></h2><p>&nbsp;Jerzy Sulima Jaszczołt urodził się w Piasecznie w roku 1903, był najmłodszym dzieckiem z pięciorga rodzeństwa. Jedynym chłopcem, który dożył dorosłości. Brat Jerzego, Stanisław Antoni zmarł w niemowlęctwie. Dzieciństwo Jerzego to piaseczyńskie środowisko. Do gimnazjum zostanie zapisany w Warszawie do Wojciecha Górskiego. Musiał doktor Antoni Jaszczołt mieć zaufanie do tej szkoły, do jego właściciela, że dla swojego najmłodszego dziecka wybrał właśnie tę szkołę.</p><figure class="image image-style-align-right image_resized" style="width:43.31%;"><img style="aspect-ratio:1128/1496;" src="https://static2.przegladpiaseczynski.pl/data/wysiwig/2026/04/25/2-jerzy-sulima.png" width="1128" height="1496"><figcaption>Jerzy Sulima Jaszczołt aktor, śpiewak, dyrektor teatru&nbsp; fot: NAC</figcaption></figure><h2><strong>Szkoła Wojciecha Górskiego uczyła inaczej&nbsp;</strong></h2><p><span style="color:#333333;">Początkowo szkoła istniała przy ulicy Daniłowiczowskiej w Warszawie, w 1888 r. przeniosła się do nowego budynku przy ulicy Hortensji. Właściciel wprowadził wiele zmian w systemie pracy nauczyciela i ucznia, zreformował program nauczania. Wprowadził system semestralny i... wakacje zimowe. Pominę szczegóły programowe szkoły, dużo o tym w literaturze fachowej, mnie interesują anegdoty, ciekawe zdarzenia świadczące o realiach społecznych i stosunkach międzyludzkich w szkołach Górskiego. Interesuje mnie, dlaczego właśnie Jaszczołtowie wybrali dla syna tę szkołę.</span></p><p><span style="color:#333333;">Dyrektor był wielkim zwolennikiem higieny i wychowania fizycznego. Budując nowy gmach szkoły tak zainstalował oberlufty, aby ustawione pod odpowiednim kątem wprowadzały do pomieszczenia świeże powietrze. Drzwi klas miały być cały czas otwarte, co powodowało przeciągi, nauczyciele nieprzyzwyczajeni to tego typu pomysłów buntowali się. Zamykano oberluft albo drzwi. Dyrektor był ciągle na posterunku, pilnował aby wszystko było otwarte. Uczeń ma pochłaniać wiedzę, będąc w świeżym powietrzu. Nauczyciele skarżą się na przeciągi, Górski tłumaczy: przeciąg jest dlatego, bo oberluft jest ustawiony pod złym kątem. To rodziło scysje na linii dyrektor – nauczyciele i tylko ogromny szacunek nauczycieli do Górskiego łagodził konflikt. Górski był jednym z tych właścicieli szkoły w historii, którzy wprowadzili do placówki etat lekarza szkolnego. Lekarz miał obowiązek częstego badania dzieci i dbania o ich zdrowie. To właśnie w tej szkole rozpoczął pracę znany w tych czasach pionier-higienista Stanisław Markowski. Gimnastyka była obowiązkowa. Grupy gimnastyczne tworzyli uczniowie i nauczyciele. Na zabawach szkolnych prezentowano umiejętności akrobatyczne tych grup.</span></p><h2><span style="color:#333333;"><strong>Instytut Reduty, czyli eksperyment w edukacji aktora</strong></span></h2><p><span style="color:#333333;">W roku 1922 Jerzy Sulima Jaszczołt należy do Instytutu Reduty. Założycielem Reduty był krakowski aktor Juliusz Osterwa. Był to teatr, o którym pisano:&nbsp;</span></p><p><span style="color:#333333;"><i>„</i></span><span style="color:#3B3B3B;"><i>Osterwa z Limanowskim udostępnili scenę młodym dramaturgom, scenografom i reżyserom, co często przybierało formę twórczej współpracy. Debiutanci mogli korzystać z rad doświadczonych aktorów i reżyserów, a w efekcie nierzadko poprawiali i przekomponowywali swe utwory już na scenie. Wielu młodych pisarzy nauczyło się w Reducie warsztatu, innych Osterwa motywował do pisania, większości z nich ta szkoła teatralnego rzemiosła przyniosła efekty, które zaprocentowały w ich dalszej karierze.”</i></span><span style="color:#333333;"><i>&nbsp;</i></span></p><p><span style="color:#333333;">Szkoła Górskiego uczyła patriotyzmu, Reduta uczyła wolności i szacunku dla pracy dramaturga i aktora.</span></p><p><span style="color:#333333;">5 czerwca 1926 r. Jerzy żeni się z aktorką Heleną Jaworską. Helena nie zaistnieje w encyklopediach, niewiele można powiedzieć o niej, warto uzupełnić jej życiorys.</span></p><p><span style="color:#333333;">&nbsp;</span>Wojna powoduje, że Jaszczołt zatrudnia się w Zarządzie Miejskim i wstępuje do konspiracji.</p><h2><strong>Śmierć na barykadzie przy ul. Widok 16</strong></h2><p>Bardzo bym chciała napisać o walce w czasie powstania warszawskiego syna piaseczyńskiego lekarza, napisać o tym jak zakończyło się życie kolejnego młodego mężczyzny z rodziny Jaszczołtów, którym nie dano było przeżyć wojnę. Jerzy poszedł walczyć wiedząc, że jego obie siostry są wdowami, ich mężowie zginęli w Katyniu zamordowani przez NKWD. Walka o wolność była w tej rodzinie obowiązkiem. W Muzeum Powstania Warszawskiego w Historii Mówionej jest relacja młodej dziewczyny, która była w domu przy ul. Widok 16., gdzie zginął Jerzy Sulima Jaszczołt. Tak o tym pisze:</p><p><i>„Koło 10 sierpnia budowaliśmy barykadę na ul. Widok. Wiem, że wtedy przy budowie zginęła dziewczyna. Był ostrzał od ul. Marszałkowskiej. Brało się płyty z chodnika. Ktoś te płyty wyrywał. Na podwórku przy ul. Widok 16. był cmentarzyk.”&nbsp;</i></p><p>Tylko tyle.</p><p>Jerzy zginął 18 sierpnia 1944 r. W biogramach Muzeum Powstania Warszawskiego zapisany jest jako: <span style="color:#1E1C1C;">porucznik Jerzy Sulima Jaszczołt ps. Florian</span></p><p><span style="color:#1E1C1C;">Oddział: Armia Krajowa - batalion "Kiliński" - 8. kompania (włączona 3.08.1944 - dawny Kedyw "Kolegium C").</span></p><figure class="image"><img style="aspect-ratio:1609/577;" src="https://static2.przegladpiaseczynski.pl/data/wysiwig/2026/04/25/1-jaszczolt.png" width="1609" height="577"><figcaption>Fragment pomnika rodzinnego Jaszczołtów na cmentarzu parafialnym w Piasecznie fot: autorka</figcaption></figure><h4><span style="color:#1E1C1C;"><i><strong>Przeczytaj również:</strong></i></span></h4><figure class="media"><oembed url="https://www.przegladpiaseczynski.pl/artykul/15676,rodzina-dr-antoniego-jaszczolta"></oembed></figure><figure class="media"><oembed url="https://www.przegladpiaseczynski.pl/artykul/15717,rodzina-dr-antoniego-jaszczolta-cz-2-miedzy-piasecznem-a-katyniem"></oembed></figure><figure class="media"><oembed url="https://www.przegladpiaseczynski.pl/artykul/15190,dyskoteka-w-laminie"></oembed></figure><figure class="media"><oembed url="https://www.przegladpiaseczynski.pl/artykul/15728,przeglad-piaseczynski-wydanie-565"></oembed></figure><figure class="media"><oembed url="https://www.przegladpiaseczynski.pl/artykul/15753,walka-o-stacje-dom-niepewnosc-setek-rodzin-w-nowej-iwicznej"></oembed></figure><figure class="media"><oembed url="https://www.przegladpiaseczynski.pl/artykul/15711,katastrofa-ekologiczna-na-rzece-tarczynka-zniszczenie-siedlisk-bobrow-i-wysychajace-zrodlisko"></oembed></figure><figure class="media"><oembed url="https://www.przegladpiaseczynski.pl/artykul/15691,basen-rosnie-w-oczach"></oembed></figure><figure class="media"><oembed url="https://www.przegladpiaseczynski.pl/artykul/15714,dw721-coraz-blizej-konca"></oembed></figure> ]]></content:encoded>
            </item><item>
            <title><![CDATA[Rodzina dr. Antoniego Jaszczołta (cz. 2). Między Piasecznem a Katyniem]]></title>
            <link>https://www.przegladpiaseczynski.pl/artykul/15717,rodzina-dr-antoniego-jaszczolta-cz-2-miedzy-piasecznem-a-katyniem</link>
            <guid>https://www.przegladpiaseczynski.pl/artykul/15717,rodzina-dr-antoniego-jaszczolta-cz-2-miedzy-piasecznem-a-katyniem</guid>
            <pubDate>Sun, 19 Apr 2026 07:00:00 +0200</pubDate><media:content url="https://static2.przegladpiaseczynski.pl/data/articles/xga-4x3-rodzina-dr-antoniego-jaszczolta-cz-2-miedzy-piasecznem-a-katyniem-1776511651.png" type="image/png" medium="image" /><description>Pisząc wspomnienie o rodzinie Jaszczołtów sięgnęłam w swoich poszukiwaniach do akt parafialnych, przedwojennych tekstów prasowych i innych publikacji.</description>
            <content:encoded><![CDATA[ <p>Pisząc wspomnienie o rodzinie Jaszczołtów sięgnęłam w swoich poszukiwaniach do akt parafialnych, przedwojennych tekstów prasowych i innych publikacji. Nie bez wzruszenia zapisywałam to, co znalazłam w wymienionych źródłach. Trudno przy tej historii rodziny oprzeć się wzruszeniu, gdy ma się do czynienia z Bohaterami przez wielkie B.&nbsp;</p><p>Na piaseczyńskim cmentarzu parafialnym, tuż za bramą główną, po lewej stronie, zobaczymy pomnik i grób doktora Antoniego Jaszczołta i jego żony Reginy z Dobrskich. Historia tych niezwykle szlachetnych ludzi nie da się opowiedzieć w jednym felietonie. To pewnie materiał na książkę. Dr Jaszczołt odegrał w historii Piaseczna ważną rolę, a jego rodzina inspiruje do analiz historycznych. Małżonkowie Jaszczołtowie mieli pięcioro dzieci: Mariannę Jadwigę, Janinę Annę, Stanisława Antoniego, który zmarł nie przeżywszy roku, Annę Elżbietę i Jerzego Franciszka, posługującego się pseudonimem Sulima, którego życiorys można odszukać w Historii Teatru. Rodzina, której droga życiowa wiodła pod hasłem Bóg, Honor, Ojczyzna całkowicie mnie zaskoczyła i zafascynowała.</p><h2><strong>Śmierć Reginy Jaszczołt</strong></h2><p>W listopadowy dzień 1924 r., chętnie bym napisała określając ten czas smutnym i pochmurnym dniem, ale nie mam takich informacji, o godzinie dwunastej w południe do piaseczyńskiego proboszcza przyszli dwaj zacni panowie: czterdziestoletni Wacław Kaun, burmistrz miasta Piaseczna i sześćdziesięcioletni Cezary Lachowicz, adwokat. Panowie przyszli, aby zgłosić, że 23 listopada o godzinie szóstej rano zmarła żona lekarza Antoniego Jaszczołta Regina Jaszczołt z domu Dobrska. W chwili śmierci Regina miała 53 lata.</p><p>Owdowiały lekarz Antoni przeżyje swoją żonę o dziewięć lat. Większość zdarzeń rodzinnych Jaszczołtów zapisze się w księgach parafialnych Piaseczna. Chodzi mi o akty urodzin, ślubów i zgonów.</p><h2><strong>Ślub pierworodnej córki doktora</strong></h2><p>19 października 1920 r. w Piasecznie o godzinie ósmej wieczór w piaseczyńskim kościele św. Anny odbył się<strong>&nbsp;</strong>ślub Marii (Marianny) Jadwigi Jaszczołt lat 25, z 28 letnim Stanisławem Droutem, synem Jana i Zofii. I tu ciekawostka, świadkami młodych byli znani z licznych opowieści piaseczyńskich, przyszły burmistrz Piaseczna Mieczysław Markowski, ówcześnie właściciel apteki przy ul. Nadarzyńskiej i aptekarz Stanisław Starzeński. Pan młody, lat 28 był kapitanem szesnastego pułku artylerii polowej w Wilnie. Na swój ślub został oddelegowany z frontu. Jestem przekonana, że na tej ślubnej uroczystości byli obecni liczni mieszkańcy miasta i piaseczyński rynek zapełnił się ciekawskimi, chcącymi być uczestnikami uroczystości zaślubin pierworodnej córki doktora Jaszczołta.</p><h2><strong>Stanisław Drout – oficer zamordowany w Charkowie</strong></h2><p>Stanisław Drout urodził się 17 października 1892 r. — taką datę podaje Lista Katyńska, choć warto ją jeszcze zweryfikować. W 1940 r. został zamordowany przez NKWD w Charkowie. W chwili śmierci był majorem artylerii w stanie spoczynku.</p><p>Marianna Jadwiga zmarła 3 października 1987 r. w Piasecznie, w wieku 92 lat. Nie był to jeszcze czas rozmów o Katyniu. Szkoda, bo o zięciu dr. Jaszczołta, Stanisławie Droucie, mamy dziś zbyt mało informacji. Liczę na to, że ktoś z mieszkańców Piaseczna pamięta jeszcze, gdzie ostatnio mieszkała Marianna Drout.</p><h2><strong>Anna Elżbieta i dr. Witold Szyszkowski</strong></h2><p>Ślub Anny Elżbiety Jaszczołt lat 25 liczącej, z Witoldem Szyszkowskim, doktorem medycyny lat 30 odbył się 31 lipca 1926 r. w Piasecznie o godzinie ósmej wieczór. Świadkami uroczystości byli major Józef Michałowski i Zygmunt Szyszkowski z Lublina. Ślubu udzielił ksiądz Bolesław Dudziński z parafii Kockiej w obecności piaseczyńskiego proboszcza.</p><p>Witold Szyszkowski urodził się w Rozwadowie, dziś część Stalowej Woli w woj. podkarpackim, maturę zdał w Lublinie. W czasie wojny z bolszewikami w 1920 r. był członkiem pociągu sanitarnego.</p><p>Dyplom po studiach na Wydziale Lekarskim Uniwersytetu Warszawskiego otrzymał w 1924 r., po czym rozpoczął pracę w warszawskim szpitalu św. Ducha. Następnie zatrudniony został w fabryce papieru w Jeziornej.</p><figure class="image"><img style="aspect-ratio:1108/1074;" src="https://static2.przegladpiaseczynski.pl/data/wysiwig/2026/04/18/szyszkowski-z-zona.png" width="1108" height="1074"><figcaption>Witold Szyszkowski z żoną Anną z Jaszczołtów i starszą córką, oraz ze służącą fot: muzeum w Tomaszowie Mazowieckim&nbsp; &nbsp;</figcaption></figure><h2><strong>Dr. Witold Szyszkowski - lekarz, społecznik i ofiara Katynia</strong></h2><p>Po ślubie z Anną Elżbietą zatrudnił się w charakterze lekarza miejskiego w Piasecznie i po dwóch latach przeniósł się do Tomaszowa Mazowieckiego. Tu był lekarzem miejskim i ordynatorem w Szpitalu Miejskim. Tak jak większość praktykujących lekarzy w 1934 r. miał przydział do Kadry Zapasowej, w przypadku dr. Witolda do szpitala w Łodzi, pracownik kontaktowy II dywizjonu 4 pułku artylerii ciężkiej. Dr Szyszkowski był też w latach 1937 – 1938 naczelnym lekarzem Ubezpieczalni Społecznej. Tuż przed wojną został inspektorem lekarskim w ZUS i przeprowadził się do Warszawy.</p><p>7 września 1939 r., po napadzie Niemiec na Polskę został ewakuowany do Brześcia. Tu dostał się do niewoli sowieckiej i osadzony w Kozielsku. Zamordowany przez NKWD w Katyniu 30 kwietnia 1940 r.</p><h2><strong>Wiadomości z Muzeum w Tomaszowie Mazowieckim</strong></h2><p>Bardzo wiele ciekawych informacji o dr. Witoldzie Szyszkowskim otrzymałam z muzeum w Tomaszowie Mazowieckim. To tam trafiły pamiątki po doktorze, między innymi jego teczka lekarska i rodzinne zdjęcia. Informacje z Tomaszowa Mazowieckiego uzupełniają naszą wiedzę o dr. Szyszkowskim. Dowiadujemy się z nich na przykład, że stał na czele Towarzystwa Przeciwgruźliczego. Staraniem jego działaczy zbudowano ośrodek kolonijny w leśnej okolicy. Do wojny skorzystało z niego kilka tysięcy dzieci z ubogich rodzin. Był też publicystą, podejmującym tematy z zakresu higieny i zdrowego stylu życia.</p><p>Z Anną z Jaszczołtów dr Szyszkowski doczekał się dwóch córek. Anna zmarła w 1985 r. i tylko żal,&nbsp; że nie spotkałam się z nią, że tak wiele rzeczy robimy za późno.</p><h6><strong>CDN - W ostatniej części opowieści o Jaszczołtach przypomnę niezwykle ciekawego aktora, syna Antoniego i Reginy, Jerzego Franciszka.</strong></h6><figure class="image"><img style="aspect-ratio:1416/695;" src="https://static2.przegladpiaseczynski.pl/data/wysiwig/2026/04/18/3-lista-lekarzy-podana-w-1920-r.png" width="1416" height="695"><figcaption>Lista lekarzy podana w 1922 r. fot: zbiory autorki&nbsp;</figcaption></figure><h4><i><strong>Przeczytaj również:</strong></i></h4><figure class="media"><oembed url="https://www.przegladpiaseczynski.pl/artykul/15676,rodzina-dr-antoniego-jaszczolta"></oembed></figure><figure class="media"><oembed url="https://www.przegladpiaseczynski.pl/artykul/15697,koniec-biesiadowania-na-gorkach-szymona"></oembed></figure><figure class="media"><oembed url="https://www.przegladpiaseczynski.pl/artykul/15686,przeglad-piaseczynski-wydanie-564"></oembed></figure><figure class="media"><oembed url="https://www.przegladpiaseczynski.pl/artykul/15709,muzeum-piaseczna-szuka-najemcy-kawiarni-w-poniatowce"></oembed></figure><figure class="media"><oembed url="https://www.przegladpiaseczynski.pl/artykul/15711,katastrofa-ekologiczna-na-rzece-tarczynka-zniszczenie-siedlisk-bobrow-i-wysychajace-zrodlisko"></oembed></figure><figure class="media"><oembed url="https://www.przegladpiaseczynski.pl/artykul/15691,basen-rosnie-w-oczach"></oembed></figure><p>&nbsp;</p> ]]></content:encoded>
            </item><item>
            <title><![CDATA[Rodzina dr. Antoniego Jaszczołta]]></title>
            <link>https://www.przegladpiaseczynski.pl/artykul/15676,rodzina-dr-antoniego-jaszczolta</link>
            <guid>https://www.przegladpiaseczynski.pl/artykul/15676,rodzina-dr-antoniego-jaszczolta</guid>
            <pubDate>Sun, 12 Apr 2026 07:05:00 +0200</pubDate><media:content url="https://static2.przegladpiaseczynski.pl/data/articles/xga-4x3-rodzina-dr-antoniego-jaszczolta-1775971016.jpg" type="image/jpeg" medium="image" /><description>Na piaseczyńskim cmentarzu parafialnym, tuż za brama główną po lewej stronie, można zobaczyć pomnik i grób doktora Antoniego Jaszczołta i jego żony Reginy z Dobrskich. Historii tych niezwykle szlachetnych ludzi nie da się opowiedzieć w jednym felietonie.</description>
            <content:encoded><![CDATA[ <p><span style="color:#2c2c2c;">To pewnie materiał na książkę. Dr. Jaszczołt odegrał w historii Piaseczna ważną rolę, a jego rodzina inspiruje do analiz historycznych. Małżonkowie Jaszczołtowie mieli pięcioro dzieci: Marianne Jadwigę, Janinę Annę, Stanisława Antoniego, który zmarł nie przeżywszy roku, Annę Elżbietę i Jerzego Franciszka posługującego się pseudonimem Sulima, którego życiorys można odszukać w Historii Teatru. Rodzina, której droga życiowa wiodła pod hasłem: Bóg, Honor, Ojczyzna będzie bohaterem mojej opowieści, ale zanim opiszę ich losy spróbuje przedstawić sytuację w Piasecznie w czasach, gdy tu się rodzili Jaszczołtowie, wchodzili w związki małżeńskie i umierali.&nbsp; &nbsp;</span></p><h2><span style="color:#2c2c2c;"><strong>Antoni Jaszczołt ur. w 1860 r. syn Jakuba i Petroneli z Biszewskich</strong></span></h2><p><span style="color:#2c2c2c;">W czerwcu 1889 r. gazeta Słowo poinformowała świat, że na wydziale lekarskim Uniwersytetu Warszawskiego złożyli końcowe&nbsp; egzaminy studenci ostatniego roku nauki. Wśród dużej grupy studentów składających egzamin był Antoni Jaszczołt. 12 grudnia 1889 r. w Kurjerze Codziennym umieszczona została krótka informacja o tym, że na ostatnim posiedzeniu wydziału lekarskiego UW zatwierdzeni zostali w stopniu lekarza panowie: Franciszek Koziołkiewicz, Mordka Altszyller, Władysław Golimont, Aleksander Grosu, Lejba Dawisohn, Wacław Drozdowicz , Jan Żano, Władysław Zaruski, Abraham Kaltman, Grzegórz Kowalew, Jan Kozakiewicz, Leon Kryński, Bogumił Łaski, Abraham Lewin, Kazimierz Momczewski, Stanisław Rudolf, Wincenty Siemiunas, Józef Finkelstein, Jakób Szancer, Wacław Szreder i Antoni Jaszczołt. W takim oto sudeckim towarzystwie wejdzie do ksiąg lekarskich młody Jaszczołt. Zostanie zatrudniony w Piasecznie i jako piaseczyński lekarz, przyczyni się do tego, że Piaseczno będzie figurować w statystykach jako miejscowość mająca małą umieralność małych dzieci.</span></p><figure class="image"><img style="aspect-ratio:1733/1132;" src="https://static2.przegladpiaseczynski.pl/data/wysiwig/2026/04/12/1-jaszczolt-nekrolog.jpg" width="1733" height="1132"><figcaption>Nekrolog z 1933 r. fot: zbiory autorki</figcaption></figure><h2><span style="color:#2c2c2c;"><strong>Powstaje Dom Opieki</strong></span></h2><p><span style="color:#2c2c2c;">W 1910 roku odbyło się zebranie Towarzystwa opieki nad dziećmi, wygłoszono sprawozdanie za lata poprzednie i zmieniono organizacje tak zwanego Domu Opieki, oraz zatwierdzono przeniesienie&nbsp; siedziby do Piaseczna. Dom Opieki ukonstytuował się w dwóch siedzibach: w Warszawie pozostawiono biuro do załatwiania czynności ogólnych, w Piasecznie powstał internat centralny. Grono rzeczoznawców wyruszyło 5 maja do Piaseczna, w celu zwiedzania folwarku przygotowywanego do przyjęcia dzieci. W czerwcu zaistniała sytuacja bardzo korzystna dla Domu Opieki gdyż hrabianka Ludwika Moriconi ofiarowała swoją&nbsp;posiadłość w Piasecznie, majątek z nowym, luksusowym, murowanym domem stojącym na 17 morgowym folwarku. Hr. Moriconi prowadziła tu dom opieki dla kobiet uwikłanych w prostytucję.</span></p><p><span style="color:#2c2c2c;">Zachowały się sprawozdania dr. Antoniego Jaszczołta z pracy w Domu Opieki, są to szczegółowe informacje o stanie zdrowia dzieci, sposobie ich żywienia i wychowania. I tak w 1912 roku przyprowadzono z ulicy 23 dzieci zabłąkanych i bezdomnych. Centrala warszawska przesłała do Piaseczna kilkoro z nich. W sumie, jak wynika raportów w dniu 1 stycznia w domu opieki nad dziećmi w Piasecznie było 81 dzieci. Z tych 81 dzieci oddano rodzicom 5, do Pogotowia Opiekuńczego dla dzieci oddano 2, do osób prywatnych 3, przyjęto z Pogotowia następne dzieci i w sumie w Piasecznie było w roku 1912 aż 92 dzieci. Sytuacja internatu jak widać była zmienna. Częste zmiany sprzyjały roznoszeniu chorób. Dzieci były wnikliwie badane przez dr. Jaszczołta, chore leczone.</span></p><figure class="image"><img style="aspect-ratio:1885/630;" src="https://static2.przegladpiaseczynski.pl/data/wysiwig/2026/04/12/2-jaszczolt.jpg" width="1885" height="630"><figcaption>sprawozdanie z Domu Opieki fot: zbiory autorki</figcaption></figure><h2><span style="color:#2c2c2c;"><strong>Tragedia małych dzieci</strong></span></h2><p><span style="color:#2c2c2c;">Dr. Antoni Jaszczołt pracował w Piasecznie nie tylko w Domu Opieki dla dzieci. Prasa codzienna, w której często umieszczano notatki o tragicznych zdarzeniach opisuje wypadek, w którym dr. Jaszczołt ratował życie 10 letniego chłopca. Chłopiec o nazwisku Olszewski pasł krowy, położył się w rowie przy plancie kolejki. Przykrył się workiem i zasnął, wyglądał jak mały szary pagórek. Tymczasem z Góry Kalwarii wyszedł pociąg osobowy i będąc na 22 wiorście od Warszawy maszynista Rutkowski widząc błąkające się po plancie krowy, chcąc je spędzić z plantu zagwizdał.</span></p><p><span style="color:#2c2c2c;">W tym momencie mały pastuszek poderwał się i w panice wpadł pod pociąg. Zbudzony świstem parowozu zdezorientowany chłopiec, przerażony tym, że krowy mogą wpaść pod pociąg, zamiast odskoczyć od torów, wpadł pod nie. Pociąg zatrzymano, Olszewskiego zabrano do Piaseczna, gdzie zajął się nim lekarz kolejowy dr. Antoni Jaszczołt. Dziecko straciło dużo krwi, miało połamaną rękę i zdartą skórę z połowy czaszki. Inne zdarzenia z udziałem dzieci, które opowiadały straszny los maluchów relacjonował Kurjer Polski z 1900 r.</span></p><figure class="image image_resized" style="width:75%;"><img style="aspect-ratio:3216/4288;" src="https://static2.przegladpiaseczynski.pl/data/wysiwig/2026/04/12/3-grob-jaszczolta.jpg" width="3216" height="4288"><figcaption>&nbsp;Grób rodziny Jaszczołtów w Piasecznie fot: ms</figcaption></figure><h2><span style="color:#2c2c2c;"><strong>Na garnuszku</strong></span></h2><p><span style="color:#2c2c2c;">W Piasecznie wykryto zakład przyjmujący dzieci na tak zwany „garnuszek”. Pewna obywatelka postanowiła zarobić trochę grosza, zbierała dzieci z Piaseczna, a gdy tych w mieście zabrakło, udała się do Warszawy. Komunikacja z Warszawą była szybka i tania, bilet kosztował kilka kopiejek, urodzeń dzieci z nieprawego łoża było dostatecznie dużo, matek pracujących na służbie od rana do nocy też. Kobiety niezamężne aby utrzymać siebie i dziecko oddawały noworodki i niemowlęta do kobiet, które obiecywały opiekę. Piasecznianka pani W. mieszkała w bardzo złych warunkach, w nieogrzewanym, zawilgoconym domu, nie miało to dla niej znaczenia, ważny był dla chciwej kobiety zarobek. Nie miała też zamiaru opiekować się dziećmi. Maleństwa traciły u niej życie. Dość pokaźne wynagrodzenia otrzymywane od zapracowanych matek przepijała. Gdy sprawa wyszła na jaw, zgłosiło się wielu świadków procederu pani W.</span></p><p><span style="color:#2c2c2c;">Odnaleziono zwłoki dzieci. Na zwłokach zmarłego dziecka dokonał sekcji zwłok dr. Antoni Jaszczołt , a orzeczenie jego brzmiało: „Dziecko zmarło z wycieczenia, wynikłego z braku odpowiedniego pożywienia. Ślady zewnętrznych szwanków, wykryte na głowie świadczą, że dziecko było bite, co mogło śmierć jego przyspieszyć”. Nikczemnych ludzi jak widać było wielu, dzieci narażone na śmierć w społeczeństwie, w którym wartość ich życia nie miała dużego znaczenia,&nbsp; potrzebowały opieki i miłości takich ludzi jak dr. </span>Antoni.</p><h2><strong>Czytaj też:</strong></h2><figure class="media"><oembed url="https://www.przegladpiaseczynski.pl/artykul/15660,16-lat-od-katastrofy-smolenskiej-gora-kalwaria-oddala-hold-swoim-mieszkancom"></oembed></figure><figure class="media"><oembed url="https://www.przegladpiaseczynski.pl/artykul/15221,pionierzy-zalesia-czyli-opowiesc-o-rodzinie-adamczykow"></oembed></figure><figure class="media"><oembed url="https://www.przegladpiaseczynski.pl/artykul/15190,dyskoteka-w-laminie"></oembed></figure><figure class="media"><oembed url="https://www.przegladpiaseczynski.pl/artykul/15148,stara-plebania-i-zwiazane-z-nia-perypetie"></oembed></figure> ]]></content:encoded>
            </item><item>
            <title><![CDATA[16 lat od katastrofy smoleńskiej. Góra Kalwaria oddała hołd swoim mieszkańcom]]></title>
            <link>https://www.przegladpiaseczynski.pl/artykul/15660,16-lat-od-katastrofy-smolenskiej-gora-kalwaria-oddala-hold-swoim-mieszkancom</link>
            <guid>https://www.przegladpiaseczynski.pl/artykul/15660,16-lat-od-katastrofy-smolenskiej-gora-kalwaria-oddala-hold-swoim-mieszkancom</guid>
            <pubDate>Fri, 10 Apr 2026 14:12:00 +0200</pubDate><media:content url="https://static2.przegladpiaseczynski.pl/data/articles/xga-4x3-16-lat-od-katastrofy-smolenskiej-gora-kalwaria-oddala-hold-swoim-mieszkancom-1775823601.jpg" type="image/jpeg" medium="image" /><description>W Górze Kalwarii w piątek, 10 kwietnia uczczono pamięć ofiar katastrofy smoleńskiej, wśród których byli także mieszkańcy gminy. Samorządowcy złożyli rano kwiaty na grobie Agnieszki Pogródki-Węcławek, a w południe podczas uroczystości katyńskiej wspomniane zostały wszystkie ofiary tragedii z 10 kwietnia 2010 roku.</description>
            <content:encoded><![CDATA[ <h2><strong>Góra Kalwaria pamięta o swoich ofiarach</strong></h2><p>Wśród 96 osób, które zginęły w katastrofie pod Smoleńskiem byli <strong>Agnieszka Pogródka-Węcławek</strong> i <strong>Paweł Krajewski</strong>, funkcjonariusze Biura Ochrony Rządu, dziś Służby Ochrony Państwa, związani z gminą Góra Kalwaria. Podporucznik Agnieszka Pogródka-Węcławek spoczywa na cmentarzu parafialnym w Górze Kalwarii. W piątek rano, dokładnie o godz. 8.41, czyli o godzinie katastrofy, kwiaty na jej grobie złożyli wiceburmistrzowie Piotr Chmielewski i Mateusz Baj. Na miejscu były już także wieńce, m.in. od prezydenta i premiera. Paweł Krajewski został pochowany natomiast w Przasnyszu.</p><p>Dalsza część lokalnych obchodów została zaplanowana na godz. 12 pod pomnikiem przy ul. Saperów. Podczas uroczystości katyńskiej mieszkańcy i przedstawiciele władz oddali hołd nie tylko ofiarom zbrodni katyńskiej, ale również delegacji państwowej, która 16 lat temu leciała właśnie na obchody rocznicowe do Katynia.</p><h2><strong>16 lat od katastrofy, która wstrząsnęła Polską</strong></h2><p>Katastrofa smoleńska pozostaje jedną z najbardziej tragicznych kart we współczesnej historii Polski. 10 kwietnia 2010 roku w okolicy lotniska w Smoleńsku rozbił się samolot z polską delegacją państwową, lecącą na obchody 70. rocznicy zbrodni katyńskiej. Zginęło 96 osób – cała załoga i wszyscy pasażerowie. Wśród ofiar byli <strong>prezydent Lech Kaczyński z małżonką Marią</strong>, parlamentarzyści, dowódcy Wojska Polskiego, duchowni, kombatanci i ostatni prezydent RP na uchodźstwie Ryszard Kaczorowski.</p><p>Śledztwo dotyczące katastrofy prowadzi Zespół Śledczy nr 1 Prokuratury Krajowej. Jak wynika z danych przekazanych przez prokuraturę, w jego trakcie przesłuchano ponad tysiąc świadków, uzyskano kilkaset opinii biegłych, a akta sprawy liczą blisko dwa tysiące tomów. Rocznicowe obchody odbywają się dziś także w Warszawie i Krakowie z udziałem rodzin ofiar oraz przedstawicieli władz.</p><h2><strong>Czytaj też:</strong></h2><figure class="media"><oembed url="https://www.przegladpiaseczynski.pl/artykul/15643,dziecieca-druzyna-pozarnicza-powstaje-w-tarczynie-nowa-inicjatywa-dla-najmlodszych"></oembed></figure><figure class="media"><oembed url="https://www.przegladpiaseczynski.pl/artykul/15647,piaseczno-i-konstancin-razem-dla-ul-dzialkowej"></oembed></figure><figure class="media"><oembed url="https://www.przegladpiaseczynski.pl/artykul/15635,nowe-wiaty-przy-drodze-721"></oembed></figure> ]]></content:encoded>
            </item><item>
            <title><![CDATA[Pionierzy Zalesia, czyli opowieść o rodzinie Adamczyków i Guttakowskich (część II)]]></title>
            <link>https://www.przegladpiaseczynski.pl/artykul/15259,pionierzy-zalesia-czyli-opowiesc-o-rodzinie-adamczykow-i-guttakowskich-czesc-ii</link>
            <guid>https://www.przegladpiaseczynski.pl/artykul/15259,pionierzy-zalesia-czyli-opowiesc-o-rodzinie-adamczykow-i-guttakowskich-czesc-ii</guid>
            <pubDate>Sun, 25 Jan 2026 08:04:00 +0100</pubDate><media:content url="https://static2.przegladpiaseczynski.pl/data/articles/xga-4x3-pionierzy-zalesia-czyli-opowiesc-o-rodzinie-adamczykow-czesc-ii-1769325189.jpg" type="image/jpeg" medium="image" /><description>Ta opowieść jest o rodzinie, która miała to szczęście, że w końcu znalazła swoje miejsce na Ziemi i jest częścią historii Zalesia Dolnego.</description>
            <content:encoded><![CDATA[ <p>I opowieść o innej rodzinie, której losy tak bardzo splotły się z rodziną Adamczyków i tak bardzo ich życie wyznaczył inny los niż Stefana i Bronisławy. Może w tej drugiej rodzinie zabrakło tak silnej osobowości, jak babcia Bronia Adamczyk, która mimo przeciwności losu i męża z ułańską fantazją, umiała powiedzieć stanowcze NIE? A może to wszystko już dawno temu zostało zapisane w gwiazdach, jak twierdził Egipcjanin Sinuhe?</p><h2><strong>Stefan na chwilę wpadł do Piaseczna i kupił dom w Zalesiu</strong></h2><p>Praca i mieszkanie rodziny Adamczyków na Ziemiach Odzyskanych przyniosło stabilizację i wydawało by się, że zakończył się czas przeprowadzek. Wszystko na to wskazywało. Gdzieś na początku lat 50. Stefan zatęsknił za Warszawą, był bardzo ciekawy jak powstaje z ruin stolica. Dużo o niej pisała prasa, śpiewano piosenki, a radio w każdym serwisie informacyjnym choć w paru słowach poruszało temat odbudowy. Modne było hasło: cały naród buduje swoją stolicę. Na pewno było warto dowiedzieć się, kto przeżył wojnę i mieszka dalej w Piasecznie. I Stefan wybrał się w krótką podróż do Piaseczna.</p><p>W jaki sposób i dzięki komu poznał rodzinę Guttakowskich z Zalesia z ul. Granicznej nie wiem, wiem że Klemens Guttakowski zaproponował Stefanowi kupno domu. To był drewniany, piętrowy dom wybudowany w 1908 r., zasiedlony lokatorami, stał na sporej działce należącej przed wojną do letniska Borówka. W początkach lat 50. XX w. cena budynku była okazyjna i wydawałoby się, że kupno nie jest atrakcyjne, ale Stefan wiedział co robi. Szybko spieniężył to co mieli do sprzedania, nawet tak szybko, że nigdy nie upomniał się o resztę. Zakupił dom i sporą część działki i sprowadził żonę i dzieci. Zamieszkali w drewniaku. Oboje zatrudnili się na poczcie, na której Bronia pracowała aż do emerytury. Mieszkali z lokatorami, którzy niestety okazali się niezbyt miłymi sąsiadami, nie było z nimi łatwo i Stefan zapragnął zamieszkać w Warszawie. Nawet upatrzył mieszkanie przy ul. Ludnej, załatwił wstępne formalności i zaczął przekonywać Bronisławę do następnej przeprowadzki, argumentował, że w Zalesiu jest za wiele pracy przy odśnieżaniu i pielęgnowaniu ogródka, że Warszawa to jednak stolica i za parę lat będzie piękna i ceny mieszkań wzrosną. No i właśnie tym razem Bronia powiedziała stanowcze NIE. Stwierdziła, że zostaje w Zalesiu, że tu jest jej miejsce na Ziemi i nigdzie się z Zalesia nie ruszy. I tak się stało. Gdy już było jasne dla Stefana, że to koniec wędrówki, postanowił zrobić coś jeszcze. Co temu zapracowanemu romantykowi leżało na sercu? Wsiadł do pekaesu razem ze swoim synem, który wówczas miał sześć lat i pojechał na cmentarz pod Częstochowę. Jak załatwił sprawę ekshumacji swoich bliskich nie wiemy, wiemy, że prochy rodziców i rodzeństwa przeniósł na cmentarz w Jazgarzewie. Tak zwyczajnie! Nie mógł ich zostawić gdzieś w świecie, nie mógł przeżyć, że ich groby mogą być zaniedbane...&nbsp; &nbsp;</p><h2><strong>Sąsiedzi, czyli rodzina Guttakowskich</strong></h2><p>Wieloletni sąsiedzi państwa Adamczyków byli Guttakowscy, to też ciekawi pionierzy Zalesia. Adamczykowie i Guttakowscy graniczyli ze sobą przez dziesięciolecia i żyli w dużej przyjaźni.</p><p>Zalesie dla Guttakowskich zaczyna się od 1924, w tym to roku pani Jadwiga Chrząszczewska kupiła dom dla swojej siostrzenicy Marii Ireny Guttakowskiej z domu Gineyko, dom na lato i spory kawał ziemi. Letni, drewniany domek przeznaczony do wakacyjnych spotkań rodziny. Legenda głosi, że w 1920 r. ten dom pobudował sam hrabia Branicki z przeznaczeniem na leśniczówkę. Z kolei w zasobach ksiąg wieczystych istnieje akt nabycia działki nr 49 przez Klemensa Guttakowskiego męża Marii Ireny z domu Gineyko (z dnia 30.11.1933 r.). Wszystkie informacje prowadzą do wniosku, że dom sprzedany Adamczykom był najstarszym domem w Zalesiu, wybudowanym po pierwszej parcelacji z 1898 r. W pobliżu był jeszcze drewniany dom matki aktorki Smosarskiej, ale tu też wiemy, że działka była kupiona w 1914 r. i jeśli się zastanowić, to raczej w czasie wojny nikt tu domu nie budował, wniosek z tego, że Smosarscy budowali dom później. Odpowiedzi są w księgach wieczystych. Na szczęście zachowało się zdjęcie domu Adamczyków dzięki Agnieszce i Tadeuszowi Tyszkom i jako dowód możemy pokazać najstarszy dom z ul. Granicznej wybudowany, jak już pisałam, w 1908 r. Niestety od dawna nie istniejący, tak jak dom Guttakowskich i Smosarskiej.&nbsp;</p><h2><strong>Wysprzedaż pamiątek z domu sąsiadów&nbsp;</strong></h2><p style="text-align:justify;"><span style="color:black;">W lipcu 2012 roku, na przystankach autobusowych w Piasecznie, Zalesiu i Gołkowie, można było przeczytać ogłoszenie. Informowało o wyprzedaży mebli i innych przedmiotów z domu przy ulicy Granicznej 5. czyli z dom rodziny Guttakowskich. Nigdy nie byłam uczestnikiem podobnej wyprzedaży, poszłam z ciekawości. Ciągle żałując, że nie mogę kupić wszystkiego. Dom o nieprzeciętnym klimacie, stylowe skromne meble, sporo szklanych przedmiotów, albumy, książki i trochę akwarelek malowanych przez Danutę Guttakowską drugą żonę Olgierda, która tu w Zalesiu rozwinęła swój talent, znana i szanowana w środowisku osoba, odeszła w lipcu 2011 r. W tym czasie dom należał do Olgierda Guttakowskiego i jego trzech córek. Olgierd, bohater powstania warszawskiego, żołnierz NSZ był w konspiracji od początku wojny. Uczeń sławnego warszawskiego Gimnazjum im. Stefana Batorego. Do klasy z Olgierdem uczęszczał Krzysztof Kamil Baczyński, Andrzej Kindler, Bogusław Karczewski, Jan Bytnar („Rudy”). Chłopcy ze słynnej „Pomarańczarni”.&nbsp; Bohaterowie książki Aleksandra Kamińskiego „Kamienie na szaniec”. W tym czasie gdy padła decyzja rozbiórki domu i sprzedaży działki Olgierd nie mieszkał już w Zalesiu, przekroczył dziewięćdziesiąte urodziny, odszedł 21 kwietnia 2013 roku.</span></p><p style="text-align:justify;"><span style="color:black;">Wnętrze domu jakie zastałam w 2012 roku zachwyciło mnie. Zauroczył od futryn i skrzydeł drzwi i okien, po podłogi i piece. Zapach, światło padające z ogrodu to był klimat lat 30 XX wieku. Klimat zatrzymany w czasie, zachowany przez mieszkańców drewnianego dworku jakby celowo, z dbałością o szczegóły. Tylko ogród zaczął już zarastać wszechobecną w Zalesiu mimozą, zdradzającą nieobecność ogrodniczki. Dom z&nbsp; bali drewnianych łączonych na „jaskółczy ogon”. Oszklona weranda, tak charakterystyczna dla domów przedwojennych. Nawet ławka pod oknem i lekko wytarte deski ściany nad nią, sugerowały, że dziewczynki często skracały sobie drogę do pokoju przez okno.</span></p><p style="text-align:justify;"><span style="color:black;">Kupiłam szklane baniaki na wino, te same co „stoją” na obrazach Danuty Marii, w jej olejnych martwych naturach, ulokowane obok baniaków z nalewkami smorodiny i szklanych owocarek pełnych jabłek. Prostych naczyń odbijających światło płynące z okna. Niedługo było czekać i to wszystko zniknęło. Zniknęli z Zalesia wszyscy mieszkańcy tego domu.</span></p><h2 style="text-align:justify;"><span style="color:black;"><strong>Epilog</strong></span></h2><p style="text-align:justify;"><span style="color:black;">A Stefan i Bronisława Adamczyk pozostawili dla następnych pokoleń swojej rodziny stabilizację. Wypracowali to o czym marzą rodzice dla dzieci: zostawić po sobie tyle, żeby następnym pokoleniom było łatwiej żyć. Na działce zakupionej przez Stefana rodzina pobudowała nowe domy. Drewniak z lokatorami zniknął w latach 70. XX w. Stefan, który zawsze miał talent do interesów i ciężkiej pracy, na posesji przy ul. Granicznej tworzył firmę kamieniarską, robił kręgi i pomniki na cmentarz. Pierwsze pieniądze jakie w życiu zarobiła Agnieszka wnuczka Stefana i Broni, wypłacił jej dziadek Stefan za wypełnianie farbą wykutych w granicie lub lastryko liter. Aga miała wtedy 10 lat. Historia Adamczyków to szeroki temat i wielowątkowa opowieść. Pozostaje mi nadzieja, że zostaną kiedyś wydane wspomnienia Stefana, bo się zeszyty z zapiskami odnalazły i czekają na zredagowanie.</span></p><p style="text-align:justify;"><span style="color:black;"><strong>Dziękuję Agnieszce i Tadeuszowi Tyszkom za opowieść i zdjęcia.</strong></span></p><figure class="image"><img style="aspect-ratio:1454/1167;" src="https://static2.przegladpiaseczynski.pl/data/wysiwig/2026/01/25/1-dom-adamczykow.jpg" width="1454" height="1167"><figcaption><span style="color:black;">Drewniany dom zakupiony przez Stefana Adamczyka od Guttakowskich.</span></figcaption></figure><figure class="image"><img style="aspect-ratio:1880/1070;" src="https://static2.przegladpiaseczynski.pl/data/wysiwig/2026/01/25/2-dom-guttakowskich.png" width="1880" height="1070"><figcaption><span style="color:black;">Dom Guttakowskich tuż przed rozbiórką.</span></figcaption></figure><figure class="image"><img style="aspect-ratio:1256/785;" src="https://static2.przegladpiaseczynski.pl/data/wysiwig/2026/01/25/3-stefan-adamczyk.jpg" width="1256" height="785"><figcaption><span style="color:black;">Stefan Adamczyk w Zalesiu z aparatem fotograficznym</span></figcaption></figure><h2><strong>Czytaj też:</strong></h2><figure class="media"><oembed url="https://www.przegladpiaseczynski.pl/artykul/15221,pionierzy-zalesia-czyli-opowiesc-o-rodzinie-adamczykow"></oembed></figure><figure class="media"><oembed url="https://www.przegladpiaseczynski.pl/artykul/15190,dyskoteka-w-laminie"></oembed></figure><figure class="media"><oembed url="https://www.przegladpiaseczynski.pl/artykul/15148,stara-plebania-i-zwiazane-z-nia-perypetie"></oembed></figure><figure class="media"><oembed url="https://www.przegladpiaseczynski.pl/artykul/15129,dom-parafialny-w-piasecznie"></oembed></figure><figure class="media"><oembed url="https://www.przegladpiaseczynski.pl/artykul/15077,lornion-z-targu-w-piasecznie"></oembed></figure> ]]></content:encoded>
            </item><item>
            <title><![CDATA[Pionierzy Zalesia, czyli opowieść o rodzinie Adamczyków]]></title>
            <link>https://www.przegladpiaseczynski.pl/artykul/15221,pionierzy-zalesia-czyli-opowiesc-o-rodzinie-adamczykow</link>
            <guid>https://www.przegladpiaseczynski.pl/artykul/15221,pionierzy-zalesia-czyli-opowiesc-o-rodzinie-adamczykow</guid>
            <pubDate>Sun, 18 Jan 2026 06:50:00 +0100</pubDate><media:content url="https://static2.przegladpiaseczynski.pl/data/articles/xga-4x3-pionierzy-zalesia-czyli-opowiesc-o-rodzinie-adamczykow-1768657903.jpg" type="image/jpeg" medium="image" /><description>Ta opowieść jest o rodzinie, która miała to szczęście, że w końcu znalazła swoje miejsce na Ziemi i jest częścią historii Zalesia Dolnego.</description>
            <content:encoded><![CDATA[ <p>Niewiele brakowało, żeby ich pobyt na ziemi zalesiańskiej był chwilowy. Bo pan mąż i ojciec był niespokojnego ducha i lubił przeprowadzki. Gdyby nie to, że pani Bronisława Adamczyk w ważnym momencie swojego życia powiedziała do męża Stefana stanowcze NIE, mieszkali by najpewniej w Warszawie. Wydaje się jej wnuczce Agnieszce, że dopiero wtedy, dotąd spolegliwa Bronisława zdała sobie sprawę z siły jaką posiada i może dzięki tej sile decydować w końcu o swoim życiu i przestać się przeprowadzać.</p><h2><strong>Stefan Adamczyk pojmuje za żonę Bronisławę</strong></h2><p>Cofnę się w tej opowieści o kilkadziesiąt lat i zapraszam do restauracji pana Stefana, kawalera z Rudnik niedaleko Częstochowy, który w końcu zadecydował o zmianie stanu cywilnego, czyli o ożenieniu się. Traf chciał, że do jego restauracji przychodziło kilku braci, dość energicznych, nazwijmy to tak, którym często kończyły się pieniądze na piwo. A że to jest dość dokuczliwa sprawa, gdy wieczór piękny, zabawa wyśmienita, panny chętne do tańca, a tu w kieszeni tylko podszewka. Jedynym wyjściem było poproszenie pana Stefana o wpisanie „do zeszytu” dalszych piw. Czyli udzielenie kredytu. I wtedy Stefan zadecydował, że owszem da im piwa nawet za darmo, jeśli bracia pozwolą mu się ożenić z ich siostrą. Wiadomym było, że jeśli dziewczyna, a mówimy tu o latach końca 20. XX w., miała kilku braci, to była pilnowana i konkurenci do jej ręki obawiali się konfliktu z jej rodziną. Zapadła decyzja o ślubie, panna młoda miała albo mało do powiedzenia, albo Stefan bardzo jej się podobał i chętnie się zgodziła na ślub i pobrali się w 1929. Prawdą jest jednak, że często Stefan opowiadał dzieciom i wnukom o tym, że Bronię kupił za piwo. Nawet opisał ten fakt w swoich wspomnieniach. Te przechwałki męża bardzo denerwowały Bronisławę i gdy zeszyty ze wspomnieniami zaginęły, to padło na nią podejrzenie, że je spaliła. Ale nie uprzedzajmy faktów.&nbsp;</p><h2><strong>Rodzina Adamczyków zamieszkuje w Piasecznie przy Nadarzyńskiej&nbsp;</strong></h2><p>Czas wojny zmusza Adamczyków do zamieszkania pod Warszawą, rodzą się dzieci. Najpierw dwie dziewczynki, które umierają w dzieciństwie, a potem rodzi się czterech chłopców, ostatni Wiesław w 1953 r., czyli gdy przychodzi wojna, to na świecie jest trzech małych synów. Rodzina mieszka w oficynie kamienicy pod adresem Nadarzyńska 6, czyli idąc od ul. Kościuszki druga brama. W swoim mieszkaniu wynajmują pokój młodej dziewczynie, która jest dość tajemniczą panną. Mały Tadeusz syn Bronisławy zauważa, że dziewczyna ma jakiś zagadkowy zeszyt, w którym są dziwne znaki i ona z tych znaków tworzy pisma. Wszystko to wskazuje, ze jest to szyfrantka, tylko nie wiadomo przez jaką organizacje zatrudniona. Nigdy się nie dowiedzą kim była. Nagle rodzina musi uciekać z piaseczyńskiego mieszkania, bo Stefan dostaje wezwanie z niemieckiego Urzędy Pracy aby zgłosił się do nich, co znaczyło tyle, że jest już decyzja o wysłanie go do Niemiec na tak zwane roboty. Też dowiaduje się, że interesuje się nim gestapo. I też nie wiadomo czy z powodu tej dziewczyny, czy z innego. Zostawienie żony z małymi dziećmi jest niemożliwe. Czyli pakują na platformę wozu konnego pierzyny, garnki i dzieci i ruszają w drogę. Takich przeprowadzek rodzina Adamczyków przeżyje kilkanaście.&nbsp;</p><figure class="image"><img style="aspect-ratio:1509/1432;" src="https://static2.przegladpiaseczynski.pl/data/wysiwig/2026/01/17/2-nadarzynska-6.png" width="1509" height="1432"><figcaption><span style="color:#333333;">Dom z adresem Nadarzyńska 6. W podwórku oficyna, w której Adamczykowie mieli mieszkanie. Fot: zbiory autorki</span></figcaption></figure><h2><strong>Zamach na Urząd Pracy w Piasecznie</strong></h2><p>W wiosną 1944 r. przychodzi wiadomość z Piaseczna, że <span style="color:#333333;">1 kwietnia dokonano zamachu na piaseczyński Arbeitsamt czyli Urząd Pracy mieszczący się w Piasecznie przy ul. Mickiewicza 17 w willi Kołakowskiego. Czynu dokonali żołnierze z Kompanii Dywersji Bojowej „Kedywu” Armii Krajowej, dowodzonej przez podporucznika Stanisława Milczyńskiego „Gryfa” (1918-2016), a wchodzącej organizacyjnie w struktury Rejonu V „Gątyń” – Piaseczno. Partyzanci spalili całą dokumentację urzędu, co uratowało dziesiątki osób od wywózki w głąb Niemiec.</span></p><p><span style="color:#333333;">Stefan Adamczyk przypuszczał, że gdyby został wywieziony do Niemiec, to byłby wcielony w zastępy więźniów budujących umocnienia niemieckiego Wału Zachodniego, czyli </span><span style="color:#202122;">sławnej Linii Zygfryda, która miała pomóc w zatrzymaniu francuskiej ofensywy. Fortyfikacje rozbudowywano w 1944 r. w celu odparcia wojsk alianckich, które po zwycięskiej kampanii normandzkiej</span><span style="background-color:#ffffff;color:#3366cc;"> </span><span style="color:#202122;">zmierzały w stronę granicy Niemiec. Stefan Adamczyk, gdyby został w tym czasie wywieziony i przydzielony do w/w prac, miałby małe szanse na przeżycie.</span></p><figure class="image image_resized" style="width:75%;"><img style="aspect-ratio:1152/1846;" src="https://static2.przegladpiaseczynski.pl/data/wysiwig/2026/01/17/3-przed-galanteria.jpg" width="1152" height="1846"><figcaption><span style="color:#333333;">Pani Bronisława przed swoim sklepem z galanterią. Fot. z albumu rodzinnego rodziny Adamczyków</span></figcaption></figure><h2><span style="color:#202122;"><strong>Powrót do Piaseczna, koniec wojny i przeprowadzka</strong></span></h2><p><span style="color:#202122;">Koniec wojny na ul. Nadarzyńskiej przynosi tragedię. Na podwórko z radzieckiego samolotu spada bomba i ginie mała dziewczynka, sąsiadka. Dla Adamczyków znów przeprowadzka, bo trzeba budować struktury poczty we Wrocławiu. Wrocław w ruinie, dom przeznaczony na pocztę bez łóżek i w ogóle bez koca i poduszki, spanie na betonowej podłodze. Pionierskie warunki, w których znalazł się Stefan kończą się zapaleniem płuc i tak dużym reumatyzmem, że organizm odmawia... chodzenia. Początkowo Bronisława zostaje w Piasecznie, ale gdy okazuje się, że mąż tak szybko z Wrocławia nie wróci, to znów pakuje dzieciaki i pierzyny i przyjeżdża pielęgnować męża. Otwiera we Wrocławiu galanterię, bo trzeba z czegoś żyć, odwiedza męża w Cieplicach, gdzie chory przebywa na leczeniu. Terapia w Cieplicach jest skuteczna, Stefan zaczyna chodzić, ale we Wrocławiu już nie ma dla niego miejsca. Postanawiają przenieść się do miasteczka pod Zieloną Górą. I tu okazuje się, że nie ma miasteczko ...fotografa, a jest bardzo potrzebny. Jak nie ma fotografa, to trzeba nim zostać. Adamczyk otwiera zakład fotograficzny i też wynajmuje się w roli fotografa na chrzcinach, weselach i innych uroczystościach dokumentując życie rodzin na Ziemiach Odzyskanych. Przy okazji prowadzenia zakładu fotograficznego orientuje się, że brakuje w mieście szklarza, to i podejmuje się też tej profesji. Jest człowiekiem wielu talentów i łatwo mu wszystkie prace wykonać. Zbiera trochę gotówki i postanawia odwiedzić Piaseczno. W Zalesiu pod Piasecznem pan Guttakowski właśnie ma do sprzedania okazyjnie kawałek placu ze starym domem, w którym mieszkają lokatorzy. Posesja jest przy ul. Granicznej. Propozycja dla Stefana ciekawa, to co się będzie zastanawiał? Kupuje więc dom w Zalesiu.</span></p><p><span style="color:#202122;"><strong>Serdeczne podziękowania dla Agnieszki i Tadeusza Tyszki za zdjęcia i opowieść.</strong></span></p><h2><span style="color:#202122;"><strong>Czytaj też:</strong></span></h2><figure class="media"><oembed url="https://www.przegladpiaseczynski.pl/artykul/15148,stara-plebania-i-zwiazane-z-nia-perypetie"></oembed></figure><figure class="media"><oembed url="https://www.przegladpiaseczynski.pl/artykul/15190,dyskoteka-w-laminie"></oembed></figure><figure class="media"><oembed url="https://www.przegladpiaseczynski.pl/artykul/15111,cukier-krzepi-czyli-o-interesie-cukrowym-a-takze-o-piaseczynskich-kreatorkach-mody-i-unikatowych-zdjeciach-mieszkancow"></oembed></figure> ]]></content:encoded>
            </item><item>
            <title><![CDATA[Dyskoteka w Laminie]]></title>
            <link>https://www.przegladpiaseczynski.pl/artykul/15190,dyskoteka-w-laminie</link>
            <guid>https://www.przegladpiaseczynski.pl/artykul/15190,dyskoteka-w-laminie</guid>
            <pubDate>Sun, 11 Jan 2026 06:50:00 +0100</pubDate><media:content url="https://static2.przegladpiaseczynski.pl/data/articles/xga-4x3-dyskoteka-w-laminie-1768087647.jpg" type="image/jpeg" medium="image" /><description>Lamina, to jeden z największych zakładów przemysłowych Piaseczna w latach 70. XX wieku. Jak się okazuje, był nie tylko miejscem pracy dla tysiąca Piasecznian.</description>
            <content:encoded><![CDATA[ <p>Tęsknota za starym Piasecznem, to jest tęsknota za młodością. Młodością, której nie przeszkadzały najróżniejsze „niedogodności” stworzone nam w rzeczywistości lat 70.</p><p>Nie przeszkadzały pod warunkiem, że nie komplikowały nam życia. Brak pieniędzy, paszportu w szufladzie i trudności w dostaniu się na studia&nbsp;były na pewno dotkliwe, ale czy o tym chcę dziś wspominać? Nie.</p><p>Czy wszystko było wtedy inne niż dziś? Wydaje się, że dużo. No bo kto dziś chodzi do Laminy na zabawę karnawałową? Od dziesięcioleci nikt w Laminie nie organizuje dla młodzieży zabaw/dyskotek karnawałowych. To były zabawy sławne na cały powiat i naprawdę atrakcyjne pod względem muzycznym. Do tańca przygrywał zespół wynajęty przez organizatora, wówczas taki zespół nazywał się bigbeatowy. Zabawne, że ze względów politycznych nie używano nazwy rockandrollowy, ta nazwa kojarzyła się władzom ze zgniłym kapitalistycznym zachodem i władze jej nie lubiły. Big beat, czyli mocne uderzenie rodziło się w składzie instrumentów: gitara prowadząca, druga gitara, gitara basowa, perkusja, czasami klawisze. Zespoły grające w Laminie miały w repertuarze najnowsze hity muzyki młodzieżowej, zarówno polskiej jak i światowej.</p><figure class="image"><img style="aspect-ratio:4221/2105;" src="https://static2.przegladpiaseczynski.pl/data/wysiwig/2026/01/11/2-lamina.jpg" width="4221" height="2105"><figcaption>Widok współczesny na zakład Laminy fot: autorka</figcaption></figure><p><span style="background-color:white;color:black;">Utrwalił mi się w pamięci dość dobrze dzień, w którym poszłam po raz pierwszy i jedyny na zabawę do Laminy. To był 12 stycznia 1975 r. niedziela. Szary styczniowy dzień bez śniegu. Rano umówiłam się z koleżanką Ewą i pojechałyśmy do Basi Wojno do Skolimowa,&nbsp;naszej koleżanki z liceum w Piasecznie. Basia była córką znanego ortopedy, mieszkała w willi niedaleko stacji kolejki wilanowskiej, ale w tym czasie kolejka już tam nie kursowała. W pobliżu był Dom Artystów Weteranów. Miałam sentyment do tego miejsca, bo moja babcia Anna prowadziła tu kiedyś, obok parowozowni, niewielki sklepik spożywczy i często opowiadała o klientkach, artystkach. Siedziałyśmy u Basi do wczesnego popołudnia</span> i wróciłyśmy do Piaseczna autobusem.</p><h2><strong>Zaproszenie do Laminy</strong></h2><p>Ulicą Kościuszki szedł kolega Maciek Pałuba. Ucieszył się na widok dwóch dziewczyn, bo właśnie planował wieczór i znajome dziewczęta bardzo mu w tym planowaniu pasowały. I tu mój komentarz: czasami dziwimy się, jak to jest, przecież mogłyśmy z Ewą przyjechać późniejszym autobusem, albo nie spotkać kolegi Maćka, albo w ogóle nie pojechać do koleżanki Basi tylko siedzieć w domu, napalić w piecu i czytać książkę z serii prozy światowej, bo to był ten etap mojego czytania i uciec przeznaczeniu. Stało się inaczej, wszystko ułożyło się tak jak już było zapisane w gwiazdach jak twierdził Egipcjanin Sinuhe. Kolega Maciek z radością i zaprosił nas na zabawę do Laminy. Zazwyczaj, z tego co pamiętam na tego rodzaju zabawy trzeba było wejść z kolegą, to znaczy raczej w parze. Chłopak wprowadzał koleżanki. Dopuszczalne było oczywiście wejście całej grupy przyjaciół/znajomych. Zaproszenie od kolegi Maćka do Laminy potraktowałam lekceważąco, bo licealistki ze szkoły przy ul. Chyliczkowskiej nie chodziły do Laminy, chodziły do warszawskich klubów studenckich typu Stodoła i Remont. Uważałyśmy, że na nasze piaseczyńskie zabawy chodzi tylko plebs, co by to nie znaczyło, zadzierałyśmy nosa.</p><figure class="image"><img style="aspect-ratio:1920/1376;" src="https://static2.przegladpiaseczynski.pl/data/wysiwig/2026/01/11/3-lamina.jpg" width="1920" height="1376"><figcaption>Lamina w latach 70. XX w. fot: zbiory autorki</figcaption></figure><p>Wróciłam do domu. Mieszkanie było wyziębione, a węgiel daleko w komórce. Usiadłam w fotelu i spojrzałam na udekorowaną, jeszcze stojącą w rogu pokoju choinkę i stwierdziłam, że wieczór taki długi, że karnawał i pomyślałam: co dalej robić z tak miłym dniem styczniowym? Chyba niechęć udania się do komórki po węgiel i napalenie w piecu, zadecydowała o moim dalszym życiu. Kolega Maciej zaproponował, że jak będziemy gotowe pójść do Laminy to spotykamy się o godzinie 18.00 w kawiarni Maskotka, wypijemy tu lampkę wina&nbsp; i razem piechotą pomaszerujemy na zabawę. To było istotne, bo nikt z nas nie posiadał telefonu i spotkanie musiało być umówione konkretnie co do miejsca i czasu, przyjęte też było, że odwiedzaliśmy się w domach bez wcześniejszego umawiania i razem planowaliśmy gdzie spędzimy np. wieczór. To specyfika tamtych czasów i ktoś dziś pomyśli, że życie bez telefonu jest niewygodne, to się bardzo myli.</p><p>Wolny człowiek, to moim zdaniem człowiek bez telefonu w kieszeni. Telefon stacjonarny, który dość szybko zainstalowano w moim mieszkaniu, często doprowadzał mnie do różnych załamań. Generował nieporozumienia, albo strach, bo dzwonił ktoś i sapał w słuchawkę, kontrolował czy jestem w domu. Telefony komórkowe dają możliwość oszukiwania. Odpowiadamy dzwoniącemu, że jesteśmy w domu, a tymczasem jesteśmy w na molo w Sopocie. Czy życie jest prostsze gdy masz telefon? Często nie.</p><p>Wracając do styczniowego dnia. Zadecydowałam, że nie ma sensu siedzieć w domu, gdy gdzieś niedaleko bawią się młodzi ludzie, a ja siedzę jak ten pokutnik i patrzę jak igły spadają z żółknącej choinki.</p><h2><strong>Strój dyskotekowy obowiązkowy</strong></h2><p>Jeśli chodzi o założenie „dyskotekowego” stroju, to nie było problemu, bo miałam pewne mały wybór. Szafa nie była wypełniona ubraniami. Pamiętam w co się ubrałam. Bo takie rzeczy się pamięta: była to rozkloszowana spódnica, którą sama dla siebie uszyłam. Szyta była „z koła”, każda dziewczyna w roku 1975 musiała mieć taką spódnicę. Mijały już czasy wąskich mini spódniczek i trzeba było mieść dłuższą spódniczkę wykrojoną z koła, dopasowaną w biodrach i bardzo szeroką na dole. Bluzki nie pamiętam, ale zdaje się, że była mocno dopasowana.</p><p>Pamiętam korale: ciężkie, drewniane i kolorowe, ostatni krzyk mody. No i do tego buty, lateksowe kozaczki do kolan, czarne i błyszczące. I tak ubrana wspólnie z kolegą i koleżanką wkroczyłam na salę balową do Laminy.</p><p>Sala była udekorowana balonami i konfetti, panował półmrok, środek długiej sali był pusty, a po bokach, pod ścianami stały krzesła i stoliki przy których siedziała młodzież, zdecydowanie młodsza ode mnie o dobre 5 lat, co wprowadziło mnie w stan załamania. Na końcu sali była scena, na której właśnie muzycy ustawiali swoje instrumenty i sprawdzali ich dźwięk i nastrojenie. Zespół zagrał i zaczęły się tańce. Nagle przestali grać i solista ogłosił, że właśnie na salę weszła para, którą serdecznie zespół wita. Ta para to byli piaseczyńscy celebryci, czyli pan Witos i jego narzeczona panna Kurzawa. Oboje dość znani miejscowej milicji. Po wielu latach dowiedziałam się, że zawsze tak witano Witosa w Laminie i że to była czysto psychologiczna gra. Trochę dla mnie dziwna.</p><h2><strong>I wkracza w moje życie on...</strong></h2><p>W prawym rogu sali, tuż pod sceną stała grupa ludzi, którzy wyglądali na nieco starszych ode mnie. Doskonale pamiętam ten moment, jak stanęliśmy z Ewą i Maćkiem w drzwiach, a światło ze sceny padało na tę grupę młodzieży. Stali w kółku. Ktoś z nich najwidoczniej powiedział, że z Maćkiem idą dwie dziewczyny i wtedy chłopak, stojący tyłem do wejścia odwrócił się i spojrzał na nas. Był najwyższy z grupy i w świetle doskonale widoczny. Szłam w jego kierunku. Był elegancko ubrany i jakoś tak mało pasujący do tego, co tu się działo. Długo na mnie zatrzymał wzrok.</p><p>Czy on wtedy przeczuwał, że zostanę jego żoną? Czy wiedział, że idzie do niego przeznaczenie?&nbsp;Na pewno wiedział, że mój pierwszy taniec i wszystkie następne, będą należeć do niego.</p><p>Życie jest bardzo ciekawe, bo niby wszystko jest przypadkiem, a jednak jest w nim (w tym życiu) jakaś tajemnica zdarzeń. Przeżyłam z tym chłopakiem dwadzieścia (!)&nbsp;następnych lat...</p><h2><strong>Czytaj też:</strong></h2><figure class="media"><oembed url="https://www.przegladpiaseczynski.pl/artykul/14555,zaginiecia-i-tragedie-historie-sprzed-lat-ktore-wstrzasnely-piasecznem"></oembed></figure><figure class="media"><oembed url="https://www.przegladpiaseczynski.pl/artykul/15129,dom-parafialny-w-piasecznie"></oembed></figure><figure class="media"><oembed url="https://www.przegladpiaseczynski.pl/artykul/15077,lornion-z-targu-w-piasecznie"></oembed></figure><figure class="media"><oembed url="https://www.przegladpiaseczynski.pl/artykul/14761,w-cieniu-hrabiny-moriconi-czyli-historia-senatorowej-rembielinskiej"></oembed></figure><figure class="media"><oembed url="https://www.przegladpiaseczynski.pl/artykul/14667,telefony-w-historii-piaseczna"></oembed></figure> ]]></content:encoded>
            </item><item>
            <title><![CDATA[Stara Plebania i związane z nią perypetie]]></title>
            <link>https://www.przegladpiaseczynski.pl/artykul/15148,stara-plebania-i-zwiazane-z-nia-perypetie</link>
            <guid>https://www.przegladpiaseczynski.pl/artykul/15148,stara-plebania-i-zwiazane-z-nia-perypetie</guid>
            <pubDate>Sun, 04 Jan 2026 07:00:00 +0100</pubDate><media:content url="https://static2.przegladpiaseczynski.pl/data/articles/xga-4x3-stara-plebania-i-zwiazane-z-nia-perypetie-1767507241.png" type="image/png" medium="image" /><description>Spotkanie 16 stycznia 2018 r. w Urzędzie Miasta Piaseczna miało na celu wyjaśnienie powstałych kontrowersji wokół przebudowy Starej Plebani.</description>
            <content:encoded><![CDATA[ <p>Władze miasta postanowiły, że plebanię należącą do Kościoła Katolickiego, należy od Kościoła wynająć, przebudować i umieścić w niej Muzeum Ziemi Piaseczyńskiej.</p><p>Rozpoczęły się prace przy budynku. Budowa została ogrodzona szczelnym ogrodzeniem, na którym zawieszono baner o treści: Polskie Pracownie Konserwacji Zabytków S.A.. Ten sugerował, że tu działa pracownia konserwatorska. Baner początkowo zwiódł obserwatorów działań, bo jeśli „pracownia konserwatorska” nadzoruje prace to możemy spać spokojnie, nic się złego z historycznym budynkiem nie wydarzy. Niepokój o to, co wewnątrz budynku i na zewnątrz się dzieje, przyszedł do mnie nagle. Zaciekawiła mnie sytuacja, która od początku wydawała się nielogiczna. Dlaczego? Dlatego bo uważałam, że budynek plebani jest za mały na urządzanie w nim muzeum. Do dyspozycji były budynki z wschodniej pierzei rynku, które wraz z placami na których stały (i stoją ), były własnością miasta i przy ich odnowieniu byłyby świetnym miejscem na muzeum Piaseczna. Chyba nikt mnie wówczas nie brał na poważnie. Wydawało się wszystkim, że pomysł z plebanią jest świetny. Dziś już wiemy, że nie był świetny. Budynek jest za mały, nie pomieścił nawet biur, które umieszczono w ratuszu. Z magazynami muzealnymi jest źle, bo brak miejsca na nie w nowym budynku. W zamian mamy windę. Budynek jest nowoczesny.</p><h2><strong>Krótka historia Starej Plebani</strong></h2><p>Wszystkiemu winne są wydarzenia roku 1794, czyli insurekcja kościuszkowska, w czasie której, a też po, zabudowę Piaseczna zamieniono w zgliszcza. Tu należy jeszcze wspomnieć o tym, że istniejący do dziś kościół św. Anny pobudowano dopiero w połowie XVI w., istniejący dawniej drewniany kościół spłonął. Tak naprawdę do dziś nie mamy dowodu, w którym miejscu stał kościół drewniany, mało też wiemy o cmentarzu wokół drewnianego kościoła sprzed pożaru.</p><p>Historycy sugerują, iż główną fundatorką budynku plebani była starościna Ludwika z Melinów Ryx, żona starosty piaseczyńskiego Franciszka Ryxa. Ludwika Ryxowa zmarła 15 marca 1794 roku, czyli tuż przed wybuchem powstania kościuszkowskiego, drewniana plebania spłonęła w kilka miesięcy później i jeśli Ryxowa planowała przekazać fundusze na piaseczyński kościół, to raczej nie myślała o plebanii, bo za jej życia jeszcze stała. W około roku 1800 probostwo piaseczyńskie objął&nbsp;brat Ludwiki Franciszek Melina (Melini). Na stronie internetowej ArchWwa czytamy: „<span style="color:#222222;">W czasie insurekcji kościuszkowskiej, w 1794 r. przez dwa miesiące, kwaterowało w kościele wojsko. Rosjanie zdewastowali jego wnętrze i spalili plebanię. Z chwilą objęcia probostwa w 1803 r. przez&nbsp;ks. Franciszka Melinę, przy udziale architekta Giuseppe Borettiego i budowniczego Schwarze, podjął on starania zmierzające do przeprowadzenia remontu kościoła oraz uporządkowania otoczenia. Przygotowano też plany ogrodzenia przykościelnego cmentarza.” Proboszcz dysponujący majątkiem siostry mógł zadecydować na co przeznaczyć część funduszy. Jednoznacznego dokumentu kto był fundatorem plebani niestety nie ma. Jest też wersja, że to sam dawny starosta Franciszek Ryx odbudował z własnych funduszy plebanię. Franciszek zmarł w 1799 r., czyli w 5 lat po insurekcji kościuszkowskiej, czyli w tym czasie mógł przyczynić się do odbudowy budynku plebańskiego. Podsumowując można stwierdzić, że plebania mogła być odbudowana na przełomie wieków XVIII i XIX i była fundowana przez rodzinę Ryxów, którzy pozostawali w Piasecznie do lat 30. XIX w.</span></p><h2 style="text-align:justify;"><span style="color:#222222;"><strong>Smutny finał zabytku</strong></span></h2><p style="text-align:justify;"><span style="color:#222222;">Udaliśmy się z kolegą Sebastianem na teren prac przy plebani i powiem otwarcie, że przeraziliśmy się tym co zobaczyliśmy. Budynek był rozebrany, na resztkach ścian szczytowych w otworach okiennych smętnie wisiały dziewiętnastowieczne okiennice wewnętrzne, na które padał śnieg. Starej plebani już nie było. Poprosiliśmy o spotkanie i zezwolenie wejścia na budowę. I tak się stało. W obecności pana vice Burmistrza obejrzeliśmy ten „krajobraz po zniszczeniu”. Wtedy też padła decyzja o badaniach archeologicznych Poniatówki i spotkania na spokojnie w Urzędzie Miasta, plebania uratowała Poniatówkę, można rzec.</span></p><figure class="image"><img style="aspect-ratio:1588/1049;" src="https://static2.przegladpiaseczynski.pl/data/wysiwig/2026/01/04/2-budynek-muzeum.png" width="1588" height="1049"><figcaption><span style="color:#222222;">Budynek muzeum w Piasecznie&nbsp;po remoncie. Fot.: Urząd Miasta</span></figcaption></figure><h2 style="text-align:justify;"><span style="color:#222222;"><strong>Spotkanie w Urzędzie Miasta Piaseczna</strong></span></h2><p style="text-align:justify;"><span style="color:#222222;">W styczniowe popołudnie grupa ludzi zasiadła przy stole aby podzielić się spostrzeżeniami. Nie będę tu relacjonować całego spotkania, bo ważne było to, co ustalono. Ciekawe informacje przekazał archeolog biorący udział w pracach w charakterze nadzór. Okazał się, że od ścian plebani w kierunku północnym istnieje warstwa czarnej ziemi na głębokości od jednego do półtora metra, gdzie można znaleźć gruz, kości zwierzęce i skorupy naczyń. Materiał ten był zbierany i przekazany do badań. Przy południowej ścianie budynku, na zewnątrz, odkryto kości ludzkie i tym się zajął antropolog pan Łukasz Maurycy Stanaszek. Okazało się, że kości te pochodzą z wtórnych pochówków. To akurat mnie nie dziwi, bo od wieków na terenie wokół kościoła był cmentarz i gdy brakowało na nim miejsca, zbierano z grobów to co w nich pozostało i robiono ossaria. Wewnątrz kościoła, tuż przy prezbiterium też odkopano w latach końca 50. czaszki ludzkie, a podczas dostawiania nowej kaplicy do ścian kościoła, odkopano wtórne pochówki. Mało o nich wiemy, a konkretniej nic nie wiemy o osobach tu pochowanych. W karcie cmentarza kościelnego, wpisanego do rejestru zabytków zapisano, że pierwszą osobą znaną nam i tu pochowaną, jest żona Karola Heckera, zmarła w sierpniu 1793 r.</span></p><figure class="image"><img style="aspect-ratio:1504/866;" src="https://static2.przegladpiaseczynski.pl/data/wysiwig/2026/01/04/3-w-trakcie-rzbiorki-budynku.png" width="1504" height="866"><figcaption><span style="color:#222222;">Budynek w trakcie rozbiórki. Na ogrodzeniu baner, kto nadzoruje prace. Fot.: autorka</span></figcaption></figure><p style="text-align:justify;"><span style="color:#222222;">Ściany Starej Plebanii zostały rozebrane. Pozostały piwnice. Na mój wniosek zapisano, że trzeba o nie szczególnie dbać. Poprosiłam o pozostawienie cegły z rozbiórki, gdyż mogła być to cegła z pałacu saskiego Augusta III zniszczonego w 1794 r. Co później po badaniach archeologicznych i architektonicznych cegieł potwierdziło się. Piwnice nie są pod całym budynkiem, miałam przypuszczenie, że mogą być dawnymi kryptami grobowymi i były związane ze spalonym w XVI w. kościołem, ale to się nie potwierdziło.</span></p><h2 style="text-align:justify;"><span style="color:#222222;"><strong>Puenta</strong></span></h2><p style="text-align:justify;"><span style="color:#222222;">Niedobrze się dzieje, że z taką łatwością ginie zabytek, ale dobrze się dzieje, że w sumie mamy nowoczesne muzeum. Dobrze się dzieje, że ocalono piwnice, choć trzeba było o to uparcie poprosić. Nowy budynek trochę przypomina dawny, bardziej kojarzy się z dworkiem polskim z dziwnego snu. Dach wyszedł nie w tych proporcjach, kominy są atrapą przyklejoną jakoś do dachu a ganek to raczej… no właśnie, tu zamilknę.</span></p><h2 style="text-align:justify;"><span style="color:#222222;"><strong>Czytaj też:</strong></span></h2><figure class="media"><oembed url="https://www.przegladpiaseczynski.pl/artykul/15077,lornion-z-targu-w-piasecznie"></oembed></figure><figure class="media"><oembed url="https://www.przegladpiaseczynski.pl/artykul/15129,dom-parafialny-w-piasecznie"></oembed></figure><figure class="media"><oembed url="https://www.przegladpiaseczynski.pl/artykul/15022,krotka-historia-piaseczynskich-szkol"></oembed></figure><figure class="media"><oembed url="https://www.przegladpiaseczynski.pl/artykul/14541,duchy-kina-mewa-czyli-kim-byl-kierownik-kina-i-jego-przyjaciele"></oembed></figure><figure class="media"><oembed url="https://www.przegladpiaseczynski.pl/artykul/14555,zaginiecia-i-tragedie-historie-sprzed-lat-ktore-wstrzasnely-piasecznem"></oembed></figure> ]]></content:encoded>
            </item><item>
            <title><![CDATA[Dom Parafialny w Piasecznie]]></title>
            <link>https://www.przegladpiaseczynski.pl/artykul/15129,dom-parafialny-w-piasecznie</link>
            <guid>https://www.przegladpiaseczynski.pl/artykul/15129,dom-parafialny-w-piasecznie</guid>
            <pubDate>Sun, 28 Dec 2025 06:49:00 +0100</pubDate><media:content url="https://static2.przegladpiaseczynski.pl/data/articles/xga-4x3-dom-parafialny-w-piasecznie-1766901616.png" type="image/png" medium="image" /><description>Był sobie kiedyś w Piasecznie Dom Parafialny. Stał przy zbiegu ulic 22 lipca i Puławskiej. W planach był nazwany Domem Spotkań Parafialnych, a jego budowa rozpoczęła się po wojnie - w latach 1947-1950. Nigdy nie została zrealizowana do końca.</description>
            <content:encoded><![CDATA[ <p>Chodziliśmy do niego na lekcje religii, potem na msze niedzielne, też po ser żółty z darów od wspierającej nas w czasach kryzysu lat 80.&nbsp; Zachodniej Europy. Z Niemiec „szła” do Polski Milupa czyli mleko w proszku dla niemowląt. Nie to żeby była do kupienia w sklepie. Kto miał rodzinę w RFN ten miał Milupę, a kto nie miał, musiał się zadowolić mlekiem sprzedawanym tylko na kartki.</p><h2><strong>Kolejka po puszkę śledzi</strong></h2><p>Na końcu istnienia tej dziwnej budowli, czyli Domu Parafialnego, można było w nim kupić w szmateksie ubrania. Też z darów. DARY! Kto pamięta jeszcze znaczenie tego wyrazu? Zasiadając do wigilijnego stołu spojrzałam na tłuste śledzie ułożone w półmisku, co go mam po babci Róży, pomyślałam o tym, że kiedyś stałam w kolejce po wielką puszkę śledzi IWASI, bo innych śledzi nie było w sklepach. Iwasi to były dary od Związku Radzieckiego. Kto kupił IWASI z tamtych czasów to wie, co było w puszkach, mnie się trafiło jakieś błotko i szkielety śledziowe. Moje pokolenie przeżyło „prawie socjalizm” w Polsce, to były czasy gdy komendant milicji, któremu urodziło się dziecko, szedł z nim do chrztu ciemną drogą, żeby go koledzy nie przekablowali do władz, bo by miał koniec z awansami. Moje pokolenie wspomina heroizm tych, co nosili po mieście bibułę i czytali „Sto lat samotności” i „Buszującego w zbożu”. Chodziliśmy do kina Moskwa na filmowe Konfrontacje, gdzie pokazywano skandalizujące filmy takie jak „Mechaniczna pomarańcza”. Kolega nauczyciel w swoim pokoju w wynajętym mieszkaniu przy ul. Kusocińskiego&nbsp;w Piasecznie w 1981 r.&nbsp;powiesił na ścianie portret Piłsudskiego w widocznym miejscu i to była odwaga.</p><h2><strong>Paszportu nie dostaniesz!</strong></h2><p>Krytyka totalitarnej władzy, czyniona przez pisarzy, scenarzystów i poetów, kończyła się zakazem publikacji gdziekolwiek, no może jedynie w prasie w „drugim obiegu”, czyli w prasie podziemnej. Paszport? Nie dostaniesz! Powód? Uzasadnienie: z wyższych przyczyn państwowych.</p><p>No i puenta: byliśmy młodzi i żyliśmy jak chcieliśmy, mimo wszystko, słuchaliśmy muzyki z adapteru Bambino i radia Luksemburg, z pocztówek dźwiękowych co je tłoczyli niepopularni dla władzy drobni wytwórcy. Prywaciarze i badylarze dostawali domiary, czyli dodatkowe podatki, a i tak jeździli mercedesami. Podczas gdy polskie samochody rodzimej konstrukcji były na talony, czyli mało dostępne. Za posiadanie dolarów, można było posiedzieć w areszcie śledczym.</p><h2><strong>Dzieci z przedszkola u zakonnic Pasterzanek</strong></h2><p>Tego świata już nie ma. Odszedł, pożarła go technologia i&nbsp;postęp techniczny, kreuje algorytm. Na maturze z Historii w piaseczyńskim liceum podjęłam się pisać na temat postępu technicznego. Nie wiedziałam, co mnie czeka, co się wydarzy niedługo. To, że za kilka dekad każdy będzie miał przy sobie telefon i na jego ekranie pojawi się twarz rozmówcy, można było zobaczyć w bajkach dla dzieci i to było dla widzów bardzo śmieszne, bo całkowicie, wydawało by się... niemożliwe.</p><p>Na dziś mam zdjęcie z 1957 r. To dzieci z przedszkola u zakonnic Pasterzanek, które w dawnym budynku Domu Parafialnego w Piaseczne występują w przedstawieniu jasełkowym. Dziś&nbsp;(zwracając się do pokolenia moich dzieci) te dzieci ze zdjęcia mają ponad 70 lat i jeśli uważnie przyjrzycie się aktorom, to może poznacie swoją babcię lub dziadka. Jesteśmy pokoleniem, które galopując przeszło przez Historię.</p><p>Dziś w miejscu Domu Parafialnego jest niewielki parking, a ja rozmawiam z koleżanką z Argentyny przez komunikator i widzę z jej okna Buenos Aires.</p><figure class="image"><img style="aspect-ratio:1985/1355;" src="https://static2.przegladpiaseczynski.pl/data/wysiwig/2025/12/28/2-dom-parafialny.jpg" width="1985" height="1355"><figcaption>Budynek Domu Parafialnego w Piasecznie fot: Tadeusz Tyszka</figcaption></figure><h2><strong>Czytaj też:</strong></h2><figure class="media"><oembed url="https://www.przegladpiaseczynski.pl/artykul/15077,lornion-z-targu-w-piasecznie"></oembed></figure><figure class="media"><oembed url="https://www.przegladpiaseczynski.pl/artykul/14983,wspomnienie-o-rodzinie-oleszkiewiczow"></oembed></figure><figure class="media"><oembed url="https://www.przegladpiaseczynski.pl/artykul/14947,kolonia-swiniary-i-kosciol-w-starej-iwicznej-czyli-przypadki-z-oreznej"></oembed></figure> ]]></content:encoded>
            </item><item>
            <title><![CDATA[Cukier krzepi, czyli o interesie cukrowym, a także o piaseczyńskich kreatorkach mody i unikatowych zdjęciach mieszkańców]]></title>
            <link>https://www.przegladpiaseczynski.pl/artykul/15111,cukier-krzepi-czyli-o-interesie-cukrowym-a-takze-o-piaseczynskich-kreatorkach-mody-i-unikatowych-zdjeciach-mieszkancow</link>
            <guid>https://www.przegladpiaseczynski.pl/artykul/15111,cukier-krzepi-czyli-o-interesie-cukrowym-a-takze-o-piaseczynskich-kreatorkach-mody-i-unikatowych-zdjeciach-mieszkancow</guid>
            <pubDate>Sun, 21 Dec 2025 06:45:00 +0100</pubDate><media:content url="https://static2.przegladpiaseczynski.pl/data/articles/xga-4x3-cukier-krzepi-czyli-o-interesie-cukrowym-a-takze-o-piaseczynskich-kreatorkach-mody-i-unikatowych-z-1766297797.png" type="image/png" medium="image" /><description>Jest taki czas w roku, gdy zapomina się o kaloriach w sernikach i drożdżowych ciastach i dosładza się je ile gospodyni ma smaku i fantazji.</description>
            <content:encoded><![CDATA[ <p>Jest taki czas w roku, gdy zapomina się o kaloriach w sernikach i drożdżowych ciastach i dosładza się je ile gospodyni ma smaku i fantazji. W każdym domu sernik smakuje inaczej i nie ma mowy, żeby nie skosztować choć kawałka, bo to świadczy o naszym szacunku dla gospodarzy spotkania. Ile jest prawdy o kaloriach? Nikt najwidoczniej nie wie, bo teorie naukowe o nich są co dekadę inne. Czasami wspominamy słynny slogan Melchiora Wańkowicza „cukier krzepi” i aby się pokrzepić szczególnie w święta, do woli częstujemy się podanymi na stół ciastami. Pan Wańkowicz zarobił niebagatelne pieniądze przed wojną na tym haśle, ponoć równowartość dzisiejszej sumy 50.tys. Reklama cukru była zlecona przez spółkę cukrowniczą w czasach, gdy cukier był bardzo drogi i mało dostępny. W czasie II wojny o cukrze w sklepie można było pomarzyć, choć zdarzały się cuda. W związku z tym cukrowym problemem przypomniała mi się przygoda opisana w pamiętniku dziennikarza radiowego Jurka Rowińskiego. Historia dotyczy ojca Jurka, który dość szybko zebrał fundusze na budowę domu w najbardziej luksusowej (swojego czasu) dzielnicy Piaseczna, czyli przy ul. Mickiewicza. Skąd niebogaty chłopak uzbierał fundusze na budowę willi? Ano stąd, że umiał je zarobić na intratnych interesach.&nbsp; &nbsp;</p><h2><strong>Interes cukrowy i pierogi ze skwarkami</strong></h2><p>Tak Jurek zaczyna opowieść o przygodzie, której genezą była wyprawa po cukier: W czasie wojny, gdy sowieci dotarli do Wisły, a może i wcześniej Tato jeździł z przyjacielem Aleksandrem Ziarkiem&nbsp; na rowerach do Lublina. Ludzie! Rowerami do Lublina! Dwa razy w tygodniu prawie 150. km w jedną stronę i tyleż z powrotem. Toż to wyczyn naszych najlepszych kolarzy: Królaka, Szurkowskiego, Langa, Jaskuły, czy Majki. Po co jeździł? Po cukier! Ojciec chwalił się, pisze Jerzy, że każdy z nich wiózł wory cukru ważące po 80 kg. Myślę, że przesadzał, ale nawet jeśli to były pakunki o połowę lżejsze, to też to był wyczyn godny podziwu. Cukier dla wygłodniałych mieszkańców miast i wiosek położonych na zachód od Wisły, był towarem luksusowym. Ze zbytem takiego towaru i sporym przebiciem finansowym nie było problemu. Była to jednak praca nie zawsze bezpieczna. Pewnego popołudnia, w drodze z Lublina przejeżdżając jakimś leśnym duktem, panowie zostali napadnięci przez uzbrojonych bandytów. Zabrano im towar, zabrano rowery, ale na szczęście bohaterów wyprawy po cukier puszczono wolno. Bohaterowie udali się w drogę powrotną pieszo. Coraz bardziej opadali z sił i postanowili zajrzeć do pierwszej napotkanej na pustkowiu chaty. Zwabił ich zapach jedzenia. Noc była jasna, księżycowa, podeszli do drzwi wejściowych do domu, a te okazały się otwarte. I co ujrzeli? W obszernej sieni stygła cała taca, a właściwie stolnica pierogów.</p><p>- Ale nam się trafiło. Z mięsem, kapustą, albo z serem – chwalił zdobycz Ziarek - No i ze skwarkami – dodał ojciec Jerzego–</p><p>Ich teatralne szepty usłyszała gospodyni. Wyszła z miotłą z zamiarem pogonienia intruzów, ale wzruszona i zaciekawiona ich opowieścią zaprosiła obu do kuchni, gdzie jeden na ławie a drugi na podłodze przy piecu spędzili noc. Wychodząc rano zerknęli na stolnicę z pierogami, co dziwnie jeszcze tam były. Patrzą a tu po pierogach biegają żywe skwarki, czyli karaluchy. Czarno brązowe, pełzające po mlecznobiałych pierogach...karakany, których w nocy wzięli za skwarki.</p><h2><strong>Targowisko na rynku</strong></h2><p>Po wojnie na Piaseczyńskim targu dzielny handlowiec sprzedawał rzeczy pozyskane od ludzi, którzy nie chcieli stać na rynku. Rano kupował tanio, po południu sprzedawał drogo i odliczał zysk. Najczęściej były to futra, kożuchy, błamy, etole i kołnierze z np. karakułów, bobrów, nutrii i innych zwierząt futerkowych. Interes szedł dobrze, tak że w dwa lata po wojnie otworzył sklep z tekstyliami przy rynku. Ziarek - jego kolega i przyjaciel -&nbsp; sprawił sobie warsztat naprawy rowerów. W 1958 r. panowie kupili sobie po motocyklu marki Jawa o pojemności 25 cm, a w kilka lat później nabyli samochód dumę polskiej motoryzacji. Był to samochód Warszawa produkowany na licencji radzieckiej Pabiedy, której budowa została ściągnięta przez radzieckich konstruktorów z amerykańskiego Chevroleta. Zarówno motocykle, jak i auta były wówczas dowodem luksusu i dobrem niedostępnym dla milionów ludzi długo po wojnie.</p><figure class="image"><img style="aspect-ratio:3425/2464;" src="https://static2.przegladpiaseczynski.pl/data/wysiwig/2025/12/21/3-dom-brenera-lata-60te.jpg" width="3425" height="2464"><figcaption>Fot. Samochód&nbsp;Warszawa przed budynkiem Bendera na rynku w Piasecznie. Jest nadzieja, że to samochód pana Rowińskiego, ale to nic pewnego Fot: pocztówka autorki</figcaption></figure><p>Warto wspomnieć, że w latach 50. benzynę można było zatankować u pana Stanisława Tomali na stacji przy ul. Warszawskiej, zachowało się w zbiorach córki pani Grażyny zdjęcie tej stacji. To tak nawiasem mówiąc.</p><h2><strong>Epilog</strong></h2><p>Teksty w pamiętniku Jurka Rowińskiego to ciekawy opis&nbsp; historii Piaseczna, wówczas, gdy wiele zdarzeń lepiej było nie archiwizować, aby nie narazić się władzy ludowej, tym bardziej są cenne. Pomyślałam o krawcowych z czasów lat 50. i 60. i pani Rowińskiej, matce Jerzego. Bo interesy ojca to jedna sprawa, a druga to historia mody i krawcowej, u której szyły sobie sukienki, spódnice i bluzki najbardziej eleganckie, ale też i zamożne panie z Piaseczna i nawet z Warszawy. Nie lekceważmy dochodów kreatorki mody z ul. Mickiewicza, jej arcydzieła krawieckie były drogie.&nbsp; Krawcowa o talencie godnym kreatorów mody np. domu Chrystiana Diora, pracowita i dokładna, miała tyle zleceń, że zajęta pracą od rana do nocy, była zmuszona zatrudnić do prac w domu gosposię. Tak się składa, że dom Diora został założony w 1946 r. i dlatego skojarzył mi się z moją opowieścią. Czy matka Jerzego zrewolucjonizowała piaseczyńska modę? Jestem pewna, że jej kreacje miały wpływ na to w czym mieszkanki Piaseczna będą chodzić do kościoła i na bale karnawałowe w szkołach. W sklepach odzieżowych było przysłowiowe NIC, ale Piasecznianki były gustownie i modnie ubrane.</p><p>To na razie tyle, jeśli chodzi o to jak sobie radzić w życiu, gdy nie ma tego w sklepach, co potrzebne.</p><p>Trudno jest zilustrować tę opowieść zdjęciami, bo ich mało, w związku z tym trochę zdjęć sprzed pół wieku na zachętę dla tych, którzy muszą oglądać Piaseczno na zdjęciach.</p><h2><strong>Czytaj też:</strong></h2><figure class="media"><oembed url="https://www.przegladpiaseczynski.pl/artykul/15077,lornion-z-targu-w-piasecznie"></oembed></figure><figure class="media"><oembed url="https://www.przegladpiaseczynski.pl/artykul/14983,wspomnienie-o-rodzinie-oleszkiewiczow"></oembed></figure><figure class="media"><oembed url="https://www.przegladpiaseczynski.pl/artykul/14947,kolonia-swiniary-i-kosciol-w-starej-iwicznej-czyli-przypadki-z-oreznej"></oembed></figure> ]]></content:encoded>
            </item><item>
            <title><![CDATA[Lornion z targu w Piasecznie]]></title>
            <link>https://www.przegladpiaseczynski.pl/artykul/15077,lornion-z-targu-w-piasecznie</link>
            <guid>https://www.przegladpiaseczynski.pl/artykul/15077,lornion-z-targu-w-piasecznie</guid>
            <pubDate>Sun, 14 Dec 2025 06:37:00 +0100</pubDate><media:content url="https://static2.przegladpiaseczynski.pl/data/articles/xga-4x3-lornion-z-targu-w-piasecznie-1765691220.png" type="image/png" medium="image" /><description>Im bliżej świąt Bożego Narodzenia tym bardziej myślę o tych mi bliskich z mojej rodziny, którzy zasiadali niegdyś ze mną do wigilijnego stołu. Ich losy zapisane są w moich genach. Jestem z pokolenia powojennego, ale ta straszna wojna jest we mnie. Zawsze interesowały mnie losy matek, które traciły swoje rodziny. One są przekładem, że człowiek zniesie bardzo dużo...</description>
            <content:encoded><![CDATA[ <p>Piaseczno tuż po drugiej wojnie światowej zdecydowanie zmienia się. Przede wszystkim następują zmiany społeczne, następuje wymiana mieszkańców. Piaseczno przestaje być wielokulturowe. Do piaseczyńskich domów sprowadzają się mieszkańcy Warszawy, którzy utracili mieszkania. Przychodzą do przydzielonych mieszkań często tylko z niewielkim węzełkiem. W latach 1945 – 46 na rynku w Piasecznie odbywają się targi, sprzedaje się wszystko co można spieniężyć, a więc książki, porcelanę, ubrania dużo zegarów z szabru. Anna, moja babcia, znalazła małe mieszkanko w Skolimowie i „organizuje” sobie życie. Organizacja polega na tym, że trzeba jechać do Piaseczna i kupić naczynia stołowe, garnki, sztućce. Z warszawskiego mieszkania przy ul. Górskiej nie uratowano nic. Dom zamienił się w gruzy, a skrzynia zakopana w podwórku, do której Anna i Stefan ułożyli cenne rzeczy zniknęła. Anna najwidoczniej przyszła po skrzynię po szabrownikach. Anna opowiadała, że na tym piaseczyńskim targu zamiast garnka kupiła koronkowe mitenki i pozłacane lornion. Takie na złotej rączce, którą trzeba było energicznie potrząsnąć i otwierał się drugi okular. O ile lornion przydało się, bo o okulary było trudno, to mitenki nie. Anna uważała, że nawet do kościoła w czarnych koronkowych mitenkach wstyd jej było iść, mimo że przed wojną nosiła, ale wtedy zakładała też kapelusz. W Piasecznie na targu nie znalazła odpowiedniego kapelusza, ale znalazła popiersie (z gipsu) dziecka o twarzy marzycielki, niewielką rzeźbę przedstawiającą głowę dziewczynki wspartą na dłoni. Anna najwidoczniej musiała mieć namiastkę tego co było przed wojną, inaczej by&nbsp; zwariowała. Rodzina Anny, czyli mąż Stefan, syn Janek i córka Danusia przepadli w czasie powstania warszawskiego. Anna nie miała o nich informacji, więc chodziła do Warszawy na ekshumacje. Poszukiwała wśród poległych Janka i Danusię. Analizowała każdego poległego, przeglądała przedmioty ułożone do wglądu.</p><h2><strong>Stefan nigdy się nie odnalazł</strong></h2><p>Danka spotkała matkę na ścieżce w lesie w Skolimowie, Janek napisał list do Pabianic i z Pabianic przychodzi informacja o tym, że Janek żyje i jest we Francji. Nie zdecydował czy może wracać do Polski. Na swoje nieszczęście wrócił w 1947 r. Te Pabianice to był świetny pomysł Stefana, przewidział, że rodzina będzie miała tam w razie rozłączenia skrzynkę kontaktową u kuzynów. Stefan nigdy się nie odnalazł, mimo wieloletnich poszukiwań. Prawdopodobnie zmarł na serce w czasie transportu z obozu w Pruszkowie do Oświęcimia. Matki i ojcowie powstańców warszawskich – myślę o&nbsp; nich i nie mogę uwierzyć w ich los. Jest we mnie strach, strach przed zawieruchą wojenną. Często wyobrażam sobie Annę siedzącą w pustym mieszkaniu w Skolimowie po wojnie, w pokoiku dla służby w dawnym eleganckim pensjonacie pani Szczerskiej, wpatrzoną w rzeźbę przedstawiającą głowę dziewczynki, marzycielki. Anna uważała, że dziewczynka jest bardzo podobna do jej córki Danusi. Te wszystkie przedmioty, lornion na złotej rączce, rzeźba i mitenki były dla mnie symbolem przetrwania mojej rodziny, wbrew wszystkiemu.</p><h2><strong>Matka bandyty, czyli wydarzenie powojenne</strong></h2><p>Ta opowieść będzie w zupełnie innym klimacie niż ta o Annie. Innej treści, ale też o pewnej matce co idzie po sprawiedliwość, gdyż zabito jej syna. W czasie wojny zginął, ale po kolei. W dniu 4 września 1945 r. do posterunku Milicji Obywatelskiej w Nowej Iwicznej zgłasza się mieszkanka wsi Czarnów i informuje stróżów prawa, że we wrześniu 1944 r. jej syn został zastrzelony przez Antoniego Sz. i Stanisława K. Jej syn Henryk zapisał się do oddziału partyzanckiego w pierwszych dniach sierpnia 1944 r., bardzo szybko porzucił oddział, gdyż, jak tłumaczył rodzinie, nie było według niego, należytego tam porządku. Dowódca oddziału potraktował odejście Henryka za dezercję. Organizacja wydała na Henryka wyrok śmierci. Wykonawcami wyroku byli Antoni i Stanisław. Obaj po wojnie stanęli przed sądem. Antoni zeznał, że 1 sierpnia zgłosił się do oddziału „Lecha” działającego na terenie Wilanowa i brał udział w dwóch akcjach. Około 2 września dostał rozkaz od kapitana „Grzegorza” aresztowania Henryka i drugiego mężczyzny. Mężczyzna zbiegł. Obu oskarżonym przypisywano też kradzież broni należącej do oddziału, pochowanej w lesie. Przywieziono Henryka do Czarnowa i jeszcze tego samego dnia Antoni dostał rozkaz rozstrzelania aresztowanego. Fakt rozstrzelania Henryka był ogłoszony w Biuletynie. Egzekucja wyglądała następująco: wywieziono Henryka do lasu, odczytano mu wyrok z uzasadnieniem dezercji z bronią w ręku, Antoni strzelił skazańcowi dwa razy w tył głowy. Ofiara dawała oznaki życia i wtedy Stanisław dobił ofiarę. Zakopano go w pobliskim rowie. Obaj oskarżeni przyznali się do winy, twierdzili, że wyrok wykonali niechętnie, ale byli żołnierzami i musieli wykonać rozkaz.&nbsp;</p><figure class="image"><img style="aspect-ratio:1630/1001;" src="https://static2.przegladpiaseczynski.pl/data/wysiwig/2025/12/14/2-rynek-w-piasecznie.png" width="1630" height="1001"><figcaption>Piaseczno, rynek w latach 50. fot: archiwum autorki</figcaption></figure><p>Antoni zeznał, że w drodze na miejsce egzekucji zapytał Henryka o ukradzioną broń. Henryk przyznał się do kradzieży i powiedział, że namówili go do tego koledzy.</p><p>Matka Henryka zeznała, że syn nie brał udziału w powstaniu, bał się aresztowania przez Niemców, postanowił wstąpić do oddziału partyzanckiego, ale szybko się rozmyślił i opuścił oddział po 3 dniach. Natomiast długoletni sołtys gromady Czarnów pan Świątkiewicz zeznał, że na terenie podwarszawskim działała AK, widział biuletyny w Skolimowie umieszczone na słupach telegraficznych. W biuletynach był wykaz osób zlikwidowanych przez AK za napady rabunkowe. Sołtys miał kontakt z żołnierzami AK, jest pewien, że byli bezwzględni dla rabusiów i wytępili bandytyzm. Inny świadek zeznał, że w końcu września 1944 r. dokonano napadu rabunkowego na gospodarza, u którego mieszkał. Wśród bandytów poznał Henryka.</p><p>W tym procesie oskarżał prokurator Rotter a obrońcą był Jekanowski. Obaj oskarżeni zostali uniewinnieni z uzasadnieniem, że jako żołnierze musieli wykonać rozkaz przełożonego.</p><h2><strong>Epilog</strong></h2><p>Opowieść o wydarzeniach w Czarnowie można przeczytać w gazecie Robotnik z 22 sierpnia 1946 r. . Jestem bardzo ostrożna co do informacji gazetowych w tego czasu. Liczę na kolegów historyków z Konstancina – Jeziorny, którzy być może dodadzą swój komentarz.</p><h2><strong>Czytaj też:</strong></h2><figure class="media"><oembed url="https://www.przegladpiaseczynski.pl/artykul/14983,wspomnienie-o-rodzinie-oleszkiewiczow"></oembed></figure><figure class="media"><oembed url="https://www.przegladpiaseczynski.pl/artykul/15022,krotka-historia-piaseczynskich-szkol"></oembed></figure><figure class="media"><oembed url="https://www.przegladpiaseczynski.pl/artykul/14761,w-cieniu-hrabiny-moriconi-czyli-historia-senatorowej-rembielinskiej"></oembed></figure><figure class="media"><oembed url="https://www.przegladpiaseczynski.pl/artykul/14804,gdzie-sie-podzialy-brylanty-z-banku-landaua"></oembed></figure> ]]></content:encoded>
            </item><item>
            <title><![CDATA[Krótka historia piaseczyńskich szkół]]></title>
            <link>https://www.przegladpiaseczynski.pl/artykul/15022,krotka-historia-piaseczynskich-szkol</link>
            <guid>https://www.przegladpiaseczynski.pl/artykul/15022,krotka-historia-piaseczynskich-szkol</guid>
            <pubDate>Sun, 07 Dec 2025 07:00:00 +0100</pubDate><media:content url="https://static2.przegladpiaseczynski.pl/data/articles/xga-4x3-krotka-historia-piaseczynskich-szkol-1765088575.jpg" type="image/jpeg" medium="image" /><description>W mojej pamięci dotyczącej historii szkół podstawowych w Piasecznie najbardziej zapisały się trzy dni. Pierwszy to pójście do szkoły przy ul. Świętojańskiej zwanej jedynką w roku 1960, drugi dzień to defilada przez Piaseczno uczniów wyznaczonych do nauki w szkole nr 5 przy ul. Szkolnej w 1965 r., trzeci dzień to zakończenie roku szkolnego w 1968 r. i pożegnanie 8 klas w szkole nr 5. Te 3 dni pamiętam najbardziej, choć minęło już tyle lat i czas zatarł inne szkolne wspomnienia i nazwiska kolegów.</description>
            <content:encoded><![CDATA[ <p>Szkoła nr 1. W czasie, gdy rozpoczynałam edukację szkolną, była już szkołą z tradycjami. Do tej szkoły chodziła moja mama Krysia. W 1960 r. gmach szkolny liczył 22 lata. Czy był to budynek nowoczesny? Trudno dziś osądzić. Podłogi były z drewnianych desek, a w piecach palił woźny pan Płatek. W suterenach szkoły mieściła się kuchnia, stołówka, świetlica, szatnie i niektóre pracownie. Pamiętam pracownię pani Szwainowskiej niezwykle utalentowanej graficzki, malarki matki moich dwóch koleżanek Krystyny i Małgorzaty. Obie siostry były też córkami znanego grafika Kazimierza Szwainowskiego, łatwo&nbsp; &nbsp;go w Internecie odszukać. Jego grafiki, były wykorzystane przy odnowie zabytków województwa siedleckiego.</p><p>Wracając do tematu budynku szkoły przy ul. Świętojańskiej. Za czasów mojej nauki na boisku szkolnym stał ogromny, jak mi się wydawało głaz narzutowy i głównym zajęciem uczniów w czasie przerwy było wejść na jego szczyt. Na szkolnym boisku w jego prawym górnym rogu mieścił się koszmarny szalet, nieopodal skocznia w dal, w której został znaleziony wielki pocisk artyleryjski. I gdy go znaleziono, ogłoszono ewakuację pracowników i uczniów z budynku, a następny dzień był wolny od nauki. Moją pierwszą wychowawczynią i nauczycielką nauczania początkowego była pani Maria Samulska, w mojej ocenia starowinka. Niestety nie byłam zachwycona wyborem dla mnie tej nauczycielki, tęskniłam za moją panią Wandą z przedszkola. Samulska była u progu emerytury, miała swoje zasługi w budowaniu szkolnictwa piaseczyńskiego. Poszukajmy jej więc w historii.</p><h4><strong>Krótka historia szkoły nr 1</strong></h4><p>W roku 1918, gdy ogłoszono w Piasecznie koniec wojny, mieliśmy szkołę przy ul. Warszawskiej. Gdy ilość uczniów przekroczyła możliwości budynku, wynajęto budynek przy ul. Kniaziewicza. Był to dość obszerny, drewniany dom o dość sporych izbach adoptowanych na potrzeby szkoły, pamiętam jego ciemne korytarze i kurz unoszący się w świetle wpadających promieni słonecznych przez niewielkie okna. W czasach, gdy bywałam w tym budynku (lata 60 XX w) nie było tu szkoły od wielu lat, natomiast zakwaterowani byli tu lokatorzy: Dudzińscy, Betta, Kokoszkowie, Dzbańscy. W czasach, gdy dom był szkołą, należał do burmistrza Piaseczna Herba, a kierownikiem szkoły był pan Krzela, pracowało tu 9 osób personelu.&nbsp;</p><figure class="image image_resized" style="width:75%;"><img style="aspect-ratio:3000/2146;" src="https://static2.przegladpiaseczynski.pl/data/wysiwig/01-zdjecia-artykuly/12-1_%20lata%2020-te.jpg" width="3000" height="2146"><figcaption>Budynek szkoły przy ul. Kniaziewicza był własnością burmistrza Herba fot: zbiory autorki</figcaption></figure><p>Nieco później Piaseczno miało dwie szkoły w dwóch budynkach: tą na ul. Warszawskiej, której kierownikiem był Józef Reszczyk i w drewnianym domu przy ul. Świetojańskiej zakupionym, jeszcze za burmistrza Wacława Kauna. Gdy kierownikiem szkoły został pan J. Rusek, zaczął czynić starania o budowę szkoły z prawdziwego zdarzenia. I tu w historii szkoły pojawia się pani Maria Samulska, która była energiczną i wykwalifikowaną nauczycielką, bardzo zasadniczą. Jej pomysłem było np. tworzenie teatrzyków, które przyciągały publiczność, sprzedawano bilety i dochód był oddawany na budowę budynku szkoły. Rozpoczęła się więc akcja społeczna mająca na celu pozyskanie funduszy. Były też zabawy taneczne i kwesta na szkołę. Rodzice opodatkowali się. Zdobyto fundusze rządowe. Gmach szkoły stanął w 1935 roku, liczył 16 izb lekcyjnych, bibliotekę, salę gimnastyczną. Budynek został poświęcony w 1938 r. w 20. rocznicę niepodległości. Wojna zmieniła losy budynku. Niemcy ulokowali tu w 1940 r. szpital. Wówczas przeniesiono szkołę do budynku przy ul. Poniatowskiego i tu znów się pojawia w historii pani Maria Samulska, która została na krótko kierownikiem szkoły. W kolejnym roku kierownictwo szkoły objął pan Franciszek Pokrzywa. Dość niejasna jest historia jego śmierci, bo Franciszek Pokrzywa ginie zastrzelony.</p><figure class="image image_resized" style="width:75%;"><img style="aspect-ratio:3000/1948;" src="https://static2.przegladpiaseczynski.pl/data/wysiwig/01-zdjecia-artykuly/12-2_%20szko%C5%82a%20powszechna%20na%20Warszawskiej%20r_%201929-1930.jpg" width="3000" height="1948"><figcaption>Dzieci ze szkoły przy ul. Warszawskiej z nauczycielem i kierownikiem Józefem&nbsp;</figcaption></figure><h4><strong>Dzieci wracają do szkoły przy ul. Świętojańskiej po 17 stycznia 1945 r</strong></h4><p>Gdy ja zaczęłam chodzić do szkoły przy ul. Świetojańskiej szkoła miała bardzo dobrą opinię. Osiągano bardzo dobre wyniki w sporcie, były prowadzone zajęcia taneczne i teatry. Moja wychowawczyni pani Samulska kochała uczyć dzieci ról teatralnych, wierszy i tańca. Mieliśmy bardzo profesjonalne kostiumy do krakowiaka i poloneza, do mazurków i kujawiaków. Kierownik szkoły pan Majcherowicz, grający na skrzypcach, prowadził bardzo profesjonalny chór, który często brał udział w konkursach. A ja zrobiłam wszystko, aby uniknąć należenia do chóru pana Majcherowicza. Wyglądało to tak. Był egzamin. Pan kierownik wystukiwał rytm ołówkiem o blat stołu i trzeba było powtórzyć. Celowo zrobiłam tak, że wystukałam coś innego. Pan kierownik się zdenerwował, myślałam, że mnie zdzieli smyczkiem po głowie, ale nie zrobił tego. Zazwyczaj smyczkiem po głowie dostawały klasowe urwisy. Byłam bardzo dobrą uczennicą, a jemu zależało na takich uczniach. Zagrał na skrzypcach melodię i kazał mi zaśpiewać na la, la, la. No i ja znów wszystko odwrotnie. W sumie chodziło mi o to, aby do chóru nie należeć, bo dzieci z chóru miały ciągle próby i wyjazdy, a ja chciałam być wolna i czytać książki. Co w sumie wyszło mi na dobre.&nbsp; &nbsp; &nbsp; &nbsp; &nbsp; &nbsp; &nbsp; &nbsp; &nbsp; &nbsp; &nbsp; &nbsp; &nbsp; &nbsp; &nbsp; &nbsp; &nbsp; &nbsp; &nbsp; &nbsp; &nbsp; &nbsp; &nbsp; &nbsp; &nbsp; &nbsp; &nbsp; &nbsp; &nbsp; &nbsp; &nbsp; &nbsp; &nbsp; &nbsp; &nbsp; &nbsp; &nbsp; &nbsp; &nbsp; &nbsp; &nbsp; &nbsp; &nbsp; &nbsp; &nbsp; &nbsp; &nbsp; &nbsp; &nbsp; &nbsp; &nbsp; &nbsp; &nbsp; &nbsp; &nbsp; &nbsp; &nbsp; &nbsp; &nbsp; &nbsp; &nbsp; &nbsp; &nbsp; &nbsp; &nbsp; &nbsp; &nbsp; &nbsp; &nbsp; &nbsp; &nbsp; &nbsp; &nbsp; &nbsp; &nbsp; &nbsp; &nbsp; &nbsp; &nbsp; &nbsp; &nbsp; &nbsp; &nbsp; &nbsp; &nbsp; &nbsp; &nbsp; &nbsp; &nbsp; &nbsp; &nbsp; &nbsp; &nbsp; &nbsp; &nbsp; &nbsp; &nbsp; &nbsp; &nbsp; &nbsp; &nbsp; &nbsp;</p><p>Nie lubiłam tej szkoły, bałam się nauczycieli. Wystarczyły mi próby teatru, które odbywały się u pani Samulskiej w prywatnym mieszkaniu w domu przy ul. Kilińskiego róg ul. Żabiej. W tym domu mieszkała znana malarka pani Nastały i rodzina Wagnerów, ale to już opowieść na inne opowiadanie.</p><h4><strong>Przemarsz bez pożegnań do szkoły nr 5&nbsp;</strong>&nbsp; &nbsp;</h4><p>We wrześniu 1965 r. zrobiono apel i ustawiono uczniów tak, że każdy po wyczytaniu przechodził na prawo korytarza. Zebrała się duża grupa dzieci po prawej stronie. Nie miałam pojęcia, o co chodzi. Dzień był pogodny, w parach maszerowaliśmy przez miasto Piaseczno aż do nowego wówczas osiedla. Szliśmy ulicą Kościuszki, potem Puławską, w końcu skręciliśmy w lewo i szliśmy aż do torów kolejki wąskotorowej. Przekroczyliśmy tory i weszliśmy do nowego budynku szkoły, która stała otoczona sadami. Piękny to był czas. Gdy kończyłam tę szkołę, miałam zaszczyt wygłosić mowę pożegnalną. Nie powiedziałam ani słowa, łzy mi leciały wielkie jak groch. Kochałam tę szkołę. Na widowni siedziała moja mama Krysia i też płakała, za kilkanaście miesięcy już jej nie będzie.</p><figure class="image image_resized" style="width:75%;"><img style="aspect-ratio:2564/1818;" src="https://static2.przegladpiaseczynski.pl/data/wysiwig/01-zdjecia-artykuly/12-4_%20SZKO%C5%81A%20NR%205%2033.jpg" width="2564" height="1818"><figcaption>Przedstawienie w szkole nr 5. Stoję tu pierwsza od lewej, prowadzę konferansjerkę fot: zbiory autorki</figcaption></figure><h2><span style="color:#c0392b;">Czytaj także:</span></h2><figure class="media"><oembed url="https://www.przegladpiaseczynski.pl/artykul/14983,wspomnienie-o-rodzinie-oleszkiewiczow"></oembed></figure><figure class="media"><oembed url="https://www.przegladpiaseczynski.pl/artykul/14947,kolonia-swiniary-i-kosciol-w-starej-iwicznej-czyli-przypadki-z-oreznej"></oembed></figure><figure class="media"><oembed url="https://www.przegladpiaseczynski.pl/artykul/14804,gdzie-sie-podzialy-brylanty-z-banku-landaua"></oembed></figure> ]]></content:encoded>
            </item><item>
            <title><![CDATA[Wspomnienie o rodzinie Oleszkiewiczów]]></title>
            <link>https://www.przegladpiaseczynski.pl/artykul/14983,wspomnienie-o-rodzinie-oleszkiewiczow</link>
            <guid>https://www.przegladpiaseczynski.pl/artykul/14983,wspomnienie-o-rodzinie-oleszkiewiczow</guid>
            <pubDate>Sun, 30 Nov 2025 07:00:00 +0100</pubDate><media:content url="https://static2.przegladpiaseczynski.pl/data/articles/xga-4x3-wspomnienie-o-rodzinie-oleszkiewiczow-1764484016.png" type="image/png" medium="image" /><description>Ulica Świętojańska, to miejsce o bardzo ciekawej historii. Moje wspomnienia dotyczą początków lat 60. i wszystko, co tu opiszę, jest spojrzeniem na świat dziewięcioletniej dziewczynki, która trochę zagubiona została zapisana do szkoły nr 1. przy ulicy Świętojańskiej.</description>
            <content:encoded><![CDATA[ <p>To były czasy, w których dzieci żyły sobie, zaryzykuję, bez kontroli rodzicielskiej, przynajmniej w moim przypadku. Moi rodzice pracowali poza Piasecznem, mama w Warszawie, ojciec w Chylicach, wychodzili o godzinie siódmej rano z domu. Pozostawiali mnie samą w piaseczyńskim świecie. Na krzesełku obok łóżka mama przygotowywała mi wieczorem zawsze świeże ubranie do szkoły. Na stole w kuchni stał talerzyk z kanapkami, mleko w kubku i 2. zł. Te 2. zł to były pieniądze na słodką bułkę kupowaną w budce u pani Pażyszkowej w czasie długiej przerwy między lekcjami. Budka stała naprzeciwko szkoły.</p><h2><strong>Idę do szkoły na świetlicę i ląduję u Julii w drewnianym domu</strong></h2><p>Ubrana w fartuszek, z ciężkim tornistrem na plecach i workiem z kapciami w ręku szłam do domu babci, która odbierała ode mnie klucze do mojego mieszkania i plotła mi warkocze. Obiad jadłam w szkole. Od godziny 13.30 zaczynałam lekcje. Rano wolnym krokiem szłam na świetlicę do szkoły, czynną dla dzieci zaczynających lekcje po południu. Czasami wchodziłam na boisko szkolne, mijałam wejście do budynku szkoły, wielki kamień narzutowy, następnie budynek sali gimnastycznej. Za szkołą stał długi, drewniany budynek z werandami, taki piaseczyński Świdermajer, gdzie mieszkały moje koleżanki Julia i Dorota. Lubiłam odwiedzać przed południem Julię, mieszkała razem z mamą nauczycielką matematyki i starszym bratem Mariuszem w mieszkaniu, które jeszcze przed wojną było częścią szkoły powszechnej. Pokoje były wysokie i bardzo przestronne. Pamiętam podłogi z szerokich dębowych desek malowanych farbą olejną na kolor zielony, bardzo modny w tych latach. Najbardziej modne były podłogi w kolorze orzechowym, ale u Julii inaczej i trochę z fantazją deski malowano na zielono. W ciepłe dni siadałyśmy z Julią na werandzie lub w ogródku od strony południowej domu, w miejscu zacisznym, pełnym kolorowych kwiatów i zwierzałyśmy się ze swoich ważnych dla nas marzeń. Zimowe zabawy w mieszkaniu czasami kończyły się dość niepodziewanie, bo wpadaliśmy wspólnie z Mariuszem i Julią w jakiś dziecięcy amok, zabawa stawała się głośna i wtedy otwierały się&nbsp; drzwi sąsiedniego mieszkania i wkraczał wysoki mężczyzna, w eleganckiej bonżurce i oznajmiał, że nasza zabawa to jak przejście po mieszkaniu dzikusów i należy ją zakończyć. To był fizyk pan Tadeusz Oleszkiewicz i ja się go bardzo bałam, swoim wyglądem budził respekt.</p><figure class="image image_resized" style="width:75%;"><img style="aspect-ratio:1226/1666;" src="https://static2.przegladpiaseczynski.pl/data/wysiwig/2025/11/30/3-jula-koras.png" width="1226" height="1666"><figcaption>Julia Koras, Leszek Mencel, Andrzej Wasiak, zdjęcie zrobione na szkolnym boisku Liceum Ogólnokształcącego przy ul. Chyliczkowskiej fot: z albumu rodzinnego</figcaption></figure><p>Nasze zabawy skończyły się nagle i w atmosferze ogromnej tragedii. Julia tak mi opisała tę tragedię: zauważyłam, że dom się pali, wołałam głośno przed domem do mieszkańców, ale początkowo nikt nie zwracał na moje krzyki uwagi. Zajrzałam przez okno do mieszkania państwa Ziółkowskich. Zobaczyłam, że pisarz pan Ziółkowski siedzi przy biurku i pisze na maszynie jakby zupełnie odizolowany od świata zewnętrznego. Stukałam w szybę okna i w końcu zwróciłam na siebie jego uwagę.</p><p>Dom płonął błyskawicznie, ratowano księgozbiory Oleszkiewiczów i pisarzy Ziółkowskich, na szczęście nie było ofiar w ludziach, mieszkańcy zdołali wyjść z płonącego budynku. Brat Anny Koras desperacko ratował jeszcze to co było możliwe, ale w sumie rodziny straciły swój cały dobytek. W czasie pożaru zawieruszyła się ulubiona kotka Oleszkiewiczów. Początkowo wydawało się, że kotka została w domu. Chodzili dookoła pogorzeliska codziennie, wołali, przynieśli w końcu coś nasączonego walerianą i skuszona zapachem kotka wyszła z kryjówki. I to była wielka radość.</p><p>Po jakimś czasie miasto przydzielił pogorzelcom mieszkania w blokach przy ul. Szkolnej. Julia i Mariusz zostali przeniesieni do szkoły podstawowej przy ul. Chyliczkowskiej. Tam też uczyła matematyki Anna Koras i języka polskiego Małgorzata Oleszkiewicz.&nbsp; &nbsp;</p><p>Mieczysław Oleszkiewicz matematyk, Tadeusz Oleszkiewicz fizyk, Małgorzata Oleszkiewicz polonistka i Anna Koras z domu Oleszkiewicz matematyczka, to osoby, które czekają na przypomnienie, powinni być zapisani złotymi zgłoskami w księgach pamiątkowych miasta, a najbardziej w księdze pamiątkowej Liceum Ogólnokształcącego w Piasecznie przy ul. Chyliczkowskiej.</p><h2><strong>Początki szkoły średniej w Piasecznie, czasy po wojnie</strong></h2><p>W Piasecznie, stosując się do wytycznych rządowych, samorządowiec Zygmunt Dworakowski, późniejszy Przewodniczący Prezydium Miejskiej Rady Narodowej m. st. Warszawy (w latach 1956-60), podjął starania nad utworzeniem w Piasecznie szkoły średniej. W sierpniu 1946 roku powstała szkoła o nazwie Miejskie Gimnazjum i Liceum i była szkołą samorządową.</p><p>Szkołę w budynku przy ulicy Zgoda 14 prowadzono w zaadaptowanych pomieszczeniach parteru i pierwszego piętra. Pozostałe kondygnacje należały do właścicielek budynku – sióstr Pasterzanek (nazywanych w mieście Małgorzatkami). Na początku szkoła zajmowała 4 izby lekcyjne i niewielkie pomieszczenie będące jednocześnie kancelarią i gabinetem dyrektora. Był również pokój nauczycielski. W czasie przerw ciemny, ciasny korytarz stawał się miejscem zabawy i rekreacji dla młodzieży, tutaj też organizowano apele i zebrania. W szkole nie było pracowni przedmiotowych, sali gimnastycznej, biblioteki czy stołówki. Początkowo nie było żadnych pomocy naukowych. Ale... byli nauczyciele, prawdziwy skarb szkoły! Uczniowie pamiętają profesora Tadeusza Oleszkiewicza ubranego w ciepły szalik i prowadzącego wykład z fizyki, szkoła była mało ogrzewana.&nbsp;<br>Zaraz po wojnie w Piasecznie mieszkało wiele osób należących do przedwojennych elit intelektualnych, akademickich. Chętnie podejmowali się pracy w szkole. W pierwszym roku nauki dyrektorem był Zygmunt Dworakowski, po nim nastał mgr Mieczysław Oleszkiewicz. W skład pierwszej rady pedagogicznej wchodzili: Sabina Sobczak, Nina Batusiewicz, Irena Dobrowolska, Janina Nowakowa, Maria Straszewska, Małgorzata i Tadeusz Oleszkiewiczowie, Edward Wojewódzki, Zofia Żeglińska. Sekretarką była Zofia Topór-Wąsowska.<br>Pierwszymi nauczycielami piaseczyńskiej szkoły byli bracia Oleszkiewiczowie - Mieczysław i Tadeusz. Żona Tadeusza – Małgorzata – była polonistką.</p><figure class="image"><img style="aspect-ratio:540/715;" src="https://static2.przegladpiaseczynski.pl/data/wysiwig/2025/11/30/1-tadeusz-oleszkiewicz.png" width="540" height="715"><figcaption>Tadeusz Oleszkiewicz&nbsp; matematyk, jeden z pierwszych profesorów LO w Piasecznie fot: z albumu rodzinnego Julii</figcaption></figure><p><br>Członkowie rodziny Oleszkiewiczów, wspomina pani Jadwiga Słowińska-Samek, byli wyjątkowo ciekawymi ludźmi. Szczególnie Tadeusz, matematyk i fizyk o duszy filozofa, całkowicie pochłonięty nauką. Prowadził z żoną kuchnię wegetariańską, bo jak twierdził, od chwili gdy musiał z głodu zabić kozę – a było to podczas powstania warszawskiego – nie mógł jeść mięsa.<br>Dyrektor Mieczysław Oleszkiewicz dość szybko został zaproszony do grona pedagogów otwierającej się po wojnie Politechniki Warszawskiej. Już w roku akademickim 1945/46 jest wymieniany jako wykładowca na wydziale Elektrycznym jako adiunkt katedry Matematyki. Małgorzata i Tadeusz pozostali do końca życia w Piasecznie. Tadeusz Oleszkiewicz zmarł w 1964 r. w kilkanaście miesięcy po pożarze domu. Julia pamięta wyprawy z dziadkiem na sankach, odwiedziny kolorowej budki Grabowskich przy dawnej ulicy 17 Stycznia, tuż obok fryzjera pana Bogdańskiego. Gdy już mieszkali na osiedlu w Piasecznie przynosiła dziadkowi Tadeuszowi obiady od pani, która mieszkała przy rynku w Piasecznie i była do celów obiadowych wynajęta. Obiady trzydaniowe z deserkiem, pyszne.&nbsp;<br>Pamiętam tę elitę piaseczyńskiej oświaty, nauczycieli z rodziny Oleszkiewiczów, którzy kończyli wyższe uczelnie jeszcze przed wojną, dbali o wykształcenie dzieci i wnuków. Anna Koras matematyczka o specyficznym, bardzo łagodnym charakterze i urodzie pięknej gwiazdy filmowej, elegancka dama. Pamiętam Małgorzatę Oleszkiewicz mądrą, skromną nauczycielkę języka polskiego. Mariusz genialny matematyk został naukowcem a Julia lekarzem.</p><h2><strong>Czytaj też:</strong></h2><figure class="media"><oembed url="https://www.przegladpiaseczynski.pl/artykul/14904,potworna-zbrodnia-we-wsi-orezna-co-tak-naprawde-sie-wydarzylo"></oembed></figure><figure class="media"><oembed url="https://www.przegladpiaseczynski.pl/artykul/14804,gdzie-sie-podzialy-brylanty-z-banku-landaua"></oembed></figure><figure class="media"><oembed url="https://www.przegladpiaseczynski.pl/artykul/14761,w-cieniu-hrabiny-moriconi-czyli-historia-senatorowej-rembielinskiej"></oembed></figure><figure class="media"><oembed url="https://www.przegladpiaseczynski.pl/artykul/14667,telefony-w-historii-piaseczna"></oembed></figure><figure class="media"><oembed url="https://www.przegladpiaseczynski.pl/artykul/14981,festiwal-teatrow-amatorskich-szkol-powiatu-piaseczynskiego-juz-1-grudnia"></oembed></figure> ]]></content:encoded>
            </item><item>
            <title><![CDATA[Kolonia Świniary i kościół w Starej Iwicznej, czyli przypadki z Orężnej]]></title>
            <link>https://www.przegladpiaseczynski.pl/artykul/14947,kolonia-swiniary-i-kosciol-w-starej-iwicznej-czyli-przypadki-z-oreznej</link>
            <guid>https://www.przegladpiaseczynski.pl/artykul/14947,kolonia-swiniary-i-kosciol-w-starej-iwicznej-czyli-przypadki-z-oreznej</guid>
            <pubDate>Sun, 23 Nov 2025 06:35:00 +0100</pubDate><media:content url="https://static2.przegladpiaseczynski.pl/data/articles/xga-4x3-kolonia-swiniary-i-kosciol-w-starej-iwicznej-czyli-przypadki-z-oreznej-1763876723.png" type="image/png" medium="image" /><description>Zainteresowana historią wsi Orężna, dziś w granicach Piaseczna, w wyszukanych aktach stanu cywilnego odnajduje kilka aktów urodzeń w księdze piaseczyńskiej, które informują mnie o urodzinach w kolonii Świniary.</description>
            <content:encoded><![CDATA[ <p>I tak na przykład rodzi się w 1808 r. Róża Koller córka kolonistów niemieckich, gospodarzy Filipa i Jakobiny z Finkbeynerów. Gospodarz Filip Koller jest zapisany w księdze zgonu w 1833 jako kolonista i ewangelik i miejscem zgonu nie jest kolonia Świniary tylko Orężna. Dlaczego Świniary? Koloniści niemieccy, który byli pierwszymi mieszkańcami Świniar hodowali trzodę chlewną i stąd ta nazwa. Nazwę wsi zmieniono na Orężna (od oręża czyli broni) w 1820 r. Jeszcze w 1813 roku ślub bierze Jakub Koller z Rozyną Katarzyną Szylling, matka Katarzyny z domu Winterwond. Celowo wybrałam i podkreślam te nazwiska bo Winterwond i Szylling coś mi są znajome, jeszcze dziś w Piasecznie można spotkać mieszkańców o tym nazwisku, choć o nieco zmienionej pisowni.</p><h2><strong>Ewangelicy we wsi Orężna</strong></h2><p>Według spisu ludności z 1921 roku wieś liczyła 115 mieszkańców, w tym 68,7% wyznania rzymskokatolickiego i 31,3% ewangelicko-augsburskiego.</p><p>31,3 % ewangelików we wsi Orężna mobilizuje mnie do poszukania w okolicy Piaseczna kościoła, który służył wiernym tego wyznania. Twierdzi się, że kościoły ewangelickie były budowane tak, aby służyły jak drogowskaz dla wiernych, były smukłe w formie z wysoko nad okolicą górującą wieżą. I taki kościół jest w Starej Iwicznej. Jego wieżę było widać nawet z ulicy Sienkiewicza i Bema, gdy jeszcze pola rolników nie zamieniły się w osiedla mieszkaniowe. Mam w kolekcji zdjęć, dzięki panu Marcinowi z rodziny Szewczyków, unikatowe zdjęcie wnętrza kościoła w Starej Iwicznej. <span style="color:#080809;">Kocham architekturę tegoż kościoła, przypomina mi dzieciństwo, bo często tu zaglądałam w latach 60. Kościół był nieczynny, ale często otwarty. Fascynowały mnie głównie EMPORY czyli galeria, ANDRESOLA dla chóru, można było na nią wejść i patrzeć na wnętrze świątyni z góry.&nbsp; Cytuję opis wnętrza kościoła ewangelickiego: "Charakterystycznym elementem stały się porządkujące przestrzeń empory — usytuowana na wprost prezbiterium, pełniące funkcję chóru muzycznego z obowiązkowymi organami, oraz boczne – przeznaczone dla wiernych. Stąd wznoszono przede wszystkim obiekty halowo-emporowe." Te empory boczne w Kościele w Starej Iwicznej są na zdjęciu widoczne. Usytuowanie ambony bardzo wysokie. Zdjęcie zrobione, jak sądzę, w czasie mszy żałobnej. Przy trumnie tabliczka Stahl. Stahlowie byli mieszkańcami Orężnej. Budowę kościoła opisał Zwiastun Ewangeliczny, czasopismo dla wiernych.</span></p><figure class="image"><img style="aspect-ratio:561/854;" src="https://static2.przegladpiaseczynski.pl/data/wysiwig/2025/11/23/1-wnetrze-kosciol-w-starej-iwicznie.png" width="561" height="854"><figcaption>Wnętrze kościoła w Starej Iwicznej z lat 30. XX w. Fot. z albumu rodziny z Orężnej</figcaption></figure><h2><strong>Budowa kościoła w Starej Iwicznej</strong></h2><p>„Tuż pod Piasecznem, miasteczkiem w powiecie Warszawskim, o jakie półtorej wiorsty najwyżej od tej osady, wznosi się piękny kościół, którego wieżę o kilka wiorst z każdej widać strony. Kościół ten zbudował zbór ewangelicki w Starej Iwicznie. Nieznaną zapewne będzie większości czytelników ta nazwa, choć parafja istnieje od 1843 roku, a ewangelicy, przeważnie koloniści niemieccy, od lat wielu już w tych osiedli stronach. Jeszcze w początku bieżącego stulecia wieś Stara Iwiczna miała swoją szkółkę religijną, a przy niej salę modlitwy, w której z bliższych i dalszych stron w święta zbierano się dla słuchania Słowa Bożego. Z biegiem czasu drewniany ten domek, choć częstokroć restaurowany i odnawiany, mocno się pochylił, okazał się zbyt szczupłym i od dawna już nie odpowiadał potrzebom coraz liczniejszej parafji. Od dawna też życzeniem ewangelików w Starej Iwicznie i okolicach było zamienić dom modlitwy na kościół.” Dopiero rok 1889 zapowiadał zmiany, cytuję ze Zwiastuna Ewangelicznego, zachowując oryginalną pisownię: „Na ogólnem zgromadzeniu parafian w tym roku, zwołanem przez kolegjum kościelne, jednogłośnie uchwalono nie zwlekać dłużej i usilnie zabrano się do pracy. Sporządzenie planów nowego kościoła powierzono budowniczemu p. Możdżeńskiemu z Warszawy, a wnet też wystąpiono do Władzy z prośbą o pozwolenie zbierania składek od parafjan i o zatwierdzenie kosztorysu. W r. 1892 czyniono pierwsze przygotowania do budowy: zbór pali własną cegłę i gromadzi drzewo budulcowe. W roku 1893 budowa została rozpoczętą pod kierunkiem budowniczego p. Rucińskiego, i jeszcze przed zimą nowy kościół staje pod dachem. Rok następny znowu przynosi zwłokę w budowie: choć fabryki i składy oddają parafji materiały potrzebne na bardzo dogodnych warunkach, a prowadzący roboty czekać chcą na zapłatę, choć większa część zborowników chętnie składa swe dary, a miejscowe kolegium pilnie się krząta i dokłada wszelkich możliwych starań, robota wlecze się bardzo po woli, bo wyczerpały się zasoby pieniężne. Ale bo też budynek nowy jest dość wielkim, jak na kościół wiejski: 36 stóp szeroki, liczy 68 stóp długości a w głównej nawie, a z przybudowaniami 98 stóp, wysokość zaś jego wynosi od fundamentu do dachu 37 stóp, a ponad dachem wznosi się jeszcze na 60 stóp wcale kształtna wieża kościelna. Prawda, otrzymał zbór od Władzy rb. 2000 zapomogi, posiadał oprócz tego w kasie kościelnej około 5000 rb. oszczędności, wpłynęło też na pierwsze wezwanie datków dobrowolnych około 2000 rubli, otrzymywał również dary w naturze,—między innymi największy od p. Emila Rousseau z Warszawy, którego firma wszelkie roboty ślusarskie wykonała bezpłatnie; ale zebranie składki przeszło 13,000 rubli od parafji, liczącej mniej więcej 4000 dusz, wymagało dużo czasu i wielu zabiegów. Kościół do tej pory kosztuje 21383 rb. 12.1 kop., choć brak jeszcze organów i dzwonów, a na pokrycie wydatków dotychczasowych parafjanie już zapożyczyć się musieli. To też postanowili sporządzić nowy etap, który by długi pokrył i dał możność nabycia potrzebnych rzeczy; a tymczasem nie chcieli zwlekać dłużej z poświęceniem swego kościoła, ufając, że Bóg, który dotychczas błogosławił przedsięwzięciu, dozwoli dokończyć też zamierzonego dzieła. Na wystosowanie do niego prośbę, Najprzewiewniejszy ks. Superintendent Generalny raczył wyznaczyć termin 31 sierpnia dla dopełnienia świętego obrzędu. W dniu tym Stara Iwiczna świąteczny przybrała wygląd.” Piękny opis budowy i zdarzeń, dotyczących kościoła w Starej Iwicznej na szczęście zachował się do dziś i mimo że nie jest już kościołem ewangelickim, warto przypominać tamten czas.</p><figure class="image image_resized" style="width:75%;"><img style="aspect-ratio:1327/894;" src="https://static2.przegladpiaseczynski.pl/data/wysiwig/2025/11/23/4-kosciol-stara-iwiczna.png" width="1327" height="894"><figcaption>Kościół w listopadowy wieczór. Fot. autorka</figcaption></figure><h2><strong>Czytaj też:</strong></h2><figure class="media"><oembed url="https://www.przegladpiaseczynski.pl/artykul/14854,wydarzenia-we-wsi-orezna"></oembed></figure><figure class="media"><oembed url="https://www.przegladpiaseczynski.pl/artykul/14904,potworna-zbrodnia-we-wsi-orezna-co-tak-naprawde-sie-wydarzylo"></oembed></figure><figure class="media"><oembed url="https://www.przegladpiaseczynski.pl/artykul/14804,gdzie-sie-podzialy-brylanty-z-banku-landaua"></oembed></figure><figure class="media"><oembed url="https://www.przegladpiaseczynski.pl/artykul/14927,przeglad-piaseczynski-wydanie-546"></oembed></figure> ]]></content:encoded>
            </item><item>
            <title><![CDATA[Potworna zbrodnia we wsi Orężna. Co tak naprawdę się wydarzyło?]]></title>
            <link>https://www.przegladpiaseczynski.pl/artykul/14904,potworna-zbrodnia-we-wsi-orezna-co-tak-naprawde-sie-wydarzylo</link>
            <guid>https://www.przegladpiaseczynski.pl/artykul/14904,potworna-zbrodnia-we-wsi-orezna-co-tak-naprawde-sie-wydarzylo</guid>
            <pubDate>Sun, 16 Nov 2025 06:45:00 +0100</pubDate><media:content url="https://static2.przegladpiaseczynski.pl/data/articles/xga-4x3-potworna-zbrodnia-we-wsi-orezna-co-tak-naprawde-sie-wydarzylo-1763249756.jpg" type="image/jpeg" medium="image" /><description>Opublikowanie pierwszej części mojego artykułu o zbrodni w Orężnej, dokonanej przez Niemców 4 sierpnia 1944 r., nieoczekiwanie dla mnie stało się bazą do wyjaśnienia wątpliwości i bardzo ciekawego kontaktu z Czytelnikami.</description>
            <content:encoded><![CDATA[ <p>Dostałam informacje i nawet zdjęcia od rodzin pomordowanych, które posłużą mi do dalszej pracy nad tym tematem. Okazało się na przykład, że zastrzelony w czasie pacyfikacji Aleksander Kazubek jest z całą pewnością pochowany na cmentarzu parafialnym w Piasecznie w grobie rodzinnym, co poświadczyła jego krewna w rozmowie ze mną, oraz to, że Irena żona Aleksandra urodziła w kilka miesięcy po pacyfikacji dziecko. Ich ślub odbył się tuż przed zamordowaniem Aleksandra.</p><p>Ciekawe zdjęcia Orężnej i informacje dostałam od rodziny Szewczyków. Okazało się, że pan Stanisław Szewczyk - ojciec chłopczyka, który zginął w pożarze gospodarstwa w 1924 r. zmarł w 1929 r., a nie później. W 1944 r. w czasie pacyfikacji wsi zginął jego drugi syn Tadeusz.</p><figure class="image image_resized" style="width:75%;"><img style="aspect-ratio:1243/1852;" src="https://static2.przegladpiaseczynski.pl/data/wysiwig/2025/11/16/2-orezna-chlopiec-z-rodziny-szewczykow.png" width="1243" height="1852"><figcaption>Chłopczyk w Orężnej, zdjęcie z około końca lat czterdziestych. Fot. Z albumu rodzinnego Szewczyków</figcaption></figure><p>Dzięki panu Robertowi dostałam dokumenty z IPN, w których opisana jest szczegółowo zbrodnia na ludności Orężnej oraz podane są nazwiska świadków, osób zeznających dla Oddziałowej Komisji Ścigania Zbrodni przeciwko Narodowi Polskiemu. Przytaczam tekst bez korekt i sprostowań.</p><h2><strong>Przebieg zdarzeń we wsi Orężna i w Zalesiu</strong></h2><p>„Jak dalej ustalono w dniu 31 lipca 1944 r. Bolesław Grzywaczewski udzielił schronienia w stodole dwóm uzbrojonym mężczyznom. Następnego dnia rano do gospodarstwa Grzywaczewskiego przyjechali konno uzbrojeni żołnierze ukraińscy, pozostający w służbie okupanta i skierowali się do stodoły po paszę dla koni. Jeden z przebywających w stodole rzucił granat, którego wybuch zabił jednego z Ukraińców/dowód: zeznania świadków Janusza Włodzimierza Batorowskiego, Janusza Andrzeja Witkowskiego, z zeznań świadka Andrzeja Zajączkowskiego wynika, że na skutek ataku partyzantów zginęły dwie osoby.</p><p>W odwecie za zabicie Ukraińca w dniu 4 sierpnia w godzinach rannych nieustalony oddział niemieckiego wojska w umundurowaniu przeprowadził akcję pacyfikacyjną na ul. Orężnej w Zalesiu Dolnym (?). Serią strzałów z karabinów maszynowych zostały zabite przechodzące ulicą Stefania Bójska i Władysława Mroczek. Na skutek podpalenia zabudowań gospodarczych Vogla (prawdopodobnie volksdeutsch nazywany wśród okolicznych mieszkańców Frydkiem) poniosła śmierć w wyniku doznanych oparzeń pięcioletnia dziewczynka o nazwisku Piekarniak oraz pracownica o nieustalonej tożsamości z gospodarstwa Vogla, którą pochowano na polu należącym do Bolesława Grzywaczewskiego. Niemcy następnie aresztowali: Józefa Batorowskiego, Jakuba Witkowskiego, Aleksandra Kazubka, Pawła Kowalczyka, Tadeusza Szewczyka, Zygmunta Batorowskiego, Stanisława Milczarczyka, Mieczysława Janczewskiego, Mieczysława Błaut, Wacławę Pomianowską i Alfreda Vogla. W odległości około 2 km od miejsca zatrzymania wszyscy pozbawieni wolności mieszkańcy ul. Orężnej zostali rozstrzelani i zakopani.</p><p>Po kilku dniach ciała pomordowanych zostały wykopane i przeniesione na cmentarz. W jednej mogile spoczęli Józef i Zygmunt Batorowski oraz Jakub Witkowski, w oddzielnych Wacława Pomianowska, Stefania Bójska, Tadeusz Szewczyk i Paweł Kowalczyk oraz pracownicy rolni Stanisław Milczarczyk, Mieczysław Janczewski i Mieczysław Błaut. W grobie rodzinnym spoczął Aleksander Kazubek.</p><p>Z uzyskanych w toku śledztwa danych wynika, że oddział liczący około 100. osób, który dokonał tej pacyfikacji, przybył do Zalesia Dolnego kilka dni przed dniem 4 sierpnia 1944 r. i następnego dnia po dokonaniu tej zbrodni wyjechał w nieznanym kierunku /dowód: zeznania świadka Eugeniusz Witkowskiego, Antoniego Sikorskiego, Mieczysława Paprockiego, Ewy Krauze, Ireny Marks, Roberta Marks, Władysława Łuczaka, Czesławy Sikorskiej, Ryszarda Hausera, Julii Strojek, Janusza Batorowskiego, Hanny Szewczyk, Stanisława Szewczyka, Janiny Koncewicz, Ireny Zajączkowskiej, Kazimierza Bójskiego, Heleny Stajkowskiej, Danuty Jagielskiej, Jerzego Duszy, Haliny Nyc, Haliny Janiny Bójskiej, Janusza Włodzimierza Batorowskieg, Haliny Weremko, Marka Aleksandra Kazubek, Grzegorza Stajkowskiego./ Fotografia przedstawia pomnik z tablica pamiątkową ku czci pomordowanych w dniu 4 sierpnia 1944 r./</p><p>Niemcy spalili wówczas ok. 10 - 12 zabudowań gospodarskich. Bezpośrednio po zatrzymaniu przed zastrzeleniem Wacławy Pomianowskiej Niemcy na oczach okolicznych mieszkańców dotkliwie pobili pokrzywdzoną i połamali jej ręce /dowód: zeznania świadka Julii Strojek.”</p><h2><strong>Epilog</strong></h2><p>Wśród wymienionych tu osób, które zmarły 4 sierpnia, na tablicy pamiątkowej pomnika nie ma nazwiska Władysławy Mroczek. Odnalazłam jej akt zgonu i z tego dokumentu wynika, że miała w chwili śmierci 45 lat, zmarła o godzinie 9. rano, była córką Agaty i Franciszka&nbsp;Pawelczaków i żoną Michała. Domyślam się, że jej nieobecność na tablicy pomnika wynika z tego, że nie była mieszkanką Orężnej, a pomnik poświęcony jest właśnie im. To jest moja dywagacja, która nie ma uzasadnienia w dokumentach. Odszukałam też akt zgonu innego mieszkańca wsi Orężna, który zakończył życie w Orężnej 4. sierpnia, jest nim Adam Gaworski dziewiętnastoletni młody mężczyzna, tu pozostaje w tajemnicy co się wydarzyło. Można wysnuć wniosek, że ofiar tej strasznej zbrodni było więcej niż przedstawiają zachowane dokumenty. Zbrodniarze nie stanęli przed sądem. Dowiedziałam się też od pani spokrewnionej z zamordowanym w Zalesiu mężczyzną, że rodziny opłacały zbrodniarzy, aby móc ekshumować ciała swoich bliskich na cmentarz.</p><p>W następnej części opowieści napiszę o historii Orężnej zwanej Świniarami jeszcze w wieku XIX.</p><figure class="image image_resized" style="width:75%;"><img style="aspect-ratio:1865/1373;" src="https://static2.przegladpiaseczynski.pl/data/wysiwig/2025/11/16/3-akt-zgony-mroczek.png" width="1865" height="1373"><figcaption>Akt zgonu pani Marczak, dotkliwie pobitej i zamordowanej przez żołnierza niemieckiego w czasie pacyfikacji 4 sierpnia 1944 r.&nbsp; Fot. genealogia zbiory ms</figcaption></figure><p><strong>Od autorki:</strong></p><p>Serdecznie dziękuje moim Czytelnikom za skontaktowanie się ze mną po opublikowaniu pierwszej części opowieści o Orężnej i bardzo proszę o dalsze kontakty.</p><p>&nbsp;</p><h2><strong>Czytaj też:</strong></h2><figure class="media"><oembed url="https://www.przegladpiaseczynski.pl/artykul/14854,wydarzenia-we-wsi-orezna"></oembed></figure><figure class="media"><oembed url="https://www.przegladpiaseczynski.pl/artykul/14804,gdzie-sie-podzialy-brylanty-z-banku-landaua"></oembed></figure><figure class="media"><oembed url="https://www.przegladpiaseczynski.pl/artykul/14882,przeglad-piaseczynski-wydanie-545"></oembed></figure><figure class="media"><oembed url="https://www.przegladpiaseczynski.pl/artykul/14871,klub-kultury-w-jozefoslawiu-znow-tetni-zyciem"></oembed></figure><figure class="media"><oembed url="https://www.przegladpiaseczynski.pl/artykul/14555,zaginiecia-i-tragedie-historie-sprzed-lat-ktore-wstrzasnely-piasecznem"></oembed></figure> ]]></content:encoded>
            </item><item>
            <title><![CDATA[Wydarzenia we wsi Orężna]]></title>
            <link>https://www.przegladpiaseczynski.pl/artykul/14854,wydarzenia-we-wsi-orezna</link>
            <guid>https://www.przegladpiaseczynski.pl/artykul/14854,wydarzenia-we-wsi-orezna</guid>
            <pubDate>Sun, 09 Nov 2025 10:30:00 +0100</pubDate><media:content url="https://static2.przegladpiaseczynski.pl/data/articles/xga-4x3-wydarzenia-we-wsi-orezna-1762681469.png" type="image/png" medium="image" /><description>Za każdym razem, gdy sięgam do aktów stanu cywilnego z Piaseczna, a potem przeglądam w Grobonecie mogiły na piaseczyńskim cmentarzu, to ogarnia mnie nostalgia za tymi czasami, gdy jako mała dziewczynka razem z moim koleżankami ze szkoły przy ul. Świętojańskiej spędzałyśmy dużo czasu na cmentarzu przy zaniedbanych grobach, by je porządkować.</description>
            <content:encoded><![CDATA[ <p>Nie pamiętam, aby przychodziła do nas refleksja na temat życia i śmierci tych, co w tych grobach spoczywają. Dziś to się bardzo zmieniło. Denerwuje mnie ta anonimowość zmarłych, szczególnie gdy odchodzili w czasie wojny, zamordowani przez okupantów.</p><p>Moją opowieść zacznę od pewnego lipcowego dnia 1924 roku, gdyż to wydarzenie zainspirowało mnie do przyjrzenia się historii Orężnej.&nbsp;</p><h2><strong>Pożar w gospodarstwie w Orężnej pod Piasecznem</strong></h2><p>Orężna, dziś dzielnica Piaseczna, przed wojną była samodzielną wsią. Lato we wsi jest czasem wzmożonej pracy w gospodarstwach, a że mieszkańcami Orężnej byli w większości rolnicy, to o poranku&nbsp; 5 lipca 1924 r. zapewne wszyscy dorośli udali się do pracy w polu. W gospodarstwie Stanisława Szewczyka pozostawiono bez opieki dwóch chłopców. Jeden z nich, Władzio Szewczyk syn gospodarza, jak wynika z aktu zgonu, miał wówczas 3 lata Drugi chłopczyk, Bolek Lenart miał 2 lata. Bolek - syn szewca Jakuba Lenarta i Rozalii, stałych mieszkańców gminy Jazgarzew. Lenartowie wynajmowali u gospodarzy Marianny i Stanisława Szewczyków mieszkanie.</p><figure class="image"><img style="aspect-ratio:1063/713;" src="https://static2.przegladpiaseczynski.pl/data/wysiwig/2025/11/09/1-karta-ewidencyjna-mpn.png" width="1063" height="713"><figcaption>Karta ewidencyjna: miejsca pamięci narodowej fot: Urząd Gminy</figcaption></figure><p>Chłopcy znaleźli zapałki i poszli do stodoły. Gdy pracujący w polu rolnicy zobaczyli palący się dach stodoły błyskawicznie i co sił przybiegli do gospodarstwa Szewczyków. Wezwano straż pożarną z Piaseczna i Jazgarzewa, akcja ratunkowa była bardzo sprawna, ale ogień z dachu stodoły przemieścił się na dach domu. Wyprowadzenie chłopców z palącej się stodoły było niemożliwe. Pożar ugaszono szybko, na szczęście w tym nieszczęściu, ogień nie przeniósł się na całą wieś. Tak jak to się stało w czasie pożaru w 1899 r. wówczas w Orężnej spłonęły gospodarstwa Wojciecha Ługa i Jana Lipińskiego. Dzieci Władzio i Boleś spłonęli w stodole, odnaleziono ich zwęglone ciałka. Pożar rozpoczął się około godziny 11.00.</p><h2><strong>Wydarzenia z 4 czerwca 1944 r.</strong></h2><p>Zaciekawiła mnie historia rodzin z Orężnej, często przejeżdżam przez wieś drogą wiodącą od Bobrowca przez Jazgarzewszczyznę i&nbsp; Łoziska. Historia tej niewielkiej miejscowości jest ciekawa, ale też tragiczna. W sierpniu 1944, dokładnie 4 sierpnia, w czasie gdy w Warszawie od 4 dni trwało powstanie, do domu gospodarza Bolesława Grzywaczewskiego przyszło dwóch uzbrojonych mężczyzn członków ruchu oporu, jak wynika z opowieści umieszczonej w zakładce Piaseczno.eu, na oficjalnej stronie miasta Piaseczna. Trzeba zdawać sobie sprawę z tego, że relacje innych osób z tych kilku dni, którym się przyjrzę, mogą się różnić. Inną wersję wydarzeń podaje katalog zabytków. Faktem jest, że genezą pacyfikacji wsi Orężna 4 czerwca 1944 r. było udzielenie pomocy partyzantom i odwet Niemców za to, że w czasie przeszukania gospodarstwa miało zginąć dwóch patrolujących teren żołnierzy niemieckich. Niemcy mordowali ludność w tym czasie bez specjalnego pretekstu, tu patrz rzęż Woli w Warszawie, dlatego pozostawię ten temat bez specjalnych wyjaśnień i analizy co było powodem morderstwa. Chodzi mi o to kim byli pomordowani 4 sierpnia 1944 r. Polacy i co o nich wiemy.</p><figure class="image"><img style="aspect-ratio:1592/1318;" src="https://static2.przegladpiaseczynski.pl/data/wysiwig/2025/11/09/2-alt-zgonu-zygmunta-batorowskiego.png" width="1592" height="1318"><figcaption>Akt zgonu Zygmunta Batorowskiego fot: genealodzy, zbiory autorki</figcaption></figure><p>Z domów w Orężnej wyprowadzono kilka osób i rozstrzelano ich w Zalesiu. Dziś przy al. Kalin stoi pomnik ufundowany przez mieszkańców wsi Orężna i k<span style="color:#222222;">oło ZBOWiD w Piasecznie. Na</span>&nbsp; płycie pomnika można przeczytać nazwiska osób, których życie zakończyło się&nbsp; właśnie tu. Przy nazwiskach nie jest podany wiek. Mało o nich wiemy, to co znalazłam w solidnych dokumentach przedstawię. Niestety uważam, że to za mało informacji i mam nadzieję, że otrzymam więcej od Czytelników.</p><p>I tak:</p><ol><li>Tadeusz Szewczyk lat 25 urodzony i zamieszkały we wsi Orężna syn Stanisława i Marianny małżonków Szewczyków. Tadeusz był najprawdopodobniej bratem Władzia, który 20 lat wcześniej zginął w pożarze stodoły. Stanisław Szewczyk ojciec braci zmarł w 1936 r. Matka dożyła do 1953 r. Zamordowanego przez okupanta Tadeusza ekshumowano z miejsca zbrodni i pochowano na cmentarzu w Piasecznie. W grobie tym spoczywają: Marianna, Stanisław i Tadeusz.</li><li>Józef Batorowski i Zygmunt Batorowski, ojciec i syn. Zygmunt 1at 17. Józef urodzony i zamieszkały w Orężnej syn Andrzeja i Katarzyny pozostawił owdowiałą żonę Martę. Józef malarz w chwili śmierci miał 42 lata. Jego żona Marta pochowała męża i też 17. letniego syna Zygmunta. Zygmunt urodził się w Orężnej i tam mieszkał. Obaj pochowani są w jednym grobie na którego tablicy napisany jest tekst: „Żołnierze Armii Krajowej&nbsp; zostali rozstrzelani przez hitlerowców 4 sierpnia 1944 r.” To jest ciekawa wiadomość, bo nigdzie nie spotkałam się z taką informacją, że obaj byli żołnierzami AK. Na pomniku przy al. Kalin tej informacji nie ma. Warto by było uzupełnić stopnie wojskowe i przydział do jakiego zgrupowania należeli itd.</li><li>Aleksander Kazubek lat 29. syn Franciszka i Marianny pochodził z Piaseczna. W czasie opisywanych tu wydarzeń mieszkał w Orężnej razem z nowo poślubioną żoną Ireną z Witkowskich. Irena i Aleksander wzięli ślub 30. lipca 1944 r. czyli pacyfikacja wsi nastąpiła tuż po ich weselu. Ślub brali w kościele u św. Anny. Tu ciekawostka: ślubu udzielił im ksiądz Tadeusz Derulski, który wpisze się w sierpniowe dni jako opiekun prefekta Wincentego Balula legendarnego piaseczyńskiego księdza. Aleksander Kazubek pochowany jest w rodzinnym grobie. Nie ma tam informacji o okolicznościach śmierci, ale imię i nazwisko Aleksandra jest wpisane na tablicy Poległym za Ojczyznę. Czy odnaleziony grób rodzinny jest miejscem spoczynku Aleksandra nie jest pewne, bo data zgonu nie jest potwierdzona, przy nazwisku jest 1 stycznia, a nie 4 sierpnia.&nbsp;</li><li><p>Jakub Witkowski lat 40. murarz urodzony w Orężnej syn Michała i Elżbiety. Pozostawił żonę Mariannę z Żórawskich. Marianna i Jakub pobrali się w 1930. r. Jakub jest pochowany w Piasecznie na cmentarzu parafialnym razem z Batorowskimi i z informacją: żołnierz AK.</p><figure class="image"><img style="aspect-ratio:1443/1052;" src="https://static2.przegladpiaseczynski.pl/data/wysiwig/2025/11/09/4-akty-zgonu-chlopcow.png" width="1443" height="1052"><figcaption>Fot. Akt zgonu chłopców w czasie pożaru fot: zbiór autorki z genealogii</figcaption></figure><p><strong>Oto wszyscy rozstrzelani mieszkańcy Orężnej, figurujący w spisie na tablicy pomnika:</strong></p></li></ol><p><span style="color:#222222;">Józef Batorowski,</span></p><p><span style="color:#222222;">Jakub Witkowski,</span></p><p><span style="color:#222222;">Aleksander Kazubek,</span></p><p><span style="color:#222222;">Paweł Kowalczyk,</span></p><p><span style="color:#222222;">Tadeusz Szewczyk,</span></p><p><span style="color:#222222;">Zygmunt Batorowski,</span></p><p><span style="color:#222222;">Stanisław Mielczarczyk,</span></p><p><span style="color:#222222;">Mieczysław Janczewski,</span></p><p><span style="color:#222222;">Mieczysław Bałut,</span></p><p><span style="color:#222222;">Wacława Pomianowska.</span></p><p><span style="color:#222222;">We wspólnej mogile, tuż po morderstwie, zostały pochowane zastrzelone wcześniej: Stefania Bójska i Władysława Mroczek (informacja z Piaseczno.eu) zastrzelone w czasie pacyfikacji.</span></p><p>Na koniec pozostaje mi prosić mieszkańców dawnej wsi Orężna o kontakt, jeśli są w posiadaniu informacji o osobach tu wspomnianych i w ogóle o historii Orężnej.</p><figure class="image"><img style="aspect-ratio:1553/1164;" src="https://static2.przegladpiaseczynski.pl/data/wysiwig/2025/11/09/6-zdjecie-pomnika-z-1991-r.png" width="1553" height="1164"><figcaption>Fot,. Pomnik - zdjęcie z 1991 roku</figcaption></figure><h2><strong>Czytaj też:</strong></h2><figure class="media"><oembed url="https://www.przegladpiaseczynski.pl/artykul/14804,gdzie-sie-podzialy-brylanty-z-banku-landaua"></oembed></figure><figure class="media"><oembed url="https://www.przegladpiaseczynski.pl/artykul/14761,w-cieniu-hrabiny-moriconi-czyli-historia-senatorowej-rembielinskiej"></oembed></figure><figure class="media"><oembed url="https://www.przegladpiaseczynski.pl/artykul/14667,telefony-w-historii-piaseczna"></oembed></figure><figure class="media"><oembed url="https://www.przegladpiaseczynski.pl/artykul/14832,przeglad-piaseczynski-wydanie-544"></oembed></figure> ]]></content:encoded>
            </item><item>
            <title><![CDATA[Gdzie się podziały brylanty z banku Landaua?]]></title>
            <link>https://www.przegladpiaseczynski.pl/artykul/14804,gdzie-sie-podzialy-brylanty-z-banku-landaua</link>
            <guid>https://www.przegladpiaseczynski.pl/artykul/14804,gdzie-sie-podzialy-brylanty-z-banku-landaua</guid>
            <pubDate>Sun, 02 Nov 2025 06:57:00 +0100</pubDate><media:content url="https://static2.przegladpiaseczynski.pl/data/articles/xga-4x3-gdzie-sie-podzialy-brylanty-z-banku-landaua-1762063940.jpg" type="image/jpeg" medium="image" /><description>Czy Piaseczno powinno się szczycić, że wszystkie drogi tej niezwykłej historii prowadzą do naszego miasta? Raczej nie! Ale opowieść jest ciekawa, złodzieje imponują sprytem i bezczelnością, niebywałą fachowością w „zawodzie” kasiarza i są na pewno inspiracją do wielu filmów i książek.</description>
            <content:encoded><![CDATA[ <p>Dzieła o tej tematyce w każdej epoce znajdują swoich wielbicieli. Nie jest zaskoczeniem dla mnie to, że fikcyjni bohaterowie, jak choćby Henryk Kwinto, Gustaw Kramer, Duńczyk z filmu „Vabank” Juliusza Machulskiego, czy słynny złodziej Arsène Lupin, stworzony przez pisarza Maurice'a Leblanca, fascynowali widzów i czytelników.</p><p>Znane wszystkim wymienione postaci miały swoje pierwowzory w osobach żyjących naprawdę. Stanisław Cichocki, posługujący się pseudonimem Szpicbródka, żył naprawdę, był bohaterem wielu filmów i książek. Scenariusze do filmów powstawały na kanwie prawdziwych wydarzeń. Jaką rolę w jednej z tych prawdziwych historii odegrało Piaseczno – opowiem. Może ktoś kiedyś napisze o tym scenariusz, a może powieść kryminalną.</p><h2><strong>Bank Landaua</strong></h2><p>Bank firmy bankierskiej Wilhelma Landaua mieścił się przy ul. Senatorskiej 42 w Warszawie (dziś pod nr 38). W tymże gmachu równo sto lat temu miały miejsce największe w czasach międzywojnia włamanie do sejfu i kradzież bajecznych skarbów, a plan całego przedsięwzięcia powstał w Piasecznie, w dzielnicy letniskowej Rejtany.</p><p>Budynek banku przetrwał zawieruchy wojenne i jest przykładem urokliwej secesji w sztuce architektonicznej. Gdy w 1945 r. Warszawa była w gruzach, nad pustynią zniszczeń wojennych królowała wieża budynku, a raczej niezwykła kopuła. Dlaczego Niemcy w szale niszczenia oszczędzili ten budynek? Zapewne znajdzie się uzasadnienie, ale nie o tym jest ta opowieść. Kopuła nad ryzalitem zniknęła po 1951 r., gdy do dzieła zniszczenia zabrała się głupota rządzących Warszawą. Gmach banku został pobudowany na początku XX w., projekt wyłoniono na drodze konkursu. Z nadesłanych do konkursu pięciu projektów większością głosów wyłoniono dzieło warszawskiego architekta Stanisława Grochowicza. Na podstawie tych pięciu zamysłów konkursowych, firma bankierska Landaua powierzyła architektowi Gustawowi Landau-Gutenteger z Łodzi opracowanie ostatecznego projektu. Postawiono kilka warunków co do wyglądu poszczególnych pomieszczeń. Dla tej opowieści ważne będzie pomieszczenie skarbca dla publiczności, zaprojektowane i zrealizowane w podziemiach gmachu.</p><figure class="image"><img style="aspect-ratio:2560/1962;" src="https://static2.przegladpiaseczynski.pl/data/wysiwig/2025/11/02/09-3-plan-podziemia-scaled.jpg" width="2560" height="1962"><figcaption><a href="https://static2.przegladpiaseczynski.pl/data/wysiwig/uploads/2020/01/15/09-3.-Plan-podziemia-scaled.jpg"><i><u>Plan podziemia fot: „Przegląd techniczny” z 1907 r.</u></i></a></figcaption></figure><p>W „Przeglądzie technicznym” z 1907 r. odnalazłam projekt i opis pomieszczeń skarbca i wskazuje on na to, że włamanie się do tego pomieszczenia było niemożliwe. Oto opis: „Wokoło skarbca znajduje się korytarz dla kontroli i komunikujący się z mieszkaniem dozorcy. Mury, grubości 0,72 m, otaczające skarbiec, jak również i podłoga wykonane zostały z betonu z szabru granitowego; strop, przykrywający skarbiec, żelazobetonowy systemu MATRAY 40 cm grubości, ze żwiru i siatki drucianej 10 mm grubej. Wszystkie ściany, strop i podłoga wyłożone są płytami pancernymi, grubości 10 mm, ze stali Siemens-Martin i Compound; połączenie pojedynczych płyt ze sobą wykonano dla większej trwałości w sposób, wskazany na rys. 8 w przecięciu poziomem, skutkiem czego uniknięto osłabienia płyt przez nity. Drzwi, prowadzące do skarbca, są kasowe, grubości 260 mm i wiszą w ramie stalowej o przekroju stopniowym, zamurowanej w murze. W dzień drzwi zamykane są kratą z prętów stalowych 26 mm grubości. Pancerz, przykrywający podłogę, zalany jest betonem i przykryty linoleum. Wszystkie ściany wewnętrzne otynkowano dla uniknięcia wilgoci zaprawą wapienną, nie zaś cementową. Oświetlenie skarbca odbywa się za pomocą wyłącznika (kontaktu) przez otwarte drzwi; skarbiec przewietrza się wiatraczkiem elektrycznym. Wysokość skarbca w świetle równa się 3,30 m, powierzchnia skarbca równa się 40,70 m2. W skarbcu ustawiono: 6 szaf stalowych, wysokości 2,30 m, o 650 kasetkach stalowych różnej wielkości”. W 1920 roku, gdy dokonano obrabowania skarbca, kaset było ponad 1000. Podstawowym pytaniem do rozwikłania zagadki napadu jest: czy złodzieje mieli szczegółowy plan banku, czy byli jego klientami? Moim zdaniem tak, a cała operacja była dopracowana mistrzowsko w najdrobniejszych szczegółach. Prasa z 1920 r. niewiele pisze na ten temat, bo miała mało informacji, banki strzegły swoich tajemnic, a kasiarze umieli trzymać „gęby na kłódki”. Ponieważ napadu dokonano w czerwcu 1920 roku, mogłam ustalić, co robili mieszkańcy miasta w tym czasie i jakie wydarzenia zajmowały policję. Warszawa przygotowywała się do odparcia nawałnicy sowieckiej. Większość społeczeństwa była zaangażowana w wojnę z Sowietami. Sprawdziłam też, co robili w tym czasie mieszkańcy piaseczyńskich Rejtan. Okazuje się, że albo zgłaszali się do wojska, albo – tak jak sam właściciel Rejtan Bronisław Gałczyński, a pisze o nim w Dziennikach pisarka Maria Dąbrowska – zatrudnieni byli w instytucjach planujących obronę stolicy. "Bronek Gałczyński także w kurtce wojskowej pracuje w propagandzie" – pisze Dąbrowska. W takiej scenerii dwaj panowie o wyglądzie arystokratów, bardzo eleganccy, budzący zaufanie, włamali się do skarbca banku.</p><figure class="image"><img style="aspect-ratio:520/468;" src="https://static2.przegladpiaseczynski.pl/data/wysiwig/2025/11/02/09-2-gabinet-dyrektora-banku-landaua-w-warszawie.jpg" width="520" height="468"><figcaption><a href="https://static2.przegladpiaseczynski.pl/data/wysiwig/uploads/2020/01/15/09-2.-Gabinet-dyrektora-banku-Landaua-w-Warszawie.jpg"><i><u>Gabinet dyrektora banku Landaua fot: „Przegląd techniczny” z 1907 r.</u></i></a></figcaption></figure><h2><strong>Początek historii&nbsp;</strong></h2><p>Pod koniec marca 1920 roku do administratora domu przy ul. Rymarskiej przybyli dwaj wytworni panowie, przedstawili się jako Szulc i Kamiński i poczęli pertraktować z właścicielem nieruchomości wynajęcie szopy na luksusowy garaż dla kilku samochodów. Umowę zawarto bez przeszkód. Szulc i Kamiński sprowadzili z zagranicy bardzo kosztowne i nowoczesne narzędzia do przeprowadzenia remontu. W trakcie prac okazało się, że potrzebna jest obszerna piwnica na zmagazynowanie w niej pojemników z benzyną. Administracja domu zgodziła się na wykopanie piwnicy, zgodę wydano w formie zezwolenia pisemnego. Praca nad „urządzeniem piwnicy” trwała do 15 czerwca, poczynania panów Szulca i Kamińskiego nikogo nie dziwiły, ich działań nie kojarzono z sąsiadującym bankiem.</p><p>Gdy 28 czerwca pracownicy banku przyszli do pracy, a był to poniedziałek, okazało się, że drzwi do skarbca nie otwierają się. Po trwających kilka godzin próbach ktoś wpadł na pomysł, aby zrobić pod drzwiami podkop. Gdy zrealizowano ten pomysł stwierdzono, że drzwi zasypane są ziemią. Wówczas dyrektor banku zawiadomił policję. Gdy policja przybyła na miejscu, dwaj rabusie byli już w Piasecznie na Rejtanach i dzielili łupy.</p><p>Włamanie do sejfu banku było perfekcyjnie przygotowane. Złodzieje tworząc podkopy i tunele korzystali często z doświadczeń górników. Tunele były odpowiednio ostemplowane dla bezpieczeństwa poruszających się w nich złodziei, a czasami nawet oświetlone, akcja napadu przemyślana, sprawcy dobrze przeszkoleni.</p><h2><strong>Śledztwo</strong></h2><p>Tymczasem dyrekcja banku była bezradna w sprawie wejścia do skarbca. Sprowadzono mechanika z Gdańska dopiero po dwóch tygodniach, czyli 12 lipca. Był to fachowiec, który brał udział w budowie skarbca i to właśnie on zorientował się, w czym rzecz i odkrył, że drzwi od strony pomieszczenia zawalone są ziemią. Zawiadomiono policję i na miejsce zdarzenia przybył z wydziału śledczego policji pan Ludwik Kurnatowski wraz z komisarzem śledczym panem Dubieckim. Tak opisuje ten moment śledztwa Kurjer Warszawski z 25 lipca 1920 roku: „Wtedy, po zbadaniu sytuacyjnego planu, pan Kurnatowski powziął przypuszczenie. że zrobiony jest podkop. Przypuszczenie to potwierdziło się po zbadaniu szopy. Z opisów i opowiadań świadków p. Kurnatowski doszedł do wniosku, iż rzekomi Szulc i Kamiński są międzynarodowymi włamywaczami i nazywają się w. rzeczywistości; Stanisław Ćwil i Karol Krygier (dwaj szwagrowie). W r. 1917 za pomocą podkopów skradli oni z banku w Rostowie nad Donem poważna sumę pieniędzy”. Ćwil i Krygier byli doskonale znani policji; byli to majętni panowie, noszący się bardzo elegancko i budzący jak widać zaufanie. Stanisław Ćwil był właścicielem domu przy ul. Konduktorskiej w Mokotowie.</p><h2><strong>Piaseczyńskie Rejtany w 1920 r.</strong></h2><p>Gdy okazało się, że kluczową rolę w zdarzeniu odgrywały Rejtany, część prasy opisująca napad na bank nie za bardzo poradziła sobie z określeniem lokalizacji. Byli i tacy dziennikarze, którzy opisywali to miejsce jako „miejscowość obok Piaseczna”. W rzeczywistości była to dzielnica Piaseczna, w której jeszcze przed pierwszą wojną ulokowała się nad Jeziorką luksusowa dzielnica wypoczynkowa z urokliwymi plażami i domkami projektowanymi przez najlepszych polskich architektów. W Dziennikach Marii Dąbrowskiej czytamy opis tego miejsca: „Dziś z Mamusią i Jadzią (przyjechała wczoraj) w Piasecznie u Bronków Gałcz.[yńskich] Zupełnie pod londyńskie garden-city. Bardzo piękne domki, budowane przez brata mojej wujenki śp. architekta Zenona Chrzanowskiego. Gościnność Bronków. Jego śliczny kwiatowy ogród angielski. Jego upodobania artystyczne i intelektualne. Podobieństwo do wuja. »Mickiewiczowskie rośliny« – kwaterka z »Pana Tadeusza«. Reminiscencje Szekspirowskiego ogrodu w Londynie. Ich mała Basia białowłosa i różanolica śliczna dziewczyneczka”. Gdzieś w tych angielskich ogrodach dwaj kasiarze zaplanowali napad na bank Landaua. Tu też podzielono łupy. Jeden z kasiarzy miał w Rejtanach rodzinę, ukrycie kosztowności w Piasecznie wydawało im się bezpieczne.</p><h2><strong>Policjanci i złodzieje</strong></h2><p>Gdy pytałam swojego ojca, w co się bawiły dzieci warszawskie przed wojną, zawsze na pierwszym miejscu wymieniał zabawę w „policjantów i złodziei”. Grano w tę grę, zbierając dzieci z podwórka czy dzielnicy. Dzielono uczestników na dwie grupy. Policjanci łapali złodziei, ale złodzieje mogli „odklepać się", tak jak w berku, czyli uwolnić złapanego. W tej grze liczyły się spryt i sprawność ruchowa. Liczne napady na banki i kasy firm, w których zasadą było "nie zabijaj", fascynowały publiczność. W przypadku napadu na bank Landaua policja wykazała niebywały spryt i wiedzę. Niestety trudno dziś zlokalizować miejsce w Rejtanach, w którym Krygier i Ćwil znaleźli dobrą bazę do swych działań. Ujęci złodzieje zeznali, że podkop drążyli od marca do połowy czerwca. Tydzień przebijali strop skarbca. Weszli do niego nocą z soboty na niedzielę 26 czerwca. W sejfie wyłamywali kasety i rozbijali je. Z biżuterii wydłubali kamienie, brali złote monety, marki i dolary. W poniedziałek o świcie wyszli z banku. Część łupu zakopali w Piasecznie. Krygiera aresztowano 23 lipca 1920 r. w Radomiu. To była błyskawiczna akcja policji. Krygier zeznał, że w czasie przebijania podłogi skarbca słyszał pracowników banku i nawet miał obawy, że zbyt już cienki strop zawali się pod ciężarem chodzących tam ludzi.</p><h2><strong>Wszystkiemu winna miłość do kobiet?</strong></h2><p>W jaki sposób policja wpadła na trop złodziei? Otóż Krygier od 2 lat nie żył z żoną, natomiast utrzymywał romantyczny kontakt z jej siostrą, Władysławą Cieślewską, córką dorożkarza. Jego miłość do Władki spowodowała, że po wyjeździe z Piaseczna udał się do Radomia i bardzo tęsknił za swoją wybranką. Wezwał ją do Radomia, nawet kilka razy, i obdarował kosztownościami skradzionymi ze skrytek banku. Do Radomia udał się też Ćwil, policja ustaliła, że przebywa tam pod nazwiskiem Stanisław Guza. Delegowano do Radomia komisarza Szobrańskiego, który nie dość, że swoimi sposobami wydobył wiedzę o napadzie, co było łatwe, gdy w grę weszły obdarowane i nieobdarowane kosztownościami kobiety, ale również aresztował złodziei. Ujęto najpierw Ćwila, który sądząc, że zdradził go Krygier, wskazał na niego jako wspólnika. Obu aresztowanych przywieziono do Piaseczna i rozkopano ogródek w Rejtanach. W wykopie znaleziono puszkę o wadze 30 funtów z brylantami i innymi kosztownościami. Krygier ukrył w Radomiu w piecu 300.000 rubli i jak pisze Kurjer Warszawski: „Znaleziono przy nim, u wylotu kiszki odchodowej, 70 brylantów i 2 rubiny”.</p><p>Na tym kończę moją opowieść. Mam obowiązek dodać jeszcze, że gdyby ktoś z mieszkańców dawnych Rejtan kopał dół i znalazł puszkę z brylantami, to proszę się nie zdziwić. Nigdy nie ustalono, ile zginęło kosztowności z banku Landaua, ponieważ nie wszyscy właściciele skrytek chcieli ujawnić, co w nich było. Nie wierzę w to, że Krygier i Ćwil ujawnili wszystkie miejsca przechowywania brylantów.</p><p>&nbsp;</p><h2><strong>Czytaj też:</strong></h2><figure class="media"><oembed url="https://www.przegladpiaseczynski.pl/artykul/14761,w-cieniu-hrabiny-moriconi-czyli-historia-senatorowej-rembielinskiej"></oembed></figure><figure class="media"><oembed url="https://www.przegladpiaseczynski.pl/artykul/14667,telefony-w-historii-piaseczna"></oembed></figure><figure class="media"><oembed url="https://www.przegladpiaseczynski.pl/artykul/14788,przeglad-piaseczynski-wydanie-543"></oembed></figure><figure class="media"><oembed url="https://www.przegladpiaseczynski.pl/artykul/14775,gimbus-odszedl-w-niepamiec"></oembed></figure><figure class="media"><oembed url="https://www.przegladpiaseczynski.pl/artykul/14638,budowa-721-piaseczno-lesznowola-nabiera-tempa-mazowsze-zabezpiecza-srodki-na-realizacje-inwestycji"></oembed></figure> ]]></content:encoded>
            </item><item>
            <title><![CDATA[W cieniu hrabiny Moriconi, czyli historia senatorowej Rembielińskiej]]></title>
            <link>https://www.przegladpiaseczynski.pl/artykul/14761,w-cieniu-hrabiny-moriconi-czyli-historia-senatorowej-rembielinskiej</link>
            <guid>https://www.przegladpiaseczynski.pl/artykul/14761,w-cieniu-hrabiny-moriconi-czyli-historia-senatorowej-rembielinskiej</guid>
            <pubDate>Sun, 26 Oct 2025 06:46:00 +0100</pubDate><media:content url="https://static2.przegladpiaseczynski.pl/data/articles/xga-4x3-w-cieniu-hrabiny-moriconim-czyli-historia-senatorowej-rembielinskiej-1761457867.png" type="image/png" medium="image" /><description>Pod koniec XIX w. dwie panie z warszawskiej arystokracji energicznie zajęły się sprawami kobiet.</description>
            <content:encoded><![CDATA[ <p>Jedna z nich została dość szczegółowo opisana przeze mnie, znamy już jej życiorys, wiemy dlaczego zniknęła z Piaseczna po roku 1907, który to rok zawsze wydawał się ciekawy, bo czułam, że był przełomowy. Wkrótce okazało się, że miałam rację. Chodzi tu o hr. Ludwikę Moriconi, wykształconą jak na owe czasy arystokratkę o ciekawym pochodzeniu i ciekawych losach. Organizacja piaseczyńskiego domu dla „upadłych kobiet”, a szczególnie fascynacja obszernym, nowoczesnym gmachem, który powstał na początku wieku XX. nobilitowała miasto, podnosiła do rangi nowoczesnego ośrodka o profilu pedagogicznym. Ośrodka powstałego prawie równocześnie ze szkołą hr. Cecylii Plater – Zyberkównej. Hrabianka Plater ma swoje monografie, artykuły, jest patronką szkoły do dziś, dużo się o niej pisze, wiele tekstu i działań jej się poświęca. Hr. Moriconi też wyszła z cienia, którym była niewiedza o niej. Odnalazłam jej życiorys i grób, ważne w jej życiu daty i ludzi. Spokojnie zamknęłam ten rozdział, okazało się, że za wcześnie.</p><figure class="image"><img style="aspect-ratio:1910/1700;" src="https://static2.przegladpiaseczynski.pl/data/wysiwig/2025/10/26/2-gmach-piaseczno.png" width="1910" height="1700"><figcaption><span style="color:#020202;">Dom w Piasecznie fot: Tygodnik Illustrowany</span></figcaption></figure><h2><strong>Kim była senatorowa Rembielińska?</strong></h2><p>Nikt się nie zastanowił nad krótką informacją, że okazały gmach wraz z hr. Moriconi budowała senatorowa Rembielińska. Owszem, podaje się jej nazwisko, ale często bez imienia, jakby była w tej historii mało istotna. Jednak była jedna ważna informacja, bo gazety pisząc o kwestach organizowanych w Warszawie na budowę piaseczyńskiego domu, wymieniają ją w gronie pań kwestujących.</p><p>&nbsp;Kim była? Skąd przybyła i jaką rolę pełniła w piaseczyńskim przytułku? Dlaczego nagle znika z kart historii Piaseczna? Najwidoczniej trzeba było czekać do 23 października 2025 r., bo tego dnia szukając zupełnie innej informacji w innym temacie, przypadkowo odczytałam w warszawskim czasopiśmie notatkę o śmierci... Józefy Rembielińskiej. Zniknęła bo odeszła ze świata żywych. Jej śmierć spowodowała zmiany w piaseczyńskim gmachu, Moriconi wkrótce wyjechała z Piaseczna, a&nbsp; budynek podarowała dzieciom i aż do wojny, czyli do roku 1914 piękny gmach pełnił rolę sierocińca.</p><figure class="image"><img style="aspect-ratio:2000/724;" src="https://static2.przegladpiaseczynski.pl/data/wysiwig/2025/10/26/4-nekrolog.png" width="2000" height="724"><figcaption><span style="color:#020202;">Nekrolog Józefy Rembielińskiej fot: zbiory autorki</span></figcaption></figure><p>Oto tekst informacji z dziennika „Słowo” z dnia 5 lutego 1907 r.:&nbsp;</p><p><i>„ - Ś. p. Józefa z Kossobudzkich Rembielińska, wdowa po ś. p. Ignacym Rembielińskim, b. członku senatu, zmarła w dniu wczorajszym w naszem mieście, przeżywszy lat 69. Senatorowa Rembielińska znana była w Warszawie z działalności filantropijnej, której od całego szeregu lat poświęcała się całkowicie. Przez dwadzieścia lat była ona opiekunką i dobrodziejką sierot przy instytucji jałmużniczej dla wstydzących się żebrać, a w ostatnich latach pracowała gorliwie nad założeniem i rozwojem przytułku św. Małgorzaty w Piasecznie. Zmarła osierociła syna, Antoniego Rembielińskiego, znanego w mieście adwokata”.&nbsp;</i></p><p>Zaraz po tej krótkiej notatce na następnej stronie dziennika pojawia się nekrolog i informacja, że Józefa będzie pochowana na Powązkach po mszy w kościele Świętego Krzyża. Mija cały wiek od jej odejścia, a ja odnajduję jej grób na cmentarzu Powązkowskim i przy okazji całą rodzinną historię.</p><h2><strong>Krótkie przypomnienie historii piaseczyńskiego domu dla kobiet</strong></h2><p><span style="color:#333333;">W czerwcu 1903 roku nastąpiło poświecenie piaseczyńskiego gmachu.</span> <span style="color:#333333;">Obszerny gmach mieścił w suterenach jadalnię dla wychowanek, pralnię, kuchnię, pomieszczenia dla służby. Na parterze szwalnia, pracownia haftu i hafciarnia, pokój przyjęć i wspólny salonik. Na piętrze ulokowano sypialnie dziewcząt i łazienki.&nbsp;W 1903 roku mieszkało tu 46 dziewcząt, które zarabiały na swoje utrzymanie około 1500 rubli rocznie. Dziewczęta były zbierane i namawiane do przyjścia do zakładu z różnych miejsc. Siostry, bezhabitowe zakonnice, penetrowały przede wszystkim dworce kolejowe i okolice koszar wojskowych. Tu odbywał się swoisty targ niewolników. Społeczne męty, sutenerzy wyłapywali młode dziewczęta, często jeszcze dzieci przyjeżdżające do Warszawy w celu&nbsp; niby znalezienia im pracy. Były łatwym łupem różnych rzezimieszków. W okolicach dworców kolejowych czekały na klientów prostytutki. Wyrwać je z łap sutenerów było niełatwo, zatrzymać w zakładzie w Piasecznie też, ale walka o zagubione kobiety była z całą energią podejmowana. Jak trudna to była walka, jak niebezpieczna, można się domyślać czytając niektóre poglądy z tamtych czasów. W nr. 26 „Danzer’s Armee Zeitung" z 29 czerwca 1905 roku znajduje się artykuł pod tytułem: „Żołnierki”, w którym czytamy:&nbsp;</span></p><p><span style="color:#333333;"><i>„Uchronić armię od chorób zakaźnych można tylko poprzez urządzenie burdelów w obrębie koszar, które mogą być urządzone ze smakiem i komfortem".&nbsp;</i></span></p><p><span style="color:#333333;">Danzer’s Armee Zeitung” był tygodnikiem austriackiej gazety wojskowej publikowanej w Wiedniu w latach 1899 – 1919.</span></p><h2><span style="color:#333333;"><strong>Antoni Rembieliński i Jan Rembieliński</strong></span></h2><p><span style="color:#333333;">Patrzę na fotografię zrobioną podczas otwarcia nowego budynku dla ośrodka św. Małgorzaty w Piasecznie. Na szczycie schodów siedzi Ludwika Moriconi i Józefa Rembielińska (starsza pani). Przyglądam się zgromadzonym gościom, mając nadzieję, że gdzieś wśród nich jest syn Józefy Antoni znany warszawski adwokat, lub wnuk Józefy, syn Antoniego, Jan. Antoni niewiele przeżyje matkę, zejdzie z tego świata w 1913 r. O wnuku Janie dowiem się z encyklopedii i np. z&nbsp;Presmanii: <i>„</i></span><i> </i><span style="color:#020202;"><i>Urodzony w 1897 roku w Warszawie, już jako student Uniwersytetu Warszawskiego angażował się w życie polityczne i akademickie. Był współtwórcą Koła im. Maurycego Mochnackiego, a następnie Związku Akademickiego „Młodzież Wszechpolska”, którego został pierwszym prezesem. W młodości walczył o Lwów, gdzie 9 listopada 1918 roku został postrzelony w obronie miasta. W latach międzywojennych był jednym z najaktywniejszych przedstawicieli młodego pokolenia narodowców... W II Rzeczypospolitej odgrywał istotną rolę w życiu publicznym, łącząc w swoich poglądach patriotyzm narodowy z ideą współpracy ponadpartyjnej.....W1938 roku został wybrany senatorem V kadencji, zasiadając w komisjach gospodarczej i spraw zagranicznych. W czasie II wojny wstąpił do tworzącego się Wojska Polskiego we Francji. Z zamiłowania historyk, publicysta wydał kilka książek o tematyce politycznej i historycznej.”&nbsp;</i></span><br><span style="color:#020202;">Jan zmarł 16 października 1948 roku w Londynie. Spoczywa na cmentarzu Kensal Green.</span></p><p><span style="color:#020202;">Odszukanie informacji o senatorowej Rembielińskiej to dla mnie duża radość, bo to co tu napisałam daje start do dalszych poszukiwań. Czasami mam wrażenie, że ta pierwsza iskra, ta pierwsza wiadomość, która daje początek do poszukiwań, jest dana mi gdzieś z zaświatów, jest w tym magia, jest w tym coś, o czym ludzkość jeszcze nie wie, jakiś nienazwany asumpt. Jeszcze tydzień temu rozmawiałam z Izabellą Górzyńską naszą radną na temat nazw ulic, na moją propozycje aby wziąć pod uwagę Ludwikę Moriconi, Iza powiedziała – piszesz jeszcze o Rembielińskiej, co z nią? Odpowiedziałam – nie wiemy o niej nic...</span></p><figure class="image"><img style="aspect-ratio:1175/1384;" src="https://static2.przegladpiaseczynski.pl/data/wysiwig/2025/10/26/3-jan-rembielinski.png" width="1175" height="1384"><figcaption><span style="color:#020202;">Jan Rembieliński fot: Wikipedia</span></figcaption></figure><figure class="image"><img style="aspect-ratio:2235/2261;" src="https://static2.przegladpiaseczynski.pl/data/wysiwig/2025/10/26/5-grob-jozefy-rembielinskiej.png" width="2235" height="2261"><figcaption><span style="color:#020202;">Grób Józefy jej męża Ignacego, syna Antoniego itd. fot: cmentarz Powązki</span></figcaption></figure><h2><span style="color:#020202;"><strong>Czytaj też:</strong></span></h2><figure class="media"><oembed url="https://www.przegladpiaseczynski.pl/artykul/14555,zaginiecia-i-tragedie-historie-sprzed-lat-ktore-wstrzasnely-piasecznem"></oembed></figure><figure class="media"><oembed url="https://www.przegladpiaseczynski.pl/artykul/14488,duchy-kina-mewa-czyli-opowiesci-z-pamietnika-jerzego-rowinskiego"></oembed></figure><figure class="media"><oembed url="https://www.przegladpiaseczynski.pl/artykul/14409,jak-zniknela-stacja-zalesie-dolne-i-wrocila-nazwa-zalesie-las"></oembed></figure><figure class="media"><oembed url="https://www.przegladpiaseczynski.pl/artykul/14740,przeglad-piaseczynski-wydanie-542"></oembed></figure> ]]></content:encoded>
            </item><item>
            <title><![CDATA[Opowieści Jerzego Lefelda juniora (część 2)]]></title>
            <link>https://www.przegladpiaseczynski.pl/artykul/14721,opowiesci-jerzego-lefelda-juniora-czesc-2</link>
            <guid>https://www.przegladpiaseczynski.pl/artykul/14721,opowiesci-jerzego-lefelda-juniora-czesc-2</guid>
            <pubDate>Sun, 19 Oct 2025 07:00:00 +0200</pubDate><media:content url="https://static2.przegladpiaseczynski.pl/data/articles/xga-4x3-opowiesci-jerzego-lefelda-juniora-czesc-2-1760819341.png" type="image/png" medium="image" /><description>Posiadłość Lefeldów, znajdująca się pod Piasecznem nad rzeką Jeziorką, ma bardzo ciekawą historię. Opowiedział mi o dziejach tego majątku syn kompozytora i pianisty Jerzego Lefelda - pan Jerzy Lefeld junior, geolog i humanista.</description>
            <content:encoded><![CDATA[ <p>Pod koniec XIX wieku Karol Lefeld - dyrektor Pasażu Simonsa w Warszawie zarabiał dostatecznie dużo pieniędzy i mógł zastanowić się nad kupnem ziemi pod Warszawą.</p><p>Był to czas budowania dzielnicy letniskowej w Piasecznie. Po zapoznaniu się z okolicą pan Karol zakupił sporą działkę tuż obok rzeki Jeziorki. Ówczesna medycyna propagowała teorię, że tereny podmokłe są zdrowe w znaczeniu zbawienne dla osób chorych na serce, ale to był tylko jeden z powodów zakupu tu ziemi. Następne powody to: łatwy dojazd do posiadłości i piękny krajobraz nadrzeczny, rzeka krystalicznie czysta i spławna. Namnożyło się argumentów za kupnem do dziś będącego w rękach rodziny Lefeldów majątku. W tych czasach idea mieszkania w mieście i odpoczywania na wsi przybierała coraz większy rozpęd. Teren zakupiony przez Karola dochodził do drogi prowadzącej do Góry Kalwarii, a w stronę północną do Piaseczna, gdzie w licznych sklepach można było zaopatrzyć się w żywność i sprzęty domowe. Ważną rolę odegrał też targ, na którym okoliczni rolnicy sprzedawali mięso, nabiał i warzywa. Niebagatelną rolę w wyborze miejsca miała też kursująca z Warszawy do Piaseczna i Góry Kalwarii kolejka wąskotorowa.</p><p>Rozpoczęto budowę domu w 1906 r. na podstawie projektu architekta Konstantego Wojciechowskiego.</p><figure class="image image_resized" style="width:100%;"><img style="aspect-ratio:1280/852;" src="https://static2.przegladpiaseczynski.pl/data/wysiwig/2025/10/18/2-droga-do-i-z-piaseczna.png" width="1280" height="852"><figcaption>Widok na drogę prowadzącą z Piaseczna do&nbsp;Góry Kalwarii. Zdjęcie sprzed 1914 roku. Fot.: z albumu rodziny Lefeldów</figcaption></figure><h2><strong>Architekt Konstanty Wojciechowski&nbsp;&nbsp;</strong>&nbsp;</h2><p>Zatrzymam się na chwilę, bo pada tu nazwisko architekta, który jest w Piasecznie jeszcze nie zanotowany w zbiorze pod tytułem „Architekci Piaseczna”. A ponieważ dom przetrwał tyle dziesięcioleci i był zaprojektowany przez tak uznanego w tym czasie projektanta, zacytuję tekst z czasopisma „Architekt” opublikowany w 1911 r.. Konstanty zmarł w 1910 r. i tekst jest wspomnieniem o nim:&nbsp;</p><p><i>„Ostatnie dni roku zeszłego przyniosły smutną wiadomość o zgonie K. Wojciechowskiego, znanego budowniczego i radcy dyrekcji Towarzystwa kred. m. Warszawy. Urodzony w 1841 r. w ziemi lubelskiej, pobierał początkowe nauki w Sandomierzu i szkole realnej w Warszawie, w r. 1861 wstąpił do szkoły Sztuk Pięknych na wydział architektoniczny. Po roku, gdy szkołę zamknięto, a w kraju wszczęły się ruchy wolnościowe, wrażliwa natura śp. Wojciechowskiego pociągnęła go w szeregi powstańcze. Później wstępuje na wydział matematyczny Szkoły Głównej, nie porzucając jednak studiów technicznych, które z czasem uzupełnia w Paryżu i Monachium, po czym rozpoczyna pracę zawodową u budowniczego Berenta, a w r. 1875 uzyskuje prawa państwowe w Petersburgu. Będąc wykształconym na studiach nad stylami historycznymi, którym hołdowała w owym czasie cała Europa zachodnia, śp. Wojciechowski był im wierny do ostatka i w tym duchu wykonał szereg prac świeckich i kościelnych, z których ostatnia, kościół w Częstochowie, jest jeszcze nieukończona. W szczególności jednak należy podkreślić prace, jakie śp. Wojciechowski poświęcił studiom teoretycznym nad przeszłością słowiańszczyzny i kraju naszego w dziejach jego artystycznych. Odbywając liczne wycieczki, notuje skrzętnie każdy objaw kultury i sztuki i bierze udział w redagowaniu pierwszego polskiego Kwestionariusza dla inwentaryzacji zabytków, opracowanego i wydanego w r. 1883 przez delegację Komitetu Tow. Zachęty Sztuk Pięknych p.t.: »Przewodnik do opisu dawnych pomników sztuki«.”</i></p><p>W Polsce zachowało się wiele prac tegoż architekta o tematyce sakralnej, odszukałam też informacje, że był projektantem kilku domów w Warszawie, ale nie przetrwały czasu i wojen. Dom pod Piasecznem zaskoczy swoją architekturą wielu badaczy kultury, a szczególnie badaczy prac arch. Konstantego Wojciechowskiego. Moim zdaniem opublikowanie informacji o wykonanej tu pracy architekta staje się sensacją. Dom Lefeldów został już dołączony do zabytków miasta Warszawy i podjęto prace konserwatorskie pod nadzorem konserwatora.</p><figure class="image image_resized" style="width:99.47%;"><img style="aspect-ratio:1129/845;" src="https://static2.przegladpiaseczynski.pl/data/wysiwig/2025/10/18/3-w-ogrodzie.png" width="1129" height="845"><figcaption>Stare drzewa w majątku Lefeldów. Fot.: z albumu rodziny Lefeldów</figcaption></figure><h2><strong>Wracając do majątku Lefeldów nad rzeką Jeziorką</strong></h2><p>Dom posiada wieżę, która miała na początku XX w. pełnić istotna rolę. Zaplanowano w niej i na niej elektrownię wiatrową. Jak wiadomo okolica była jeszcze niezelektryfikowana. Na parterze domu zaprojektowano duży pokój z miejscem na fortepian. Pokój miał tak zaprojektowane ściany, okna i drzwi, aby uzyskać jak najlepszą akustykę w pomieszczeniu. Tu powstały najważniejsze kompozycje Jerzego Lefelda.</p><h2><strong>Czas pierwszej wojny światowej</strong></h2><p>Wybuch pierwszej wojny światowej przekreślił wykonanie wielu projektów Karola Lefelda. Nie powstała elektrownia wiatrowa, choć jej drobne elementy jak bezpieczniki, można gdzieś w czeluściach domu odnaleźć.</p><p>Tuż koło zabudowań majątku w czasie pierwszej wojny przechodził front. Mieszkańcy domu byli wówczas zamknięci w piwnicy. Zmieniały się wojska, czasami kwaterowało tu wojsko rosyjskie, a innym razem niemieckie. Dom i jego mieszkańcy ocaleli cudem. Gdy w domu „gospodarowali” żołnierze niemieccy zaprzęgli kuca gospodarzy do wózka i pojechali nim na targ do miasta po żywność. Kucyk był charakterystyczny. Mieszkańcy Piaseczna dobrze go znali i jacyś usłużni dla Rosjan obywatele dali znać, gdzie kwateruje wojsko niemieckie. W Dąbrówce stały baterie rosyjskie i na wieść o tym, gdzie znajduje się wojsko wroga zaczęły strzelać w kierunku Jesówki i Żabieńca. Na szczęście ostrzał był za krótki i pociski trafiały w pole. Jest też opowieść o tym, że jeden z żołnierzy rosyjskich wszedł na komin cegielni w Dąbrówce, aby potem zdać meldunek o rozmieszczeniu wojsk, na nic się to zdało, może tylko na tyle, że żołnierz dostał za ten wyczyn medal. Do dziś w domu Lefeldów zachowały się drzwi, na których są ślady po kulach. Celowo zostawiono je, aby przypominać ten czas, w którym życie rodziny było tak bardzo niepewne. Jerzy Lefeld uważał, że dla potomnych takie dowody walki będą ostrzeżeniem przed następną wojną.</p><p>Generał Paul von Hindenburg, który objął dowództwo frontu wschodniego w 1914 r. nie zdobył Warszawy, wycofał wojsko też spod Piaseczna. Co było zbawienne dla życia rodziny i domu Lefeldów. Wiadomym jest, że w czasie walk na terenach wokół Piaseczna zginęło tysiące żołnierzy i cywilnych mieszkańców, zniszczonych zostało też wiele cennych architektonicznie domów. Na przykład ucierpiał nowy budynek szkoły hrabianki Plater w Chyliczkach i domy projektowane przez Zenona Chrzanowskiego przy ul. Reytana, czyli nieopodal majątku Lefeldów.</p><figure class="image image_resized" style="width:100%;"><img style="aspect-ratio:1376/872;" src="https://static2.przegladpiaseczynski.pl/data/wysiwig/2025/10/18/4-pasaz-simonsa-w-warszawie.png" width="1376" height="872"><figcaption>Pasaż Simonsa z początku XX wieku. Fot.: zbiory pocztówek</figcaption></figure><h2><strong>Czytaj też:</strong></h2><figure class="media"><oembed url="https://www.przegladpiaseczynski.pl/artykul/14622,jerzy-lefeld-czyli-odkrywamy-tajemnice-czesc-1"></oembed></figure><figure class="media"><oembed url="https://www.przegladpiaseczynski.pl/artykul/14409,jak-zniknela-stacja-zalesie-dolne-i-wrocila-nazwa-zalesie-las"></oembed></figure><figure class="media"><oembed url="https://www.przegladpiaseczynski.pl/artykul/14555,zaginiecia-i-tragedie-historie-sprzed-lat-ktore-wstrzasnely-piasecznem"></oembed></figure><figure class="media"><oembed url="https://www.przegladpiaseczynski.pl/artykul/14688,przeglad-piaseczynski-wydanie-541"></oembed></figure><figure class="media"><oembed url="https://www.przegladpiaseczynski.pl/artykul/14694,nowa-linia-autobusowa-polaczy-piaseczno-i-tarczyn-trwaja-ustalenia-miedzy-gminami"></oembed></figure> ]]></content:encoded>
            </item><item>
            <title><![CDATA[Telefony w historii Piaseczna]]></title>
            <link>https://www.przegladpiaseczynski.pl/artykul/14667,telefony-w-historii-piaseczna</link>
            <guid>https://www.przegladpiaseczynski.pl/artykul/14667,telefony-w-historii-piaseczna</guid>
            <pubDate>Sun, 12 Oct 2025 07:10:00 +0200</pubDate><media:content url="https://static2.przegladpiaseczynski.pl/data/articles/xga-4x3-telefony-w-historii-piaseczna-1760247489.png" type="image/png" medium="image" /><description>Moja przygoda z telefonem zaczęła się na początku lat 60. XX w. W tych czasach własny aparat ze słuchawką był absolutnie nieosiągalny. A jednak jakimś cudem założono w domu u moich dziadków telefon, którego abonentką była moja ciotka i to ona płaciła rachunki.</description>
            <content:encoded><![CDATA[ <p>Rozmowy przez telefon były drogie, szczególnie te zamiejscowe, a każdy z domowników chciał sobie pogadać z wujkiem w Gdańsku, czy narzeczonym tymczasem przebywającym w Białymstoku. W końcu ciotka się zdenerwowała i założyła kłódkę na tarcze aparatu telefonicznego i nie można było dzwonić, czyli nie było rozmów wychodzących, ale można było przyjmować rozmowy. Jeśli do mnie ktoś dzwonił, to babcia zakładała na siebie palto, maszerowała przez cały ogród do mojego domu i stukając do drzwi wejściowych wołała – Małgosia telefon !!!. I ja wtedy pędem leciałam do tego telefonu.</p><figure class="image"><img style="aspect-ratio:1346/1839;" src="https://static2.przegladpiaseczynski.pl/data/wysiwig/2025/10/12/1-okladka-ksiazki-z-1945-r.png" width="1346" height="1839"><figcaption>Skromna okładka książki telefonicznej z 1945 r. fot: Polona</figcaption></figure><p>Teraz takie odbieranie rozmów jest nie do pomyślenia. Ludzie wtedy najwidoczniej mieli dużo cierpliwości i w sumie chyba życzliwości, bo komu by się dziś chciało czekać kilka minut, aż dobiegnę do aparatu. Pierwszy nasz rodzinny aparat telefoniczny był naprawdę ładny, czarny, elegancki, ebonitowy ze srebrną tarczą. Tarcza była wykonana z jakiegoś metalu i nieco odchylona od podłoża, ta przerwa między tarczą i aparatem umożliwiała wsadzenie maleńkiej kłódki blokującej ruch tarczy. Kłódka była hamulcem obrotu tarczy. W sytuacjach awaryjnych trzeba było mieć przy sobie spinkę do włosów, która była podręcznym kluczem do kłódki. No cóż, było to może nie uczciwe, ale ...no wiadomo: potrzeba matką wynalazców. Czasami przychodzili do nas sąsiedzi i kontaktowali się przez telefon w swoich sprawach i zawsze zostawiali parę groszy obok aparatu telefonicznego. Siadali też na pogaduchy, dostawali szklankę wody, kompotu lub nawet herbatę i opowiadali swoje życiowe przypadki, które zmusiły ich do korzystania z telefonu. Budek telefonicznych było w Piasecznie mało, a jeśli już były to niestety często nieczynne, bo gdy ktoś się zdenerwował to w tych nerwach zrywał słuchawkę lub wyczyniał inne ekscesy w kabinie.</p><figure class="image"><img style="aspect-ratio:1640/951;" src="https://static2.przegladpiaseczynski.pl/data/wysiwig/2025/10/12/2-spis-lekarzy.png" width="1640" height="951"><figcaption>Spis abonentów, lekarzy z Piaseczna z 1948 r. fot: Książka Telefoniczna</figcaption></figure><p>W końcu przyszedł czas, gdy dostałam własny telefon, były to lata 80. XX w. Zielony aparat wisiał tuż przy drzwiach wejściowych na ścianie, obok stała kanapa i każdy, kto chciał pogadać przez telefon zasiadał na kanapie. Dzwonili od nas wszyscy sąsiedzi i powiem szczerze, że chętnie bym wróciła do tamtych czasów, bo tyle wtedy było wzajemnego szacunku zupełnie obcych sobie ludzi.&nbsp; Otrzymaliśmy nr telefonu/abonenta podobny do zakładu hodującego kurczęta i często zdarzało się, że ludzie dzwonili w sprawie kurcząt do mnie. Mówiłam – pomyłka i rozłączałam się. Ale raz zadzwonił mężczyzna i bez wstępu i dzień dobry krzyknął w słuchawkę</p><ul><li>Są kogutki !!! - pomyłka</li></ul><p>dzwoni drugi raz</p><ul><li>Są kogutki !!! - odpowiadam - pomyłka, to nie ten numer</li><li>Jak nie ten jak ten !!!</li></ul><p>za kolejnym razem to samo, i ja wtedy pytam – Ile pan chce tych kogutków?</p><ul><li>20 na wtorek na nazwisko Iksiński!</li><li>Przyjęłam – odpowiedziałam i więcej nie zadzwonił.&nbsp;</li></ul><p>Często zdarzały się awarie sieci telefonicznej, bo prowadzone kable były linią napowietrzną i w przypadku większego wiatru zrywały się. Wtedy udawałam się do Piaseczna na ul. Kilińskiego, gdzie była Centrala Telefoniczna, meldowałam awarię i po kilku dniach znów telefon był czynny.</p><h2><strong>Książki telefoniczne</strong></h2><p>To zupełnie zapomniany już rozdział do tematu historii telefonii stacjonarnej. Najciekawsze są książki telefoniczne z czasów rożnych przełomów, bo można w nich odnaleźć bardzo ciekawe nazwiska i funkcje, dawne sklepy i spółdzielnie itd. Dla historyka taka książka to kopalnia wiedzy. Tu przykład – książki powojenne np. z lat 1945 – 1949.</p><figure class="image"><img style="aspect-ratio:1136/1832;" src="https://static2.przegladpiaseczynski.pl/data/wysiwig/2025/10/12/3-1946.png" width="1136" height="1832"></figure><h2>&nbsp;<strong>Spis abonentów dla Piaseczna w 1945</strong></h2><p>Cieniutka książeczka z kilkoma nazwiskami i instytucjami. I tak:</p><p>nr 14. do Polskiej Partii Robotniczej, nr 10. do Rejonowej Spółdzielni Mleczarskiej przy ul. Kościelnej. I tu ciekawostka, chodzi oczywiście o Dom Ludowy, czyli też przedwojenną zlewnię mleka dziś przy ul. Jana Pawła II, nazwa ulicy jeszcze przedwojenna, w 1945 r. jeszcze nie zmieniona na 22 Lipca. Nr 12. do Szpitala przy ul. Mickiewicza, który już rozpoczął działalność, też ciekawe. Nr 7. młyn na Pólku własność pana Trzeciakowskiego. No i w końcu pod nr 3. Urząd Bezpieczeństwa Publicznego przy ul. Mickiewicza. Do burmistrza Piaseczna, który okazuje się urzęduje przy ul. Ś-to Jańskiej 2. Chodzi tu oczywiście o ulicę Świętojańską. I znów ubecja pod nr 13. Lejtnant Urzędu Bezpieczeństwa Publicznego urzędujący w budynku przy ul. Poniatowskiego. Nr 5. Magistrat przy rynku. Milicja na ul. Kościuszki, w Gołkowie i Iwicznej.</p><h2><strong>Książka telefoniczna z 1946. r.</strong></h2><p>I w tym przypadku mamy więcej informacji do badań, bo sporo wpisanych abonentów. Jest apteka przy ul. Kościuszki, którą dzierżawi pan Kotwica, jest kilku lekarzy, Fabryka Wód Gazowanych Grabowskiego, młyn parowy przy ul. Czajewicza i dalej Urząd Bezpieczeństwa przy ul. Mickiewicza i PPR też przy ul. Mickiewicza.</p><p>Dość zabawnym pouczeniem w regulaminie korzystania z tego typu telefonii, czyli łączenie przez centralę&nbsp;jest adnotacja – Unikać wszelkich rozmów z telefonistkami, gdyż to w wysokim stopniu utrudnia szybkie połączenie żądanych połączeń.</p><figure class="image"><img style="aspect-ratio:1063/1839;" src="https://static2.przegladpiaseczynski.pl/data/wysiwig/2025/10/12/4-1946-cd.png" width="1063" height="1839"><figcaption>Książka Telefoniczna z 1946 r. fot: Książka Telefoniczna</figcaption></figure><h2><strong>Książka telefoniczna z lat 1948 – 1949.</strong></h2><p>W stosunku do poprzedniczek już bardzo rozbudowana w spis abonentów. Można znaleźć nazwiska lekarzy pracujących w mieście: na ul. Puławskiej dr Danielewicz, dr Górnicki w Zalesiu przy ul. Jałowcowej, dr Matusiak w al. 3 Maja 25, dr Rytarowska z ul. Mickiewicza, dr Szumilin z Gołkowa ul. Beniowskiego 4. i w końcu dr Żegliński z ul. Kniaziewicza 6.</p><p>Z ciekawostek: odnajdujemy przy rynku Polską Spółkę Obuwia „Bata”</p><p>Dziś nie ma książek telefonicznych, za to każdy ma swój aparat telefoniczny, który nosi przy sobie. Czy jest lepiej? Nie wiem, tamte czasy też nie były takie bardzo złe. Podobnie jest jak elektrownia wyłączy prąd na dłużej. Wówczas cała rodzina przychodzi do wspólnego stołu, zapala świece i rozmawia. Gdy pozostawiam w domu telefon, oczywiście przypadkiem czuje się ...wolnym człowiekiem.&nbsp;</p><figure class="image"><img style="aspect-ratio:1708/1073;" src="https://static2.przegladpiaseczynski.pl/data/wysiwig/2025/10/12/6723c1ce-f823-4560-a795-d9c7f3f002f5.jpg" width="1708" height="1073"><figcaption>Ul. Kilińskiego z lat 50. Obok drewnianego domu pojawia się budynek Piaseczyńskiej Centrali telefonicznej fot: zbiory autorki.&nbsp;</figcaption></figure><h2><strong>Czytaj też:</strong></h2><figure class="media"><oembed url="https://www.przegladpiaseczynski.pl/artykul/14622,jerzy-lefeld-czyli-odkrywamy-tajemnice-czesc-1"></oembed></figure><figure class="media"><oembed url="https://www.przegladpiaseczynski.pl/artykul/14555,zaginiecia-i-tragedie-historie-sprzed-lat-ktore-wstrzasnely-piasecznem"></oembed></figure><figure class="media"><oembed url="https://www.przegladpiaseczynski.pl/artykul/14643,przeglad-piaseczynski-wydanie-540"></oembed></figure><figure class="media"><oembed url="https://www.przegladpiaseczynski.pl/artykul/14656,tarczynskie-dziedzictwo-6-wiekow-historii-miasta"></oembed></figure> ]]></content:encoded>
            </item><item>
            <title><![CDATA[Jerzy Lefeld, czyli odkrywamy tajemnice (część 1)]]></title>
            <link>https://www.przegladpiaseczynski.pl/artykul/14622,jerzy-lefeld-czyli-odkrywamy-tajemnice-czesc-1</link>
            <guid>https://www.przegladpiaseczynski.pl/artykul/14622,jerzy-lefeld-czyli-odkrywamy-tajemnice-czesc-1</guid>
            <pubDate>Sun, 05 Oct 2025 06:56:00 +0200</pubDate><media:content url="https://static2.przegladpiaseczynski.pl/data/articles/xga-4x3-jerzy-lefeld-czyli-odkrywamy-tajemnice-czesc-1-1759640890.png" type="image/png" medium="image" /><description>Przez kilka miesięcy unikałam tego tematu i na koniec - gdy przyszedł do mojego domu w osobach niezwykłych - zrozumiałam, że dużo było w tym unikaniu przypadkowej celowości. Bo trzeba było nabrać kondycji, aby przeanalizować to, co nastąpiło.</description>
            <content:encoded><![CDATA[ <p>Pierwsze, co mnie zafascynowało i zaskoczyło, to dom i zaraz zdumienie, że ocalał, że od 1906 r. jest cały czas w rękach rodziny. Bo ileż jego rówieśników zamieniło się w Piasecznie w osiedla albo mniej lub bardziej kształtne wille? Trudno policzyć, ostatnio dom Banasikowskich, ten nad rzeką Jeziorką. Pozostał po nim tylko trawnik.</p><p>Drugie, co mnie zafascynowało, to muzyka. Wysłuchałam w moim salonie, przy kominku, w słoneczny poranek utworu <i>Jesień&nbsp;</i>op. 11 nr 2 (utwór na fortepian z 1945 r.). Klawisze fortepianu opowiadają dzień jesienny, tak, że widzisz spadające liście - coś tak genialnego, że trudno nie słuchać kilka razy. Albo miniatura muzyczna Myszka. Muzyka naśladuje ruch małego, ruchliwego zwierzątka zwinnie gromadzącego ziarna zboża do norki.</p><p>I w końcu trzecie zaskoczenie - to, że nigdy i nikt w żadnej szkole piaseczyńskiej nie powiedział mi, że tuż obok mnie, nad rzeką Jeziorką, tworzył swoją muzykę Jerzy Lefeld. Genialny pianista i kompozytor, który jako jeden z niewielu potrafił czytać nuty „a vista” i sam Lutosławski, jego uczeń, przekładał mu kartki partytury w czasie koncertu, bo mistrz grał bez przygotowania, czyli a vista. To potrafią tylko geniusze z doskonałym słuchem i nieprzeciętną techniką gry. Ale jest i czwarte zaskoczenie, fakt, że Jerzy Lefeld był nauczycielem gry na fortepianie Stefana Kisielewskiego „Kisiela”, a ten przecież jest patronem jednego z ciekawszych miejsc Piaseczna. Miejsc, gdzie odbywają się też koncerty i potańcówki, gdzie niedawno powstał mini amfiteatr, gdzie można usiąść i posłuchać muzyki. I pierwsze co zrobiłam, to sięgnęłam po felietony Kisiela z lat 70. XX w., aby sprawdzić, co on pisze w temacie Jerzego Lefelda. I ZNALAZŁAM! Felietony Kisielewskiego trudno streścić, ich konwencja jest nie do podrobienia, a dowcip jedyny w swoim rodzaju, więc przyszło mi znaleziony felieton zacytować.</p><figure class="image"><img style="aspect-ratio:1609/1144;" src="https://static2.przegladpiaseczynski.pl/data/wysiwig/2025/10/05/3-lefeld-dom.png" width="1609" height="1144"><figcaption>Dom Lefeldów nad Jeziorką fot: archiwum rodzinne Lefeldów</figcaption></figure><h2><strong>Kisiel odkrywa tajemnicę</strong></h2><p>Zapraszam tytuł „Mój Profesor”:</p><p>Dostałem zaproszenie na obchód 80-lecia urodzin i 60-lecia pracy artystycznej profesora, pianisty, kompozytora Jerzego Lefelda („Przy fortepianie Leży Jefeld”, jak zapowiedział przed laty spiker radiowy, przejęzyczywszy się nieco)... Jerzy Lefeld, mój Boże! Pierwszy raz byłem u niego na lekcji w prywatnym mieszkaniu na Ordynackiej blisko Konserwatorium wczesną jesienią 1927 r. Nielicho co? Równe przeszło 50 lat! Pamiętam, że było to w parę dni po Jego ślubie, pamiętam uśmiech i dzwoneczkowy głos młodej Żony młodego profesora, spotykam ją i dziś od czasu do czasu w okolicach Sejmu.”</p><p>Dyplom fortepianowy zrobił Kisielewski u Lefelda w 1937 r. I dalej w felietonie:</p><p>„Profesor Lefeld to człowiek bez wad. Na przestrzeni długich dziesięcioleci nie mogłem dopatrzyć się w nim żadnej, mikroskopijnej choćby wady, chyba tej, że wywodzi się z napastniczych Szwedów, którzy spalili nam po raz bodaj pierwszy naszą kochaną Warszawę. Ale okolicznością łagodzącą jest, że było to bardzo dawno temu, i że rządziła wtedy w Polsce dynastia również szwedzka, czyli Szwed spalił Szweda, jak to w życiu rodzinnym bywa. A w ogóle stolice do Warszawy przeniósł również&nbsp;Szwed, pierwszy król z tej dynastii, praszczur zaś Lefelda zakochał się potem w Polsce i pozostał na gruzach, więc grzechy się wyrównują i, z powodu przedawnienia puszczamy rzecz w niepamięć.”</p><figure class="image"><img style="aspect-ratio:4581/3156;" src="https://static2.przegladpiaseczynski.pl/data/wysiwig/2025/10/05/4-grupa-profesorow-z-1950-r.jpg" width="4581" height="3156"><figcaption>Grono profesorskie w 1950 r. fot: Polona</figcaption></figure><p>I dalej:</p><p>„Jest to istny anioł, jeśli anioł może jeździć na rowerze czy na motocyklu. Bo najpierw profesor mknął na rowerze, potem na motorze w Tatry, dziś za to spaceruje po ulicy Górnośląskiej w Warszawie, z uśmiechem opowiadając, że go boli noga”.</p><p>Kisiel pisze, że o łagodności Lefelda krążyły anegdoty. Oto do studentki, która grała źle, a nawet bardzo źle, powiedział jedynie – tę sonatę to musi pani opracować jeszcze raz. Ciekawostką w charakterze profesora było też to, że gdy inni znawcy muzyki klasycznej negowali dziwne, ekspresyjne wykonania, on wręcz przeciwnie, był często nimi zachwycony. Kisiel podaje przykład pewnego Amerykanina, który tupał w pedały fortepianu i uderzał w klawisze pięścią lub łokciami. Oczywiście wygwizdano go, ale nie Lefeld. Profesor bardzo się zainteresował technika gry i z błyskiem w oku opowiadał, jak to było na koncercie. Kisiel podkreśla:</p><p><i>„.. a oczy tak mu błyszczały, że pomyślałem sobie nagle, czy aby odbije się w nich echo krwiożerczego temperamentu kirasjerów króla Karola Gustawa. W oczach anielsko łagodnego obywatela podstołecznego Piaseczna, gdzie jego dom rodzinny. Kto wie&nbsp; wszak diabeł to także anioł, tyle, że kiedyś strącony.”</i></p><figure class="image"><img style="aspect-ratio:1147/514;" src="https://static2.przegladpiaseczynski.pl/data/wysiwig/2025/10/05/5-grupa-profesorow-konserwatorium-warszawskiego-z-1950-r.png" width="1147" height="514"><figcaption>Opis do zdjęcia z 1950 r. fot: Polona</figcaption></figure><h2><strong>Trochę konkretów</strong></h2><p>Sam Jerzy Lefeld gry na fortepianie zaczął uczyć się w wieku ośmiu lat pod kierunkiem Laury Sawickiej. Od 1908 kształcił się w Instytucie Muzycznym w Warszawie. Od 1916 r. ukończył naukę gry na fortepianie u Aleksandra Michałowskiego, a w 1917 r. ukończył klasę kompozycji Romana Statkowskiego.</p><p>W części drugiej opowiem o domu, co ma wieżyczkę i stoi&nbsp; nad Jeziorką, o rodzicach kompozytora i jego pracy zawodowej, będą też wspomnienia rodzinne i będzie o Piasecznie, tylko trochę za rzeką.</p><p>Przy okazji serdecznie pozdrawiam Agnieszkę Krześniak, mojego anioła i redaktorkę podczas pisania książki „...a potem wszystko rozwiał wiatr” Piaseczno nieznane. Aż żal, że omawiany tu temat nie zdążył w książce zaistnieć. Agnieszka słucha teraz zapewne Konkursu Chopinowskiego, to nie wiem, czy ...no właśnie.</p><figure class="image"><img style="aspect-ratio:866/1275;" src="https://static2.przegladpiaseczynski.pl/data/wysiwig/2025/10/05/2-afisz-z-1946-r.png" width="866" height="1275"><figcaption>Plakat fot: Polona</figcaption></figure><h2><strong>Czytaj też:</strong></h2><figure class="media"><oembed url="https://www.przegladpiaseczynski.pl/artykul/14555,zaginiecia-i-tragedie-historie-sprzed-lat-ktore-wstrzasnely-piasecznem"></oembed></figure><figure class="media"><oembed url="https://www.przegladpiaseczynski.pl/artykul/14541,duchy-kina-mewa-czyli-kim-byl-kierownik-kina-i-jego-przyjaciele"></oembed></figure><figure class="media"><oembed url="https://www.przegladpiaseczynski.pl/artykul/14602,przeglad-piaseczynski-wydanie-539"></oembed></figure><figure class="media"><oembed url="https://www.przegladpiaseczynski.pl/artykul/14621,kolej-waskotorowa-wyjasnia-plany-cpk-w-sprawie-modernizacji"></oembed></figure><figure class="media"><oembed url="https://www.przegladpiaseczynski.pl/artykul/14571,obwodnica-aglomeracji-warszawskiej-przetnie-gmine-tarczyn-mieszkancow-czekaja-wazne-decyzje"></oembed></figure> ]]></content:encoded>
            </item><item>
            <title><![CDATA[Zaginięcia i tragedie – historie sprzed lat, które wstrząsnęły Piasecznem]]></title>
            <link>https://www.przegladpiaseczynski.pl/artykul/14555,zaginiecia-i-tragedie-historie-sprzed-lat-ktore-wstrzasnely-piasecznem</link>
            <guid>https://www.przegladpiaseczynski.pl/artykul/14555,zaginiecia-i-tragedie-historie-sprzed-lat-ktore-wstrzasnely-piasecznem</guid>
            <pubDate>Sun, 28 Sep 2025 06:55:00 +0200</pubDate><media:content url="https://static2.przegladpiaseczynski.pl/data/articles/xga-4x3-zaginiecia-i-tragedie-historie-sprzed-lat-ktore-wstrzasnely-piasecznem-1758645082.png" type="image/png" medium="image" /><description>Historia piaseczyńskich zaginięć i samobójstw, szczególnie dzieci i młodych ludzi, nie jest na szczęście zbyt bogata w wypadki. Pamiętam jednak kilka epizodów, które wstrząsnęły mieszkańcami, zasiały panikę i na kilka lat stały się powodem do snucia przypuszczeń, co mogło się wydarzyć i dlaczego doszło do tak tragicznych finałów.</description>
            <content:encoded><![CDATA[ <p>Z szacunku dla osób, które być może do dziś są mieszkańcami Piaseczna i okolic, były współpartnerami ofiar, przemilczę ich imiona i nazwiska i koligacje rodzinne. Niech ten felieton będzie ostrzeżeniem dla wszystkich, bo świat w którym żyjemy jest wystarczająco niebezpieczny, aby być w obowiązku pilnowania swoich bliskich, informowania, szczególnie dzieci, o niebezpiecznych, ale też bacznych spojrzeń na otaczającą rzeczywistość i reagowania. Ważne na co powinni zwracać uwagę rodzice i dzieci, jak się zachować w wydawałoby się banalnej sytuacji, która może się skończyć tragedią. Zainspirowała mnie do&nbsp;opisania tych tu&nbsp;zdarzeń tragedia nastolatki ze Stefanowa, dużo w tej historii niecodziennych wątków i zachowań ludzi, w tym przypadku śledztwo trwa, a ja przypomnę zdarzenia sprzed lat.&nbsp; &nbsp;</p><h2><strong>W zimowy dzień na przystanku w Gołkowie</strong></h2><figure class="image image-style-align-right image_resized" style="width:40.77%;"><img style="aspect-ratio:1394/1646;" src="https://static2.przegladpiaseczynski.pl/data/wysiwig/2025/09/28/3-jeziorka-w-okolicach-gorek-szymona-002.jpg" width="1394" height="1646"><figcaption>Rzeka Jeziorka w okolicach Górek Szymona Fot. zbiory autorki</figcaption></figure><p>Pod koniec lat 80. XX w. zimą na przystanku autobusowym w Gołkowie dla autobusów jadących w stronę Głoskowa, zasiadły dwie&nbsp;siostry i czekały na swoją mamę wracającą z pracy. Nie znam szczegółów tego zdarzenia, byłam wówczas na zimowych wakacjach z rodziną i po powrocie z nich natychmiast opowiedziano mi to zdarzenie. Przystanek, na którym zatrzymują się do dziś autobusy jadące z Piaseczna, stoi przy bardzo ruchliwej drodze wiodącej z Piaseczna do Głoskowa a nawet dalej do Tarczyna. Dziewczynki siedziały na przystanku, były nieopodal swojego domu i wydawałoby się, że są bezpieczne. Dzień był chłodny, padał śnieg z deszczem. W pewnym momencie jedna z nich pobiegła w stronę domu, tak na chwilę. Nie jestem dziś pewna co do tego, która z nich nagle zniknęła, czy ta co odeszła, czy ta co pozostała na przystanku. Po latach nie ma to większego znaczenia. Dziecko nagle zniknęło. Nie muszę mówić, że strach padł na mieszkańców okolic. Przypuszczano, że dziecko zostało porwane do przejeżdżającego szosą auta, bo inny scenariusz tego wydarzenia był wręcz nieprawdopodobny. Wprawdzie kogoś aresztowano, mówiono, że młodego sąsiada, ponoć ten się przyznał do zbrodni, ale nadal to było dziwne. Tym bardziej, że nie odnaleziono zwłok dziewczynki. Minęło kilka miesięcy, gdy jeden z wędkarzy w ciepły letni dzień, gdzieś pod Zalesiem Dolnym zauważył coś dziwnego w rzece Jeziorce. Wyglądało to „coś” na zimową kurtkę. Wezwano milicję i okazało się, że odnaleziono zwłoki dziewczynki zaginionej zimą w Gołkowie. Najdziwniejsze było to, że dziecko znalazło się w rzece. Między przystankiem autobusowym a rzeką jest duża odległość, dzień był zimny i spacer w tym kierunku raczej byłby dziwny. Najprawdopodobniej dziewczynka zginęła w czasie zabawy z sąsiadem, ale jaki był szczegółowy scenariusz tej zbrodni nigdy do końca nie będzie jasne, przynajmniej dla mnie. Milicja w tych czasach zbyt szybko odnajdywała morderców, wykrywalność zbrodni była priorytetem.</p><h2><strong>Zaginięcie dziewczynki z Zalesia Dolnego</strong></h2><p>Wiele lat temu usłyszałam opowieść o treści tak tragicznej i tak wzruszającej, że do dziś mam łzy w oczach, gdy sobie ją przypomnę. Tym bardziej, że usłyszałam tę opowieść z ust matki zaginionego dziecka. Jeśli się nie mylę, a było to w latach 60., więc szczegóły mogą się zamazać w pamięci, w piękny czerwcowy dzień grupa dziewcząt wybrała się na spacer wzdłuż rzeki Jeziorki. W tych czasach, tak jak i obecnie, wzdłuż rzeki spaceruje bardzo dużo wycieczkowiczów, bo okolica jest wyjątkowo urokliwa. Jedna z dziewczynek ubrana była w białą sukienkę do komunii świętej, co o tyle ma znaczenie, że wyjątkowo musiała uważać aby jej nie podrzeć i nie pobrudzić. Dziewczynki szły ścieżką wzdłuż rzeki, zaczęły spacer gdzieś w okolicach Górek Szymona, czyli najprawdopodobniej od Upustu. W pewnym momencie spostrzegły, że nie ma z nimi jednej z koleżanek. Sądziły na początku, że im się schowała, zaczęły ją wołać, a gdy się nie odezwała i nigdzie nie mogły jej znaleźć, sądząc, że z jakiegoś niezrozumiałego powodu odłączyła się od grupy i pewnie już jest w domu, wróciły do swoich domów. Okazało się dość szybko, że w domu też jej nie ma. Matka i zawiadomieni sąsiedzi pobiegli nad Jeziorkę, szukali dziecka, ale bez skutku. Zawiadomiono milicję, która nie znalazła śladów dziecka.</p><figure class="image"><img style="aspect-ratio:1640/1046;" src="https://static2.przegladpiaseczynski.pl/data/wysiwig/2025/09/23/4-jeziorka_1.png" width="1640" height="1046"><figcaption>Rzeka Jeziorka w okolicach Górek Szymona Fot. zbiory autorki</figcaption></figure><p>Zniknięcie dziecka zawsze jest tragiczne i najczęściej powoduje najbardziej fantastyczne opowieści i tym razem tak się stało. Biedna, zrozpaczona matka przeżyła koszmar najróżniejszych plotek. Córka nie była jej biologicznym dzieckiem, była adoptowana i ten fakt posłużył do najróżniejszych domysłów i spekulacji. Jednym ze scenariuszy wymyślonych przez „wszystkowiedzących fantastów” był ten, że to najprawdopodobniej naturalni rodzice porwali dziewczynkę, umówili się z nią, że w czasie spaceru odłączy się od grupy i przybiegnie do miejsca, w którym będą na nią czekali. Pamiętam, że jeszcze w czasie wakacji, może to był sierpień, wędkarz łowiący ryby nad Jeziorką zaczepił haczykiem o coś dziwnego. Okazało się, że w rzece, tuż przy brzegu są karpy a wśród nich zwłoki w stanie rozkładu, ubrane w bliżej nieokreślone ubranie. Zawiadomiono milicję i okazało się po przeprowadzeni autopsji, że to zaginiona podczas czerwcowego spaceru dziewczynka z Zalesia. Dziecko najprawdopodobniej niechcący wpadło do wody, brzegi rzeki były wówczas nieuregulowane, dzikie. Dziewczynka zaczepiła sukienką o karpy drzew leżących w wodzie i utonęła. Ile razy słyszę stwierdzenie „dzieci toną po cichu” przypomina mi się ta straszna historia. Nie słyszano jej wołania, bo zaskoczona sytuacją nie wołała. Plusk wody nad rzeką to nic dziwnego, może to pluskający się w wodzie ptak, a może gałąź spadająca z drzewa pochylonego nad taflą wody. Dzieci zajęte pogawędka, roześmiane, radośnie spacerujące, nie usłyszały nic niepokojącego.</p><h2><strong>Epilog ze zdjęciem</strong></h2><p>Dołączam do moich tragicznych opowieści, takich ku przestrodze, zdjęcie zrobione przez Jacka Mrówczyńskiego, na którym jest nasz kolega Krzyś, który popełnił samobójstwo 24 marca 1972 r. rzucając się pod pociąg. Miał 21 lat, był moim rówieśnikiem. Był wtedy taki czas, że rozpoznanie choroby jaką jest depresja było raczej trudne, wiedza na ten temat ograniczona. I też były wówczas, w te dni marcowe, domysły, że może to nie było samobójstwo, bo nikt nie mógł uwierzyć, że radosny, miły kolega, który zjada z tobą obiad w niedzielne południe, potem idzie na zabawę taneczną, ma w planach jeszcze tego wieczoru zakończyć swoje życie pod kołami pociągu.</p><p>Bądźmy uważni. Ten felieton dedykuję wszystkim tym, którzy musieli się zmierzyć z tragedią zaginięcia lub śmierci swoich bliskich.</p><figure class="image"><img style="aspect-ratio:729/504;" src="https://static2.przegladpiaseczynski.pl/data/wysiwig/2025/09/23/1-grob-krzysia-tywonka-w-piasecznie.png" width="729" height="504"><figcaption>Grób Krzysztofa i jego bliskich w Piasecznie Fot. grobonet</figcaption></figure><h2><strong>Czytaj też:</strong></h2><figure class="media"><oembed url="https://www.przegladpiaseczynski.pl/artykul/14541,duchy-kina-mewa-czyli-kim-byl-kierownik-kina-i-jego-przyjaciele"></oembed></figure><figure class="media"><oembed url="https://www.przegladpiaseczynski.pl/artykul/14566,cpk-wariant-w1-dla-linii-88-zatwierdzony-jaki-bedzie-przebieg-i-jakie-zmiany-przyniesie"></oembed></figure><figure class="media"><oembed url="https://www.przegladpiaseczynski.pl/artykul/14542,prom-gassy-karczew-zakonczyl-dzialalnosc-po-11-latach"></oembed></figure><figure class="media"><oembed url="https://www.przegladpiaseczynski.pl/artykul/14571,obwodnica-aglomeracji-warszawskiej-przetnie-gmine-tarczyn-mieszkancow-czekaja-wazne-decyzje"></oembed></figure><figure class="media"><oembed url="https://www.przegladpiaseczynski.pl/artykul/14477,mozna-ogluchnac-halas-na-sienkiewicza"></oembed></figure><figure class="media"><oembed url="https://www.przegladpiaseczynski.pl/artykul/14554,przeglad-piaseczynski-wydanie-538"></oembed></figure><figure class="media"><oembed url="https://www.przegladpiaseczynski.pl/artykul/14552,posel-uratuje-prom-w-gassach"></oembed></figure><figure class="media"><oembed url="https://www.przegladpiaseczynski.pl/artykul/14496,slupki-szlaban-i-latarnie-propozycje-dla-zalesia-dolnego"></oembed></figure><figure class="media"><oembed url="https://www.przegladpiaseczynski.pl/artykul/14520,zmiany-dla-zwiedzajacych-zamek-ksiazat-mazowieckich-w-czersku"></oembed></figure> ]]></content:encoded>
            </item><item>
            <title><![CDATA[Duchy kina Mewa, czyli kim był kierownik kina i jego przyjaciele]]></title>
            <link>https://www.przegladpiaseczynski.pl/artykul/14541,duchy-kina-mewa-czyli-kim-byl-kierownik-kina-i-jego-przyjaciele</link>
            <guid>https://www.przegladpiaseczynski.pl/artykul/14541,duchy-kina-mewa-czyli-kim-byl-kierownik-kina-i-jego-przyjaciele</guid>
            <pubDate>Sun, 21 Sep 2025 07:00:00 +0200</pubDate><media:content url="https://static2.przegladpiaseczynski.pl/data/articles/xga-4x3-duchy-kina-mewa-czyli-kim-byl-kierownik-kina-i-jego-przyjaciele-1758430173.jpg" type="image/jpeg" medium="image" /><description>Zanim napiszę o dalszych losach kierownika piaseczyńskiego kina muszę wyjaśnić co znaczył „kwaterunek”. W latach powojennych władze PRL wprowadzając kwaterunek poradziły sobie z brakiem mieszkań.</description>
            <content:encoded><![CDATA[ <p>Polegało to na tym, że do luksusowych i mniej luksusowych domów wprowadzano rodziny. Dzielono przestrzeń domów na mniejsze małe lokale i dokwaterowywano nowych lokatorów. Dziś taka praktyka jest nie do pomyślenia. Czasami bywało tak, że w mieście zatrudniano osobę potrzebną na dane stanowisko i władza szukała w prywatnych domach miejsca dla niej do zamieszkania. I nagle przychodził ten człowiek, pukał do drzwi i oświadczał właścicielowi, że będzie tu mieszkał, jako dowód pokazując nakaz/pismo z urzędu. I nie było zmiłuj. W ten sposób w domu przy ul. Mickiewicza zamieszkał pan Stanisław Koch z małżonką. Nie zawsze lokatorzy byli w konflikcie z właścicielami domów. Bywało tak, że wszyscy żyli w zgodzie, siadywali latem w ogródkach, gawędzili, grali w karty i dzielili się swoimi problemami, choć tu powiedziałabym - ostrożnie się dzieli. Mało wspominano czasy okupacji, bo wspomnienia były niebezpieczne. Nigdy nie było wiadomo kto je usłyszy i co z nimi zrobi. Służby „bezpieczeństwa” czuwały i miały „długie uszy”.</p><p>&nbsp; Jakie były te kwaterunkowe mieszkania? Oddaję głos Jurkowi Rowińskiemu, a jeśli kogoś zdziwi ten opis, to wyjaśniam: 90% mieszkańców miasta tak żyło.</p><h3><strong>Szafka z okrągłą dziurą i kubeł z wodą, czyli kącik nieczystości</strong></h3><p>My rodzina Rowińskich zajmowaliśmy na początku lat 50. we własnym domu dwa pokoje z kuchnią, przedpokojem i spiżarnią, czyli lokal na pierwszym piętrze od strony południowej. Łazienki nie było, a za „potrzebą” trzeba było latem czy zimą udać się do ogródka, gdzie zbudowana została „dwupokojowa sławojka”, czyli budka z drzwiczkami – na szczęście bez wyciętych serduszek – zamykana od środka haczykiem. Budka stojąca nad półtorametrowym wykopem. Raz lub dwa razy do roku przyjeżdżał wozem konnym umyślny i wybierał zawartość i „rzadkim” użyźniał ogródek, a gęste wywoził nie wiadomo gdzie. W tej sytuacji ważną rolę we wszystkich czterech lokalach spełniały dwa przedmioty: nocnik i kubeł. Ten ostatni zazwyczaj umieszczony był w niewielkiej szafce z wyciętym, starannie wyheblowanym otworem z góry, w którym umieszczona była duża miednica. W tej miednicy można się było umyć (przynajmniej do pasa). Po jej zdjęciu szafka z otworem pełniła rolę ... sedesu. Obok miednicy stało z reguły wiadro z wodą przynoszoną przez tatę ze studni. Całość wyposażenia dopełniała dwufajerkowa kuchnia opalana węglem, kredens w kuchni no i szafa, tapczan oraz kaflowe piece w pokojach.</p><h3><strong>Poker w ogródku i dziwny nieznajomy kierownika kina Mewa</strong></h3><p>Pan Koch, kierownik kina Mewa, Kochowa oraz małżeństwo Moszczyńskich spotykali się z moim ojcem w niedzielne popołudnia i grali z zamiłowaniem w pokera przez parę godzin. Tu dygresja: Moszczyńscy wynajmowali mieszkanie w dużym domu stojącym przy końcu ul. Mickiewicza, a ich syn Marek Teperek odnosił sukcesy w trójskoku.</p><p>&nbsp;Wystawiano do ogródka stolik i przy nim zasiadali pokerzyści. Kiedyś przed bramą naszej posesji zatrzymał się beżowy Mercedes, z którego wysiadł kierowca w uniformie i w czapce z daszkiem. Otworzył tylne drzwi, wówczas wysiadł ON. On lekko łysiejący, z cieniutkim wąsikiem, elegancko ubrany pan Bagsten. Imienia nie znaliśmy. Bagsten uściskał się z panem Kochem i zasiadł przy pokerowym stoliku. Postawiono na stoliku winko, słodkości i pan Bagsten wyłożył zdjęcia. Wspomnieniom pełnym niedomówień nie było końca. Zachwycająca aura tego spotkania tak podziałała na gościa, że ten oświadczył, że chętnie kupi nasz dom z ogródkiem i sprezentuje go przyjacielowi, czyli panu Kochowi. Cenę rzucił niezłą – pół miliona złotych. Umówiliśmy się nawet na sfinansowanie umowy w biurze u jakiegoś adwokata w Warszawie, ale rodzice po kilku godzinach czekania w gabinecie przy ul. Wilczej wrócili do domu wcale nie żałując, że transakcja nie doszła do skutku. Kupujący nie zjawił się w umówionym miejscu i czasie w ogóle. Kilka miesięcy potem moja rodzina z ciekawością przeczytała artykuł umieszczony w „Przekroju” pod tytułem „Niebieski ptak Bagsten”. Wynikało z tej publikacji, że to był kanciarz mający na swoim koncie wiele ofiar. Osób naciągniętych na całkiem niezłe pieniądze. Innym dziwnym znajomym pana Kocha był Paweł Kostrzewski, który jak się okazało naprawdę nazywał się Paweł Fromberg, Uwielbiał zapraszać gości na zakrapiane kolacje do Kongresowej. Kto płacił za te kolacje trudno dziś dociec.</p><h3><strong>Pan Koch odchodzi z tego świata</strong></h3><p>Chyba w połowie lat sześćdziesiątych Koch zaniemógł na serce. Znalazł się w szpitalu mieszczącym się przy końcu ulicy Mickiewicza. Pewnej niedzieli pod nasz dom podjechał jakiś zagraniczny samochód, z którego wysiedli dwaj elegancko ubrani panowie. Przyjechali w odwiedziny do Kocha. Ojciec poinformował ich, że pan Koch jest w szpitalu, a oni tam się udali. Na drugi dzień dowiedzieliśmy się, że przyjaciele przyjechali do chorego, pogadali z nim wspominając dawne czasy i poczęstowali przywiezionym w termosie rosołkiem. Tydzień później odbył się pogrzeb pana Stanisława Kocha, znanego wszystkim mieszkańcom Piaseczna kierownika kina Mewa. Młoda wówczas wdowa pocieszyła się dżentelmenem z Raszyna, do którego szybko się wyprowadziła. Miała też zmysł do interesów, ponieważ za opuszczenie mieszkania chciała od moich rodziców jakąś kwotę. Ojciec oczywiście nie uległ tym żądaniom.</p><h3><strong>Epilog</strong></h3><p>Opowieść o małżonkach Koch, to opowieść pełna niedomówień i znaków zapytania. Co do pani Koch znam też inną wersję jej losów, ale to już temat na inne opowiadanie. Starałam się odszukać grób pana Stanisława Kocha, ale nie udało mi się. Jeśli ktoś wie gdzie jest pochowany, proszę o komentarz do tego opowiadania. Dziś w miejscu kina Mewa jest restauracja Szara Eminencja, nazwa dość ciekawa w kontekście historii tego miejsca. Taka podpadająca pod rzymskie stwierdzenie – nomem est omen.</p><figure class="image"><img style="aspect-ratio:1472/1065;" src="https://static2.przegladpiaseczynski.pl/data/wysiwig/2025/09/21/4-szpital-z-1954-r.png" width="1472" height="1065"><figcaption>Szpital w Piasecznie przy ul. Mickiewicz fot: NAC</figcaption></figure><figure class="image image-style-align-left image_resized" style="width:42.53%;"><img style="aspect-ratio:1236/1950;" src="https://static2.przegladpiaseczynski.pl/data/wysiwig/2025/09/21/2-jurek-nad-jeziorka.png" width="1236" height="1950"><figcaption>Jurek Rowiński, zdjęcie zrobione w czasie spaceru nad Jeziorka przy Upuście w Zalesiu fot: z albumu rodziny Rowińskich</figcaption></figure><figure class="image image-style-align-right image_resized" style="width:47.24%;"><img style="aspect-ratio:1288/1819;" src="https://static2.przegladpiaseczynski.pl/data/wysiwig/2025/09/21/3-jerzy-rowinski-na-ul-mickiewicza.png" width="1288" height="1819"><figcaption>Jurek Rowiński, zdjęcie zrobione przy końcu ul. Mickiewicza w Piasecznie w lasku fot: z albumu rodziny Rowińskich</figcaption></figure><h2>&nbsp;</h2><h2>&nbsp;</h2><h2>&nbsp;</h2><h2>&nbsp;</h2><h2>&nbsp;</h2><h2>&nbsp;</h2><h2>&nbsp;</h2><h2>&nbsp;</h2><h2>&nbsp;</h2><h2>&nbsp;</h2><h2>&nbsp;</h2><p>&nbsp;</p><h2>&nbsp;</h2><h2>&nbsp;</h2><h2>&nbsp;</h2><h2>&nbsp;</h2><h2>&nbsp;</h2><p>&nbsp;</p><h2><strong>Czytaj też:</strong></h2><figure class="media"><oembed url="https://www.przegladpiaseczynski.pl/artykul/14488,duchy-kina-mewa-czyli-opowiesci-z-pamietnika-jerzego-rowinskiego"></oembed></figure><figure class="media"><oembed url="https://www.przegladpiaseczynski.pl/artykul/14542,prom-gassy-karczew-zakonczyl-dzialalnosc-po-11-latach"></oembed></figure><figure class="media"><oembed url="https://www.przegladpiaseczynski.pl/artykul/14539,planowane-wylaczenia-pradu-w-piasecznie-i-okolicach"></oembed></figure><figure class="media"><oembed url="https://www.przegladpiaseczynski.pl/artykul/14409,jak-zniknela-stacja-zalesie-dolne-i-wrocila-nazwa-zalesie-las"></oembed></figure><figure class="media"><oembed url="https://www.przegladpiaseczynski.pl/artykul/14511,przeglad-piaseczynski-wydanie-537"></oembed></figure><figure class="media"><oembed url="https://www.przegladpiaseczynski.pl/artykul/14520,zmiany-dla-zwiedzajacych-zamek-ksiazat-mazowieckich-w-czersku"></oembed></figure><figure class="media"><oembed url="https://www.przegladpiaseczynski.pl/artykul/14537,uwaga-kierowcy-rusza-budowa-sygnalizacji-swietlnej-na-ulicy-slonecznej-w-lesznowoli"></oembed></figure> ]]></content:encoded>
            </item><item>
            <title><![CDATA[Duchy kina Mewa, czyli opowieści z pamiętnika Jerzego Rowińskiego]]></title>
            <link>https://www.przegladpiaseczynski.pl/artykul/14488,duchy-kina-mewa-czyli-opowiesci-z-pamietnika-jerzego-rowinskiego</link>
            <guid>https://www.przegladpiaseczynski.pl/artykul/14488,duchy-kina-mewa-czyli-opowiesci-z-pamietnika-jerzego-rowinskiego</guid>
            <pubDate>Sun, 14 Sep 2025 08:31:00 +0200</pubDate><media:content url="https://static2.przegladpiaseczynski.pl/data/articles/xga-4x3-duchy-kina-mewa-czyli-opowiesci-z-pamietnika-jerzego-rowinskiego-1757832251.jpg" type="image/jpeg" medium="image" /><description>Opowieść o kierowniku kina Mewa w Piasecznie jest tak niezwykła, że aż czasami wydaje się nieprawdopodobna, szczególnie gdy analizuje ją młody czytelnik, a jednak to wszystko zdarzyło się naprawdę.</description>
            <content:encoded><![CDATA[ <p><span style="color:#333333;">Opowieść o kierowniku kina Mewa w Piasecznie jest tak niezwykła, że aż czasami wydaje się nieprawdopodobna, szczególnie gdy analizuje ją młody czytelnik, a jednak to wszystko zdarzyło się naprawdę.&nbsp;</span></p><p><span style="color:#333333;">Jednym ze świadków był na szczęście dziennikarz, który spisał wydarzenia z lat pięćdziesiątych i sześćdziesiątych ubiegłego wieku w swoim pamiętniku. Pamiętnik, dość skromny, bardzo ciekawy, na szczęście ocalał, a ja mogłam go dostać i opracować. Wydarzenia zawarte w pamiętniku są wykładnią czasów i to co dziś zdumiewa, wówczas było wpisane w historię tamtych zdarzeń. Dziennikarz radiowy, autor wspomnień pan Jerzy Rowiński nie żyje od listopada 2023 r. jest pochowany na starym piaseczyńskim cmentarzu. Był mieszkańcem domu przy ul. Mickiewicza w Piasecznie, który to dom należał do jego rodziny. W czasach gdy wprowadzono kwaterunek jedno z mieszkań na parterze zajęło małżeństwo Kochów. On dostał bardzo intratną posadę kierownika kina Mewa w Piasecznie, bo prywatne kino Tęcza zostało upaństwowione o czym mogliśmy przeczytać w ogłoszeniu:&nbsp;</span></p><p><span style="color:#333333;"><i>„Z ogłoszenia Wojewody Warszawskiego z dnia 15 kwietnia 1959 r. o wszczęciu postępowania wywłaszczającego w odniesieniu do nieruchomości położonej w Piasecznie, stanowiącej własność obywatelki Gerberowej Anny nr AP IV. 4/0/49, w myśl artykułu 4 ustawy 4 dekretu z dnia 7 kwietnia 1948 r. o wywłaszczeniu majątków na cele użyteczności publicznej w okresie wojny 1939 – 1945 r. ...itd.”&nbsp;</i></span></p><p><span style="color:#333333;">Postępowanie powyższe, ponieważ dotyczy kina jest też przypieczętowane wnioskiem Przedsiębiorstwa Państwowego „Film Polski” z dnia 31 grudnia 1949 r. zatwierdzonego przez Ministra Kultury i Sztuki. Decyzję podpisali: Prezydent Rzeczpospolitej Bolesław Bierut, Prezes Rady Państwa Józef Cyrankiewicz, Minister Administracji Publicznej Edward Osóbka-Morawski i Minister Ziem Odzyskanych Władysław Gomułka.”</span></p><figure class="image"><img style="aspect-ratio:1559/948;" src="https://static2.przegladpiaseczynski.pl/data/wysiwig/2025/09/14/3-jurek-rowinski-w-szkole-w-zalesiu-w-1956-r.jpg" width="1559" height="948"><figcaption><span style="color:#333333;">Jurek Rowiński w szkole w Zalesiu, zdjęcie z 1956 r. fot: z albumu rodzinnego Jerzego Rowińskiego</span></figcaption></figure><h2><span style="color:#333333;"><strong>Tajemniczy kierownik kina i jego piękna żona</strong></span></h2><p><span style="color:#333333;">W wyniku perturbacji kino „Tęcza” zmienia nazwę na „Mewa”, a kierownikiem kina na kilka lat zostaje pan Stanisław Koch mieszkaniec domu przy ul. Mickiewicza. Oddaję „głos” Jurkowi Rowińskiemu.</span></p><p><span style="color:#333333;">….Pod nami, czyli moją rodziną Rowińskich, pokój z kuchnią zajmowało bezdzietne małżeństwo Kochów. On, Stanisław starszy o jakieś dwadzieścia parę lat od żony nie krył swojego żydowskiego pochodzenia. Lekko siwiejący, kręcone włosy i śniada cera chętnie utrwalana promieniami słonecznymi nadawały mu osobliwy, by nie powiedzieć egzotyczny wygląd. Ona, Krysia była ładną, elegancką, wytworną i zawsze pachnącą damą. Krystyna miała matkę gdzieś tam pod Grójcem. Na jakąś Wielkanoc matka przyjechała na parę dni do córki. Była to chuda, wysoka, zmęczona życiem kobiecina, w wiejskiej, długiej, granatowej spódnicy w jakieś białe, miniaturowe kwiatuszki, a na niej gładki fartuch i wyłożona mało wyprasowana koszula. Ogólnie można powiedzieć: skromna, uczesana w kapustkę, pochylona do przodu kobiecina. Snuła się po podwórku unikając jakiegokolwiek towarzystwa, czy rozmowy. Pewnego dnia pojawiła się na podwórku u boku ubranej w seksowne szorty córki. Pan Stanisław z wrodzonym sobie poczuciem humoru odezwał się do mojego ojca - Panie Rowiński, no niech pan sam powie, czy nie wyglądają jak siostry?....</span></p><h2><span style="color:#333333;"><strong>Koch jedzie do Ameryki&nbsp;</strong></span></h2><p><span style="color:#333333;">Koch miał siostrę w Ameryce, która przysyłała mu regularnie dolary, paczki z ciuchami, gadżetami i innymi dobrami zachodniego świata. Pamiętam awanturę, którą zgotował Krysi za to, że zrobiła pranie i powiesiła jego spodnie na sznurze rozwieszonym przy komórce, a w kieszeni tych spodni była złota papierośnica. Papierośnicy nie było w penetrowanych nerwowo przez nich kieszeniach. Znalazła się na drugi dzień w trawie – złota, gruba, ozdobiona z wierzchu jakimiś agatami i rubinami. W sumie dość dziwny gadżet w tych czasach i mocno podejrzany. W połowie lat 50. Stanisław Koch postanowił odwiedzić swoją siostrę w Ameryce. (Tu dygresja: jak to jest możliwe, że dostał paszport i wizę do Stanów? - nie wiem)</span></p><p><span style="color:#333333;">Koch zgotował uroczyste pożegnanie i pełne nostalgii przyjęcie, ucałował ziemię i odleciał za ocean z wcześniej wyrażoną ze łzami w oczach sugestią, iż być może już nigdy nie wróci do Polski. Mój ojciec musiał mieć jakieś podejrzenia, gdyż twierdził, że wróci szybciej niż się spodziewamy. I rzeczywiście nie minął miesiąc, gdy Koch pojawił się znowu w Piasecznie. Skończyły się paczki z Ameryki, dolary i ciuchy... Ojciec twierdził, że prawdziwy Koch, brat Amerykanki zginął w obozie koncentracyjnym, a nasz Stanisław po prostu przejął po nim tożsamość, czyli dokumenty i wieści o rodzinie. Rzekoma siostra w bezpośredniej konfrontacji wykryła mistyfikację i natychmiast wykupiła mu bilet powrotny.</span></p><p><span style="color:#333333;">Koch przywiózł z Ameryki prezenty. Ja dostałem plastikowy aparacik fotograficzny, który wypełniony wodą mógł sprawić niespodziankę komuś pozującemu do zdjęcia, oraz srebrny pistolecik również na wodę, ale także i na kapiszony. Oba prezenty nieopatrznie zaniosłem do szkoły, a chodziłem wtedy do „Krauzówki” w Zalesiu Dolnym, pochwaliłem się kolegom i zostawiłem w kieszeni kurtki powieszonej w szatni. No i tyle je widziałem.</span></p><h2><span style="color:#333333;"><strong>Lambretta, dynamówki i dziwny pan w Mercedesie</strong></span></h2><p><span style="color:#333333;">Zazdrościłem Kochowi jednej rzeczy. Pan Stanisław kupił sobie skuter. Lambrettę, którą z dumą jeździł do kina pokonując 500 – 600 metrów dzielących go od pracy. Kiedyś nawet przewiózł mnie tym skuterem do końca ul. Mickiewicza i z powrotem. Miał fajne życie. Do pracy udawał się na 16.00, wracał tuż po rozpoczęciu drugiego seansu, czyli około 19.00. Przedpołudnia spędzał najczęściej oparty o furtkę do ogródka, chłonąc łapczywie promienie słoneczne. Ubrany w kwieciste dynamówy lub jak kto woli w galoty. Miał też fajnych znajomych. Kiedyś przed bramą naszej posesji zatrzymał się&nbsp; beżowy Mercedes, wysiadł z niego ON....</span></p><p><span style="color:#333333;">O tym w następnej części pamiętnika, w której przedstawię pana z Mercedesa, opowiem o partyjkach pokera w ogrodzie przy ul. Mickiewicza i czym był przyprawiony rosołek w termosie.</span></p><h3><strong>CDN</strong></h3><p><span style="color:#333333;">Z pamiętnika Jerzego Rowińskiego w opracowaniu Małgorzaty Szturomskiej</span></p><p><span style="color:#333333;">Serdecznie podziękowania dla pani Anny za udostępnienie pamiętnika</span></p><figure class="image"><img style="aspect-ratio:1637/1200;" src="https://static2.przegladpiaseczynski.pl/data/wysiwig/2025/09/14/2-kino-mewa-zagralo-kino-wolnosc-kadr-z-filmu.jpg" width="1637" height="1200"><figcaption><span style="color:#333333;">Kino Mewa zagrało w filmie „Ucieczka z kina Wolność”, kadr z filmu – zbiory autorki</span></figcaption></figure><h4><span style="color:#333333;"><i><strong>Przeczytaj również:</strong></i></span></h4><figure class="media"><oembed url="https://www.przegladpiaseczynski.pl/artykul/13969,kino-w-piasecznie"></oembed></figure><figure class="media"><oembed url="https://www.przegladpiaseczynski.pl/artykul/14450,chodnik-czy-zatoka-problem-przy-przystanku-magnolii-w-jozefoslawiu"></oembed></figure><figure class="media"><oembed url="https://www.przegladpiaseczynski.pl/artykul/14476,planowane-wylaczenia-pradu-w-piasecznie-i-okolicach"></oembed></figure><figure class="media"><oembed url="https://www.przegladpiaseczynski.pl/artykul/14464,wisla-odslonila-tajemnice-krolewskiej-rezydencji"></oembed></figure><figure class="media"><oembed url="https://www.przegladpiaseczynski.pl/artykul/14461,tajemnicza-smierc-w-stefanowie-prokuratura-prowadzi-sledztwo"></oembed></figure><figure class="media"><oembed url="https://www.przegladpiaseczynski.pl/artykul/14454,przeglad-piaseczynski-wydanie-536"></oembed></figure> ]]></content:encoded>
            </item><item>
            <title><![CDATA[Wisła odsłoniła tajemnice królewskiej rezydencji]]></title>
            <link>https://www.przegladpiaseczynski.pl/artykul/14464,wisla-odslonila-tajemnice-krolewskiej-rezydencji</link>
            <guid>https://www.przegladpiaseczynski.pl/artykul/14464,wisla-odslonila-tajemnice-krolewskiej-rezydencji</guid>
            <pubDate>Fri, 12 Sep 2025 11:19:00 +0200</pubDate><media:content url="https://static2.przegladpiaseczynski.pl/data/articles/xga-4x3-wisla-odslania-tajemnice-krolewskiej-rezydencji-1757661581.jpg" type="image/jpeg" medium="image" /><description>W kamienistym dnie Wisły archeolodzy odkryli sensacyjne fragmenty królewskiej rezydencji. Co odsłoniła rzeka?</description>
            <content:encoded><![CDATA[ <p><span style="background-color:transparent;color:#000000;">Tegoroczna susza sprawiła, że poziom wody w Wiśle spadł niemal do rekordowego poziomu. W wielu miejscach rzeki na wysokości powiatu otwockiego, Wawra aż po Warszawę, Wisła odsłoniła kamieniste koryto rzeki, które przez wieki skrywało różne tajemnice przeszłości.</span></p><h4><span style="background-color:transparent;color:#000000;"><strong>Prażubr i ludzka czaszka</strong></span></h4><p><span style="background-color:transparent;color:#000000;">Niedawno informowaliśmy, że 11-letni Marcel Wroński odkrył nad Wisłą, przy Plaży Romantycznej w Wawrze, fragment czaszki z rogiem wymarłego żubra stepowego, który przekazał do Muzeum Ziemi PAN w Warszawie.</span></p><p><span style="background-color:transparent;color:#000000;">Z kolei na wysokości Góry Kalwarii ktoś znalazł ludzką czaszkę i poinformował o tym służby. W okolicy Mostu Południowego na S2 odkryto na dnie rzeki dużą drewnianą konstrukcję przypominającą burtę łodzi. Znalazca zgłosił znalezisko konserwatorowi zabytków.</span></p><h4><span style="background-color:transparent;color:#000000;"><strong>Sensacyjne znalezisko</strong></span></h4><p><span style="background-color:transparent;color:#000000;">Niedawno Wisła odsłoniła kolejne cenne znalezisko. W środę, 10 września, archeolodzy pod kierunkiem prof. Huberta Kowalskiego z Uniwersytetu Warszawskiego, przy wsparciu Miasta Stołecznego Warszawy, dokonali sensacyjnego odkrycia na dnie rzeki w okolicy Pragi Północ. Wydobyli fragmenty Villi Regii, królewskiej rezydencji Władysława IV Wazy, zniszczonej i zrabowanej przez Szwedów podczas potopu szwedzkiego w 1656 roku. Wśród znalezisk znalazł się m.in. ważący ponad 200 kg fragment łuku arkady oraz kapitel filara. Odnalezione elementy pasują do rekonstruowanej klatki schodowej pałacu, która znajduje się na wystawie stałej Muzeum Historii Polski.&nbsp;</span></p><h4><span style="background-color:transparent;color:#000000;"><strong>Ponad 20 ton historii&nbsp;</strong></span></h4><p><span style="background-color:transparent;color:#000000;">Odkrycie jest kontynuacją badań rozpoczętych w 2011 roku. Do tej pory z dna Wisły wydobyto już ponad 20 ton materiału kamieniarskiego i architektonicznego pochodzącego z Villi Regii, zbudowanej w latach 1637–1641 według projektu włoskiego architekta Giovanni Battisty Gisleniego. – Od chwili, gdy natrafiliśmy na pierwsze obiekty, wiedzieliśmy, że nurt Wisły działa tak intensywnie, że niemożliwe będzie jednorazowe wydobycie całości – komentuje prof. Hubert Kowalski. – Sezon 2015 okazał się przełomowy. Wtedy sądziliśmy, że to już koniec. A jednak rzeka co roku odsłania kolejne relikty przeszłości. Od tamtej pory nie prowadzimy już regularnych badań archeologicznych, ale corocznie kontrolujemy teren, sprawdzając, co nowego może ujawnić obniżający się poziom wody – dodaje profesor Kowalski.</span></p><h4><span style="background-color:transparent;color:#000000;"><strong>Historia ożywa dzięki odkryciom</strong></span></h4><p><span style="background-color:transparent;color:#000000;">Wszystkie te znaleziska wzbogacają zbiory Muzeum Historii Polski i przyczyniają się do rekonstrukcji jednej z najwspanialszych XVII-wiecznych rezydencji w Europie. – Dzięki tej monumentalnej konstrukcji opowiemy o potędze i bogactwie dawnej Rzeczypospolitej, a także, poprzez odniesienie do potopu szwedzkiego, o kryzysie państwa polsko-litewskiego – podkreśla Krzysztof Niewiadomski, zastępca dyrektora Muzeum Historii Polski ds. programowych.</span></p><figure class="image"><img src="https://static2.przegladotwocki.pl/data/wysiwig/2025/09/11/rezydencja-1.jpg" alt=""><figcaption>Fot. <span style="background-color:#ffffff;color:#080809;">MHP/ M. Cioch</span></figcaption></figure><figure class="image"><img src="https://static2.przegladotwocki.pl/data/wysiwig/2025/09/11/rezydencja-3.jpg" alt=""><figcaption>Fot. <span style="background-color:#ffffff;color:#080809;">MHP/ M. Cioch</span></figcaption></figure><figure class="image"><img src="https://static2.przegladotwocki.pl/data/wysiwig/2025/09/11/rezydencja-5.jpg" alt=""><figcaption>Fot. <span style="background-color:#ffffff;color:#080809;">MHP/ M. Cioch</span></figcaption></figure><figure class="image"><img src="https://static2.przegladotwocki.pl/data/wysiwig/2025/09/11/rezydencja-2.jpg" alt=""><figcaption>Fot. <span style="background-color:#ffffff;color:#080809;">MHP/ M. Cioch</span></figcaption></figure><figure class="image"><img src="https://static2.przegladotwocki.pl/data/wysiwig/2025/09/11/546869450-1246020530898558-4052538554517626263-n.jpg" alt=""><figcaption>Fot. <span style="background-color:#ffffff;color:#080809;">MHP/ M. Cioch</span></figcaption></figure><h4><span style="background-color:transparent;color:#c0392b;"><strong>Czytaj także:</strong></span></h4><figure class="media"><oembed url="https://www.przegladpiaseczynski.pl/artykul/14371,wisla-ujawnila-prehistoryczny-skarb-odkrycie-11-letniego-marcela"></oembed></figure><figure class="media"><oembed url="https://www.przegladpiaseczynski.pl/artykul/14439,721-bis-w-zawieszeniu-obwodnica-lesznowoli-bez-terminu"></oembed></figure><figure class="media"><oembed url="https://www.przegladpiaseczynski.pl/artykul/14461,tajemnicza-smierc-w-stefanowie-prokuratura-prowadzi-sledztwo"></oembed></figure><figure class="media"><oembed url="https://www.przegladpiaseczynski.pl/artykul/14454,przeglad-piaseczynski-wydanie-536"></oembed></figure><figure class="media"><oembed url="https://www.przegladpiaseczynski.pl/artykul/14444,basen-w-gorze-kalwarii-gotowy-kiedy-otwarcie"></oembed></figure><figure class="media"><oembed url="https://www.przegladpiaseczynski.pl/artykul/14437,xx-jarmark-piaseczynski-2025-weekend-pelen-tradycji-muzyki-i-atrakcji"></oembed></figure><figure class="media"><oembed url="https://www.przegladpiaseczynski.pl/artykul/14460,marihuana-na-rodzinnych-ogrodkach-dzialkowych-policja-zatrzymala-52-latka-wideo"></oembed></figure> ]]></content:encoded>
            </item><item>
            <title><![CDATA[Jak zniknęła stacja &quot;Zalesie Dolne&quot; i wróciła nazwa &quot;Zalesie Las&quot;]]></title>
            <link>https://www.przegladpiaseczynski.pl/artykul/14409,jak-zniknela-stacja-quot-zalesie-dolne-quot-i-wrocila-nazwa-quot-zalesie-las-quot</link>
            <guid>https://www.przegladpiaseczynski.pl/artykul/14409,jak-zniknela-stacja-quot-zalesie-dolne-quot-i-wrocila-nazwa-quot-zalesie-las-quot</guid>
            <pubDate>Sun, 07 Sep 2025 07:00:00 +0200</pubDate><media:content url="https://static2.przegladpiaseczynski.pl/data/articles/xga-4x3-jak-zniknela-stacja-zalesie-dolne-i-wrocila-nazwa-zalesie-las-1756906317.png" type="image/png" medium="image" /><description>Jest w Piasecznie maleńki budynek, który wzbudza duże emocje mieszkańców. Pobudowany został przy końcu lat 20. XX wieku i nadana mu została funkcja stacji kolejki grójeckiej.</description>
            <content:encoded><![CDATA[ <p>Czas powstania stacji z kasą biletową i poczekalnią był ciekawy dla mieszkańców okolic, bo trwała zakrojona na szeroka skalę kampania tworzenia miasta ogrodu, parcelacja dóbr wilanowskich i wysprzedaż działek. Kupowano więc place i stawiano domy. Założenie było takie, że powstaną tu głównie domy letniskowe, ale z czasem okazało się, że zaczęto budować też obszerne, piękne architektonicznie wille całoroczne. Idea „mieszkaj w mieście odpoczywaj na wsi” przekonała warszawskie elity do inwestowania w place budowlane zgodnie z modą. Idea<span style="color:#202122;"> miasta ogrodu, przypomnę, pojawiła się w 1898 roku w&nbsp;</span><a href="https://pl.wikipedia.org/wiki/Anglia"><span style="color:windowtext;">Anglii</span></a>,<span style="background-color:white;color:black;"> została stworzona przez&nbsp;</span><a href="https://pl.wikipedia.org/wiki/Ebenezer_Howard"><span style="color:windowtext;">Ebenezera Howard</span></a><span style="background-color:white;color:black;">a. Opisał ją swojej książce</span><span style="color:#202122;"> pt. Garden Cities of Tomorrow.</span>&nbsp;</p><figure class="image"><img style="aspect-ratio:1491/1114;" src="https://static2.przegladpiaseczynski.pl/data/wysiwig/2025/09/03/2-dom-zoski-zrzut-ekranu-2024-10-30-214610.png" width="1491" height="1114"><figcaption><span style="color:#050505;">Dom Zośki zdjęcie archiwalne fot: rejestr zabytków</span></figcaption></figure><p>Reklama tej akcji była potężna, nieomal we wszystkich warszawskich gazetach były informacje o sprzedaży.&nbsp;</p><p>Oto na przykład Kurjer Warszawski informował chętnych do nabywania ziemi:</p><p><i>ADAMÓW&nbsp;– ZALESIE:&nbsp;Sprzedajemy na długie raty tanie parcele w willowej, zdrowej, suchej, lesistej i ogrodowej okolicy wielkiej Warszawy...Niezawodna i bliska przyszłość. Stały wzrost wartości. 30 pociągów z Dworca Głównego. Kolejka. Tramwaje (jeszcze w bieżącym roku do Służewca). Akty hipoteczne natychmiast. Sprzedaż na dogodnych warunkach kredytowych i za gotówkę prowadzi Zarząd Główny Dóbr Wilanowskich w Warszawie ul. Marszałkowska 94 m. 18, tel. 8-44-56, godz. 9—14 i 17.30—19.</i></p><p>Skoro obiecywano dogodny dojazd do zalesiańskich posesji to musiano wybudować tu stację kolejki grójeckiej, a jak stacja to i kasa biletowa. Wysublimowany gust nowych mieszkańców i od samego początku ta zalesiańska duma i chęć odrębności zadecydowała o architekturze stacji. Nie to żeby postawić tu budynek w stylu większości stacji kolejki grójeckiej, patrz stacyjka w nieodległym Gołkowie, tylko coś w stylu narodowym, góralskim. No i cieszą oko te półszczyty z motywem słońca zwane promienistą tarczą. Pachnie mi tu trochę&nbsp; przewrotnością Witkacego, ale, że jest coś oryginalnego to pewne. I udało się zwrócić uwagę przejezdnych! Ileż to razy słyszałam pytanie od osób przejeżdżających przez Zalesie i udających się do mnie na kawę lub obiad – a cóż to za budynek stoi przy torach w tej leśnej okolicy?- Ach to stara stacyjka drodzy goście! - I zawsze słyszałam odpowiedź – Piękna. Zawsze zdumiewała urodą proporcji i tęsknotą za tym co polskie. Ciekawe jest to w tym maleńkim budyneczku, że od początku swojego istnienia do dziś przetrwała bez przekształceń, dobudów i innych cudów jak np. wymiana okien na plastikowe, co często się w okolicznych zabytkach zdarzało. O budynku tak pisze konserwator zabytków:</p><p>„Obecnie jest nieużytkowana wewnątrz. Kiedyś mieściła się tu kasa i poczekalnia, a nawet mieszkanie służbowe kasjerki. Był też czas, w którym mieszkała tu pięcioosobowa rodzina Zubkiewiczów. Toalety znajdowały się na zewnątrz budynku, wodę przynoszono z sąsiedniej działki. Wybudowano tu na użytek stacji niewielki budynek, ale rozebrano go.”</p><h2><strong>Nazwa stacji</strong></h2><p>Zaciekawiły mnie nazwy stacji. Pierwsze zdjęcie jakie posiadam informuje mnie, iż mamy tu stację Adamowo Zalesie, drugie zachowane sprzed wojny zdjęcie, że mamy tu stację Zalesie Las. Która nazwa jest właściwa, pewnie jedna i druga w zależności od zmian administracyjnych. Stacja kolejki grójeckiej w tym miejscu była do 1952 roku w powiecie grójeckim gminie Jazgarzew. Dziś jest w Piasecznie. Na starym planie sprzed wojny zobaczymy stację zalesiańską tuż przy rozgałęzionych torach, tylko nie zobaczymy granicy między Adamowem a Zalesiem Lasem. Czy była ta granica za stacją czy przed, czy może granice tworzyła ulica dziś Stołeczna? Nie wiem. Zadawanie pytań ma sens, bo wyjaśniają się wątpliwości co do nazw, jeśli znajdzie się odpowiedź na pytania. I ostatnia nazwa stacji to Zalesie Dolne utrzymująca się przez dziesięciolecia.</p><figure class="image"><img style="aspect-ratio:1317/1068;" src="https://static2.przegladpiaseczynski.pl/data/wysiwig/2025/09/03/3-stacja-adamowo-zalesie.jpg" width="1317" height="1068"><figcaption><span style="color:#050505;">Stacja Adamowo-Zalesie fot: Chwila Bieżąca koniec lat 20. XX w.</span></figcaption></figure><h2><strong>Zalesiańskie drewniane domy</strong></h2><p>Żeby tak zupełnie nie pozostawić stacyjki zalesiańskiej osamotnionej w swej ciekawej architekturze przypomnę kilka domów, które były stawiane w tym samym czasie co stacyjka i też były obiektami zachwycającymi swoim pięknem.&nbsp;</p><p>Pierwsza z nich to willa wzniesiona&nbsp; dla Józefa i Haliny Radwanów. Tak o tym pisze autor w katalogu zabytków: Projektantem budynku był Karol Siciński. styl: Budynek stanowi przykład architektury letniskowej w stylu narodowym. historia: Willa powstała w 1.20.XX w. jako budynek letniskowy wzniesiony dla Józefa i Haliny Radwanów w czasie rozwoju dzielnicy Piaseczna - Miasto Las Zalesie (Adamów), przy ówczesnej ulicy Królowej Jadwigi 8. Nieruchomość została następnie nabyta przez prof. Józefa Zawadzkiego, rektora Politechniki Warszawskiej na mocy aktu sporządzonego w 1929 r. Do 1939 r. budynek pełnił funkcję letniskową. Tu spędzał czas Tadeusz Zawadzki „Zośka”, harcmistrz, podporucznik AK, który poległ w 1943 r. w czasie akcji „Taśma”. Podczas Il wojny światowej willa pełniła cele konspiracyjne, odbywały się spotkania Polskiego Państwa Podziemnego i zebrania Szarych Szeregów. Budynek położony w malowniczym otoczeniu, typowym dla budownictwa letniskowego, zachowany z dużym stopniem oryginalnej substancji dziś jest odrestaurowywany.</p><p>Drugi z budynków&nbsp; to Willa „Siedziba” też zbudowana jako budynek letniskowy dla małżeństwa Heleny Marii Radwan i Władysława Radwan na działce kupionej w 1926 r. Nieruchomość ziemska przed zakupem działki była własnością właściciela rozparcelowanych dóbr Wólka Kozodawska. Drewniany dom dziś przy ulicy Anny Jagiellonki. W willi „Siedziba” w okresie od września do grudnia 1939 r. był szpital polowy. Od połowy listopada 1939 roku Helena Radwanowa razem z Ewą Krauze zorganizowały w budynku tajne nauczanie dla miejscowych dzieci, po wojnie była tu szkoła podstawowa. Dom do kapitalnego remontu.</p><figure class="image"><img style="aspect-ratio:1971/1326;" src="https://static2.przegladpiaseczynski.pl/data/wysiwig/2025/09/03/4-rozklad-pomieszczen-wewnatrz-stacji.png" width="1971" height="1326"><figcaption><span style="color:#050505;">Rozkład pomieszczeń wewnątrz stacji fot: rejestr zabytków</span></figcaption></figure><p>Trzeci dom z tych zachwycających ciekawą architekturą i stojący niegdyś w zalesiańskim lesie to dom ,w którym mieszkała pani <span style="color:#050505;">Krystyna Zielińska nauczycielka historii. Uczyła mnie w roku szkolnym 1968/69&nbsp; historii starożytnej w LO 34 w Piasecznie przy ul. Chyliczkowskiej. Mieszkała przez 50 lat w Zalesiu, a dom stał przy ul. Kopernika. Niestety już nie istnieje, a zdjęcie, które tu prezentuję, jest chyba jedynym zdjęciem tego domu jakie na dzień dzisiejszy mamy, wielki żal.</span></p><h2><span style="color:#050505;"><strong>Epilog</strong></span></h2><p><span style="color:#050505;">W październiku 2024 r. stacja kolejki grójeckiej zyskała nowy kolor elewacji, co mnie zainspirowało do napisania tego felietonu. Ciekawostką jest to, że zmieniono też nazwę stacji i wrócono do dawnej nazwy, czyli – ZALESIE LAS. Nazwa Zalesie Dolne przeszła do historii. Zapytałam pana prezesa&nbsp;</span><span style="color:#311F11;">Piaseczyńsko-Grójeckiego Towarzystwa Kolei Wąskotorowej&nbsp;</span><span style="color:#050505;">Michała Duraja o dalsze plany co do stacyjki, odpowiedział mi: w pierwszej kolejności trzeba zrobić inwentaryzację budynku stacji i pomyśleć o remoncie.</span></p><p><span style="color:#050505;">Dwa z wymienionych tu obiektów wymagają pilnych remontów: Stacyjka i Siedziba.</span></p><p>&nbsp;</p><h2><span style="color:#050505;"><strong>Czytaj też:</strong></span></h2><figure class="media"><oembed url="https://www.przegladpiaseczynski.pl/artykul/14126,z-pamietnika-jerzego-rowinskiego"></oembed></figure><figure class="media"><oembed url="https://www.przegladpiaseczynski.pl/artykul/14228,81-rocznica-powstania-warszawskiego-w-gorze-kalwarii-hold-oddany-bohaterom-film"></oembed></figure><figure class="media"><oembed url="https://www.przegladpiaseczynski.pl/artykul/14309,byla-wojt-gminy-lesznowola-ponownie-skazana"></oembed></figure><figure class="media"><oembed url="https://www.przegladpiaseczynski.pl/artykul/14407,mural-tytusa-brzozowskiego-w-konstancinie-jeziornie"></oembed></figure><figure class="media"><oembed url="https://www.przegladpiaseczynski.pl/artykul/14402,przeglad-piaseczynski-wydanie-535"></oembed></figure> ]]></content:encoded>
            </item><item>
            <title><![CDATA[81. rocznica Powstania Warszawskiego w Górze Kalwarii - hołd oddany bohaterom [FILM]]]></title>
            <link>https://www.przegladpiaseczynski.pl/artykul/14228,81-rocznica-powstania-warszawskiego-w-gorze-kalwarii-hold-oddany-bohaterom-film</link>
            <guid>https://www.przegladpiaseczynski.pl/artykul/14228,81-rocznica-powstania-warszawskiego-w-gorze-kalwarii-hold-oddany-bohaterom-film</guid>
            <pubDate>Sat, 02 Aug 2025 06:00:00 +0200</pubDate><media:content url="https://static2.przegladpiaseczynski.pl/data/articles/xga-4x3-81-rocznica-powstania-warszawskiego-w-gorze-kalwarii-hold-oddany-bohaterom-1754087841.jpg" type="image/jpeg" medium="image" /><description>W Górze Kalwarii odbyły się uroczyste obchody 81. rocznicy wybuchu Powstania Warszawskiego. Mieszkańcy upamiętnili lokalnych bohaterów, uczestników powstania.</description>
            <content:encoded><![CDATA[ <p>Podczas uroczystości poświęcono pięć nowych tabliczek, które przypominają o uczestnikach Powstania Warszawskiego związanych z gminą Góra Kalwaria. Choć nie byli oni rodowitymi warszawiakami, ich walka stała się częścią wielkiej narodowej historii. Po modlitwie i chwili zadumy głos zabrał burmistrz Arkadiusz Strzyżewski, który w wymownych słowach podkreślił znaczenie tego zrywu:</p><p><i>Powstanie Warszawskie. Wyrażenie, które w każdym z nas porusza czułą strunę. Wydarzenie, które stanowi istotę polskiej tożsamości narodowej. Istotę naszej narodowej dumy. Obraz uśmiechniętych młodych powstańców porusza nas wszystkich i nas buduje, a także nas łączy. Oczywiście podczas każdej rocznicy patrzymy w ten narodowy zryw, wiedząc to, czego ruszający do walki nie wiedzieli. My współcześni wiemy, powstanie trwało 63 dni, nie kilka jak planowano. Wiemy, że powstanie okazało się zagładą obywateli, zagładą elit. Okazało się zagładą stolicy. Trafnie i wzruszająco oddała ten dramat poetka Maria Pawlikowska-Jasnorzewska. Nazwała biało-czerwoną opaskę powstańczą lniano-krwawym bandażem. Ale wejdźmy proszę w położenie powstańców, którzy rozpoczynają rozprawę z wrogiem. Którzy rozpoczynają walkę w tamto wtorkowe popołudnie 1 sierpnia 1944 roku. Był to wybuch patriotyzmu, wybuch pragnienia rewanżu na niemieckim okupancie. Ale przede wszystkim wybuch pragnienia wolności, której namiastką był ten dzień 81 lat temu.</i></p><figure class="media"><oembed url="https://www.przegladpiaseczynski.pl/player/embed/2f366acc2b33497be4e0d151f617613c3c6f6776" data-mid="415"></oembed></figure><h3>Zobacz galerię zdjęć z obchodów:</h3><figure class="media"><oembed url="https://www.przegladpiaseczynski.pl/galeria/205,81-rocznica-powstania-warszawskiego-w-gorze-kalwarii-hold-oddany-bohaterom-galeria-zdjec"></oembed></figure><h2><strong>Upamiętnienie lokalnych bohaterów</strong></h2><p>Obchody w Górze Kalwarii to także wyraz pielęgnowania lokalnej pamięci historycznej. Nowe tabliczki przypominają pięciu uczestników Powstania Warszawskiego związanych z gminą. Wśród nich znaleźli się m.in. Władysław Borowski „Łoś”, sanitariuszka Wanda Leśniewska „Iga” oraz profesor Tadeusz Koszarowski, wybitny onkolog i lekarz powstańczy. Rodziny i przedstawiciele mieszkańców z wielkim wzruszeniem odsłaniali kolejne tabliczki, przypominając o bohaterstwie swoich przodków.</p><p>Wcześniej odbyła się modlitwa i poświęcenie tablic przez księdza proboszcza oraz wystąpienia gości, którzy podkreślali, że Powstanie Warszawskie to lekcja patriotyzmu, poświęcenia i solidarności. Wśród zebranych obecni byli także kombatanci oraz ich potomkowie, a wspólne śpiewy pieśni powstańczych przypomniały ducha tamtych dni.</p><p>Obchody zakończyły się złożeniem kwiatów pod tablicą pamiątkową.</p><figure class="image"><img src="https://static2.przegladpiaseczynski.pl/data/wysiwig/2025/08/02/pp-obchody-powstania-warszawskiego-gora-kalwaria-2557-dg-3.jpg" alt=""><figcaption>Fot. Dawid Grzelczak</figcaption></figure><figure class="image"><img src="https://static2.przegladpiaseczynski.pl/data/wysiwig/2025/08/02/pp-obchody-powstania-warszawskiego-gora-kalwaria-2557-dg-5.jpg" alt=""><figcaption>Fot. Dawid Grzelczak</figcaption></figure><figure class="image"><img src="https://static2.przegladpiaseczynski.pl/data/wysiwig/2025/08/02/pp-obchody-powstania-warszawskiego-gora-kalwaria-2557-dg-6.jpg" alt=""><figcaption>Fot. Dawid Grzelczak</figcaption></figure><h4>&nbsp;</h4><h2>Czytaj też:</h2><figure class="media"><oembed url="https://www.przegladpiaseczynski.pl/artykul/14214,rodzice-pelni-obaw-remont-szkoly-uda-sie-zakonczyc-przed-pierwszym-wrzesnia"></oembed></figure><figure class="media"><oembed url="https://www.przegladpiaseczynski.pl/artykul/14152,przeglad-piaseczynski-wydanie-531"></oembed></figure><figure class="media"><oembed url="https://www.przegladpiaseczynski.pl/artykul/14191,rusza-projekt-rozbudowy-ulicy-jarzabka-w-piasecznie"></oembed></figure><figure class="media"><oembed url="https://www.przegladpiaseczynski.pl/artykul/14215,kolejne-spory-burmistrza-z-radnymi-kto-moze-uczestniczyc-w-spotkaniach"></oembed></figure><figure class="media"><oembed url="https://www.przegladpiaseczynski.pl/artykul/14211,nowe-tabliczki-upamietniaja-bohaterow-powstania-warszawskiego-z-gory-kalwarii"></oembed></figure><figure class="media"><oembed url="https://www.przegladpiaseczynski.pl/artykul/14188,jan-zbigniew-potocki-przed-sadem-w-piasecznie-burzliwa-rozprawa-samozwanczego-prezydenta-polski"></oembed></figure><figure class="media"><oembed url="https://www.przegladpiaseczynski.pl/artykul/14155,martwy-mezczyzna-znaleziony-w-jeziorce-co-wydarzylo-sie-w-konstancinie-jeziornie"></oembed></figure><figure class="media"><oembed url="https://www.przegladpiaseczynski.pl/artykul/14192,tragiczna-smierc-przy-pilsudskiego-w-gorze-kalwarii"></oembed></figure> ]]></content:encoded>
            <author>d.grzelczak@przeglad.media (Dawid Grzelczak)</author></item><item>
            <title><![CDATA[Z pamiętnika pani Leokadii, czyli historia kamienicy Poncyliuszów - część 4]]></title>
            <link>https://www.przegladpiaseczynski.pl/artykul/14176,z-pamietnika-pani-leokadii-czyli-historia-kamienicy-poncyliuszow-czesc-4</link>
            <guid>https://www.przegladpiaseczynski.pl/artykul/14176,z-pamietnika-pani-leokadii-czyli-historia-kamienicy-poncyliuszow-czesc-4</guid>
            <pubDate>Sat, 26 Jul 2025 22:44:00 +0200</pubDate><media:content url="https://static2.przegladpiaseczynski.pl/data/articles/xga-4x3-z-pamietnika-pani-leokadii-czyli-historia-kamienicy-poncyliuszow-czesc-4-1753563454.png" type="image/png" medium="image" /><description>Pamiętnik pani Leokadii spisany był kilka dziesięcioleci po opisywanych w nim wydarzeniach, nie jest to dziennik pisany na bieżąco, dzień po dniu, więc zmusza mnie to do dokonania poszukiwań, aby to co zostało zapisane w pamiętniku uwiarygodnić i umiejscowić w historii miasta Piaseczna we właściwym czasie. Jeśli chodzi o czas Powstania Warszawskiego dużo informacji przekazali mi moi krewni zamieszkali w Piasecznie w tym czasie i to o czym pisze Leokadia całkowicie zgadza się w ich relacją.</description>
            <content:encoded><![CDATA[ <p style="text-align:justify;">1 sierpnia 1944 w Warszawie wybuchło powstanie. Żyliśmy wtedy w nieustannych nerwach, w strachu o losy bliskich i znajomych, którzy mieszkali w Warszawie, o to co będzie dalej. A tymczasem szerzyły się różne plotki, jedna straszniejsza od drugiej. Nikt nie był pewien życia ani swojej przyszłości. Zapanował straszny terror ze strony okupanta. Jedni ludzie ukrywali się po piwnicach, inni chcieli dostać się do Warszawy, żeby pomóc powstańcom.</p><p style="text-align:justify;">Jak już pisałam wcześniej grupa moich kolegów z czasów szkoły też chciała iść z pomocą walczącym ale skończyło się to dla nich tragicznie.</p><h2><strong>Życie w Piasecznie, w czasie gdy w Warszawie trwało powstanie we wspomnieniach Leokadii (fragment pamiętnika Leokadii Bąk)</strong></h2><p style="text-align:justify;">Straszne to były dni. Kolejka wąskotorowa nie jeździła, nie było żadnego połączenia z bliskimi miejscowościami a nad Warszawę latały eskadry samolotów. Nie wiedzieliśmy czy to niemieckie czy z pomocą powstańcom. Wciąż słychać było wybuchy bomb. Łuny płonących w Warszawie domów rozświetlały niebo. Czasem docierali do nas ci, którym udało się wydostać ze stolicy i opowiadali wstrząsające rzeczy. Żyliśmy w ciągłym strachu, nie wiedząc co przyniesie jutro.</p><p style="text-align:justify;">Jak było wtedy z zaopatrzeniem nie pamiętam. Wiem tylko, że ciotka Władzia Poncyliuszowa miała pod Piasecznem kawał ziemi, na której uprawiane były kartofle. Do ich wykopania, wtedy ręcznego, wynajęła kilka osób, miedzy innymi moją mamę. Robotnicom w polu dawało się wtedy podwieczorek. Mnie wysłano z tym podwieczorkiem na pole. Zawiesiłam koszyk z prowiantem na kierownicy roweru i pojechałam. A tu akurat były jakieś zrzuty z samolotów angielskich w okolicy lasu kabackiego. I zaraz też pojawiły się niemieckie samoloty, które zaczęły strzelać. Nad nami rozpętało się po prostu piekło. Wybuchła panika, akurat byłam już na polu, wszyscy pokładliśmy się w bruzdy na kartoflisku. To cud, że w to miejsce nie trafił żaden pocisk niemiecki, bo samoloty pikowały zdawało się tuż nad naszymi głowami. I od tej pory więcej mnie już ciotka na pole nie wysyłała.&nbsp;Mama też już więcej do wykopów nie chodziła. Było to w tamtym okresie zbyt niebezpieczne i co dzień powtarzało się to samo. Niemcy jak wściekłe psy wyciągali ludzi z domów i rozstrzeliwali. Zginęło wtedy wielu szanowanych obywateli.</p><p style="text-align:justify;">Sklep był w tym czasie zamknięty, bo nie było dowozu towaru. Ludzie bali się ruszać gdziekolwiek dalej więc nie przywozili świń na targ. Ale mieszkając u ciotki głodu nie zaznałam. W piwnicy pod domem były zgromadzone różne zapasy a w lodowni było jeszcze sporo mięsa. Kwitł więc handel wymienny.</p><p style="text-align:justify;">Po powstaniu wszyscy wierzyliśmy, że zbliża się koniec okupacji. Bo przecież Niemcy ponosili klęski na wszystkich frontach Europy. Niestety, długo jeszcze trzeba było czekać na koniec wojny a ostatnie miesiące były bardzo trudne. Niemcy mając świadomość, że kończy się ich panowanie, grabili co mogli i niszczyli, co wpadło im w ręce. Wiele obiektów państwowych wysadzali w powietrze. Każdy dzień przynosił jakieś nowe wieści o zbliżającej się ofensywie. Święta Bożego Narodzenia 44 roku były pełne nadziei, że wolność jest tuż, tuż. Ale byliśmy też pełni obaw i noce&nbsp; spędzaliśmy w piwnicy, gdzie były zgromadzone zapasy wody i żywności oraz miejsca do spania. Mówiono , że dworzec kolejki, który był bardzo blisko naszego (tj. ciotki) domu, Niemcy zaminowali. Gdyby zdążyli go wysadzić, nie wiem, czy uszlibyśmy z życiem.</p><h2 style="text-align:justify;"><strong>Udało im się uratować trochę złota</strong></h2><p style="text-align:justify;">Kiedy skończyło się powstanie i ludzie zaczęli opuszczać Warszawę, przez dom ciotki przewijało się mnóstwo osób. Niektórzy zatrzymywali się u nas na jedną noc i szli dalej do swoich rodzin, inni przebywali kilka dni, bo nie wiedzieli co ze sobą&nbsp; zrobić. Obydwie ciotki bardzo wszystkim pomagały, karmiły, dawały nocleg, ubrania. Pamiętam młodą kobietę z małym bardzo wynędzniałym dzieckiem, która była u nas dwa tygodnie. Nic nie wyniosła ze zbombardowanego domu w Warszawie, odżywiliśmy trochę&nbsp; ją i dziecko i jakoś ubraliśmy. Pewna rodzina&nbsp; Jarząbków, znajomi ciotki, którzy mieli w Warszawie sklep tej samej branży, mieszkali u nas do końca wojny. Był to starszy pan Jarząbek z synem,&nbsp;synową i kilkumiesięcznym dzieckiem. Byli bogatymi ludźmi, mieli sklep we własnej kamienicy przy ulicy Puławskiej. Udało im się uratować trochę złota. Po powstaniu, kiedy już się trochę uspokoiło, prowadzili razem z wujkiem interes do spółki. Mieszkali w tym pokoju na II piętrze, gdzie ukrywaliśmy towar.&nbsp;</p><figure class="image"><img style="aspect-ratio:4288/3216;" src="https://static2.przegladpiaseczynski.pl/data/wysiwig/2025/07/26/2-kamienia-poncyliuszy.jpg" width="4288" height="3216"><figcaption>Kamienica Poncyliuszów Fot: zbiory autorki</figcaption></figure><p style="text-align:justify;">Ale nie wszystkim tak się poszczęściło. Lokatorzy mieszkający w naszym domu również przygarniali uchodźców z Warszawy.&nbsp; Zdarzały się dni, kiedy u nas przebywało po kilkanaście osób. Najgorszy był dzień, kiedy niemieccy żandarmi ogłosili, że wszyscy, którzy nie mają tu zameldowania, muszą&nbsp; się zgłosić na placu przed kościołem. Jeździli samochodem po&nbsp; mieście i przez tubę ogłaszali ten rozkaz. Aż trudno opisać rozpacz tych, którzy musieli iść i tych co zostawali. Płakaliśmy wszyscy. To, że Jarząbków udało się ukryć, było zasługą ciotki. Na pewno pomocny okazał się ten znajomy żandarm, któremu wmówiono, że wujek jest chory i nie będzie miał kto zająć się wytwórnią. A Szwab lubił nasze szyneczki i kiełbaski.</p><p style="text-align:justify;">Po pewnym czasie zjawiła się u nas ciotka wujka Mietka z dziećmi, bo Niemcy rozpuścili już warszawiaków z obozu przejściowego w Pruszkowie. Długo jeszcze przychodzili biedni wygnańcy prosząc&nbsp; wsparcie i szukając bliskich. Uczestniczyliśmy w różnych akcjach pomocy. Kiedyś Niemcy&nbsp; ogłosili, że na tzw. świńskim targu, są zgromadzeni jeńcy, byli żołnierze biorący udział w powstaniu i można im podać gorący posiłek. Każdy wedle swoich możliwości starał się coś im dostarczyć. Nie wolno było tylko podawać papierosów. Jak już przyszliśmy z garem gorącej zupy, to udało się również podać, kiedy Niemiec się odwrócił, trochę papierosów. To na pewno była kropla w morzu ale sam ten odruch dużo dla nich znaczył. I dla nas też. Po latach dowiedziałam się, że wśród tych jeńców był również mój przyszły teść. Udało mu się później uciec, kiedy przechodzili przez Górę Kalwarię, skąd pochodził. Żałuję bardzo, że w młodości mało się interesowałam losami starszych i nie pytałam ich o ich przeszłość. Nie dowiedziałam się więc, co mój teść robił w Warszawie i&nbsp; jak&nbsp; trafił do niewoli.</p><h2 style="text-align:justify;"><strong>Czytaj też:</strong></h2><figure class="media"><oembed url="https://www.przegladpiaseczynski.pl/artykul/14174,proboszcz-przyznal-sie-do-brutalnego-zabojstwa-bezdomnego-wyjasnil-motywy-zbrodni"></oembed></figure><figure class="media"><oembed url="https://www.przegladpiaseczynski.pl/artykul/13287,z-pamietnika-pani-leokadii-czesc-3"></oembed></figure><figure class="media"><oembed url="https://www.przegladpiaseczynski.pl/artykul/13246,z-pamietnika-pani-leokadii-czyli-historia-kamienicy-poncyliuszow-cz-2"></oembed></figure><figure class="media"><oembed url="https://www.przegladpiaseczynski.pl/artykul/13197,z-pamietnika-pani-leokadii-czyli-historia-kamienicy-poncyliuszow"></oembed></figure><figure class="media"><oembed url="https://www.przegladpiaseczynski.pl/artykul/14152,przeglad-piaseczynski-wydanie-531"></oembed></figure> ]]></content:encoded>
            </item><item>
            <title><![CDATA[Z pamiętnika Jerzego Rowińskiego]]></title>
            <link>https://www.przegladpiaseczynski.pl/artykul/14126,z-pamietnika-jerzego-rowinskiego</link>
            <guid>https://www.przegladpiaseczynski.pl/artykul/14126,z-pamietnika-jerzego-rowinskiego</guid>
            <pubDate>Sun, 20 Jul 2025 06:55:00 +0200</pubDate><media:content url="https://static2.przegladpiaseczynski.pl/data/articles/xga-4x3-z-pamietnika-jerzego-rowinskiego-1752954093.jpg" type="image/jpeg" medium="image" /><description>Z pamiętnika Jerzego Rowińskiego, czyli o tym gdzie rosły czereśnie, ciekawe spotkanie obok domu Banasikowskich, kto doniósł Niemcom o majątku w piwnicy i czy w tym domu tragedia mieszkała</description>
            <content:encoded><![CDATA[ <p>Z Jerzym Rowińskim i Anią Perzyną spotkaliśmy się przypadkowo. Miejscem spotkania był dziki ogród przy ul. Świętojańskiej w Piasecznie, tuż obok niego płynęła rzeka Jeziorka, jeszcze wtedy w ogrodzie stał pałacyk Banasikowskich. Pałacyk był już po pożarze, ale jeszcze ciekawy dla odwiedzających to miejsce, potem był drugi pożar i już było wiadomo, że dom bogatych szewców, do których przyjeżdżał sam Wojciech Kossak zniknie z ogrodu. Jerzy i Anna wracali ze spaceru, a ja przyjechałam na ul. Świętojańską aby poczuć klimat odchodzącego Piaseczna. Nie znałam Jerzego Rowińskiego, może z widzenia, mieszkaliśmy w dzieciństwie nieopodal siebie, byliśmy prawie sąsiadami. On był z domu przy ul. Mickiewicza, ja z domu przy ul. Kniaziewicza.</p><p>&nbsp;Stałam przy moście na Jeziorce i widocznie Jerzy instynktownie wyczuł, że warto mnie zagadnąć. Dziennikarze tak mają, jeśli są dobrymi dziennikarzami, że dość szybko wyczują człowieka i wiedzą, że warto z nim pogadać. Jerzy Rowiński był dziennikarzem muzycznym jedynki, potem pracował w Radiu dla Ciebie, prowadził ciekawe audycje, które często słuchałam. Podczas krótkiego spotkania Jerzy opowiedział mi o domu przy ul. Mickiewicza, który zbudował jego ojciec. O lokatorach mieszkających tu w latach 50. i 60. XX w. Zainteresował mnie historią kierownika kina Mewa. Umówiliśmy się z Jerzym i Anną na następne spotkanie, ale los zadecydował inaczej. Potem był covid, choroba Jerzego i tak minął czas. Jerzy Rowiński zmarł w listopadzie 2023r. Byłam przekonana, że już nigdy nie usłyszę lub przeczytam jego opowieści o Piasecznie. I tu znów stało się inaczej. Niedawno spotkałyśmy się z Anną. Przyjechała do mnie z Warszawy i przywiozła pamiętnik Jerzego. To była dla mnie niespodzianka. Postanowiłyśmy z Anną, że opracuję tenże pamiętnik i włączę go do swoich opowieści. Zapraszam do czytania.</p><figure class="image"><img style="aspect-ratio:1511/939;" src="https://static2.przegladpiaseczynski.pl/data/wysiwig/2025/07/19/a-4-dom-banasikowskich.jpg" width="1511" height="939"><figcaption>Dom Banasikowskich przy ul. Świętojańskiej. Tu spotkaliśmy się z Anią i Jerzym, które to spotkanie zaowocowało po latach opracowaniem pamiętnika Jerzego Rowińskiego fot: autorka</figcaption></figure><h2><strong>Rodzina Rowińskich w opowieściach Jerzego Rowińskiego</strong></h2><p>Życie jednego człowieka w kilku ustrojach, związkach małżeńskich, konstelacjach damsko – męskich, w kilku zakładach pracy, no i w wielu sytuacjach. Nie wiem czy taki memuar powinien być prowadzony chronologicznie czy tematycznie. A gdyby tak pomieszać obie metody?</p><p>Urodziłem się w 1948 r. Ojciec prowadził wówczas sklep z tekstyliami przy ulicy Kościuszki w Piasecznie. Za sklepem mama miała pracownię krawiecką, w której pracowało kilka pań – czeladniczki i uczennice. Lokal wynajmowany przez nich, nie był ich własnością, ale wyposażenie&nbsp; i towar w postaci bel materiałów już tak. Jak na komunizm całkiem nieźle. Ojciec urodzony w 1911 r. w Komorowie, do wybuchu wojny pracował w Państwowych Zakładach Lotniczych. W czasie wojny poznał w Piasecznie o 10 lat młodszą córkę miejscowego szewca, który też zatrudniał czeladnika, swojego syna Michała i kilku uczniów. Miał zakład szewski przy ul. Warszawskiej. W wolnej chwili zajmował się też rolnictwem i sadownictwem.</p><figure class="image"><img style="aspect-ratio:1176/834;" src="https://static2.przegladpiaseczynski.pl/data/wysiwig/2025/07/19/2-jerzy-i-anna.jpg" width="1176" height="834"><figcaption>Ania Perzyna i Jurek Rowiński w pracy w radiu fot: z albumu Jerzego</figcaption></figure><h2><strong>Sad czereśniowy w miejscu, gdzie dziś stoi Lamina</strong></h2><p>&nbsp;Tam, gdzie w latach 50. XX w. pobudowano Zakłady Lamp Oscyloskopowych i Laminę dziadek miał pas ziemi, najwyżej morgę. Pielęgnował tam sad czereśniowy, w którym między drzewami rosło żyto. Ziemia tu była nadzwyczaj urodzajna, plony wysokie, drzewa rodziły co roku dużo owoców. W okresie dojrzewania i zbierania owoców, dziadek stawiał w sadzie słomianą budkę, w której przebywał dniem i nocą pilnując, by jego czereśnie nie były rozkradane, bo były łakomym kąskiem dla złodziejaszków i innych amatorów cudzej własności. Moda wśród mieszkańców Piaseczna na chodzenie na tak zwane dzierżawy, była dość powszechna. Posiłki przynosiła mu żona. Przyszedł czas gdy drzewa czereśniowe ścięto, na miejscu postawiono fabryki. Dziadek otrzymał hektar ziemi z majątku poniemieckiego będącego przy drodze do Chylic. Obecnie znajduje się tu osiedle mieszkaniowe Curtisa. Dziadek podzielił ten grunt na cztery działki i rozdał dzieciom. Moja mama dostała najmniej atrakcyjną działkę graniczącą z zagajnikiem. Powodem tej niesprawiedliwości było to, że dziadek nie lubił swojego zięcia. Był człowiekiem zamożnym i uważał, że córka powinna wyjść za mąż za bogatszego chłopaka. Podczas świąt i innych uroczystości rodzinnych wychwalał swoje dzieci: Michała, Kazika, Manię, Stasię i Helenkę. Rzadko zwracał się do mojej mamy Jasi. Jej męża uważał za „biedusza”, który wżenił się w rodzinę obywateli ziemskich Piaseczna. Bardzo często powtarzał zięciowi: „ja umrę, a ty dostaniesz po mnie ucho od śledzia”.</p><h2><strong>Swary o majątek kończą się „wizytą” Niemców</strong></h2><p>&nbsp;Swej najstarszej córce dziadek podarował dom vis a vis ul. Pomorskiej na granicy Zalesia i Piaseczna. Gdy Mania umarła w 1941 r. jej mąż, piekarz z Góry Kalwarii niezadowolony, bo też dostał „ucho od śledzia”, a uważał, że po paru latach małżeństwa należy mu się jakiś spóźniony posag po żonie, z zemsty doniósł Niemcom, że teść ma w piwnicy spory majątek w postaci skór, z których szył obuwie. Niemcy przyjechali ciężarówką, postawili gospodarzy pod ścianą, opróżnili piwnicę, a na końcu wszyscy się cieszyli, że na tym się skończyło.&nbsp;</p><p>Dziadek zaproponował domek pod Zalesiem mojej mamie, ale mój ambitny tato stanowczo odmówił. Może i dobrze, bo ten dom prześladowało jakieś fatum. Na początku lat 50. dom dostała Hela, żyła tylko 32 lata, jej dwaj synowie zmarli w tragicznych okolicznościach, jednego z nich żona zginęła w wypadku. Można w to fatum nie wierzyć, ale jest tak, że niektóre domy są szczęśliwe, rodziny w nich mieszkające żyją długo, ale nie w tym przypadku.</p><p>Po wojnie mój tato prowadził sklep z tekstyliami, duży wypełniony belami materiałów, podszewek, koców i firanek. Interes szedł świetnie. Do czasu. Pewnego dnia Piaseczno obiegła informacja, że UB zarekwirowało właścicielowi apteki przy ul. Nadarzyńskiej cały nowy towar, kupiony za dużą sumę. Jakby czekali, że magazyn wypełni się aż po brzegi. Zaproponowali właścicielowi kierowanie apteką, bo właśnie została upaństwowiona. Ojciec przeczuwał najgorsze, już wiedział, że jego sklep może spotkać to samo co aptekę. Mieszkaliśmy wówczas w ładnym mieszkaniu w domu Pod Kościuszką przy ul. Sienkiewicza 6. Dom po wojnie poszedł pod kwaterunek i ojciec postanowił wybudować nowy dom.&nbsp;<strong>CDN</strong></p><figure class="image"><img style="aspect-ratio:1277/1845;" src="https://static2.przegladpiaseczynski.pl/data/wysiwig/2025/07/19/1-rodzina-na-spacerze-w-wozku-maly-jurek.jpg" width="1277" height="1845"><figcaption>Rodzina Rowińskich na spacerze, w wózku pierwszy od lewej Jurek. Piaseczno 1948/49 fot: z albumu rodzinnego Jerzego Rowińskiego</figcaption></figure><h4><i><strong>Przeczytaj również:</strong></i></h4><figure class="media"><oembed url="https://www.przegladpiaseczynski.pl/artykul/14120,wiecej-autobusow-lokalnych-od-sierpnia"></oembed></figure><figure class="media"><oembed url="https://www.przegladpiaseczynski.pl/artykul/14125,planowane-wylaczenia-pradu-w-piasecznie-i-okolicach"></oembed></figure><figure class="media"><oembed url="https://www.przegladpiaseczynski.pl/artykul/14112,konstancin-jeziorna-planuje-nowoczesne-centrum-sportu-z-basenem"></oembed></figure><figure class="media"><oembed url="https://www.przegladpiaseczynski.pl/artykul/14107,straz-miejska-zabezpieczyla-ruine"></oembed></figure><figure class="media"><oembed url="https://www.przegladpiaseczynski.pl/artykul/14100,rusza-przebudowa-skrzyzowania-ul-wareckiej-i-zalesnej-powstanie-rondo-na-granicy-dwoch-gmin"></oembed></figure><figure class="media"><oembed url="https://www.przegladpiaseczynski.pl/artykul/14048,przeglad-piaseczynski-wydanie-530"></oembed></figure> ]]></content:encoded>
            </item></channel>
</rss>
