Do widzenia

127

Ryszard Zatorski po raz kolejny udowadnia, że zamiast kręceniem filmów powinien zająć się czymś innym. O ile istnieje zajęcie, któremu podoła.

Nie chcieliśmy recenzować tego filmu, bo szkoda nam tej jednej recenzji tygodniowo na takie paskudztwo. A tym bardziej szkoda nam czasu spędzonego w kinie. Nie udało się. Jak w przypadku każdej polskiej komedii romantycznej, „Dzień dobry, kocham cię!” zalewa nasze kina tak, że ciężko trafić na inny film.

W recenzji powinno być coś o fabule, prawda? No dobrze, niech będzie: On poznaje Ją, zakochuje się, ale na drodze wielkiej miłości staje Drugi On, bogatszy i przystojniejszy. Wystarczy? Chyba tak. A komu nie wystarczy, podpowiadamy: reżyserem i scenarzystą filmu jest Ryszard Zatorski. Ten sam, który onegdaj uraczył nas „Tylko mnie kochaj”, „Dlaczego nie!”. Skoro już wiecie, co nakręcił i napisał wcześniej, już wiecie, czego się spodziewać po „Dzień dobry…”. W rolach głównych, jak zwykle u Zatorskiego, ci, których nazwiska są akurat w tym czasie w modzie, a więc Barbara Kurdej-Szatan, Łukasz Garlicki, Maciej Musiał i Weronika Książkiewicz. Plus jedna „świeżynka”, czyli Aleksy Komorowski, którego jedynym atutem jest uroda.

Do tego nieodzowna ścieżka dźwiękowa, złożona z polskich i zagranicznych hitów ostatnich lat, zamordowanych dawno przez stacje radiowe. Pasuje do gatunku, który usiłuje zamordować polski przemysł filmowy.

Jeśli więc macie ochotę wybrać się do kina, usiądźcie i poczekajcie, aż Wam przejdzie.